Przedostatni dzień wolności. Od piątku będę zmuszona codziennie stawiać się na uczelni po to, żeby wynudzić się przez kilka jakże długich godzin, zyskać poczucie straconego dnia i doznać olśnienia, że mój entuzjazm, związany z kierunkiem studiów (teoretycznie studiuję to, co lubię) zostaje skutecznie z godziny na godzinę studzony.
Pociesza mnie jedynie fakt, że wraz z rozpoczęciem roku akademickiego czas zaczyna niesamowicie pędzić, mimo chwilowego zatrzymania podczas trwania wykładów. Pierwszy rok przeleciał nawet nie wiem kiedy - wydawało mi się, że dopiero ustąpił stres związany z rozpoczęciem nowego etapu w moim życiu, a już stałam przed salą egzaminacyjną, czekając na egzaminy końcowe.
Mam taką cichą nadzieję, że i ten rok minie całkiem szybko. Chciałabym mieć już studia za sobą.
Zanim zaczęłam studiowanie, każdy powtarzał mi, że studia to najlepszy czas w życiu. Bzdury :-) Moja uczelnia jest niesamowicie wymagająca, wykładowcy zadają prace domowe jak dzieciom w podstawówce, a od studentów oczekuje się chodzenia 24/7 przygotowanymi do zajęć. Gdzie w tym znaleźć czas na życie prywatne? No ja znajduję, ale dzieje się to kosztem nauki, gdyż walnięta nie jestem, żeby jak cyborg wykonywać wszystkie polecenia wykładowców - eat/sleep/English. Często akurat na Inglisz brakuje czasu - na szczęście są poprawki ;-)
Mam jeszcze jedną nadzieję - że ten rok przetrwam podobnie do poprzedniego lub też nawet lepiej - będę miała wakacje, a nie okres przygotowawczy do egzaminów poprawkowych :-)) Słyszałam, że na mojej uczelni wszyscy zdają na trzeci rok, a egzaminy to tylko formalność, ale ... strzeżonego... i tak dalej :-) Może mi się uda trochę bardziej zabrać za naukę w tym roku, ale nic nie obiecuję, bo jestem człowiekiem leniwym i takie przedsięwzięcia mogą się nie udać z przyczyn technicznych ;-)
A teraz udam się na godziwe lenistwo, gdyż muszę upamiętnić zakończenie wakacji i nacieszyć się ostatnimi dniami wolnego xD
A ja przez cały okres studiów byłam z nich bardzo zadowolona :) Nawet kiedy wszyscy narzekali.
OdpowiedzUsuńCo do najlepszego okresu - to zależy co dla kogo to oznacza. Ja miałam strasznie dużo pracy na studiach, niemal nie było czasu na przyjemności, ryczałam nieraz z bezsilności, bo doba była za krótka. A mimo to uważam, ze to był jeden z najlepszych okresów w moim życiu :)
Margolko, ja bym tak nie dała rady. Muszę mieć czas dla siebie, bo bym zwariowała :-) Zauważyłam, że na studiach przydałaby się doba wydłużona o kilka godzin, ale nie zamierzam przez nadmiar nauki przez kilka miesięcy rujnować swoje życie prywatne :) Nie muszę być prymusem przecież, czwórki i trójki mnie w pełni satysfakcjonują :-))
OdpowiedzUsuńCo do tego najlepszego okresu w zyciu to moze i prawda, ale u mnie byl on zupelnie niezwiazany ze studiami i trwa do dzis :) Zobaczysz, ze studia mina Ci tak szybko, ze nawet tego nie zauwazysz, mimo tego, ze teraz moze sie wydawac ze ciagna sie niemilosiernie. A najszybciej mija MGR... :)
OdpowiedzUsuńtakze uszy do gory ;)
Niektórzy myślą, że poprawki mamy dlatego, że się nie uczymy. Ale nie zawsze tak jest. Trzeba wziąć pod uwagę, że mamy swoje życie prywatne, swoje problemy, które często nie pozwalają nam się uczyć. Ja np. nie byłam w stanie uczyć się do poprawki przez ponad połowę wakacji. Po tym, jak zmarł mój Dziadek, nawet nie myślałam o nauce. Szczerze mówiąc, miałam ją wtedy głęboko gdzieś. Potem praktyki, praca, żeby móc coś w cv wpisać. Teraz pracuję prawie na 3 stanowiskach + praca charytatywna. Oczywiście rodzinie i Panu D. również muszę poświęcić troszkę czasu. Więc... niech mnie cmokną gdzieś, osoby mówiące, że jestem leniem i dlatego nie zdaję egzaminów. Niektórym łatwo powiedzieć, jeśli siedzą na pupie i nie mają nic do roboty:P
