No by to szlag! Znów wydawało mi się, że nie było mnie tutaj tylko chwilę, a to już prawie miesiąc... Jakoś nie mam weny na pisanie. Jak już ją mam, to tworzę kolejne strony pracy licencjackiej lub innych papierów do szkoły, i chcąc nie chcąc, odbija się to na blogu, jak zwykle z resztą. Poza tym choćbym nawet chciała napisać, to nic sensownego nie utworzę, bo w moim życiu zapanował taki spokój, że z jednej strony bardzo się cieszę, a z drugiej - to zapewne taka cisza przed burzą, jaką będzie kończenie szkoły ;) Oczywiście, jak chwilę się zastanowię ile czasu zostało i co mam jeszcze do zrobienia, to dziw bierze, że sobie tak spokojnie egzystuję, ale to już chyba studencka natura robić wszystko na ostatnią chwilę :)) Nie znaczy to, że całymi dniami siedzę i nic nie robię - po prostu robię rzeczy inne, zdecydowanie nie te, które robić powinnam ;)
Trochę mnie przeraża to "rozprężenie", kiedy lista rzeczy do zrobienia jest dosyć długa, ale to już chyba tzw. zmęczenie materiału - no nie chce mi się, kończy mi się samodyscyplina, mam potrzebę odpocząć i tak dalej... Staram się trzymać w ryzach jako tako, bo odpuszczenie sobie na trzy miesiące przed końcem szkoły byłoby wręcz głupotą nie do opisania, ale nie mogę powiedzieć, że przychodzi mi to łatwo...
Nie wiem jak to będzie z moją obecnością tutaj w najbliższym czasie. Nie chcę obiecywać, że się poprawię, bo nie jestem pewna czy tak będzie, w każdym razie chociaż kontynuuję ciche zaglądanie do Was raz na jakiś czas, bo na komentowanie często gęsto też nie mam albo chwili, albo weny, a wypisywać głupot dla samego faktu napisania nie będę :))
Nie zapominajcie o mnie - jeśli zamykacie bloga lub się przenosicie, to ładnie proszę o zaproszenie lub nowe namiary, bo wszystkich Was chcę nadal podczytywać :) Adres mailowy znajdziecie przy wpisywaniu komentarza. Do przeczytania!