Ciekawe ile osób czytających mnie odnosi wrażenie, że jestem szczęśliwa, nie mam żadnych większych problemów, beztrosko sobie studiuję, a od czasu do czasu snuję plany na przyszłość.
A słyszeliście kiedyś takie stwierdzenie, że "pozory mylą"?
Otóż mylą.
Nie bez powodu chciałabym się wyprowadzić z domu. Nie bez powodu nachodzą mnie myśli o rzuceniu studiów i pójściu do pracy. A to wszystko przez osobę, zdawałoby się, najbliższą...
Długo to w sobie tłumiłam, ale w końcu wezmę to z siebie wyrzucę, może mi będzie chociaż trochę lżej.
Nie wiem w którym momencie mojego życia tak bardzo podpadłam mojej matce. Po prostu nie wiem. Kiedy sięgam pamięcią bardzo mocno wstecz, to w zasadzie zawsze tak było, że coś do mnie miała. A ostatnimi czasy bardziej się to nasiliło.
Mojej matce przeszkadzam w całej swojej okazałości. Że moja grzywka jest taka a nie inna, że mam takie oczy jakie mam, że tak się patrzę, a nie inaczej, że kiedy siedzę przy stole to trzymam rękę w taki sposób, a nie w inny, że się odzywam, że się nie odzywam, że coś robię, że czegoś nie robię... Dużo by wymieniać. A podsumowując - wszystko robię nie tak.
Być może dałoby mi to do myślenia, że może faktycznie dużo rzeczy robię źle, gdyby nie fakt, że moja własna matka nie ma do mnie za grosz szacunku. "Ty idiotko, kretynko, krowo, może byś czasem użyła mózgu?" - tak się zwraca kochająca matka? Nie żeby to mi się należało - ja do matki zawsze miałam szacunek, choć nigdy na niego nie zasługiwała, po prostu zawsze wpajano mi, że matkę należy zawsze kochać i szanować, bez względu na to jaka jest. Ale ostatnio przesadziła na tyle, że już szczątki tego "szacunku" mojego do niej rozpadły się chyba bezpowrotnie.
Któregoś dnia zapomniałam o suszeniu grzybów (wystarczyło włączyć piekarnik) i zaczęła się na mnie wydzierać (wydzierać, to chyba za lekkie słowo, ale już nie będę używać brzydszych określeń), że ona nie wie jak można było zapomnieć. Wtrącę tylko w tym miejscu, że moja matka ma niesamowitą sklerozę - potrafi zapomnieć to, co się do niej mówiło w ciągu 10-ciu minut lub krócej. Więc mimo jej krzyków mówię spokojnie, że każdemu się zdarzy zapomnieć. Zgadnijcie, co usłyszałam w odpowiedzi. Że owszem, zdarza się zapomnieć, ale normalnym ludziom, a nie mnie, bo ja przecież wcale mózgu nie używam...
Miłe, prawda? Naprawdę nie wiem czym sobie zasłużyłam na takie traktowanie.
Moja matka jest niezwykle specyficznym człowiekiem. To jest furiatka i klasyczny choleryk. Nikt inny nie ma racji, tylko ona, świat by bez niej nie istniał, a my, nędzni domownicy, bez niej byśmy z głodu i brudu pomarli. "Ona traktuje ten dom jak hotel" - tak powiedział jeden z domowników. W zasadzie to tak jest - wychodzi rano, wraca późnym popołudniem (w tym czasie pewnie przez jakąś chwilę pracuje, potem lata na zakupy, spotkania i Bóg jeden wie co jeszcze), siada przed telewizorem i do późnej nocy go ogląda. W międzyczasie włączy komputer, pogra, poczatuje, porandkuje (tak, moja matka lubi randkować przez internet...i dobrze jej z tym mimo, że ewidentnie pokazuje przez to brak szacunku do mojego ojca, a jej męża) i z powrotem wraca przed ekran telewizora. W domu nie robi nic, bywa tu tylko przelotnie i tylko po to, żeby się wyspać i pooglądać programy w telewizji i zrobić od czasu do czasu jakąś aferę.
