No i udało się! Sesja zaliczona :-) Wszystkie egzaminy na czwórki!! Tak, muszę się pochwalić, bo naprawdę jestem z siebie bardzo zadowolona ;) Teraz się tak dziwnie czuję, bo zawsze wracając z jednego kolokwium czy egzaminu zaczynałam się uczyć na kolejne na dzień następny, a teraz siedzę i zwyczajnie czuję się bezrobotna ;) Przez caluśki styczeń nie wystawiałam nosa z książek, a teraz siedzę... No właśnie, siedzę i to całe moje obecne zajęcie. Muszę się nacieszyć tą beztroską chwilą :-)
Dawno mnie nie było... Zbyt dużo się u mnie nie działo, bo większość mojego życia kręciła się wkoło nauki, a nawet jak się już coś działo, to po prostu nie pamiętam. Bardziej jestem w stanie wyrecytować Wam definicje semantyki, pragmatyki lub przyczyny i skutki rewolucji przemysłowej niż kilka faktów z mojego życia z ostatniego miesiąca... To się chyba nazywa przeciążenie wiedzą ;)
Mam do Was pytanie... Mam nadzieję, że czytuje tego bloga jakiś medyk lub znawca medycyny domowej... Otóż ostatnimi czasy bardzo doskwiera mi okropne marznięcie rąk i nóg. Nawet jak jest mi ciepło, to ręce i stopy mam lodowate, a kiedy wyjdę na dwór, to już jest katastrofa. Pomimo kilku par skarpetek i rękawiczek mam tak zmarznięte nogi i dłonie, że ich nie czuję, nie mówiąc już o ruszaniu palcami. To chyba nie jest normalne, tym bardziej, że jest mi zimno i jestem zmarznięta w nawet domu, gdzie temperatura jest około 20-25 stopni. Byłabym wdzięczna, jeśli ktoś by mi powiedział co z tym można zrobić, bo pójście do lekarza to już jest ostateczna ostateczność, której wolałabym uniknąć jeśli to możliwe...
A tak poza tą moją jedyną dolegliwością, to wszystko jest w takim porządku, w jakim być powinno :) Z moim Mężczyzną dogaduję się świetnie, jest nadzieja, że po tych trzech latach się zaczniemy w końcu ze sobą komunikować, więc jestem szczęśliwa :) Nauka jak na razie na plus i cała reszta też poukładana. Nawet w domu atmosfera robi się miła! Gdyby można było życie zapisać w taki sposób, że w razie awarii przywraca się wszystko z powrotem do tego zapisanego momentu, to chyba właśnie teraz dokonałabym takiego zapisania ;)
Korzystając teraz z wolnego czasu zamierzam obejrzeć wszystkie sezony mojego świeżo-upolowanego serialu (serial nie jest świeży, tylko po prostu moje zainteresowanie nim ujawniło się dopiero niedawno), Dr House :) Nawet nie wiem czemu przypadł mi do gustu, to właściwie nawet dziwne, bo zdaje się, że nie lubiłam tego jeszcze ze trzy miesiące wstecz ;-)
Przydałoby się też doprowadzić mój pokój do jakiegoś ładu, bo odkąd utknęłam w książkach na początku stycznia, to jedyną rzeczą jako od czasu do czasu zdarzało mi się zrobić, to było względne ogarnięcie, żeby można było przejść i ewentualnie gdzieś usiąść :P
Jak zwykle, zasiadając do pisania, myślałam, że zbyt wiele z siebie nie wyduszę, ale jak widać - samo przyszło ;) Jednak da się pisać o niczym :)) Tym bardziej, że przez ostatni miesiąc udoskonalałam w sobie umiejętność lania wody, byle by było długo i o niczym, aby tylko żeby zdać, to teraz są efekty :)
piątek, 28 stycznia 2011
sobota, 15 stycznia 2011
Kreativ Blogger
I tak oto muszę się odezwać, gdyż otrzymałam nominację do Kreativ Blogger od Zakochanej Damy i Niedyskretnej ;) Dziękuję Wam za przerwanie mojego milczenia :)
Teraz muszę wytypować 7 blogów do owej nagrody :) A będą to (kolejność alfabetyczna):
1. Anonimowa A., bo jest jedną z fajniejszych marud jakie znam :))
2. Bella, bo dzięki Tobie mój termometr na balkonie pokazuje 8 stopni na plusie ;)
