wtorek, 21 września 2010

Mieszkać razem, czy nie mieszkać?...

Wciąż będąc w temacie awantur z moją matką, moja rozmowa z babcią zeszła na temat wspólnego mieszkania przed ślubem. Uznałam to za dość ciekawą wymianę zdań, gdyż i jedna i druga strona ma sporo racji, a decyzja w tej kwestii zależy w głównej mierze od przekonań jednostki.

Moja babcia uważa, że mieszkanie młodych ludzi ze sobą przed ślubem jest złe. Przecież po to ze sobą chodzą, randkują, poznają się, żeby wiedzieć, czy partner jest odpowiednią osobą do założenia rodziny. Tak samo ten czas spotykania się, młodzi ludzie powinni przeznaczać na omawianie pewnych kwestii przyszłościowych - jakie są ich poglądy na temat podziału obowiązków w domu, pracy, rodziny.
Przyznam szczerze, że poglądy mojej babci nie są złe, ale według mnie trochę powinny zostać skorygowane.

Wiadomo, to już nie są te same czasy z młodości mojej babci. Kiedyś słowo ludzkie miało duże znaczenie, dziś już niekoniecznie. Dlatego dawniej, jeśli ktoś coś powiedział, przynajmniej w większości przypadków, było to niemalże jak umowa ustna. Można było ludziom wierzyć, że dotrzymają słowa i nie będą się wykręcać, że nic podobnego nigdy nie mówili.

Jak już wiadomo, zwłaszcza ludziom z roczników mojej babci, "to już nie te czasy".
Nie raz można się przekonać, że za czasów "beztroskiego latania" lub też nawet narzeczeństwa, osoba, z którą chciałoby się wiązać przyszłość była zupełnie inna. Przecież spotykając się, nawet codziennie, ale nie mieszkając ze sobą, nie jesteśmy czasem w stanie wyłapać pewnych nawyków drugiej osoby. Niekiedy te nawyki potrafią zaważyć na związku, a tak łatwo je ukryć nie mieszkając razem - wystarczy o nich nie mówić, a w obecności partnera zachowywać się normalnie.

Wychodzę z założenia, że gdyby większość małżeństw rozwiedzionych mieszkało ze sobą przed ślubem chociaż pół roku, prawdopodobnie nie zdecydowałoby się na "sakramentalne tak", jeśli dane by im było się przekonać, jaki ich partner jest na co dzień.
Wspólne mieszkanie, przynajmniej dla mnie, jest jedną z okazji "dotarcia się" partnerów.
Jeśli ktoś tak bardzo przestrzega np. "seks tylko po ślubie", to i tak nie widzę problemu. Przecież można razem mieszkać nie dzieląc między sobą łóżka lub nie dopuszczając do sytuacji intymnych.

W ludziach starszych pewne przekonania są nie do wykorzenienia, tak samo np. u mojej babci - mimo tej rozmowy i tak uważa, że to "nie po Bożemu" mieszkać ze sobą nie będąc małżeństwem, ale muszę przyznać, że nie była całkowicie zamknięta na mój punkt widzenia i przyznała mi rację, że z dwojga złego lepiej wiedzieć jaki przyszły mąż lub przyszła żona jest, niż potem bezcześcić sakrament małżeństwa przez rozwody, separacje itp.
Fakt, czasem takie sytuacje się zdarzają, że rozwód jest jedynym rozwiązaniem, bo niektórych rzeczy nie da się wcześniej przewidzieć, np. zdrady czy pijaństwa, kiedy przyjdą gorsze dni. Jednak dużo małżeństw rozpada się na przykład tylko dlatego, że partnerzy nie potrafią się dogadać - wtedy widać, że wspólne mieszkanie albo wyeliminowałoby ten problem, albo nie dopuściło do małżeństwa, bo od razu młodzi mogliby się przekonać, że jednak nie są dla siebie stworzeni.

Ja i tak zrobię po swojemu, w zgodzie z moimi poglądami, niezależnie od tego, jaką opinię na ten temat ma moja rodzina, bo to moje życie i moja przyszłość. Ich zdanie szanuję jak najbardziej, ale mam prawo nie brać go pod uwagę przy podejmowaniu moich z życiowych decyzji. Tak samo mam nadzieję, że oni uszanują moje przedsięwzięcia i nie odwrócą się ode mnie tylko dlatego, że mają inne przekonania.