Co idzie za tym, że to choleryczka, to fakt, iż z nią nie można rozmawiać. "Rozmowa" polega na tym, że mimo, że nie ma racji, to krzykiem próbuje wszystkich przekonać, że tylko ona wie najlepiej, co powinno się zrobić i jak. W jej własnej opinii ona nie ma wad.
Ostatnio zaczęła mi robić na złość otwierając okna w moim pokoju wiedząc, że moja siostra jest chora, a mnie było zimno. Gdy próbowałam zamknąć okno i otworzyć balkon, skoro chciała świeże powietrze w domu, to rzuciła się na mnie i zaczęła mnie rękami okładać po głowie. W mojej obronie stanął ojciec - na niego też się rzuciła...
To tylko namiastka tego, co ona ostatnio wyprawia, ale już po prostu wszystkiego nie chce mi się opisywać...
Chyba jasne, że z takim człowiekiem nie da się mieszkać. Razem z siostrą i ojcem powiedzieliśmy, wręcz zażądaliśmy (może w mało kulturalny sposób, ale emocje jednak robią swoje), żeby się wyprowadziła, ale niestety, minęło kilka dni, a ona wciąż jest w domu.
Babcia od strony mojej matki jest zszokowana, że moja matka, a jej córka, podniosła na mnie rękę, bo w jej domu nikt jej nigdy nie bił, a babcia miała zawsze naprawdę anielską cierpliwość do niej (która się często kończyła, więc wyobraźcie sobie co z mojej matki za człowiek).
Moja matka na zakończenie powiedziała mi jedynie, że to ja najwięcej mącę w tym domu i wszystko co się dzieje złego to moja wina...
Przez tego człowieka mój dom nie kojarzy mi się z miejscem, do którego wracam z chęcią, aby odpocząć po ciężkim dniu... Nigdy nie lubiłam wracać do domu, bo wiedziałam, że gdy tylko przekroczę próg, będzie na mnie czekała awantura, choćby z najmniejszego, najbardziej błahego powodu.
Matka - osoba, która kocha bez względu na wszystko, całym sercem, a miłość matczyna jest największą istniejącą miłością - nigdy tego nie doświadczyłam.
Nie wiem co jej zrobiłam, że tak mnie nienawidzi. Przy ludziach udaje, jaka to ona ze mnie jest dumna, jaka jestem wspaniała, a gdy już nikogo obcego w pobliżu nie ma, nie zapomni mi uświadomić, że dla niej jestem zerem...
powiem ci, ze przez pewien okres czasu mialam podobnie z moim tata, ale na szczescie to minelo i jakos teraz sie dogadujemy. Ale uwierz mi, ze doskonale cie rozumiem, choc nie bede nic radzic. Nie ma tam zadnej twojej winy, to tacy ludzie sa "toksyczni" i musza miec swojego kozla ofiarnego. Jak nie bedziecie juz mieszkac razem i bedziesz niezalezna to minie, bedziesz sama sobie i nikt nie bedzie mial prawa wtracac sie do twojego zycia.
OdpowiedzUsuńehh....rodziców się nie wybiera. Ja powiem ci,że czasem się cieszę,że mój tata umarł.Mam spokój,nie muszę wysłuchiwać wyzwisk i tego jaka to niby będę,że nie potrafię nic zrobić,że mi się w zyciu nic nie uda.
OdpowiedzUsuńMój ojciec był dobry ale tak jak twoja mama był cholerykiem..
natomiast powiem ci jedno: jak twoja matka umrze,przestaniesz pamietac co bylo złe,jaka przykrosc ci ona zrobila"Ja nie potrafię sobie przypomniec.Jednak to chyba zalezy od czlowieka,bo inny zawsze bedzie pamietal..
