Po wstępnych analizach naszych finansów w nadchodzącym miesiącu nabrałam mega dużo optymizmu. Mimo, że będziemy musieli oddać wszystkie długi, które musieliśmy pozaciągać*, to i tak zostanie nam całkiem sporo kasy - wystarczy nawet na weterynarza dla psa, którego odkładamy od stycznia z powodu braku funduszy... I może nawet pójdę do fryzjera! :D
Niestety, nie potrafię się przemóc i zamiast przeżywać ślub mojej siostry - pomóc jej w przygotowaniach. Póki co, to jest nadal bolący temat, może kiedy w kwestii finansów odbijemy się na porządnie, to jakoś to zaakceptuję. Na razie nie daję rady - kiedy ja muszę wyliczać wszystko co do grosza, żeby mieć co jeść, oni trwonią pieniądze na prawo i lewo, a w dodatku jeszcze będą się chajtać - gdzie to moje marzenie i jest dla mnie tak samo nierealne, jak lot w kosmos. Niektórzy powinni wiedzieć, że bólu psychicznego najtrudniej się pozbyć - czegokolwiek by nie dotyczył, psychika jest wyjątkowo ciężka w rekonwalescencji. Potrzebuję jakiegoś mega pozytywnego bodźca, żeby z tego wyjść, choć i tak jest fajnie, że przestałam lecieć w dół i powoli idę już ku górze, ku lepszemu.
Z
przyjemniejszych rzeczy - może uda nam się jutro pojechać na grzyby :)
Lubię chodzić po lesie, najlepiej sama, wsłuchiwać się w odgłosy natury i
relaksować się każdym marznącym od rześkiego powietrza i wilgoci
skrawkiem mojego ciała, chłonąc ten cały spokój i równowagę... A jeszcze
jak do tego dojdzie satysfakcja ze znalezienia kilku pięknych grzybków, to już w ogóle rewelacja :))Oby wypaliło ;)
Oprócz tego humor sukcesywnie poprawia mi mój Ukochany. Ostatnio jest dla mnie wyjątkowo dobry, choć ja daję mu nieźle popalić, a to humorami, a to nerwowością - on to dzielnie znosi, i choć zdarza się, że już traci do mnie cierpliwość, to stara się mimo wszystko, żebym się chociaż na chwilę uśmiechnęła. Kochany jest, naprawdę :)
* Oczywiście, w myśl zasady, że ja już po prostu mam taki urok, że muszę mieć wiatr w oczy, wpadłam w długi. Nie pisałam o tym wcześniej, bo już po prostu miałam dosyć skupiania się na moich kolejnych porażkach... Pechowo tak się złożyło, że akurat w sierpniu, kiedy dostałam pracę, ale wypłaty jeszcze nie, wyszedł mi przegląd w samochodzie, skończyła się polisa OC i na amen popsuł się akumulator, w efekcie czego zadłużyłam się na około 800 zł. Niestety pracuję dosyć daleko od miejsca zamieszkania (choć w dużych miastach taka odległość do pracy to norma, u mnie rodzi się problem z dojazdem, bo komunikacja miejska kuleje w takich przypadkach i konieczny jest transport własny). Pół wypłaty zatem pójdzie na oddanie długów, bo choć jestem wdzięczna rodzinie, że bez problemu poratowali mnie taką kwotą, to jednak nie cierpię mieć u ludzi długów, i choćby nie wiem co, to muszę im kasę oddać, bo nie zasnę spokojnie!
Choć wrzesień od zawsze był przeze mnie mało lubiany, to mam ogromną nadzieję, że w tym roku przyniesie same pozytywy!
