Jak ja nie cierpię zimy!!!! Po prostu nienawidzę! Mróz, śnieg, na ulicach breja, korki jak stąd do Moskwy... A pech chce, że szkołę mam na drugim końcu miasta...
Po prostu nerwica mnie bierze jak mam się w taką pogodę z domu ruszyć... Na dodatek jest tak zimno, że się nawet człowiekowi na sanki nie chce iść, bo ledwo z domu wyjdzie, to już jest tak zmarznięty, że wszystko boli... A tu samochód trzeba odśnieżyć, odmrozić i modlić się, żeby odpalił, bo jak tego nie zrobi, to się człowiek nagle w czarnej dupie znajduje, bo nawet autobusem nie dojedzie na czas... Ja dziękuję za takie numery. Zwłaszcza, że teraz się zaczynają sypać kolokwia, a spróbuj człowieku nie przyjechać na kolokwium to uuu... A między nami mówiąc, jak się stoi w korku w samym środku sparaliżowanego miasta, to nie ma szans, żeby zdążyć, nawet na piechotę...
Tak, wiem, że ta notka nie ma ani ładu, ani składu... Tak tylko sobie musiałam ponarzekać na zimę, bo przecież jej tego nie powiem, że serdecznie jej nie cierpię, bo chyba by się nie przejęła... Jak to pora roku - przyszła, bo musi i żadne gadanie jej nie wypędzi...
Jestem oburzona! Chcę wiosnę! Zima już trwa sobie jeden czy dwa dni i wystarczy...
wtorek, 30 listopada 2010
piątek, 26 listopada 2010
Słodkie dzieciaczki ^^
Znowu sobie narobiłam tutaj zaległości... Ale w najbliższym czasie póki co nie zanosi się na jakąś większą ilość wolnego, więc z czegoś trzeba rezygnować. Nie odpuszczam na stałe, więc będę się starała pisać z okazji weekendu ;) bo w tygodniu edukacja wzywa, a co za tym idzie, nic ciekawego się nie dzieje i paradoksalnie do nudy, nie mam na nic czasu.
Na dodatek trochę podupadłam na zdrowiu, bo gardło dało mi się we znaki, a kręgosłup nadal daje nieźle popalić, ale nie będę się rozpisywać, bo zaraz posypią się komentarze, żebym poszła do lekarza, skoro mnie kręgosłup trzeci dzień boli niewybrednie mocno, ale nie moi drodzy, co to, to nie ;)) Takich instytucji i osób staram się unikać, dlatego zjawię się tam... Mam nadzieję, że wcale :)
Chciałabym Wam na zakończenie opisać sytuację, z jaką się spotkałam podczas odbywania praktyk w szkole podstawowej.
Stoję na korytarzu, wokół mnie chmara małych dzieciaków w wieku 7-9 lat. Nagle widzę, że korytarzem w stronę swojej szafki, zmierza mała, śliczna, słodka, kochana, cała różowa dziewczynka. Myślę sobie - jaka cudna! Naprawdę, razem z kumpelą zaczęłyśmy się nad nią rozpływać, podczas gdy dziewczynka dotarła do swojej szafki, spotykając przy niej jakieś swoje koleżanki. Nie interesowało mnie o czym rozmawiały, ale w pewnym momencie weszły na wyższy ton, więc chyba pół szkoły je słyszało. Jakaś koleżanka mówi do dziewczynki: "Bo co?!", a dziewczynka jej na to odwarknęła popisowo: "Bo gówno!!". No cóż ^^ Dzieci są jednak straszne :D Nigdy nie wiadomo, co się kryje w takiej małej, słodkiej, niepozornej, różowej postaci ;))
Życzę Wam miłego weekendu, a na wypadek gdybym się już nie odezwała z powodu dużej ilości nauki i innych materiałów koniecznych do przyswojenia, to życzę również udanego tygodnia :)
Buziaki :) :*
Na dodatek trochę podupadłam na zdrowiu, bo gardło dało mi się we znaki, a kręgosłup nadal daje nieźle popalić, ale nie będę się rozpisywać, bo zaraz posypią się komentarze, żebym poszła do lekarza, skoro mnie kręgosłup trzeci dzień boli niewybrednie mocno, ale nie moi drodzy, co to, to nie ;)) Takich instytucji i osób staram się unikać, dlatego zjawię się tam... Mam nadzieję, że wcale :)
Chciałabym Wam na zakończenie opisać sytuację, z jaką się spotkałam podczas odbywania praktyk w szkole podstawowej.