Ja naleze do osob ktore zawsze zapominaja o zlym,wybaczaja bardzo szybko,chociaz czasem włacza sie lampka,że dana osoba zrobila mi krzywde,powiedziala cos zlego wiec moze znowu nie warto sie z nia spoufalać?Dlatego co do ludzi popelniam mnostwo bledow,za szybko sie przywiazuje..:(
Postaraj sie wyprowadzic z domu,bo tak na dluzsza mete nie moze byc:( wiem,bo przez 16 lat nie chcialam wracac do domu po szkole.Teraz wracam z checia i tesknie za mama. Mam świety spokoj.Chociaz powiem ci ze cholernie mi sie teskni za tata....no ale zostaje jedynie chodzic na cmentarz i modlić się za jego duszę..pozdrawiam.
www.anairda.blog,onet.pl
Ciężki temat, ciężkie życie z cholerykiem.Chyba najlepsze dla Ciebie byłoby usamodzielnienie się. Mama nie potrafi zrozumieć, ze nie ma już nad Tobą takiej władzy jak kiedyś i to ją drażni? Pewnie każda mama ma taki moment, kiedy sobie to uświadamia i słusznie, w końcu całego życia nie można przeżyć za kogoś. Co nie oznacza,że taka powiedzmy sobie szczerze normalna mama, przestanie się martwić i dobrze życzyć swemu dziecku. Łapska i wyzwiska to świństwo, matka nic na tym nie zyskuje, przeciwnie traci autorytet i szacunek.
OdpowiedzUsuńWitaj Evi tutaj;) Cóż by Ci powiedzieć, po pierwsze ja wierzę, że wielu ludzi zyje pod płaszczykiem pozorów, ale nie przyznaje sie do tego. Twoja motywacja do wyprowadzenia się i założenia szybko rodziny ma teraz większy sens dla mnie czytającej Cię, ale to nie tędy droga. Oczywiście wyprowadzenie sie i życie poza matką jak najbardziej jest dla Ciebie wskazane, a szczególnie dla Twojego zdrowia psychicznego. Z powiększeniem rodziny lepiej poczekać i dać sobie chwilę luzu, pożyć razem, odpocząć.
OdpowiedzUsuńStudiów oczywiście też nie radzę Ci rzucać, choć można na nie wrócić za ileś tam czasu.
Twoja mama jest toksyczna..Smiesznie to zabrzmi, może też Cię podświadomie nie lubić, za to, że np. się urodziłaś i odebrałaś jej jej wolność, czy coś w tym rodzaju. Choć kocha CIę na swój sposób to też jednocześnie może nie lubić. Dziwne, ale i tak bywa.
Pozdrawiam, jeszcze będzie dobrze!
Oj, tyle się rozpisałam a tu jakiś błąd i znikło.
OdpowiedzUsuńNade mną tata znęcał psychicznie (ale nigdy nie dopuścił się rękoczynów) od czasu połowy gimnazjum i miałam plan na studia bez zostawienia adresu, przyjąć się w jakimś McDonaldzie, Tesco itp albo w restauracji (pomoc kuchenna, kelnerka) i zarobić ile dam rady.
Miałam jednak 'szczęście' bo mój tata rozbił się o drzewo jak pisałam maturę, teraz jest niepełnosprawny psychicznie i już mi nie uprzykrza życia.
Na studiach zamieszkałam z Programistą w mieszkaniu studenckim (pokój dwuosobowy, zamykany na zamek w mieszkaniu gdzie w innych pokojach mieszkają inni studenci, kuchnia i łazienka są na użytek wspólny). W naszym mieście taki pokój stoi po 800zł miesięcznie + rachunki ale nas nie było na to stać (ja miałam 400zł miesięcznie które przysyłały mi babcie, Programista miał 800zł pensji), więc spięliśmy się i znaleźliśmy taki pokój w fajnych warunkach, w miejscu, które pokochałam za 500zł już z rachunkami (jak się chce wszystko się da). I pierwszy rok jakoś przeżyliśmy, a potem już było tylko lepiej, wynajęliśmy z czasem coś tylko dla siebie, a teraz jak widzisz po 4 latach tu kupiliśmy mieszkanie ;)
Teraz pytanie (albo wiele - dla rozjaśnienia obrazu Twojej sytuacji) - Twój chłopak zarabia, na pewno wie jak Ci ciężko domu i co Cię spotyka - nie zgodziłby się czegoś z Tobą nawet w takim mieszkaniu studenckim wynająć? Tata ani babcia nie mogą Ci pomóc delikatnie finansowo w starcie? Żadna praca możliwa do połączenia ze studiami, choć na pół etatu (właśnie kelnerka, McDonalds itd) nie wchodzą w grę?
