czwartek, 23 maja 2013

Urodzinowo

Znów jestem o rok starsza. Większość kobiet nie cieszy się ze swoich urodzin, bo która jest dumna z tego, że znów jej lat przybyło, ale ja w tym roku wyjątkowo ponuro powitałam ten dzień. Choć w nocy M. obudził mnie tylko po to, żeby złożyć mi życzenia jako pierwszy i było to mega kochane, to i tak nie mam się z czego za bardzo cieszyć. Kolejna wiosna na karku, a ja ze swoim życiem nie zrobiłam prawie nic. Tak, jestem jeszcze młoda, ale przez to, że moje największe marzenia są dla mnie tak bardzo nieosiągalne, czuję się wyjątkowo staro. Może gdybym dzisiaj wypowiedziała swoje urodzinowe życzenie, to w końcu by się spełniło... Ale czy dla dorosłych ludzi urodziny mają jeszcze taką magię, jak dla dzieci?...
Raczej nie... ale co mi szkodzi - ponad wszystko marzę o tym, żeby zostać żoną M., urodzić zdrowe dzieci, mieć godną pracę i może kiedyś w przyszłości własny kąt. I choć dzieci mogłabym mieć choćby teraz, to nie chcę robić z nich źródła dochodu - pobierać pieniądze od państwa jako samotna matka. Ja mam faceta, nie jestem samotna i z całego serca chciałabym przed Bogiem przysiąc mu miłość!!!
 Przeważnie dostaję w prezencie pieniądze, aby kupić sobie coś, co chcę. Ale tak naprawdę tego, czego chcę, nie mogę kupić sobie sama. Ani też wymusić na nikim otrzymania takiego prezentu. Jak myślicie - co to może być? Odpowiem: pierścionek zaręczynowy.

Ciekawe, czy ktoś, czytając między wierszami, odkryje to, co tak uporczywie chowam we własnej podświadomości...
To w pewnym sensie wyjątkowa i magiczna notka.

Jeśli ktoś odkryje co jest tu napisane i chciałby się do tego odnieść, to proszę Was - albo prywatnie, albo wcale. Chcę się tym dzielić tylko z tymi, którzy chcą to przeczytać - reszta niech się głowi albo to oleje.


piątek, 17 maja 2013

Smile

Chyba moja psychika wysiadła pod tym nawałem problemów i utrudnień. Bo mojego zachowania na pewno nie można nazwać normalnym.

Kolejny problem, a ja siedzę i się śmieję.

No nie mam już na to siły. Ten rok jest dla mnie wyjątkowo pechowy. Wiem, że to na pewno nie koniec przykrych niespodzianek. Ale gdybym zaczęła się tym znów przejmować, to musiałabym zacząć już szukać solidnej liny i uczyć się robić dobry węzeł. Być może rozwścieczę los swoim obecnym zachowaniem - on mi rzuca kolejne kłody pod nogi, a ja mu odpowiadam uśmiechem, ale co tam. Łez już chyba nie mam, zaryzykuję więc zmarszczki od uśmiechu i zaczynam mieć wyjebane (sorry za przekleństwa, ale chwilowo nie dbam o słownictwo.).

Pójdę sobie zatem do apteki, znów pozbędę się kupy kasy, żeby jako tako zadbać o zdrowie, które też zaczyna mi się psuć, a potem umyję okna i zacznę pisać essay.
I w dupie mam wszystko.

Carpe diem.

poniedziałek, 13 maja 2013

Szczęście...

... zależy od tego, co myślimy, a nie od tego, co posiadamy?


Choć słońca za oknem ani śladu, na zewnątrz zimno, a deszcz od czasu do czasu ponuro stuka w parapet, to moje samopoczucie całkiem dobrze się trzyma. Siedzę przy rozwalonym laptopie, który w kupie trzyma się chyba tylko siłą mojej woli, znów bezrobotna i bez perspektyw... Ale to wszystko spływa po mnie tak samo, jak ten deszcz po parapecie. Wszystkie marzenia pochowałam tak głęboko, żeby przez najbliższe pół roku nie wchodziły mi w paradę i okazało się to strzałem w dziesiątkę.

Obok rozklekotanego laptopa stoi duży bukiet świeżego i różnokolorowego bzu. Tak właśnie pachnie wiosna. Wprawia mnie to w dobry nastrój mimo, że powodów do radości ciągle ubywa. Boli mnie ząb, nie mam pieniędzy na dentystę (nie jestem ubezpieczona, więc dentysta jedynie prywatnie), ponownie nie mam pracy, mój osobisty komputer jest w stanie agonalnym, a sesja letnia będzie wymagała ode mnie spędzenia kilku ładnych godzin przy komputerze. Postanowiłam skupić się przez najbliższy miesiąc na ukończeniu tego roku studiów - wyznaczenie sobie nowego celu bardzo pomogło.

Moja podświadomość pozbyła się wszelkich pragnień - wczoraj wyszłam przed dom, spojrzałam na granatowe chmury zwiastujące kolejny deszcz, wciągnęłam w płuca świeże, międzydeszczowe, pachnące bzem i kwitnącymi drzewami owocowymi powietrze, jakiś zbłąkany promyk słońca musnął mnie w twarz i poczułam się tak, jak dawno się nie czułam - wolna, lekka, jakby przeszłość i przyszłość nie istniała. Tylko ja i ta chwila. Piękne.

  
Zdjęcie jest moją własnością i pochodzi ze strony http://www.photoblog.pl/papoy/98259310/30.html
Zgodnie z Dz.U.z 1994 nr 24, poz. 83 wraz z późn. zmianami ZABRANIA SIĘ kopiowania treści, fragmentów treści oraz zdjęć umieszczonych na blogu, które są moją własnością, chyba, że zaznaczono inaczej.


czwartek, 2 maja 2013

A jednak.

Mój skrajny pesymizm jednak okazuje się być w pełni uzasadnionym. Oprócz złotej zasady "carpe diem" będę musiała wcielić w życie jeszcze jedną - never get excited or happy.
Znowu. To się znowu stało. Znowu los dał mi chwilę radości po to, żeby potem móc dokopać mi mocniej, boleśniej. Wypełnia mnie tak wielki smutek, że nie mogę tego ująć w słowa. Po prostu nie jest mi dane być szczęśliwą...
Mętlik w głowie mam jeszcze większy niż miałam. Nie wiem co dalej, już nie mam siły.