OdpowiedzUsuńTakże Kochana, rozumiem Cię:):*
Kfiatushku, mam nadzieję, że miną szybko :) MGR to już na pewno, bo mam zamiar je robić zaocznie, ale póki co jestem skazana na codzienne bywanie na uczelni, dlatego się to tak wlecze :)
OdpowiedzUsuńStorczyku, nie wiem czy zauważyłaś podejście większości wykładowców - uważają, że studenci mają tylko jeden przedmiot - ten, którego on uczy, i mają przecież tyyyyyyle czasu na naukę, że wstyd, żeby ktokolwiek w ogóle trójkę dostał ;)
OdpowiedzUsuńMnie też mogą cmoknąć, mam swoje życie do którego nauka jest dodatkiem, a jak wiadomo, dodatek nie może zdominować części głównej :-)
Korzystaj z ostatnich chwil luzu bo potem już nie będzie czasu na odpoczynek :)
OdpowiedzUsuńNo ale mam nadzieję że na ty roku będzie już trochę łatwiej i profesorzy będą bardziej wyrozumiali.
Pocieszę Cię, że jeszcze dwa lata, bo podejrzewam, że najpierw będziesz robiła licencjat...A potem magisterskie? Minie Ci ten czas jak minęło liceum, ale pewnie nie ma też co się tak zamęczać, czasem odpoczynek wskazany;)) A potem będziesz oglądała swój dyplom i pracę magisterską, którą pisałaś i fajnie się ją będzie czytało po kilku latach;)))
OdpowiedzUsuńCóż mogę powiedzieć...wszystko co dobre kiedyś się kończy...życzę Ci wytrwałości i osiągnięć wielu...Wyobraziłem sobie Twoje zdziwienie...Adam...
OdpowiedzUsuńEwelinko, dobrze prawisz::D Albo twierdzą, że skoro nam nie idzie nauka, to chodzimy na imprezy. Bo co student ma innego do roboty? Nauka i alkoholizowanie się nie? Głupi stereotyp:/
OdpowiedzUsuńDinoora, wątpię, że oni posiadają taką cechę jak wyrozumiałość, ale może materiał będzie lżejszy, to chociaż tyle lepiej by było :)
OdpowiedzUsuńBella, wszystko jest fajne, jeśli już nas nie dotyczy :-) nawet praca licencjacka czy magisterska po latach wydaje się miłym wspomnieniem, choć w czasach studiów niemal krwią była okupowana :-)
OdpowiedzUsuńAdamie, szkoda, że wakacje się też zaliczają do tych rzeczy, które się skończyć muszą...
OdpowiedzUsuńStorczyku, poniekąd dobrze myślą z tym alkoholizowaniem się, bo ja lubię czasem kilka piw wypić ze znajomymi :-) ale poza tym jest jeszcze masa innych rzeczy do roboty, o których się wykładowcom nie śniło, bo przecież oni nigdy studentami nie byli, nieprawdaż? ;]
OdpowiedzUsuńCześć Ewela :)
OdpowiedzUsuńMoje studia też były bardzo pracochłonne i czasochłonne, nie wybawiłam się za bardzo.
Ale to nawet lepiej, że dokładnie wiecie, jakie są wobec Was wymagania, samodzielna praca jest czasem jeszcze trudniejsza, bo można nie trafić w gust profesora.
A życie po studiach to jeszcze poważniejsza sprawa, studia właśnie do tego mają przygotować.
Chociaż oczywiście z perspektywy młodego człowieka i po lekturze książek oraz historiach rodem z filmów student to człowiek wolny i zajmujący się balangowaniem, życie pokazuje, że naprawdę jest o wiele trudniej.
Powodzenia! :))
Witaj Iw, tak prawdę mówiąc, to studia i tak niewiele przygotowują do życia ;-) to co oni tam na uczelniach studentom do głów upychają często nijak się ma do rzeczywistości...
