piątek, 31 grudnia 2010

Happy New Year

Chciałabym Wam życzyć wszystkiego dobrego w Nowym Roku, by nigdy nie brakowało Wam miłości w życiu, szczęście nie opuszczało Was nawet na krok, żeby przez te kolejne 12 miesięcy nie pojawił się żaden powód, który spowodowałby zniknięcie uśmiechów z Waszych twarzy, by wszystkie zmartwienia odeszły precz, by zawsze obok Was był ktoś, dzięki komu życie wyda się bardziej kolorowe. Również życzę Wam, aby pieniądze się Was trzymały - przykre, ale bez nich szczęście w dzisiejszych czasach staje się nieosiągalne, zatem chciałabym, by nikomu z Was ich brak nie pokrzyżował żadnych planów.

Oczywiście każdemu z Was życzę spełnienia nawet tych najskrytszych marzeń oraz wyznaczenia sobie nowych celów w życiu, kiedy już te wszystkie dotychczasowe marzenia się pospełniają :)) 

Naturalnie życzę także udanego Sylwestra i szampańskiej zabawy, wszystko jedno, czy nadejście Nowego Roku prześpicie, czy może zapragniecie upić się w sztok, lub też spędzicie ten czas z bliskimi - ważne, żeby było to czas spędzony tak jak Wy sobie tego życzycie :-)

Pozwolę sobie też poczęstować Was wirtualnym noworocznym szampanem :-)


Szczęśliwego Nowego Roku Kochani!!!

czwartek, 23 grudnia 2010

Bardzo Was proszę, żebyście mi nie składali żadnych życzeń świątecznych, bo aby tylko morze łez ze mnie wyciskacie. Wiem, że chcecie dobrze, ale niestety, to działa w drugą stronę. Moje święta nie będą rodzinne ani miłe, więc nie życzcie mi tego, bo się te życzenia nie spełnią, a co jedynie mnie dołują.

Wybaczcie też, że nie będę Was odwiedzać, bo zapewne wszyscy zamieścicie życzenia świąteczne u Was na blogach, a po co mi dodatkowe nerwy...

Wszystkich przepraszam i chociaż Wam życzę udanych świąt, lepszych niż moje...

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Kandydat idealny na stanowisko pracy pilnie poszukiwany ;]

Choinka już jest... Tylko nastroju świątecznego brak. Czasami życie płata różne figle, jak na przykład - ot, Świąt nie będzie. No dobra, będą, ale nie dla wszystkich. Nawet jeśli jakoś to będzie, coś się zorganizuje, to i tak okres świąteczny w tym roku jest dla mnie grubo przereklamowany. Atmosfera świąteczna to nie tylko choinka, prezenty, Święta w sklepach, w mediach, wszędzie pełno światełek... Owszem, jest pięknie, dla wielu pewnie nastrojowo... Mam wrażenie, że to wszystko się dzieje gdzieś obok mnie, ja tylko na to patrzę, ale nie uczestniczę, nie dotyczy mnie to. Wciąż żywe wspomnienia poprzedniej Gwiazdki, kiedy to miałam bliskich i Jego obok siebie... Widzieć najbliższą mi osobę w końcu szczęśliwą w Święta... Najpiękniejsze, co mogłam sobie wymarzyć. I takie odrętwienie - tyle los mi dał rok temu, a teraz zabrał to wszystko i perfidnie depcze marzenia...

A tak oprócz tego, to czuję się całkiem dobrze :) Staram się nie denerwować z byle powodu, choć czasami kiedy zaczyna mnie boleć głowa, albo przytrafią się inne przykłady zadziwiającej pomysłowości losu, lub też pecha, jak zwał tak zwał, to nie jest łatwo zachować uśmiech na twarzy i żyć sobie jak gdyby nigdy nic.
Jednakowoż jakoś się ostatnio czuję jak nie ja ;) Jestem wcale do siebie z poprzednich tygodni niepodobna :-) Tak mi jakoś z tym dziwnie, ale jednocześnie dobrze :-) Niech mi ktoś powie, czy da się zrozumieć kobietę? ;)

