poniedziałek, 30 lipca 2012

Krok wstecz...

Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale też nie spodziewałam się, że aż tak ciężko będzie mi wracać do domu. Znów zacząć żyć starą codziennością, rozpoczynać i kończyć dzień bez Niego u boku... Nie biegać co rano do sklepu po świeże bułeczki i jogurcik, żeby Kochany miał smaczne śniadanko w pracy, nie martwić się co zrobić na obiad swojemu Mężczyźnie po ciężkim dniu... Może to wina chwiejnego nastroju z powodu "kobiecych dni", ale łzy same mi się cisną do oczu...
Bałam się tego wspólnego zamieszkania, że ta nowa sytuacja może coś między nami popsuć, ale jak się okazało, oprócz kilku drobnych incydentów nie było tak źle. Kłótnie wyglądają zupełnie inaczej, kiedy ma się swoją drugą połówkę cały czas obok siebie :)
A teraz trzeba zrobić krok w tył... Być może zmarnować to wszystko, co udało nam się osiągnąć poprzez mieszkanie razem - dotarcie się, nabranie tolerancji na zwyczaje drugiej osoby, kłótnie, które kończyły się kilka minut po tym jak się zaczęły, podczas gdy wcześniej byle sprzeczka potrafiła urosnąć do rangi wojny światowej...
Nie wiem, czy uda nam się znów ze sobą zamieszkać. Nie za wesoła sytuacja materialna bardzo utrudnia poruszanie się naprzód z jakimikolwiek planami czy marzeniami. Ja na chwilę obecną nie mam pracy i żadnej znaleźć nie mogę, teściowa też nie będzie mieć roboty kiedy wróci do kraju (a zostawać za granicą już też nie ma po co, bo pracowała sezonowo i powoli nie ma co robić, a co za tym idzie - więcej nie zarobi), jedynie M. dzięki Bogu pracuje, choć bez rewelacji finansowych, więc i tak jest czarno...

Mam ochotę usiąść i płakać. Bo cóż mogę więcej?...


poniedziałek, 23 lipca 2012

Brak tytułu

Prawie się udało. Ale prawie robi różnicę. Wraz z wakacjami rozpoczęłam poszukiwania pracy i nawet z dwóch ogłoszeń się do mnie odezwali, ale w jednym przypadku później zamilkli, a w drugim mi podziękowali z powodu "nieoczekiwanych i niezależnych od nich zmian planów". No cóż, trudno. Ich strata ;) A ja szukam dalej.

Paczki kosmetyków również mieć nie będę, bo potrzebowałam do pomocy 16 osób, a pomogła tylko jedna... Też trudno, przeżyję. :) Pozostaje odkładanie drobniaków w skarbonkę... ;)

A oprócz tego jest mi smutno. Sama do końca nie potrafię sprecyzować dlaczego. Kilka przyczyn by się pewnie znalazło, chociaż bez przyczyny też mi czasem smutno. Dzisiaj płakałam podczas oglądania komedii i to bynajmniej nie ze śmiechu i nie podczas jakiegoś ckliwego i łzawego momentu, więc chyba jakikolwiek komentarz jest zbędny ;) Pośród przyczyn tego mojego smutku chyba przoduje głównie to, że spada mi poczucie własnej atrakcyjności. Cały czas wydaje mi się, że wokół jest tyle ładnych dziewczyn, że nie mogę pojąć dlaczego M. jest ze mną, taką zwyczajną mną, a tyle jest takich naprawdę ładnych, zgrabnych panienek i zasługuje na lepszą... Momentami jestem nawet święcie przekonana, że powinnam usunąć się z drogi M., żeby poszukał szczęścia u jakiejś fajniejszej dziewczyny i nie marnował się przy mnie... Chwilowo mi trochę przeszło, ale nie liczyłabym, że na długo. M. się na mnie bardzo o to zdenerwował, ale czy ja wiem czy nerwy tu pomogą? Może zaczyna mi brakować takiego męskiego "adorowania" (a kiedyś było takie fajne, spontaniczne - prosto z tego eMowego serducha :)), które gdzieś nam chyba z biegiem czasu zaczyna uciekać... Niby wiem, że mu się podobam, ale chyba każda kobieta wie, jaka fajna jest ta iskierka w oku zakochanego faceta :)) A ta iskierka gdzieś niknie w szarej codzienności...