3. Lady, bo wpuszcza kobiety z lisem na głowie do swojego mieszkania ;)
4. Margolka, bo nie jest dziwna :)) a przynajmniej nie bardziej niż ja i Niedyskretna :)
5. Niepoprawna, bo gdziekolwiek się teraz podziewa, to lubię tę pokręconą kobietę :)
6. Pani N., bo jest szalona i zakochana :P
7. Storczyk, bo milczy :)
I chyba część dla mnie najtrudniejsza, albowiem muszę się przed Wami obnażyć z 7 faktów z mojego życia, których jeszcze nie wiecie... A zatem:
1. Mój pies, wbrew ogólnie panującego przekonania, że go znalazłam, został przeze mnie kupiony ;) Nie pozwalano mi mieć psa, więc wcisnęłam rodzince taką bajkę, żeby się zlitowali nad psiakiem i nie oddawali go komuś innemu lub do schroniska ;)
2. Jak byłam młodsza, chowałam się przed księdzem na kolędzie, bo uważałam że jest straszny i nie miałam skrupułów go o tym potem, kiedy mnie znalazł, poinformować :)
3. Jako dziecko bardzo lubiłam tworzyć wybuchowe mieszanki wszystkiego, co znajdowało się w łazience - proszki i płyny do prania, środki czystości, Domestosy, pasty do zębów, szamponów, mydeł i co to tam jeszcze się w łazience znajdowało :))))
4. Uwielbiam chodzić na zakrapiane imprezy, gdyż moja głowa jest raczej niezatapialna i po prostu kocham wysłuchiwać mądrych i filozoficznych wywodów innych pijanych uczestników zabawy :)
5. Zawsze mam farta w grach, w które nie umiem grać. Nikt nie potrafi wyjaśnić jak ja to robię, że nawet jak zasady nie zostaną mi do końca wyjaśnione, bo grający chcą mieć kozła ofiarnego, który przegra jako nowicjusz, to i tak wszystkich ogrywam ;)
6. Uwielbiam ogień - świeczki, ogniska itp. :) Przez moją manię na wszelkie świeczki i skłonności do wzniecania małych pożarów jako dziecko, zapracowałam sobie na miano rodzinnego piromana :D
7. Nie potrafię pozbyć się moich zabawek z dzieciństwa - wszystkie, które przetrwały, spoczywają w piwnicy i czekają, aż raz na jakiś czas je wyciągnę i zacznę się nimi bawić tak jak za czasów mojej bardzo wczesnej młodości ;)
A teraz idę się dalej uczyć :-) Do usłyszenia! ;)
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Nadchodzi sesja...
Chyba się z Państwem do końca stycznia pożegnam... Tyle o ile wydawało mi się, że jakoś sobie dam radę, to okazuje się, że to jednak będzie graniczyło z niemożliwym, dlatego zmuszona jestem robić co w mojej mocy, żeby przedmioty, z których będę miała warunki ograniczyć do minimum. Zależy mi bardzo, żeby te studia jak najszybciej skończyć, więc dokładam wszelkich starań, aby moje lenistwo powstrzymać i pozaliczać co tylko się da, najlepiej jak najszybciej...
Prorokiem nie jestem, może znajdę chwilę wolnego na napisanie czegoś w międzyczasie, ale wolę z góry założyć najgorszą opcję, czyli że do reszty poświęcę się mojej edukacji. Przy okazji pogoda dopisuje, więc w napływach wolnego udam się na spacer, nie na wycieczkę po internecie ;) Muszę ładować siły na te wszystkie kolokwia i sesję, bo będzie ciężko, oj będzie... A najgorszy dzień w roku tuż tuż....
Gdybym się do tego nieszczęsnego poniedziałku nie odezwała, to życzę Wam szczęścia i cierpliwości, żeby Was nikt z równowagi nie wyprowadził i mimo wszystko nie popsuł Wam humoru :)
I na koniec przedstawię Wam perełkę dzisiejszych wykładów :)
Pisanie wypracowania w klasie, z założenia praca indywidualna, ale mnie brakło słówka, a bez niego nie mogłam dalej pisać... Zatem zaczynam głośno pytać ludzi z mojej grupy o zagadkowe słowo (podczas "sprawdzianu" :))
Ja: Anka, jak jest skręcić gwałtownie, bo się coś w ostatniej chwili zauważyło?