26 komentarzy:

  1. I dlatego ja jestem za wspólnym mieszkaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwazam po 3 latach mieszkania ze soba,ze ono ma swoje plusy i minusy,z reszta jak wszystko...
    minus to wdzieranie sie w nasze zycie rutyny,czasem monotoni dnia codziennego.Z tego rodza sie konflikty..dlatego staramy sie zwalczac rutyne...
    drugim minusem ejst wykluczenie nas z kosciola. Nie wolno nam sie spowiadac i chodzic do komuni. Dla nas-osob wierzacych,bylo to ciezkie przezycie,ale staramy sie jeszcze bardziej umacniac w wierze..
    ja widze ze dwa minusy..
    Mieszkanie ze soba dało nam na prawde duzo.Znamy sie jak łyse konie,akceptujemy swoje wady,znamy swoje zalety.Spotykanie sie codziennie nie dałoby nam tej wiedzy.
    kosciol uwaza ze wspolzycie ze soba przed slubem nie jest grzechem,ale mieszkanie ze soba juz tak.
    I uwazam ze mieszkanie ze soba daje za wiele pokus seksualnych,nie ma szans na to by nie zaczac wspolzyc. Nie wiem jakie przekonania oboje by musieli miec,zeby nie ulec pokusie.Z reszta gdyby ich przekonania takie byly to nie decydowaliby sie zamieszkac ze soba.

    Reasumujac ja tez jestem za mieszkaniem ze soba.Dało nam ono bardzo duzo pozytywnych ale i negatywnych odczuc i emocji.
    pozdrawiam


    www.anairda.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Przechodziłam prawdziwą mękę zastanawiając się nad tym wszystkim zanim zamieszkałam z Frankiem. Wspólne mieszkanie jest trochę wbrew moim przekonaniom, no ale sytuacja nas do tego trochę zmusiła. No i też nie ukrywam, że trochę to wspólne mieszkanie jest dla nas błogosławieństwem...

    Ale nie będę się powtarzać, jeśli miałabyś ochotę przeczytać co sądzę na ten temat kliknij na link w notkach poleconych przez onet "wspolne mieszkanie" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Evi, powiem Ci, że bardzo polecam Ci zamieszkać z narzeczonym przed ślubem. Ja, pomimo że oboje jesteśmy wierzący, zrobiliśmy tak i wcale nigdy nie żałowaliśmy, choć czase dopadały nas wyrzuty sumienia, że innych to gorszy i że w ich opinii pewnie w domu Sodoma i Gomora. A tak nie było. A i seks też poczekał, bo w naszym przypadku właśnie wspólne mieszkanie sprawiło, że tych pokus było mniej, niż gdybyśmy mieszkali osobno. A po ślubie kochana tyle tego jest, że naprawdę warto poczekać.;))) Mój dziś mąż uważa dokładnie to samo. Ale wspólne mieszkanie dało nam tyle, że nauczyliśmy się zarządzać pieniędzmi, duuuużo rozmawiać ze sobą, poznawać się i także wady szybko wyszły na jaw. Brakowało nam jednak zalegalizowania związku, czuliśmy się niezbyt z tym dobrze, bo samo mieszkanie grzechem nie jest, choć niektórych to gorszy, ale to seks nim jest!
    Masz całkowitą rację w tym, że gdyby wiele małżeństw pomieszkało ze sobą przed ślubem, to wiele z nich by się rozstało i nie beszcześciło dziś, jak to świetnie ujęła Twoja babcia, małżeństwo.
    W sumie fajny temat poruszyłaś. Jakoś nigdy nie pomyślałam, żeby o nim napisać u siebie;))

