Gdy nie można mocą żadną wykrzyczanych cofnąć słów...
Tyle bólu sprawiają te słowa, że nie wyobrażam sobie zapomnieć tego, co zostało powiedziane... Im bardziej uświadamiam sobie, że Ty naprawdę myślisz tak, jak mówisz, tym bardziej mnie to boli. Nie masz żadnych podstaw na tworzenie takich scenariuszy, a jednak to, co się dzieje w Twojej głowie mnie przeraża i dobija. Jak możesz tak nisko mnie oceniać?... Nie dałam Ci nigdy podstaw do stracenia do mnie zaufania, przez tyle zdarzeń razem przeszliśmy, a jednak to wszystko się dzieje... Nawet nie umiem przekazać tego, jak mnie cholernie to wszystko boli... :(
Czy w bezsilnej złości łykając żal, dać się powalić...
Ja Cię nie przekonam, że jest inaczej niż Tobie się wydaje, bo zwyczajnie już nie wiem jak. Twoje chorobliwe myśli odbierają Ci już chyba zdolność postrzegania świata takim, jaki jest, widzisz go takim, jakiego chcesz widzieć... Żadna z Twoich hipotez nie ma szans się urzeczywistnić i masz na to co najmniej jeden niezbity dowód, jak pomyślisz, będzie ich więcej, ale dopóki sam do tego nie dojdziesz, to nikt nie jest w stanie na Ciebie wpłynąć.
Czy podobnym być do skały, posypując solą ból...
Nie będę udawać, że mnie to nie rusza, bo takimi oskarżeniami w stosunku do mnie ubodłeś mnie do żywego. Twoje zadowolone opisy rujnują mnie jeszcze bardziej... Zarzucasz mi takie rzeczy, które mi nigdy nawet przez myśl nie przeszły, więc skąd pomysł, że coś takiego miało, ma lub będzie miało miejsce?... Z Twoimi chorymi teoriami nie wygram...
Czy w milczeniu białych haniebnych flag zejść z barykady...
Cholernie mi przykro, że "zasłużyłam" sobie na taką opinię w Twoich oczach, pomimo tego, że dałabym się za Ciebie pokroić, nawet wtedy, kiedy jesteśmy skłóceni... Niestety, ja już odpuszczam, schodzę z pola bitwy...
. . .
Aż do końca wierząc, że los inny mi pisany jest...
* * *
WESOŁYCH ŚWIĄT TAK NA MARGINESIE... ;]
Na komentarze nie odpisuję.


