poniedziałek, 30 maja 2011

...

No cóż, jakoś mi to systematyczne pisanie nie idzie w parze z przygotowaniami do sesji... Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak prosić Was o cierpliwość, bo naprawdę mam urwanie głowy. Wszystkim się przypomniało, że nie mają z czego wystawić zaliczeń i proszę - studentem się nikt nie przejmuje ;-) Taki już los, więc zaciskam zęby i pocieszam się, że jeszcze tylko kilka dni i koniec roku akademickiego, potem sesja i w końcu wakacje...!

Do tego czasu jednak nie zapowiada się, że będę u Was i u siebie częstym i widocznym gościem, dziękuję wszystkim za zaproszenia do czytania Waszych blogów, na pewno skorzystam z Waszej uprzejmości względem mnie, tylko błagam, nie traćcie jeszcze cierpliwości!!! Jak się wyrobię ze wszystkim, to obiecuję poprawę :) A teraz kto może niech trzyma za mnie kciuki, żebym jak najszybciej była wolna :P

niedziela, 22 maja 2011

21

Witam serdecznie ;) Po pierwsze, muszę napomknąć dlaczego znów zamilkłam... Może też i trochę przez tego diabełka, który tu mieszka, ale głównie przez prace na serwerach blogspota. Bardzo mnie poirytował komunikat, że teraz się nie mogę zalogować, bo trwają jakieś prace na serwerze, a akurat wtedy naszła mnie wena na pisanie, a po drugie, owe remontowane serwery pousuwały połowę waszych komentarzy pod poprzednim postem... Niewiele trzeba ostatnio, żebym się zdenerwowała, więc jak zobaczyłam co tu się wyprawia, to przeszła mi jakakolwiek ochota na pisanie...

A tym razem postanowiłam się odezwać, bo przeszły mi na chwilę obecną dąsy na ten portal (tylko więcej takich numerów już mi proszę nie robić!) oraz dlatego, że muszę się wypłakać :D Otóż moi drodzy Państwo, z dniem 23 maja stuknie/stuknęło (czasownik zależy od daty kiedy posta czytacie) mi oczko ;) Teraz chyba przestanę się chwalić ile mam lat i co roku będę obchodzić kolejne 20-ste urodziny :)) Ale chyba aż tak źle nie jest, bo wciąż mnie w sklepach pytają o dowód, kiedy chcę zakupić produkty alkoholowe lub Lotka x)
Kurczę, według mnie AŻ tak młodo nie wyglądam, chociaż tę kwestię powinnam zostawić pod osąd tych, którym mój wizerunek nie jest obcy, a kilka takich osób tu zagląda ;)

A tymczasem uciekam, bo wedle tradycji pięknie być nie może, dzień moich urodzin w znacznej części spędzę w szkole, użerając się z najgorszymi możliwymi wykładowcami, więc muszę się wyspać, aby dysponować wiadrem cierpliwości ;) Taaak, happy birthday to me :))

poniedziałek, 9 maja 2011

Fatum

Wiecie, że życie zaskakuje? Wiecie, bo mądre z Was głowy. Ale czasami ciężko jest rozumem ogarnąć jak to się dzieje... Ten blog dla przykładu - ma w sobie dziwną moc, szczególnie, jeśli chodzi o wpisy odnośnie mojego życia uczuciowego.

Naprawdę nie wiem co za czort na tym blogu mieszka, ale jest na zmianę złośliwy, na zmianę do rany przyłóż. Ciężko go rozgryźć... Chociaż, jak się zastanowić, to jednak działa według pewnego schematu. Ów schemat wygląda tak - jeśli piszę, że między mną a M. jest źle, to za dosłownie chwilę jest już dobrze, bo bez siebie żyć nie możemy i jak świat światem, każdy, nawet największy konflikt mija, byle by tylko cieszyć się sobą. I na odwrót, jak napiszę, że między nami wszystko w porządku, to w przeciągu nawet kilku godzin wszystko się potrafi doszczętnie spieprzyć... Tak też znów było i tym razem. Zaledwie zdążyłam opublikować posta, że już wszystko w relacji ja - M. w porządku, to się musiało posypać na nowo... To się tyczy również poprzedniego posta - napisałam, że jest źle, a chwilę potem już wszystko było w porządku. I jakikolwiek post wspominał nasze relacje, to zawsze dosłownie w przeciągu godzin zaczynało się dziać odwrotnie...