    OdpowiedzUsuń
  5. P.S Miało być "bezcześciło" ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tez jestem za. Dobrze jest sie "przetestowac" przed slubem i przekonac w co sie czlowiek pakuje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja mama przed ślubem mojej siostry też miała takie poglądy że to źle mieszkać razem przed ślubem itd. Ale gdy po roku czasu małżeństwo mojej siostry się rozpadło, bo mieli problemy, nie mogli się dogadać zmieniła zdanie i powiedziała że zanim zrobi drugie wesele muszę trochę pomieszkać z partnerem żeby się lepiej poznać.
    I ja jestem tego samego zdania. Gdy się nie mieszka razem tylko spotyka na randkach itd nie da się do końca poznać drugiego człowieka, bo można mówić jedno a robić coś zupełnie przeciwnego. I przekonałam się o tym na własnej skórze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Plusy i minusy we wspólnym zamieszkaniu występują, ale ludzie poznają siebie przez całe życie, odkrywają siebie i mogą poznawać się i cieszyć sobą ciągle na nowo. Każdy z nas może mieć gorsze lub lepsze dni i czasem łatwo o głośniejszy zgrzyt, ale właśnie w miłości najpiękniejsze jest to, że kiedy jedno upada, drugie podaje pomocną dłoń i jest z tobą. Jestem ZA ! : )

    OdpowiedzUsuń
  9. "kosciol uwaza ze wspolzycie ze soba przed slubem nie jest grzechem,ale mieszkanie ze soba juz tak." "drugim minusem ejst wykluczenie nas z kosciola. Nie wolno nam sie spowiadac i chodzic do komuni. " co za brednie.... gorszych nie słyszałam.. Mieszkanie ze soba grzechem NIE jest jesli sie NIE wspolzyje z osoba przed slubem.seks przed slubem jest grzechem przeciwko czystosci.Z kosciola wcale nie jestescie wykluczeni,bo niby dlaczego? I mozecie sie spowiadac i przyjmowac komunie.

    OdpowiedzUsuń
  10. drogi anonimowy...oczywiscie ze nie mozemy sie spowiadac ani komuni przyjmowac. NIe mysl sobie ze wymyslilam tego ot tak,bo mi sie podobalo.....
    rozmawialismy z ksiedzem i wiem jaka mamy sytuacje...
    i wiem ze przed slubem koscielnym mamy tylko 1 spowiedz a nie dwie..
    wiec nie gadaj mi tu glupot i nie mow ze pisze brednie..
    NIE WOLNO nam sie spowiadac,bo nie dostaniemy rozgrzeszenia...a na co spowiedz bez najwazniejszego momentu?

    anairda.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś miałam właśnie taki plan, żeby zamieszkać razem z moim wybrankiem przynajmniej na pół roku po to, żeby się przekonać, jaki jest na co dzień i dopiero na tej podstawie stwierdzić, czy jesteśmy dla siebie stworzeni i czy dobrze nam razem nie tylko od święta ale i na co dzień.
    To był dobry plan.
    Nie wypalił z różnych powodów.
    A szkoda, pewnie nie byłoby tego rozwodu, bo i tego ślubu by nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  12. i mieszkania i niemieszkania są plusy i minusy
    dzisiaj jestem za, można uniknąć wielu problemów później
    a najważniejsze byś robiła wszystko w zgodzie z sobą
    pozdrawiam cieplutko
    Aisza

    OdpowiedzUsuń
  13. i tutaj kompletnie nie zgodzę się z Twoją babcią - jestem w tego typu związku gdzie nie mieszkaliśmy ze sobą i powiem Ci że do tej pory są sprawy, które chwilami doprowadzają mnie do szału(nawyki mojego lubego).
    Jednak teraz i tak podchodzę do tego z większą rezerwą. Jednak gdybym natknęła się na nie w trakcie niezobowizującego pomieszkiwania razem, nie wiem czy nadal bylibyśmy razem ;)

    pozdrawiam
    linuś

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz, odniosę się do pewnego poglądu. Piszesz, że nawet jeśli ktoś ściśle trzyma się zasady 'seks po ślubie' to i tak mogą mieszkać razem, bo to nie problem. Powiem ci jedno, to się tylko tak wydaje. Jeśli chcemy z kimś mieszkać to musimy czuć się swobodnie. I tu np przejście w bieliźnie do kuchni może wywołać porządanie u partnera i stąd już mały kroczek do bliższego kontaku. Uwierz mi, że bardzo cieżko jest mieszkać razem i ze sobą nie sypiać :)

    pozdrawiam
    Biedrona

    OdpowiedzUsuń
  15. Biedrona zgadzam się z toba w 100procentach! Nie ma szans na to by uniknac seksu,porządania mieszkając razem..
    mieszkanie za bardzo wiaze,za duzo odkrywa...a rozum i cielesnosc to dwie rozne rzeczy..
    pozdrawiam anairda

