wtorek, 28 czerwca 2011

Wakacje :)

Tak więc przebrnęłam jakimś cudem przez sesję i mogę w końcu powiedzieć, że mam wakacje :-) Jednak 10 egzaminów potrafi człowieka nieźle wykończyć psychicznie... Egzaminy jak egzaminy, ale ja lubię się nimi denerwować i panikować, że wciąż za mało wiem, żeby zdać, więc w zasadzie bardzo sobie pomogłam w tym zmęczeniu ;)

Ale teraz nastał dla mnie czas relaksu i mam nadzieję w końcu wypocząć. Bardzo bym chciała część tego wypoczynku spędzić nad morzem ;) Kto wie, może się uda, bo pewne plany się już narodziły, teraz trzeba dopomóc im trochę, żeby wcieliły się w życie :P Większość z Was wie doskonale, że woda, a szczególnie nad morzem działa na mnie lepiej niż masaże relaksacyjne, więc nie dziwne, że chciałabym spędzić chociaż kilka dni nad morzem...

Zaległości u Was ponadrabiam, ale potrzebuję na to trochę czasu, bo pogoda jeszcze póki co ładna, więc będę z niej możliwie jak najbardziej korzystać zanim przyjdzie ochłodzenie, bo przez tą sesję mnóstwo czasu spędziłam w domu (ucząc się na słońcu zasypiałam :)) i teraz trzeba naładować akumulatory na dalsze funkcjonowanie ;)

Cieszę się, że nie zapomnieliście o mnie i zaglądaliście tu czasem :) Obiecuję poprawę, ale tymczasem uciekam na słoneczko :)

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Czas leci...

Prawie cały czerwiec mi przeleciał między palcami przez tą sesję... Ale jeszcze 3 egzaminy, mam nadzieję, że wszystko zdam za pierwszym razem i wakacje :) Brakuje mi pisania, dlatego się odzywam, byle jak, ale zawsze jakieś wieści macie ode mnie, jak nie tutaj, to na photoblogu, ale jeszcze tylko te 3 egzaminy i będę miała w końcu czas i co najważniejsze - wenę ;) Przyznam szczerze, że po egzaminie już nie mam siły pisać, a między egzaminami uczę się do kolejnych i tak w kółko...
Jeszcze tydzień... :)

Zapraszam również tu. :)
(Nowe zdjęcia na bieżąco pokazują się na pasku po prawej stronie tego bloga :))

Trzymajcie się :))

piątek, 10 czerwca 2011

Zapraszam gdzieś indziej ;)

Co prawda nie mam czasu pisać postów, ale mam czas wstawiać zdjęcia z większą częstotliwością niż notki, więc zapraszam w inne moje miejsce w sieci :)


czwartek, 2 czerwca 2011

:(

 3 czerwca byłoby nasze 3,5 roku...

Obserwując obrączkę na moim palcu, daną mi dawno temu jako dowód Twojej miłości, zastanawiam się dlaczego znów coś się sypie... Dlaczego byle powód kończy się megaawanturą... Dlaczego nie dane nam jest żyć w spokoju, ciesząc się swoją obecnością... Dlaczego moje szczęście znów rozsypuje się w proch... 

Wiem, że nie jestem idealna, bo żaden człowiek nie jest, ale czy z tego powodu nie zasługuję na to, żeby być kochaną? Dlaczego ktoś nie może mnie pokochać i zaakceptować taką, jaka jestem, razem ze wszystkimi moimi wadami? Dlaczego ktoś, za kogo skoczę w ogień, potrafi też skrzywdzić najbardziej ze wszystkich istniejących osób?...

Dlaczego ten, który mówi, że kocha, nie potrafi i nie chce walczyć o swoją miłość, tylko chowa głowę w piasek albo ucieka? Nie zrobisz dla mnie wszystkiego, bo nawet nie umiesz schować dumy do kieszeni i wyciągnąć ręki na zgodę, a nawet kiedy ja znów naiwnie wyciągam swoją rękę, to nie raczysz jej chwycić...

Życie nie jest i nie będzie bajką, ale czynisz je sobie jeszcze gorszym chcąc przez nie iść samemu...



Wiem co sobie myślicie, w kółko rozstania i powroty, do znudzenia... Nawet nie wiecie ile bym dała, żeby już raz na zawsze zniknęło to, co złe... Jestem już zmęczona tymi ciągłymi rozstaniami, ale nie umiem i nie chcę się z tego wyrwać...
Tak bardzo bym chciała, żebyśmy razem mieszkali, bo tak wielu kłótni udałoby się dzięki temu uniknąć, za długo jesteśmy razem, żeby wciąż ze sobą nie mieszkać i wierzcie mi, że to rodzi naprawdę nieokiełznaną ilość problemów... Chciałabym, żeby według prawa i przed Bogiem być Twoją żoną, bo wtedy byłbyś zmuszony stawić czoła tym wszystkim problemom, przed którymi ciągle uciekasz... Już by tak łatwo nie było trzasnąć drzwiami i wyjść, w końcu mój dom byłby też Twoim domem i musiałbyś do niego wrócić... Poza tym załatwianie takich spraw lepiej wychodzi przy spotkaniu w cztery oczy, a jak wyjdziesz i nie wrócisz, to z rozmowy sam na sam nici, a konflikty ciągną się niemiłosiernie, rujnując wszystko, co staramy się odbudować po poprzednich burzach... Coś trzeba z tym zrobić, bo zamiast się dotrzeć, zaczynamy się rujnować...

Ten związek stał się zbyt poważny, ze zbyt dużym stażem, by ciągle żyć osobno, więc są dwa wyjścia - zamieszkać razem, pobrać się - lub skończyć raz na zawsze...
Co wybierzesz?...