Pomarudziłam, no ale gdzie mam to robić, jak nie tu ;)

wtorek, 10 lipca 2012

ShinyBox

Zamierzam właśnie popełnić blogową zbrodnię. Nie lubię czegoś takiego jak używanie bloga do tego typu celów, ale w tym wypadku ciekawość jest silniejsza ode mnie, więc chciałabym Was poprosić o pomoc ;)

Doszły mnie słuchy, że można otrzymać darmowe pudełko z kosmetykami, trzeba tylko zarejestrować się na stronie i zachęcać znajomych do rejestracji. Pokusiło mnie i się zarejestrowałam :))) Ciekawi mnie ta tajemnicza paczka kosmetyków, ale potrzebuję jeszcze 80 ShinyStars (cokolwiek to jest :P), żeby móc ją zamówić. Właśnie dlatego chciałam Was prosić o pomoc :) Nikogo nie zmuszam do zalogowania się, a nawet Was uprzedzam, że akceptując regulamin przy rejestracji zgadzacie się, żeby strona wysyłała do Was tzw. SPAM, więc jestem świadoma, że nie każdy sobie tego życzy. Niemniej, jeśli któraś z Was jest zainteresowana otrzymaniem takiej paczki z kosmetykami (bo poprzez pomoc mojej osobie zyskacie własne konto, które Wam ułatwi otrzymanie paczki z kosmetykami), zachęcam do kliknięcia w ten link http://shinybox.pl/?ref=a81c879, założenia własnego konta i zapraszania innych znajomych :)

Odważnym dziękuję, resztę przepraszam, że coś takiego się tu pojawiło ;) Mam nadzieję, że mi wybaczycie tą ciekawość :D

sobota, 7 lipca 2012

O egzaminie licencjackim

Oficjalnie mogę powiedzieć, że rozpoczęłam wakacje. Nie do końca tak, jak chciałam, ale jednak dochodzę do wniosku, że lepiej byle jak niż wcale, ale o tym za chwilę i będzie długo, więc jak ktoś nie ma czasu lub ochoty, to może sobie odpuścić. ;)
A że znowu mało mnie tutaj - cóż, pogoda piękna, M. ma urlop, więc śmigamy na rowerach gdzie się da :)