    OdpowiedzUsuń
  16. Sama nie mam jednoznacznej opinii jeśli chodzi o ten temat. Chodzi tu przede wszystkim o sprawy religijna no i takie zasady obowiązujące w dzisiejszych czasach. Nie będę Ci w tej kwestii radzić... zrób tak abyś to TY była szczęśliwa!

    aivio

    OdpowiedzUsuń
  17. Moim zdaniem,należy uczynić tak aby było dobrze i po ślubie...Jednak i tak wszystko to oceni Pan Bóg...myślę,że trzeba zaufać sercu swojemu i ufać,że gdzieś po środku jest prawda..czy to grzech,czy nie grzech,najważniejsze jest poczucie własnej wartości i sumienia...Masz być szczęśliwa i czyń tak jak Ci serce podpowiada...ADAM...

    OdpowiedzUsuń
  18. Ilu księży byś nie spytała to i tak każdy powie co innego. Spowiadać może się każdy kto ma ślub i ten kto go nie ma oprócz osób wyłącznie ze ślubem cywilnym.Jeśli nie żałujesz swoich słabości to rzeczywiście spowiedź w Twoim przypadku nie ma sensu.Poza tym.. jeden ksiądz da rozgrzeszenie a inny nie. Amen

    OdpowiedzUsuń
  19. Zastanawiam się, czy gdybym z byłym mieszkała przed ślubem jakiś rok, to byłby moim byłym? Chyba nie, bo prawdopodobnie bym za niego nie wyszła... W prawdzie to tylko gdybanie... zołza63

    OdpowiedzUsuń
  20. Jako singielka nie wypowiem się jak to widzę od strony praktycznej, ale w teorii całkowicie popieram Twój punkt widzenia.
    Spotykanie się i wspólne życie to dwie różne bajki. Przed ślubem warto zakosztować tego drugiego, żeby wiedzieć na czym się stoi.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie widzę żadnego problemu, to tylko otoczenie ma z tym problem. Jeśli nie zważacie na opinie innych i ważne jest tylko wasze uczucie to róbcie według własnych przekonań i basta. No chyba że macie w tym jakiś interes żeby dbać o opinie otoczenia ;o))

    OdpowiedzUsuń
  22. Wg mnie mieszkanie ze sobą ma zdecydowanie więcej plusów. Minusem może być rutyna, która gdzieniegdzie się wkradnie, choć można ją zwalczyć. U mnie rozmowa była podobna, choć doprowadziła mnie do nerwów wręcz. Ja jak najbardziej jestem za ;-)) Pozdrawiam! Nabi

    http://w-przyszlosc.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  23. A wyobraź sobie, że męża swego nie widziałaś do dnia ślubu. Rodzice coś-tam mówili, ale to było czysta abstrakcją. Teściów swoich widziałaś nawet. A tu się okazuje, ze musisz zamieszkać z kompletnie obcym sobie mężczyzną. Żyć z nim zgodnie z przysięga małżeńską...Mieszkanie przed sakramentalnym "tak"pewnie pozwoli sie sprawdzić. Ale...jest pewna w tym pułapka. To może byc serial, z innym w roli głównej w kolejnym odcinku. W małżeństwie właśnie o to chodzi, by nauczyć się ze sobą żyć. W wolnym związku sa zawsze drzwi otwarte. Można szybko uciec od problemów, konfliktów. Tylko czy o to chodzi w związku by unikać, uciekać? Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Również wydaje mi się, że dzięki mieszkaniu razem przed ślubem można się wiele nauczyć i dowiedzieć. Jednak z drugiej strony, jeśli mieszka się razem przed ślubem, potem ten ślub się bierze, to później w sumie żadnej różnicy nie ma:P Chodzi o to, że nie ma takiego rzutu na głęboką wodę. Jest praktycznie tak samo jak przed ślubem, tyle, że obrączka na palcu ładnie błyszczy:) A gdyby tego wspólnego mieszkania wcześniej nie było, to po ślubie małżeństwo czułoby się tak jakoś wyjątkowo i inaczej niż wcześniej. Hmm ciężka kwestia:P