Ewentualnie dziekanka, żeby jakoś wystartować, coś znaleźć a potem jakoś to pogodzić ze studiami i wrócić na nie (jest ciężko ale się da i zawsze to lepsze niż taka matka)? Ew kilkuletnia przerwa w studiach na ułożenie sobie życia i powrót na nie (do 26 roku życia można zacząć studia dzienne, przez chyba 5 lat po odejściu z uczelni można przepisać zaliczone przedmioty - potem rekrutujesz się ponownie, piszesz podanie, żeby Ci przepisali oceny i żebyś mogła zacząć naukę od któregoś tam roku z kolei - Programista po moim poronieniu nie mógł skończyć roku, psychicznie nie był w stanie i teraz tak zrobił i wraca od stycznia na uczelnię)?
Ew. czy babcia nie mogłaby Cię na chwilę przygarnąć póki czegoś nie wymyślisz? Bo i to lepsze niż przemoc psychiczna w domu od osoby, która Cię powinna bezwarunkowo kochać?
Albo czy nie możecie spakować matce walizek i wystawić za drzwi jak jej nie będzie, wymienić zamków - moja teściowa tak pozbyła się męża z domu, który też po dobroci nie chciał się wyprowadzić.
A Ty masz świadków śród najbliższych co ta baba Ci robi - możesz się dowiedzieć jakie masz szanse załatwić jej zakaz zbliżania się do Ciebie.
Rób coś, próbuj - na pewno masz jakieś opcje, tylko nie możesz założyć, że nie masz żadnych szans i musisz to jakoś przeżyć. Bo przecież zanim skończysz studia to wykończysz się psychicznie... Tylko musisz zacząć na prawdę, aktywnie działać!
Pamiętaj - nie robiąc nic zmniejszasz swoje szanse do zera ;)
Trzymaj się! Całuję :*
O Matko! zatkało mnie z mokrymi oczami jako żem sama matka. Nie dziwię się, że szacunek się ulotnił, bo za co tu szanować? Kochać, no cóż miłość dziecka jest bezwarunkowa, ale do czasu gdy wydorośleje. Ja się pytam co tato na to, przecież widzi i słyszy? No ja jak nic mamą Twoją bym mocno potrząsnęła, nie nie mam tu na myśli rękoczynów..ale dosadnymi przykładami jak krzywdzi...tylko czy by to dotarło? Jak nic bym robiła wszystko by zejść jej z oczu...nawet gdzie pieprz rośnie, bo może psychikę zrujnować, lepiej taka jeśli nawet to kochać na odległość...ech...No mądra tu nie jestem, nic, a nic, bo nie mieści mi się w głowie...Wiesz, ze mnie też choleryk wyłazi i czasem się tego wstydzę, ale dzieci od zawsze traktuję jako partnerów do rozmowy...Inaczej przecież nie można...a jednak..Przytulam.
OdpowiedzUsuńAż się coś robi gdy się czyta takie rzeczy. I w głowie się nie mieści że matka może tak traktować własne dziecko. Teraz już mnie wcale nie dziwi że tak bardzo byś już chciała mieć własne mieszkanie. Szkoda że na razie jest to nie możliwe. Widziałam że jedna pani powyżej podsuwa ci kilka rozwiązań, może uda się jakieś z nich zrealizować, bo się wykończysz przy matce. Będziesz jak jeden wielki kłębek nerwów.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście inny obraz Ciebie miałam czytając Twojego bloga. Popłakałam się na koniec dzisiejszej notki, przed oczami stanęła mi Kudłata i zastanowiłam się czy ja mogłabym być wobec niej kiedykolwiek taka jak Twoja matka jest wobec Ciebie. Nie umiałabym Evi ... Twoja matka ma poważny problem, wydaje mi się, że albo nie radzi sobie ze stresami i odreagowuje na Was, albo ociera się to o schorzenie psychiczne. Tak czy siak trochę cech psychopatycznych wykazuje ... nie obraź się proszę, ale chyba lepiej pisać co się myśli naprawdę.
