Raczej nie... ale co mi szkodzi - ponad wszystko marzę o tym, żeby zostać żoną M., urodzić zdrowe dzieci, mieć godną pracę i może kiedyś w przyszłości własny kąt. I choć dzieci mogłabym mieć choćby teraz, to nie chcę robić z nich źródła dochodu - pobierać pieniądze od państwa jako samotna matka. Ja mam faceta, nie jestem samotna i z całego serca chciałabym przed Bogiem przysiąc mu miłość!!!
Przeważnie dostaję w prezencie pieniądze, aby kupić sobie coś, co chcę. Ale tak naprawdę tego, czego chcę, nie mogę kupić sobie sama. Ani też wymusić na nikim otrzymania takiego prezentu. Jak myślicie - co to może być? Odpowiem: pierścionek zaręczynowy.
Ciekawe, czy ktoś, czytając między wierszami, odkryje to, co tak uporczywie chowam we własnej podświadomości...
To w pewnym sensie wyjątkowa i magiczna notka.
Jeśli ktoś
odkryje co jest tu napisane i chciałby się do tego odnieść, to proszę
Was - albo prywatnie, albo wcale. Chcę się tym dzielić tylko z tymi,
którzy chcą to przeczytać - reszta niech się głowi albo to oleje.