A: Nie wiem, kurwa, o czym Ty do mnie mówisz?
Ja: Kuba, jak jest skręcić gwałtownie?
K: A skąd ja mam to wiedzieć? Co ja angielski studiuję? :D
Ja: Gosia, jak jest skręcić gwałtownie?
G: Nie wiem...
Wykładowca: Swerve to jest skręcić gwałtownie, pani Ewelino :)
Niepoprawna, nie mam konta na Onecie, żeby komentować Twoje posty ;)
Prorokiem nie jestem, może znajdę chwilę wolnego na napisanie czegoś w międzyczasie, ale wolę z góry założyć najgorszą opcję, czyli że do reszty poświęcę się mojej edukacji. Przy okazji pogoda dopisuje, więc w napływach wolnego udam się na spacer, nie na wycieczkę po internecie ;) Muszę ładować siły na te wszystkie kolokwia i sesję, bo będzie ciężko, oj będzie... A najgorszy dzień w roku tuż tuż....
Gdybym się do tego nieszczęsnego poniedziałku nie odezwała, to życzę Wam szczęścia i cierpliwości, żeby Was nikt z równowagi nie wyprowadził i mimo wszystko nie popsuł Wam humoru :)
I na koniec przedstawię Wam perełkę dzisiejszych wykładów :)
Pisanie wypracowania w klasie, z założenia praca indywidualna, ale mnie brakło słówka, a bez niego nie mogłam dalej pisać... Zatem zaczynam głośno pytać ludzi z mojej grupy o zagadkowe słowo (podczas "sprawdzianu" :))
Ja: Anka, jak jest skręcić gwałtownie, bo się coś w ostatniej chwili zauważyło?
A: Nie wiem, kurwa, o czym Ty do mnie mówisz?
Ja: Kuba, jak jest skręcić gwałtownie?
K: A skąd ja mam to wiedzieć? Co ja angielski studiuję? :D
Ja: Gosia, jak jest skręcić gwałtownie?
G: Nie wiem...
Wykładowca: Swerve to jest skręcić gwałtownie, pani Ewelino :)
Niepoprawna, nie mam konta na Onecie, żeby komentować Twoje posty ;)
czwartek, 6 stycznia 2011
Się usrało.
Miało być optymistycznie i się zjebało ;] Jestem kompletną idiotką, że znowu na coś takiego pozwoliłam.
Szkoda mi było marnować 3 lata związku, ale jednak chyba trzeba będzie. Już mam dość tego dziecięcego zachowania. Kurwa, stary chłop, prawie 21 lat, a zachowuje się jak dziecko, rozpieszczone w dodatku, że jak ono ma humorki, to cały świat się do niego dostosuje.
Jaki normalny, dorosły i poważny facet zmienia zdanie, a przy tym wszystkie plany na ostatnią chwilę z powodu swoich fochów????
Jednak moje nadzieje na dobry 2011 rok były złudne, a przesąd, że jaki Sylwester i Nowy Rok, taki cały rok, się sprawdza.
Chyba życie singla nie jest takie złe, co?
Szkoda mi było marnować 3 lata związku, ale jednak chyba trzeba będzie. Już mam dość tego dziecięcego zachowania. Kurwa, stary chłop, prawie 21 lat, a zachowuje się jak dziecko, rozpieszczone w dodatku, że jak ono ma humorki, to cały świat się do niego dostosuje.
Jaki normalny, dorosły i poważny facet zmienia zdanie, a przy tym wszystkie plany na ostatnią chwilę z powodu swoich fochów????
Jednak moje nadzieje na dobry 2011 rok były złudne, a przesąd, że jaki Sylwester i Nowy Rok, taki cały rok, się sprawdza.