OdpowiedzUsuńZrób wszystko co możliwe żeby się z domu wyprowadzić, nie można tak żyć, prędzej czy później dużymi problemami się to Tobie odbije. Trzymam bardzo, bardzo mocno kciuki za powodzenie Twoich planów :-))
To dobrze, że wreszcie to z siebie wyrzuciłaś. I widzę, że naprawdę potrzebujesz zmiany i wyniesienia się z domu. Mogę Ci powiedzieć, że w jakimś stopniu Cię rozumiem. Bo o ile moja mama jest moją przyjaciółką, to czasem moja babcia.... potrafi być naprawdę zła.
OdpowiedzUsuńaivio
Ewelinko i nie wiem co napisać,ze smutkiem czytałem Twoją notkę...Przykro,że Matka potrafi tak czynić...niestety musicie coś z tym zrobić by nie doszło do tragedii -taki człowiek jest zdolny do wszystkiego...Pozdrawiam Cie cieplutko i pamiętaj,że wyrzucenie z siebie takich spraw jest dobre...Adam..
OdpowiedzUsuńW sumie to chyba byłoby najlepiej gdyby to matka się wyprowadziła od was, wszyscy wtedy mielibyście spokój. Tylko niestety nie wiem czy są na to jakieś sposoby, a sama chyba raczej się nie wyprowadzi z własnej woli.
OdpowiedzUsuńTo takie przykre...
Tutaj przydała by się wizyta u psychologa. Ciężko się przyznać ale ja chodziłem do psychologa, chodził też mój syn z którym nie potrafiłem się dogadać. Teraz jest lepiej. Ale trzeba zrozumieć konieczność takich wizyt a tu się chyba na to nie zanosi.
OdpowiedzUsuńWitaj Evi w nowym miejscu.
OdpowiedzUsuńMnie też się wydaje, podobnie jak CzarTowi, że Twojej Matce przydałaby się porządna terapia.
Sama jestem matką dorastającej córki, więc wiem, że czasem człowiekowi trudno wytrzymać z dorastającym młodym człowiekiem, od którego chciałoby się już jednak czegoś wymagać, a który często a to zapomni, a to mu się nie chce.
Sama sporo się w życiu nakrzyczałam, aż stwierdziłam, że mam tego dość.
Ale sama też wiem, że nie ma i nie będzie na świecie bliższej mi osoby od mojej Córki.
Nie ma się czego wstydzić - psycholog to taki sam lekarz, jak każdy inny, tyle że ten pomaga w sprawach duszy i emocji.
Ja się nie wstydzę, że mnie to pomogło.
Ale tego musi chcieć sam zainteresowany, Ty mamie nie pomożesz, możesz najwyżej zadbać o siebie, a z tego, co widzę, że starasz się dbać i o siostrę.
Jesteś osobą już prawie dojrzałą, warto zainwestować we własną wiedzę psychologiczną, jest mnóstwo książek na rynku na takie tematy, żeby sobie z tym poradzić, bo samodzielnie i bez pomocy i wsparcia jest piekielnie trudno!
Trzymam za Ciebie kciuki :)))
p.s. może dodaj tu też dodatek Obserwowuj i fajnie by było, gdybyś usunęła antyspam, chyba nie jest tu potrzebny.
Moja mama jest zupełnym odzwierciedleniem Twojej a mimo to potrafię sobie wyobrazić to o czym piszesz, bo znam takie przykłady matek.
OdpowiedzUsuńOna ma o coś tak cholernie żal, tak strasznie jest nieszczęśliwa i zła na swój los, że próbuje to wyładować na osobach Jej najbliższych.
Nie rozumiem i tak mną to wstrząsa, że musisz to znosić, to straszne.
Najtrudniejsze jest chyba to, że Ona chyba naprawdę jest z Ciebie dumna, ale nie potrafi się z tym pogodzić i dlatego przy innych to uzewnętrznia a Tobie chce za wszelką cenę udowodnić, że Jesteś beznadziejna.
To chore i przykre dla mnie, bo nikt nie zasługuje na takie traktowanie.
Ściskam ciepło.
Free Spirit.