Stoję na korytarzu, wokół mnie chmara małych dzieciaków w wieku 7-9 lat. Nagle widzę, że korytarzem w stronę swojej szafki, zmierza mała, śliczna, słodka, kochana, cała różowa dziewczynka. Myślę sobie - jaka cudna! Naprawdę, razem z kumpelą zaczęłyśmy się nad nią rozpływać, podczas gdy dziewczynka dotarła do swojej szafki, spotykając przy niej jakieś swoje koleżanki. Nie interesowało mnie o czym rozmawiały, ale w pewnym momencie weszły na wyższy ton, więc chyba pół szkoły je słyszało. Jakaś koleżanka mówi do dziewczynki: "Bo co?!", a dziewczynka jej na to odwarknęła popisowo: "Bo gówno!!". No cóż ^^ Dzieci są jednak straszne :D Nigdy nie wiadomo, co się kryje w takiej małej, słodkiej, niepozornej, różowej postaci ;))
Życzę Wam miłego weekendu, a na wypadek gdybym się już nie odezwała z powodu dużej ilości nauki i innych materiałów koniecznych do przyswojenia, to życzę również udanego tygodnia :)
Buziaki :) :*
sobota, 20 listopada 2010
Mam Talent - czyli nie śpiewasz, to spadaj.
Jestem tak rozbawiona, że aż się muszę z Wami tym podzielić. Nie wiem czy oglądacie może taki program na TVN "Mam Talent", ale jeśli nie, to przypomnę ZAŁOŻENIA tego programu, a są one następujące:
Poszukiwane są osoby, posiadające jakiś niezwykły talent, którym zaskoczą jury oraz publiczność; mile widziane osoby oryginalne, z różnymi, nawet niespotykanymi umiejętnościami.
To tak w kwestii założeń. A teraz zaprezentuję FAKTYCZNY STAN rzeczy:
Czy naprawdę jedyny możliwy, zaskakujący, powalający na kolana talent, poszukiwany przez telewizję, to śpiew?? Gdzie ci wszyscy ludzie: magicy, akrobaci, ryzykanci, komicy? To są, moi drodzy Państwo - beztalencia. I również Wy, jeżeli nie umiecie śpiewać, to jesteście beznadziejni i absolutnie nieutalentowani. Przyznam się bez bicia, że ja nie potrafię śpiewać, więc prawdopodobnie społeczeństwo skreśli mnie z listy osób wartościowych i utalentowanych. Chociaż może jest jeszcze jakaś nadzieja - trochę tam umiem tańczyć...
Wydawało mi się, że od śpiewania był Idol, Szansa na sukces itp., a od tańczenia "You Can Dance"... Jak widać, potwornie się myliłam! Nie można w świecie zaistnieć, jeśli nie potrafi się śpiewać i/lub tańczyć, a umie się na przykład sprawiać, że znika moneta, że umie się zrobić szpagat i inne wygibasy, że umie się rozbawiać ludzi... Trzeba śpiewać! Narodu, śpiewajcie!!!!
Jestem tak szczerze rozbawiona (bo chyba poza szyderczym śmiechem już nic innego nie pozostało), że straciłam jakąkolwiek ochotę do oglądania tego badziewia ;) No i, co najważniejsze, muszę się teraz spróbować pogodzić z tym, że się do niczego nie nadaję, bo jak śpiewam, to ludziom więdną uszy :D Dooobra, aż tak źle nie jest, ale mimo to uważam, że nie umiem śpiewać i już. I co teraz mnie czeka w życiu? Chyba nic ^^
Wydaje mi się, że muszę opanować swoją złośliwość xD Ale co ja mogę, jak nawet nie można bez emocji obejrzeć programu rozrywkowego, bo człowiek zaczyna się zastanawiać, co za ograniczone społeczeństwo jego kraj zamieszkuje i zaczyna się z tego bezczelnie cieszyć? To jest tak żałosne, że aż śmieszne :P
Poszukiwane są osoby, posiadające jakiś niezwykły talent, którym zaskoczą jury oraz publiczność; mile widziane osoby oryginalne, z różnymi, nawet niespotykanymi umiejętnościami.