Tym bardziej siebie nie poznaję, że w myśl nieuznawania przeze mnie żadnych wielkich, okazyjnych porządków, w tym też tych przedświątecznych, dostałam weny na sprzątanie i na chwilę obecną mój pokój jest po takiej metamorfozie, że aż M. wchodząc do niego powiedział: "...wow..." ;-) Czyli musi być całkiem niezły efekt mojej pracy :-)) Nie jestem ani typem wielkiej bałaganiary (bałagan w moim pokoju w dużej części przypisać można mojej siostrze...) ani też pedantki (sterylna czystość pomieszczeń codziennego użytku, jak właśnie pokój, przypomina mi bardziej szpital niż dom), ale otrzymałam takie natchnienie do sprzątania, że bez obaw można jeść teraz nawet z podłogi :-P

Oraz na zakończenie, aby podtrzymać pewien balans między dobrymi aspektami życia i złymi, chciałabym wyrazić swoje zdanie na temat... pracodawców. Już na niejednym blogu się z takimi tematami spotkałam, ale tym razem poniekąd ta kwestia poruszyła moją sferę życia osobistego.
Jak to jest kurde jego mać możliwe, że aby dostać pracę (byle jaką, byle pracę, za którą ktoś nam zapłaci!) trzeba mieć maksymalnie 25 lat i najlepiej 15 lat doświadczenia w zawodzie?!?!?!
Czy może mi to ktoś do jasnej cholery wytłumaczyć?! Skąd brać to doświadczenie, jak nikt go nie chce dać? ;] A jak się nie ma doświadczenia minimum 15 lat (a ma się np. 2) to owszem, może jakaś praca pokroju sprzątaczki lub palacza pieca CO2 się znajdzie, za jakieś marne kilka groszy, dla których w ogóle się nie opłaca podejmować wysiłku, bo to nawet minimalne minimum nie jest??

Nie licząc kilku naprawdę miłych epizodów, to był bardzo nieudany rok. Owszem, zdarzyło się kilka bardzo fajnych rzeczy, ale zdecydowanie tych złych było więcej, a tym gorzej, że wszystko złe uderzało z taką wielką siłą... Między nami się zbyt dobrze nie układało, awantura z moją matką, a teraz jeszcze ten złamas prezes... Właśnie, muszę zorganizować szpilkę i laleczkę Voodoo w myśl danego słowa ;)
Ale więcej refleksji na temat tego roku pewnie się znajdzie w jakimś poście przed Sylwestrem. Na razie się w to nie zagłębiam, może jeszcze uda się z niektórymi sprawami wyjść na prostą...


Hold me now, nothing else matters :*

środa, 15 grudnia 2010

Jestem, żyję, mam się świetnie ;)

Nawet nie miałam czasu, żeby się odezwać... I znów muszę Was przez to przeprosić, że nie jesteście na bieżąco. No cóż, jeśli ktoś wpadnie na to jak wydłużyć dobę chociaż o godzinę, to być może będę miała więcej wolnego czasu :)

Udało nam się dojść do porozumienia. Może nam to wszystko było potrzebne do oczyszczenia atmosfery, bo przecież nic nie dzieje się bez powodu. W każdym razie póki co jest nawet lepiej, niż bym sobie mogła wymarzyć (odpukać!). Tak czy owak, jakkolwiek wszelkie kłótnie są potrzebne właśnie do oczyszczenia atmosfery itp, to jednak nie jestem za takim rozwiązaniem. O wiele przyjemniej jest wtedy, kiedy jest atmosfera pokojowa :-)  
Muszę się pochwalić - zostałam przez mojego Ukochanego zaproszona na randkę w ten weekend :) Szał ciał :P Nie byliśmy na żadnej randce od jakichś dwóch lat... ;)

Chwilowo cierpię na brak czasu, ale to dlatego, że zbliżają się Święta, a po Świętach sesja zimowa, więc wszyscy wszystko chcą mieć zrobione na wczoraj, a ja jestem niestety tylko człowiekiem i nie potrafię zrobić wszystkiego na raz :) Jakoś sobie na razie daję radę, ale niestety kosztem wolnego czasu... Mam nadzieję, że jakoś doczekam przerwy świątecznej, a potem ferii zimowych ;-)

U Was natomiast staram się bywać regularnie, choć nie zawsze się wypowiadam, bo po prostu mój mózg, po całodniowym produkowaniu się, nie potrafi pod wieczór sklecać sensownych zdań, no chyba, że po angielsku ;) Części z was pewnie by to nie zrobiło różnicy w jakim języku zostawię komentarz - czy po polsku czy po angielsku, jednak niektórzy nie znają tego języka, więc lepiej nic nie pisać ;) Gorzej jak mi przyjdzie wena po niemiecku... To też możliwe ^^