Chyba życie singla nie jest takie złe, co?
wtorek, 4 stycznia 2011
Będzie pozytywnie! :)
Udało się! Styczeń styczniem, wciąż go nie lubię, ale przynajmniej teraz przez chwilę nie będę narzekać :-) Szkoda, że tylko przez chwilę, ale od czegoś się zaczyna, prawda? ;)
Korzystając dzisiaj z naprawdę ładnej pogody udało mi się mojego Mężczyznę wyciągnąć na spacer z naszymi czworonożnymi, kudłatymi przyjaciółmi :-) Jakie te zwierzaki są pocieszne, jak tak sobie latają po zaśnieżonym polu :)) Niestety nie mam żadnych zdjęć, gdyż miałam przy sobie tylko telefon, a że nie daje on sobie rady ze zdjęciami pod słońce (pod tym względem niestety mieliśmy słońce prosto w oczy, a w drugą stronę było nieciekawe tło, a to w końcu tylko telefon ;)) to sobie darowałam pstrykanie zdjęć :)
W każdym razie nawet ta chwila na świeżym powietrzu i obecność już dawno zapomnianego przeze mnie słoneczka wprawiła mnie w świetny nastrój :-) Wątpię, że to wystarczy, aby dotrwać do ferii, więc niebawem znów zacznę marudzić :P
Wspomnę tylko o jednym z kilku powodów mojego przyszłego narzekania, a mianowicie o sławetnym najgorszym dniu w roku. Może już niektórym z Was wiadomo, że czwartek w tym semestrze nie cieszy się moją szczególną sympatią, gdyż zmuszona jestem przebywać na uczelni od rana do godziny 18:00. Z okazji, że dnia 6.01 czwartek przepada, bo Święto Trzech Króli od tego roku jest dniem wolnym, to moja uczelnia postanowiła uraczyć studentów, zwłaszcza moją grupę, zmianą planu: co następuje - w trzeci poniedziałek stycznia obowiązuje plan z czwartku... A od czwartku wypadającego w czwartek zaczyna się sesja... Chyba skonam z przeciążenia wiedzą w krótkim czasie i polowych warunkach :P
No ale na ten temat jeszcze sobie pomarudzę później ;) Teraz delektuję się moim świeżo wskrzeszonym dobrym humorem :)
Dziękuję Wam za miłe słowa pod poprzednią notką :-)
I na koniec coś na rozśmieszenie - nie trzeba rozumieć wszystkiego,żeby się pośmiać :P mnie to rozbawiło, choć mimo studiowania Inglisza, mam poważny problem ze zrozumieniem Brytyjczyków :D
Korzystając dzisiaj z naprawdę ładnej pogody udało mi się mojego Mężczyznę wyciągnąć na spacer z naszymi czworonożnymi, kudłatymi przyjaciółmi :-) Jakie te zwierzaki są pocieszne, jak tak sobie latają po zaśnieżonym polu :)) Niestety nie mam żadnych zdjęć, gdyż miałam przy sobie tylko telefon, a że nie daje on sobie rady ze zdjęciami pod słońce (pod tym względem niestety mieliśmy słońce prosto w oczy, a w drugą stronę było nieciekawe tło, a to w końcu tylko telefon ;)) to sobie darowałam pstrykanie zdjęć :)
W każdym razie nawet ta chwila na świeżym powietrzu i obecność już dawno zapomnianego przeze mnie słoneczka wprawiła mnie w świetny nastrój :-) Wątpię, że to wystarczy, aby dotrwać do ferii, więc niebawem znów zacznę marudzić :P
Wspomnę tylko o jednym z kilku powodów mojego przyszłego narzekania, a mianowicie o sławetnym najgorszym dniu w roku. Może już niektórym z Was wiadomo, że czwartek w tym semestrze nie cieszy się moją szczególną sympatią, gdyż zmuszona jestem przebywać na uczelni od rana do godziny 18:00. Z okazji, że dnia 6.01 czwartek przepada, bo Święto Trzech Króli od tego roku jest dniem wolnym, to moja uczelnia postanowiła uraczyć studentów, zwłaszcza moją grupę, zmianą planu: co następuje - w trzeci poniedziałek stycznia obowiązuje plan z czwartku... A od czwartku wypadającego w czwartek zaczyna się sesja... Chyba skonam z przeciążenia wiedzą w krótkim czasie i polowych warunkach :P
No ale na ten temat jeszcze sobie pomarudzę później ;) Teraz delektuję się moim świeżo wskrzeszonym dobrym humorem :)
Dziękuję Wam za miłe słowa pod poprzednią notką :-)
I na koniec coś na rozśmieszenie - nie trzeba rozumieć wszystkiego,żeby się pośmiać :P mnie to rozbawiło, choć mimo studiowania Inglisza, mam poważny problem ze zrozumieniem Brytyjczyków :D
sobota, 1 stycznia 2011
Pierwsza notka w Nowym Roku :-)
No to jesteśmy wszyscy o rok starsi :) Chyba żadnej kobiety ten fakt nie cieszy :-) Może oprócz tych, co rok w rok podają ten sam wiek - im zmiana daty w sumie różnicy nie robi :)))
Nie zamierzam robić żadnych podsumowań ubiegłego roku, gdyż stwierdzam, że po prostu to co było, trzeba zostawić za sobą i nie przeżywać wszystkiego raz jeszcze przez przypominanie sobie każdego wydarzenia z osobna... Żyje się dalej, z nadzieją, że kolejny rok przyniesie więcej dobrego i o wiele mniej złego.Tym bardziej bym sobie nastrój pogorszyła, gdybym zestawiła tą garstkę pozytywnych i miłych chwil z całą masą niepowodzeń, kłótni, smutku, żalu...