Nawiązując do tematu byle jak rozpoczętych wakacji... Wszystkiemu winien jest egzamin licencjacki i mój pech. A pecha miałam od samego początku - najpierw byłam piąta na liście A do pana X w komisji, jednak chwilę po rozpoczęciu egzaminów przybiegła pani z sekretariatu i zamieniła listy. Po zmianach byłam dziewiąta na liście B do pani Y w komisji. Wszyscy, którzy egzamin zdawali u pana X, z wyjątkiem jednej dziewczyny, która autentycznie oprócz tego, że wiedziała jak się nazywa, to nie wiedziała nic, zdawali z dobrymi wynikami... Za to w komisji, gdzie przewodniczyła pani Y... No właśnie.
Z niektórymi ludźmi, którzy wchodzili przede mną na egzamin studiowałam nawet trzy lata, więc wiem jaki mają zasób wiedzy, jakie mieli oceny i czy mają gadane. Spokojnie mogę stwierdzić, że nawet ci, którzy byli przeciętni i wylosowali sobie dosyć trudne pytania wychodzili z czwórkami od pana X, ponieważ pan X podpowiadał i momentami nawet podsuwał poprawne odpowiedzi. Pani Y natomiast, złośliwie utrudniała wszystkim wszystko, o czym się niestety przekonałam na własnej skórze.
Weszłam, przywitałam się, usiadłam i wylosowałam sobie pytania. Spoglądam na karteczki z pytaniami - super! Pytania dosyć łatwe, materiał, który obejmowały, miałam dobrze powtórzony - będzie dobrze. Błąd...
Zaczynam odpowiadać na pierwsze pytanie. Odkąd studiuję, wymagało się od nas odpowiedzi na pytania według schematu 'od ogółu do szczegółu', również Poznań oznajmił nam, że takich odpowiedzi oczekuje, zatem zaczynam mówić ogólnie o temacie, którego dotyczy pytanie. Zdążyłam powiedzieć pół zdania, kiedy pani Y wcięła się w moją wypowiedź, pytając mnie o to, do czego właśnie zmierzałam. Wniosek mam jeden - nie słuchała mnie, bo z mojego krótkiego, bo krótkiego wstępu jasno wynikało, do czego zmierzam. Nie dałam się wybić z rytmu i mówię dalej. Odpowiedziałam na pytanie wyczerpująco (wiem, że odpowiedziałam wyczerpująco, bo na ten temat pisałam pracę dyplomową, zatem temat mam oczytany do obrzydzenia), a pani Y zaczyna mnie wypytywać dalej... o to, co już powiedziałam. Taaa...
Pytanie drugie - powiedziałam co wiedziałam, pomijam już fakt, że pani Y, patrząc na mnie i podobno słuchając mojej odpowiedzi zaczęła mi ziewać w twarz, nie racząc nawet zakryć przy tym otworu gębowego... Poczułam się delikatnie mówiąc zlekceważona. W głowie miałam jedną myśl - nie daj się wybić z rytmu odpowiedzi, więc dalej mówiłam, co wiem. Padło kilka dodatkowych pytań od komisji, ale zostałam uprzedzona, że te pytania nie są po to, żeby studenta pogrążyć, tylko wyciągnąć z niego więcej rzeczy, żeby naciągnąć ocenę, więc śmiało odpowiadałam dalej. Znów pani Y zaczęła mi się wcinać w zdanie... No do jasnej Anielki... Spokojnie...
Trzecie pytanie. Znałam odpowiedź tylko na połowę pytania, ale nic to - mówię, co wiem. Czytałam o tym trochę, miałam notatki od studentów z poprzednich lat, którzy zdawali licencjat na piątki, więc oczytana byłam całkiem nieźle. Pani Y znów na mnie patrzy i wcina mi się w słowo. Pyta. O szczegóły. Bardzo dogłębne szczegóły, więc w efekcie można powiedzieć, że wyłożyłam się na czymś, co wiedziałam bardzo dobrze. Przez chwilę, wychodząc z sali egzaminacyjnej, pomyślałam sobie, że się musiałam czegoś nie douczyć, więc podchodzę do reszty ludzi z mojej szkoły i pytam ich o te szczegóły, o które zostałam tak wnikliwie wypytana. Oni patrzą się na mnie tępym wzrokiem i pytają o co mi chodzi, przecież czegoś takiego nie było. W tym momencie już wiedziałam, że pani Y robiła wszystko, żeby mnie usadzić pomimo tego, że byłam dobrze przygotowana.
Wołają mnie do odczytania mojej oceny. Pani Y patrzy się na mnie niczym wielce urażony majestat i oznajmia mi, że moja odpowiedź była chaotyczna, coś tam wiedziałam, ale gubiłam się w tym, co mówiłam. No do chuja pana! Jak moja odpowiedź miała nie być chaotyczna, jak ona mi średnio co minutę wchodziła w słowo, przerywała, zmuszała do powtórzeń itp! Jednak to nie koniec mojego wkurzenia na tamtą chwilę...
Pani Y oznajmia mi, że z egzaminu otrzymuję trójkę, bo pierwsza odpowiedź była nawet ładna, a reszta tak sobie. I kontynuuje, że na dyplomie będzie 3.5, bo moja średnia z egzaminu dyplomowego w szkole i średnia szkolna były wysokie... Żałujcie, że nie widzieliście tego bólu na jej twarzy, kiedy to mówiła. Bardzo jej się musiał nie podobać ten fakt, że miałam dobre oceny. Z dyplomu 5, średnia szkolna 4. No to ona mi da trzyyy... żeby popsuć ten śliczny dyplom ;]
Chciałam ją zabić, ale że jest to karalne, to wyszłam z sali i się popłakałam. Nic innego mi nie pozostało względem tak rażącej niesprawiedliwości.
Z racji, że zaczynam szukać pracy, udałam się do sekretariatu po zaświadczenie o zdanym egzaminie. Pani w sekretariacie wyjmuje protokoły z egzaminu i szuka mojego. Kiedy zobaczyłam mój protokół, myślałam, że wrócę do tej sali egzaminacyjnej i naprawdę tą idiotkę skrzywdzę. Pamiętacie, co powiedziała mi jako komentarz do mojej odpowiedzi? Że pierwsza odpowiedź ładna a reszta tak sobie? Wiecie co zobaczyłam na protokole? Pytania 1,2 i 3 wzięte w klamrę i ocenione na 3 (każde pytanie miało osobną ocenę, ocena z egzaminu jest średnią z tych trzech ocen). Powiedzcie mi proszę, bo może to ja jestem taka głupia i nie potrafię tego ogarnąć - czym się zatem różni odpowiedź ładna od odpowiedzi takiej sobie, skoro i jedna i druga zostały ocenione na 3?