Teraz idę ogarniać ostatki mojej nauki przed Świętami, jak już będę ze wszystkim na czysto, to się tu odezwę, możecie być pewni :) Bo jak zapewne wiecie, blogowanie uzależnia :-))
Krótkiego tygodnia i miłego weekendu Wam życzę :P

P.S.
Mam prośbę do osób, które czynią swoje zapiski na blogspocie: naprawdę jest to takie konieczne, żebyście musieli mieć tą durną weryfikację obrazkową do komentarzy? Beznadziejnie się komentuje przez takie rzeczy... Byłabym wdzięczna, gdybyście to wyłączyli ;)

piątek, 10 grudnia 2010

Tydzień.

Dziś mija tydzień, odkąd nasze drogi życiowe się rozeszły. Ten czas można zaliczyć do wyjątkowo nieudanego i nieowocnego... Podejmowaliśmy próby dojścia do porozumienia, ale to jest chyba niemożliwe, bo jak już się wydaje, że jesteśmy na dobrej drodze, to okazuje się, że na przykład On ma lepsze zajęcia niż spotkanie się i próby reanimacji naszych relacji...
Nie będę wiecznie pierwsza się odzywać i pierwsza podejmować jakiekolwiek próby pogodzenia się. Chciałabym kiedyś zobaczyć, że i Jemu zależy, ale się chyba nie doczekam.
Szkoda, bardzo nad tym ubolewam, ale nie zamierzam być jedyną w tym związku, która się stara.
Każdy popełnia błędy i nikt nie jest idealny, ale trzeba umieć rozmawiać, a On znowu dał nogę, kiedy przyszło do rozmowy i starcia się z problemami...
Boli mnie to, ale przecież nic na siłę, skoro On nie chce, to nie...


Jeżeli coś kochasz, to puść to wolno - jeżeli wróci, znaczy, że jest Twoje, jeśli nie - to nigdy Twoje nie było...

niedziela, 5 grudnia 2010

3 grudnia - wszystko się zaczęło i wszystko się skończyło...

*notka zawiera wulgarne zwroty i ostry język, zatem jeśli komuś to przeszkadza, zaleca się kliknięcie tego zgrabnego krzyżyka w prawym górnym rogu ekranu.

Widzę większości się poprzednia notka spodobała... Dziękuję za wszystkie życzenia, ale już się nie przydadzą. Właściwie to prawie wszystko już było nieaktualne jak składaliście NAM te życzenia, ale nie byłam w stanie pisać, za co przepraszam, że nie uprzedziłam o przedawnieniu notki...

ON też miał tamten wpis przeczytać. Być może przeczytał, ale już i tak to nie miało znaczenia. Już od dłuższego czasu było źle, ale mimo to poprzednia notka powstawała. Nie kłamałam pisząc to wszystko, niczego nie udawałam. Pisałam ją bardzo długo, uzupełniając co rusz o nowe szczegóły, które nadarzały się na dniach, dużą wagę przykładałam do tego, żeby niczego nie przeoczyć, bo tak trudno było równoważyć przykrość i smutek tymi małymi, dobrymi epizodami. Starałam się zachować w pamięci te dobre chwile, a pozbywać się złych, mimo, że te drugie nacierały z taką częstotliwością, że było ciężko w ogóle pamiętać, że kiedyś było dobrze... Jeszcze do niedawna żyły we mnie te uczucia, a pamięcią mogłam sięgnąć do tego czasu, kiedy było nam ze sobą dobrze...

Pomimo pięknych słów i tak było źle. Bardzo źle. Ale jednak, chyba nawet wbrew sobie, staraliśmy się wszystko naprawiać. Niestety, obydwoje mocni jesteśmy tylko w gębie. Wiele pięknych słów i deklaracji się przez ten czas przewinęło, ale czym są słowa niepoparte czynami? Niczym, dlatego taki właśnie mamy finał. Ty nie uszanowałeś mnie i moich uczuć, ja nie uszanowałam Ciebie.

Nie twierdzę, że przez te całe trzy lata marnowaliśmy czas, bo przecież kiedyś było dobrze... Tyle złych momentów i zakrętów życiowych pokonanych wspólnie... Jedno serce wciąż biło, tylko dlatego, że drugie było obok. Ale Ty nie jesteś człowiekiem, którego takie rzeczy ruszają... Kiedyś byłeś, teraz jesteś oschły, a wszelkie miłe momenty nie budzą w Tobie nawet krzty sentymentu...
Przez ostatni rok wszystko zaczęło się pierdolić. Aż się w końcu spierdoliło. Akurat w dzień NASZEJ trzeciej rocznicy...  Taki porno piątek - wszystko się jebie...