Poważnie zaczynam się zastanawiać, czy nad tym miejscem nie ciąży jakieś fatum, bo aż boję się tu cokolwiek pisać... Nie ze względu na Was, bo akurat Wy jesteście mi zawsze światełkiem w tunelu, czy jest dobrze czy źle, ale ze względu na to, że jeśli tu cokolwiek napiszę, zaraz w moim życiu pojawia się rewers dotyczący moich wywodów blogowych...

To jest bardzo męczące, zwłaszcza jeśli chodzi o moje życie uczuciowe, bo akurat w tej kwestii chciałabym mieć stabilność, pewność, że cokolwiek by się nie działo, to ta jedna osoba bez względu na wszystko będzie obok. A tu jak na złość - całe życie mam stabilne, oprócz tego jednego elementu... Wszystko jest zależne ode mnie, oprócz relacji z M., bo tu już potrzeba dwóch osób. Wszystko, co jest zależne ode mnie, zawsze mniej lub bardziej rozgrywa się tak, jak jestem w stanie to przewidzieć, zaplanować, to ja rozdaję karty, sama jestem sobie winna, kiedy coś zepsuję... A w związku? Są dwie osoby... A akurat M. nie mogę być pewna, bo nigdy nie wiem na czym stoję - czy jeszcze jest dobrze, czy już coś zrobiłam według niego nie tak, i już jest źle... Pewnie już wszyscy wiedzą, że dam się za M. pokroić bez zastanowienia, ale widać to nie działa w obie strony... Ale o tym już inna historia. Swoją drogą nie dowiecie się o co chodzi, bo blogowe licho nie śpi i od teraz milczę...

Nie wiem co mam teraz zrobić, czy zaprzestać w ogóle pisania, czy może nie wspominać o moich sprawach sercowych... Ciężko będzie jednak ten aspekt przemilczeć, bo odgrywa on bardzo istotną rolę w życiu człowieka, a szczególnie w moim życiu, więc wychodzi na to, że powinnam przestać pisać w ogóle... Nie chciałabym stąd znikać, bo Wy też jesteście częścią mojego życia, ale ten diabełek blogowy rujnuje mi życie... Złośliwa bestia zawsze zrobi mi na przekór...

Nie wiem co mam robić....

niedziela, 8 maja 2011

Welcome ;)

Ponownie zniknęłam, więc ponownie będę musiała się tłumaczyć, bo wytłumaczenie kolejnego niezapowiedzianego mojego zniknięcia wam się należy...
Znów w swoje szpony dorwała mnie robota, a niestety nie mogę wszystkiego zawalić na koszt blogowania. Choć lubię was wszystkich bardzo i brakowało mi tego miejsca, to jednak najpierw musiałam się uporać ze wszystkim co miałam do zrobienia. Udało się, więc mam nadzieję wróciłam na dobre ;)

Pewnie was nie zdziwi fakt, że u mnie w życiu uczuciowym wszystko w jak najlepszym porządku. Muszę przyznać, że ostatnio bywało naprawdę źle, ale niedługo po napisaniu tamtej notki wszystko się zaczęło poprawiać :) I w takim poprawionym stanie trwa do teraz (odpukać!) i niechaj trwa jak najdłużej. Mam nadzieję, że ten najgorszy czas już za nami, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, że czegoś nas ten kryzys nauczył, i że teraz będzie już dobrze. Życie potrafi nieźle dokopać, więc lepiej iść przez nie razem i wspierać się, a nie jeszcze dodatkowo walczyć ze sobą...

Trochę czasu mi zajmie nadrabianie zaległości u was, bo dość sporo sobie ich narobiłam, ale sądzę, że sobie poradzę, i po cichu liczę, że wybaczycie mi to milczenie u siebie i u was... Jeszcze przez jakiś czas będzie milcząco, bo chcę ponadrabiać z czytaniem wszystkich waszych postów zanim zacznę czytać znów na bieżąco. Poza tym po takim urwaniu głowy jaki miałam przez ostatnie parę dni nie bardzo mam wenę na pisanie, co chyba widać po braku spójności w tym poście, więc może lepiej pomilczeć i pisać za jakiś czas, ale z sensem ;)
Poza tym, pogoda dopisuje, a ja byłam usadzona w domu ostatnimi czasy, więc chciałabym rozruszać trochę te zastane kości zanim znów zasiądę przed komputerem... ;)

Tym, co nie chcą mi dać po łapach, chcę podziękować za cierpliwość, a tym co chcą - chętnie łapska wystawię na lanie, bo wiem, że zasłużyłam :)
Trzymajcie się ;)