Podobno jaki Sylwester i Nowy Rok, taki kolejny rok będzie - oby nie. Tradycyjnie ta kwestia pozostaje u mnie bez zmian, było i jest nie za ciekawie, zarówno w Sylwestra jak i w Nowy Rok bez rewelacji, a nawet bym powiedziała, że beznadzieja. A taką miałam nadzieję, że chociaż te dwa dni uda się przeżyć w spokoju, szczęściu i miłości. Taak, trochę mnie chyba poniosła wyobraźnia, a moje skromne życzenie okazało się być nad wyraz ciężkim do zrealizowania. Bywa i tak...
Postanowień noworocznych nie mam i mieć nie będę, gdyż i tak by z nich guzik z pętelką wyszedł. Zawsze tak było, więc i co do tego roku i postanowień mam takie samo podejście. Co prawda chciałabym kilka spraw zrealizować, kilka rzeczy osiągnąć i to akurat w tym roku, ale może lepiej nie mówić głośno i nie zapeszać. Niech los nie wie, to może mu się nie uda mi pokrzyżować planów ;)
Wiecie, że nie lubię początku stycznia? Najpierw cały świat się odkacowuje, potem panuje powszechna żałoba - trzeba iść do pracy, do szkoły, studenci płaczą - zbliża się sesja zimowa i trzeba się na poważnie zabrać za naukę, no i jeszcze jest zimno, ślisko i przeważnie pada śnieg. Z powodu beznadziejnej pogody nikomu się nic nie chce, chęci do życia z człowieka wyparowują w jakiś cudowny sposób, samopoczucie można o kant kuli potrzaskać, no i podobno w styczniu wypada najgorszy dzień w roku - chyba trzeci poniedziałek stycznia. Żyć, nie umierać ;-)
Tak, ja wiem, że strasznie dużo narzekam, ale po prostu muszę, bo się uduszę. Nie pałam ostatnio jakimś wyśmienitym nastrojem, to też nie ma co liczyć na pozytywny odzew z mojej strony. Tylko mam nadzieję, że to minie wraz z nadejściem wiosny :-) Bo, wierzcie lub nie, ale ja nie lubię narzekać. Ciężko w to uwierzyć, ale naprawdę o wiele lepiej się czuję wtedy, kiedy życie mi się podoba i ma same jasne kolory :)
Nie komentujcie szablonu - zachciało mi się cukierkowego różu i tyle ;) i tak znając mnie, niebawem znów zmienię wygląd mojego bloga, więc chyba przeżyjecie ;))
Nie zamierzam robić żadnych podsumowań ubiegłego roku, gdyż stwierdzam, że po prostu to co było, trzeba zostawić za sobą i nie przeżywać wszystkiego raz jeszcze przez przypominanie sobie każdego wydarzenia z osobna... Żyje się dalej, z nadzieją, że kolejny rok przyniesie więcej dobrego i o wiele mniej złego.Tym bardziej bym sobie nastrój pogorszyła, gdybym zestawiła tą garstkę pozytywnych i miłych chwil z całą masą niepowodzeń, kłótni, smutku, żalu...