Jak zwykle wina leży pośrodku, ale też z księżyca się to wszystko nie wzięło. Tyle, że ja mam już dość naprawiania tego. Same dobre chęci nie wystarczają, a Ty akurat oprócz tych chęci nie oferujesz niczego więcej. "Rozmawiajmy" - pięknie to ująłeś, szkoda, że jesteś pierwszy na liście, który się do swojego własnego pomysłu nie ustosunkowuje...

Ale i tak dopiero teraz przejrzałam na oczy z jedną rzeczą - Ciebie to wali co ja mam do powiedzenia, co mi nie pasuje, co chciałabym zmienić. Ty masz nerwa i co za tym idzie - masz wyjebane na cały świat. Jak ktokolwiek śmiał Ci zwrócić uwagę? Ta podła grzesznica, Twoja eks-dziewczyna - JA. I to nie tylko teraz tak jest, tak jest zawsze. Mam dość już tego, że najpierw powiesz i zrobisz coś, bo Ty jesteś zły i masz mnie w dupie, a potem wielkie przepraszanie, bo przecież wcale nie miałeś na myśli tego, co mówiłeś. Ha ha ha...

Wróć jak dorośniesz....

ON, jeśli w ogóle to przeczyta, to pewnie pomyśli, że robię z siebie ofiarę, ale mam Cię kochanie w dupie. Tutaj jest miejsce na wylewanie moich smutków, tutaj są ludzie, których moja marna egzystencja obchodzi... I tak tutaj wszystkiego nie opisywałam, bo jednak mimowolnie kumulowałam to w sobie, ale wiadomo, że jeśli się coś kumuluje, to to potem wybucha i to z potężną siłą... Taka oczywista oczywistość, o której jak widać zapomniałam.

Nikomu z Was nie życzę się tak czuć... Serce mi już pęka, bo było oddane komuś, kto potraktował je jak zabawkę. W głowie mi się nie mieściło, jakie zakończenie będzie miał ten NASZ niby-najważniejszy dzień, ile ja tak naprawdę dla mojego całego świata znaczyłam... Oczy mi puchną od płaczu, jak widzę to wszystko, co napisałam pod datą 3 grudnia... Ogarnia mnie pustka, bo zawiódł mnie ktoś, komu najbardziej na tym świecie ufałam, i to zawiódł w taki sposób, że mi to w pięty weszło...



Mam już wszystkiego dość. Tak jak już wspomniałam - wszystko się pierdoli, więc już nie ogarniam... Jedyne co bym chciała, to zresetować się, potem się ocknąć i żyć w przekonaniu, że ostatnie kilka miesięcy to był po prostu zły sen...

Nikt nie zasługuje na twoje łzy, a ten kto na nie zasługuje na pewno nie doprowadzi cię do płaczu.

komentowanie zostało wyłączone celowo - ale jak widać, jak ktoś się chciał skontaktować to się mimo wszystko skontaktował ;)).

piątek, 3 grudnia 2010

:****


Nawet nie wiem kiedy ten czas tak zleciał... Na dobrą sprawę pamiętam ten dzień, 3 grudnia 2007 roku, jakby to było wczoraj :) Jak poszliśmy na spacer (nie wiem czy ja szłam, czy leciałam, bo jak się przebywa z takim facetem: przystojnym, miłym, zabawnym, w dodatku będąc zakochaną po uszy, to raczej się człowiek w tej całej euforii unosi nad ziemią :)), pomimo nie za fajnej pogody (w końcu to już grudzień!) było mi jakoś tak ciepło :D Oraz jak spóźniłam się na angielski z powodu tego przełomowego spaceru xD
Jak słodko byłeś zdenerwowany!!! :))) I było się tak stresować? ^^ 
No, wtedy przynajmniej nie wiedziałeś jeszcze jaka ze mnie jędza xD
Ale chyba nie jest aż tak źle, bo wciąż masz obrączkę na palcu, a to oznacza żeś Ty mój, mój i tylko mój :)