    OdpowiedzUsuń
  25. Ksiądz, który jest przyjacielem naszej rodziny powiedział kiedyś (jakoś niedługo po tym jak zamieszkałam z Programistą), że powinien na ten temat powiedzieć coś na religii w liceum, bo uważa, że wspólne zamieszkanie pozwala się lepiej poznać, dotrzeć, sprawdzić czy się do siebie pasuje, czy można na sobie na wzajem polegać itp i jego zdaniem jest to bardzo dobry pomysł - oczywiście warunkiem są osobne łóżka, brak sexu itp - tym bardziej, że na świecie jest coraz więcej rozwodów (i to nawet kościelnych), a ludzie mogli się na prawdę dobrze poznać przed ślubem to mniej by było nieudanych małżeństw i rozwodów (których kościół przecież nie popiera) ;) Także nawet po stronie kościelnej można znaleźć entuzjastów takiego rozwiązania ;)

    A co do sexu przed ślubem - znajomy lekarz kiedyś mi powiedział, że trzeba zażyć sexu przedmałżeńskiego, bo jak facet się do swojej wybranki nie dobiera wcześniej to znaczy że coś z nim nie tak i życie intymne w tym związku nie będzie za długo po tym ślubie istnieć ;P

    Ja osobiście sobie bardzo chwalę te prawie 3 lata mieszkania z Programistą. Znaliśmy się dobrze wcześniej, ale wtedy mieliśmy okazję się poznać w codziennym życiu, swoje nawyki, to jacy jesteśmy nie tylko od święta ale też chorzy, smutni czy wkurzeni (a na randce raz w tygodniu człowiek zawsze stara się być jak najradośniejszy, najładniejszy itd). Zobaczyliśmy, że na prawdę możemy na siebie liczyć :) I to właśnie po wspólnym zamieszkaniu zrozumiałam, że to na pewno ten jedyny ;)

    Ale prawda jest taka, że cokolwiek się robi powinno być to zgodne właśnie z indywidualnymi potrzebami, z własnym sumieniem, bo inaczej nie będzie dobrze ;) A innych i ich poglądy chrzanić - to w końcu Twoje/Wasze życie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Witaj Ewelino, była nawet kiedyś na ten temat debata na blog.pl
    Powiem ci, że nie mam jednoznacznego zdania. W ogóle nie podchodzę do niego od strony religijnej, ale uczuć i praktycznej. Bo przecież zawiedziona miłość, rozstanie zawsze boli tak samo, czy był ślub, czy nie.
    A ponadto widzę z doświadczenia młodszych osób w rodzinie, ich koleżanek, że facetom jest bardzo wygodnie bez zobowiązań. I gotowi tak mieszkać bez ślubu w nieskończoność. No, bo po co ślub, skoro wszystko jest tak samo. Nie bardzo wierzę, że to się może obejść bez seksu, udawanie, że niby nic, może być parę dni, a potem jednak natura weźmie górę.
    Zresztą nie uważam oczywiście seksu przed ślubem za coś złego, choć każdy sam w tej kwestii musi decydować.
    Wiesz, każda rzecz ma i takie i takie aspekty.
    W sumie atrakcją małżeństwa jest też to, że już się jest ciągle razem i poznaje się na co dzień. Małżeństwo jest wtedy nowością. A tak ślub nic nie zmienia.
    Znam osoby, które zamieszkują z kimś, potem z następnym, są już po trzydziestce i żadnej stabilizacji. Można niby i tak.
    Najważniejsze dla udanego małżeństwa, żeby ludzie nawzajem poznali swoje wady i żeby one były dla drugiej strony znośne. Jak ci się ktoś wydaje ideałem, to znaczy, że jesteś jeszcze ostro zakochana i musisz trochę odczekać, żeby zobaczyć i wady i się z nimi zmierzyć.
    Maria-Dora

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Zostaw adres swojego bloga jeśli go posiadasz, bo chętnie wpadnę z rewizytą :)

Pamiętaj jednak, że jest to mój kawałek sieci, zatem uprasza się osoby komentujące o zachowanie kultury!!!!!