Mam wielki żal po tym egzaminie, wiem, że na czwórkę zasłużyłam. Rodzina i znajomi twierdzą, że zostałam tak potraktowana przez zawiść, bo poznańscy studenci zdawali ten egzamin wcześniej i pewnie nie wypadli zbyt kolorowo, więc żeby nie było, że kaliscy studenci są lepsi, pani Y postanowiła poprawić osiągi Poznania poprzez oblewanie lub słabe ocenianie Kalisza. Jest to możliwe, bo studenci germanistyki również wrócili rozżaleni swoim egzaminem z racji niesprawiedliwego oceniania. Rozmawiałam z dziewczyną, która miała średnią na koniec szkoły 5.0 i naprawdę nie ma rzeczy, której ona by nie wiedziała i nie umiała, a z licencjatu otrzymała 4,5. Wykładowcy z mojej szkoły w świetle tej niesprawiedliwości jasno powiedzieli, że to zawiść, że taka szkoła jak moja byłaby lepsza od poznańskiej czy wrocławskiej...

Niemniej, wakacje już mam. We wrześniu na poprawkę nie muszę się stawiać, więc chociaż o tyle dobrze. Jak zdam magistra, to na tą żałosną trójkę z licencjatu nikt nie będzie patrzał.


niedziela, 1 lipca 2012

11 pytań

I stało się - po raz kolejny zostałam wciągnięta w blogową zabawę ;) Tym razem przez kfiatushka :) Zabawa polega na odpowiedzenie na 11 pytań zadanych przez osobę, która nas nominowała, co, wbrew pozorom, wcale nie jest takie łatwe ;)

1) Ogień czy woda?
I jedno i drugie! Nie potrafię wybrać, gdyż prawie maniakalnie lubię i ogień i wodę ;)

2) Czekolada - biała, mleczna czy gorzka?
Każda i pod każdą postacią! ...Właśnie obnażyłam przed Wami mój słodki nałóg :D

3) Święty spokój czy zawrót głowy?
Zawrotów głowy miałam ostatnio sporo, więc zdecydowanie święty spokój :)

4) Włosy - długie czy krótkie?
Dłuuuugie :) I najlepiej w kolorze czekoladowy brąz :D




5) Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta?

Do połowy pełna ;)

6) Codzienny strój elegancki czy na luzie?
Zazwyczaj bardziej na luzie, ale lubię mieszać wygodę z elegancją ;)

7) Portale społecznościowe czy realne przyjaźnie?
Realne przyjaźnie, mimo, że przyjaciół (a raczej bardzo dobrych znajomych) nie lubię mieć zbyt wielu.

8) Kawa czy herbata?
Kawa!!! Tym obrazkiem mogę podsumować co się ze mną dzieje bez kawy :D


9) Plan czy spontan?
Dobry spontan nie jest zły, ale raz na jakiś czas; lepiej mieć rzeczy chociaż szkicowo zaplanowane.

10) Słodkie lenistwo czy aktywny wypoczynek?

Przenajsłodsze lenistwo :D

11) Krzyk czy szept?

Szept...


Teraz moje 11 pytań:
  1. Słońce czy deszcz?
  2. Kwiaty czy czekoladki?
  3. Góry czy morze?
  4. Facebook czy NK?
  5. Buty płaskie czy szpilki?
  6. Samochód czy rower?
  7. Komedie czy horrory?
  8. Złoto czy srebro?
  9. Długopis czy pióro?
  10. Liczby parzyste czy nieparzyste?
  11. Kot czy pies?
A do zabawy wciągam (jeśli tylko mają ochotę) Anę, Ewkę, Free Spirit, Hexe, Maybeee, Nabi, Storczyka i Szczęściarę :)