Dziękuję Ci Kochanie za to, że:
♥ 3 grudnia 2007 roku pokonałeś swoją nieśmiałość :) 
♥ znamy się i rozumiemy tak dobrze, że czasami słowa są zbędne.
♥ wytrzymałeś ze mną tyle czasu, bo wiem, że to nie jest łatwe.
♥ kochasz mnie pomimo tylu moich wad, które nierzadko uprzykrzają nam życie.
♥ jesteś i mogę na Ciebie liczyć o każdej porze dnia i nocy.
♥ jedną słodką minką potrafisz poprawić mi humor do tego stopnia, że zapominam o wszystkich złych rzeczach.
♥ kiedy mnie przytulasz świat przestaje istnieć.
♥ cały czas uświadamiasz mi fakt, że podobam Ci się taka jaka jestem.
♥ opieprzasz mnie za każdym razem jak zauważam jakieś swoje defekty, bo dla Ciebie jestem najpiękniejsza właśnie taka jaka jestem.
♥ potrafisz mi przypomnieć, że o mnie myślisz w najmniej oczekiwanym przeze mnie momencie.
♥ z prędkością światła potrafisz wywołać uśmiech na mojej twarzy.
♥ do pełni szczęścia wystarczy mi to, że jesteś obok mnie.
♥ nie przeżyjesz dnia, żeby mi nie dokuczać - uwielbiam tą Twoją słodką złośliwość.
♥ Twoja głowa jest nieodkrytą skarbnicą dziwnych pomysłów, które zdecydowanie urozmaicają nasze życie w każdej jego sferze.
♥ rozpoznajesz mój nastrój nawet na podstawie rozmowy na AQQ
♥ zawsze wiesz, czy coś jest nie tak, niczego przed Tobą nie ukryję.
♥ potrafisz się ze mną wygłupiać oraz prowadzić rozmowy "na naszym poziomie".
♥ uszczęśliwiasz mnie nawet najdrobniejszymi rzeczami.
♥ potrafisz mnie przekupić jedną słodką minką.
♥ jesteś zazdrosny, choć dobrze wiesz, że poza Tobą świata nie widzę, a już na pewno mam w nosie całą męską część populacji.
♥ dzielnie wytrzymujesz moje katowanie Cię komediami romantycznymi.
♥ w zamian za moje katowanie komediami romantycznymi, Ty dajesz mi popalić biadoleniem o KJS i komputerami.
♥ nie zaniknęły u Ciebie ostatnie podrygi romantyczności - rzadko, bo rzadko, ale na szczęście się zdarzają. 
♥ na swój specyficzny sposób zawsze mnie próbujesz pocieszyć.
♥ potrafisz mnie rozczulić jednym przytuleniem się do mnie.
♥ pomimo okropnego samopoczucia oraz przeróżnych dolegliwości potrafisz przyjechać na 5 min, żeby chociaż przez chwilę się ze mną widzieć. 
♥ dzięki Tobie w ogóle się jeszcze uśmiecham :)


Chciałabym, aby to, z czym jeszcze nie umiemy się zgrać, zniknęło w jak najszybszym czasie, żeby nie było już między nami żadnych nieporozumień i kłótni, aby nasze wspólne marzenia jak najszybciej się spełniły, żebyśmy nauczyli się ze sobą rozmawiać, żebyśmy byli dla siebie najważniejszymi osobami na świecie...
Tak wiele razem przeszliśmy, oboje wiemy, że jesteśmy ze sobą nie tylko na dobre, ale też na te złe chwile... Los, pomimo swoich wielu ciężkich niespodzianek, nie był w stanie nas rozdzielić, więc i my sami tego nie spieprzmy! 
Największym zagrożeniem dla naszego związku jesteśmy my... Ale wierzę, że sobie i z tym poradzimy :) Ten rok zdecydowanie nie był dla nas najlepszy, ale mam nadzieję, że kolejny będzie o wiele pozytywniejszy, bez żadnych wielkich awantur, nieporozumień, niedomówień.
Mam też kilka innych nadziei, ale to już zostawię dla siebie :))


Dziękuję, że dane mi było Ciebie spotkać na swojej drodze, że nasze ścieżki życiowe splotły się ze sobą... i chciałabym, żeby to się nigdy nie zmieniło
:* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* :* 


Adam Mickiewicz

    Nic pożądańszego a nic trudniejszego na ziemi, jak prawdziwa rozmowa.

Kochaj mnie tak, jakby jutra miało nie być!...