OdpowiedzUsuńPowodzenie mi się przyda bardzo, więc nie dziękuję! :-)
Klik dobry;)
OdpowiedzUsuńJak przebrnęłaś przez pierwszy rok studiów, to i drugi przeżyjesz;D I kolejne też. Przecież wycofać się już będzie nie sposób. Wydaje mi się że na pierwszym roku jest najtrudniej z kilku powodów: nowa uczelnia, nowe środowisko, wszystko właściwie nieznane, no i duuużo materiału do nauki. Potem już lżej, bo uczelnia opanowana i chyba przedmiotów mniej. Pozdrowionka :)
Spoko maroko, dasz radę. Pomyśl, że my mamy już gorzej, praca, praca i dwa tygodnie wakacji, bo więcej to juz ojejejeju :))
OdpowiedzUsuńZobaczysz jak czas zacznie pędzić i jak będzie ciężko o czas na życie prywatne jak zaczniesz pracę. Bo jak pracę zarwiesz na konto życia prywatnego to przestaniesz mieć za co żyć ;) Oj, Programista teraz ma przerwę w studiach a i tak ciężko jest nam się umówić z jakimikolwiek znajomymi bo ciężko jest wygospodarować luźne 2h tygodniowo... Ja już się boję jak to będzie jak wróci na studia na te 1,5 roku :/
OdpowiedzUsuńBetween, na to liczę, że w tym roku będzie chociaż troszkę łatwiej ;-)
OdpowiedzUsuńAga_xy, jeśli mi się uda pracować w zawodzie, to będę miała znacznie dłuższe wakacje :-) nauczyciel przeważnie wakacjuje podobnie jak uczniowie :D
OdpowiedzUsuńŻono Programisty, tyle tylko, że praca tym się różni od nauki, że wracając z roboty wracasz do życia prywatnego, a studiując, nawet po szkole trzeba myśleć o nauce i się nią zajmować...
OdpowiedzUsuńA ja miałam piątki i czwórki uczyłam się dużo, ale wcale nie oznaczało to, ze musiałam się pożegnać z życiem prywatnym! Myślisz, ze wtedy mogłabym powiedzieć, że to był mój najlepszy okres?
OdpowiedzUsuńNapisałam że NIEMAL nie było czasu, nie że wcale go nie było :) Bo grunt to dobra organizacja
To na studiach chodziłam najczęściej do kina, to wtedy chodziłam na imprezy, to wtedy byłam na największej ilości babskich wieczorów z winem i plotkami. Do tego regularnie chodziłam raz w tygodniu na aerobik i basen i jeszcze pracowałam popołudniu. Naprawdę wszystko jest do zrobienia :) To był wspaniały czas.
Margolko, może teraz w tym roku się do mnie edukacja uśmiechnie i odpuści z deka, to może i ja znajdę czas na jakieś przyjemności :D skoro mówią, że pierwszy rok jest najgorszy, to skoro przez niego przebrnęłam w całości, to teraz musi być tylko lepiej :))
OdpowiedzUsuńHihi, taaaa wiem, że tak mówią :)) No to niech mówią, może czasami faktycznie tak jest ;)
OdpowiedzUsuńNie, no nie dołuj się.
Mówię Ci, ze grunt to dobra organizacja i systematyczność
Też marzę o tym, aby ten II rok minął jak najszybciej. Mnie studiowanie też jakoś nie kręci. Udanego korzystania z wakacji! ;)
OdpowiedzUsuńaivio
Evi, zgadzam się ;)) Szkołę to się fajnie potem wspomina, choć...nie zawsze. Kilkoro koszmarnych nauczycieli czy dziwnych wykładowców pamięta się zawsze...A i nawet potrafią się po latach przyśnić! hihihi
OdpowiedzUsuńMargolko, skoro tak mówisz, to pokładam nadzieję w to, że masz rację :D
OdpowiedzUsuńAivio, chyba trzeba być stukniętym, żeby uważać studiowanie za coś, co może człowieka kręcić xD
OdpowiedzUsuńBella, żebyś wiedziała - chemica z liceum do tej pory mi się śni po nocach :D
OdpowiedzUsuńa mi babsztyl od matmy hihihihi;)))))))
OdpowiedzUsuńZgroza :D
OdpowiedzUsuń