W tym miejscu chciałabym napomknąć o pewnej sprawie. Wcześniej nie miałam ani siły, ani weny, ani ochoty na to odpowiadać, ale tak tego nie zostawię. Otóż: rozumiem, że ludzi dotykają tragedie, które na pewno sprawiają im mnóstwo bólu, smutku i rozpaczy. Jest mi cholernie przykro z tego powodu, nawet wtedy, kiedy tych osób nie znam, bo wiele bym dała, żeby na świecie nie było smutku, śmierci, cierpienia. Ale, czy się to komuś podoba czy nie, ja mam swoje problemy i one dla mnie są najważniejsze. Moje życie to moje starcie z moimi problemami i nie należy ich umniejszać, bo dla was to może błahostki, ale dla mnie to ogromnej rangi problemy ważące często o moim życiu. Tyle w tym temacie i proszę na mnie więcej nie naskakiwać, że przeżywam jakąś pierdołę jak mrówka okres, podczas gdy inni ludzie stawiają czoła swoim problemom, które w istocie są poważne i niekiedy bolesne. Ludzie już tak mają, że w centrum jest dla nich ich własne życie i być może życie ukochanych im osób i wszem, współczuję każdemu, komu źle się dzieje, ale moim priorytetem jest mimo wszystko moje własne życie i towarzyszące im nawet z pozoru błahe problemy i przeszkody.
Dziękuję za uwagę i na przyszłość - jeśli już chcecie mi napisać taki komentarz z takimi uwagami, to lepiej kliknijcie w ten uroczy krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu.
Dziękuję Margolce za słowa wsparcia, które mi bardzo pomogły się w tej sprawie odezwać i się wybronić według własnych racji. :)
Podobno jaki Sylwester i Nowy Rok, taki kolejny rok będzie - oby nie. Tradycyjnie ta kwestia pozostaje u mnie bez zmian, było i jest nie za ciekawie, zarówno w Sylwestra jak i w Nowy Rok bez rewelacji, a nawet bym powiedziała, że beznadzieja. A taką miałam nadzieję, że chociaż te dwa dni uda się przeżyć w spokoju, szczęściu i miłości. Taak, trochę mnie chyba poniosła wyobraźnia, a moje skromne życzenie okazało się być nad wyraz ciężkim do zrealizowania. Bywa i tak...
Postanowień noworocznych nie mam i mieć nie będę, gdyż i tak by z nich guzik z pętelką wyszedł. Zawsze tak było, więc i co do tego roku i postanowień mam takie samo podejście. Co prawda chciałabym kilka spraw zrealizować, kilka rzeczy osiągnąć i to akurat w tym roku, ale może lepiej nie mówić głośno i nie zapeszać. Niech los nie wie, to może mu się nie uda mi pokrzyżować planów ;)
Wiecie, że nie lubię początku stycznia? Najpierw cały świat się odkacowuje, potem panuje powszechna żałoba - trzeba iść do pracy, do szkoły, studenci płaczą - zbliża się sesja zimowa i trzeba się na poważnie zabrać za naukę, no i jeszcze jest zimno, ślisko i przeważnie pada śnieg. Z powodu beznadziejnej pogody nikomu się nic nie chce, chęci do życia z człowieka wyparowują w jakiś cudowny sposób, samopoczucie można o kant kuli potrzaskać, no i podobno w styczniu wypada najgorszy dzień w roku - chyba trzeci poniedziałek stycznia. Żyć, nie umierać ;-)
Tak, ja wiem, że strasznie dużo narzekam, ale po prostu muszę, bo się uduszę. Nie pałam ostatnio jakimś wyśmienitym nastrojem, to też nie ma co liczyć na pozytywny odzew z mojej strony. Tylko mam nadzieję, że to minie wraz z nadejściem wiosny :-) Bo, wierzcie lub nie, ale ja nie lubię narzekać. Ciężko w to uwierzyć, ale naprawdę o wiele lepiej się czuję wtedy, kiedy życie mi się podoba i ma same jasne kolory :)
Nie komentujcie szablonu - zachciało mi się cukierkowego różu i tyle ;) i tak znając mnie, niebawem znów zmienię wygląd mojego bloga, więc chyba przeżyjecie ;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)