To tak w kwestii założeń. A teraz zaprezentuję FAKTYCZNY STAN rzeczy:
Jury wybrało półfinalistów, a z półfinalistów wybranych zostało dziesięciu finalistów. Ku ogólnemu zaskoczeniu wszystkich - 8 na 10 finalistów to śpiewacy, pozostała dwójka to tancerze.
Wydawało mi się, że od śpiewania był Idol, Szansa na sukces itp., a od tańczenia "You Can Dance"... Jak widać, potwornie się myliłam! Nie można w świecie zaistnieć, jeśli nie potrafi się śpiewać i/lub tańczyć, a umie się na przykład sprawiać, że znika moneta, że umie się zrobić szpagat i inne wygibasy, że umie się rozbawiać ludzi... Trzeba śpiewać! Narodu, śpiewajcie!!!!
Jestem tak szczerze rozbawiona (bo chyba poza szyderczym śmiechem już nic innego nie pozostało), że straciłam jakąkolwiek ochotę do oglądania tego badziewia ;) No i, co najważniejsze, muszę się teraz spróbować pogodzić z tym, że się do niczego nie nadaję, bo jak śpiewam, to ludziom więdną uszy :D Dooobra, aż tak źle nie jest, ale mimo to uważam, że nie umiem śpiewać i już. I co teraz mnie czeka w życiu? Chyba nic ^^
Wydaje mi się, że muszę opanować swoją złośliwość xD Ale co ja mogę, jak nawet nie można bez emocji obejrzeć programu rozrywkowego, bo człowiek zaczyna się zastanawiać, co za ograniczone społeczeństwo jego kraj zamieszkuje i zaczyna się z tego bezczelnie cieszyć? To jest tak żałosne, że aż śmieszne :P
czwartek, 18 listopada 2010
Zastój.
Udało się jakoś chociaż częściowo ten cały bałagan z nauką ogarnąć. Ale ciężko było - tak jakoś im dłużej do tej szkoły chodzę, tym bardziej mi się nie chce. Któregoś razu po prostu wpadnę w histerię, bo przyjdzie mi iść na wykłady... Tak mi się cholernie nie chce oglądać twarzy tych wszystkich nudziarzy, siedzieć tam do nocy (cóż, lada moment o godzinie 15 można będzie śmiało powiedzieć, że już środek nocy...), uczyć się na te wszystkie testy, kolokwia, sprawdzianiki... Przytłacza mnie to już powoli. Byle dotrwać do Świąt (nie, nie dlatego, że atmosfera świąteczna i inne takie, bo Święta w tym roku będę miała... No właśnie, nie będę miała. Rodzina skłócona <wątek mojej matki...> więc wigilii nie będzie.), przynajmniej trochę wolnego się trafi, potem już tylko sesja i ferie. A semestr letni zawsze jakiś taki przyjemniejszy jest...
Jak widać, na blogu zmiany... Brakuje mi ostatnio zmian na lepsze. W życiu ciężko na chwilę obecną jakiekolwiek wprowadzić, to chociaż na blogu coś zmienię. Niby dużo pozytywnych rzeczy się dzieje, ale to jednak ciągle jest to samo życie, te same problemy, wszystko to samo... Taki się wytworzył zastój i nie mam wcale pomysłu co z tym zrobić. Rok temu znalazłam się na studiach - nowy etap w życiu - zmiany. W liceum co chwilę coś się działo, więc na brak rozrywek nie mogłam narzekać. Do gimnazjum już nie sięgam pamięcią, bo wtedy mi żadne duże zmiany nie były potrzebne. A teraz? Ta sama szkoła, te same twarze, te same obowiązki, jeden dzień podobny do drugiego, czasem tylko zdarza się wyjątek (dzięki mojemu Lovju, bez niego nawet bym nie zwracała uwagi na to jaki mamy dzień tygodnia, bo i tak każdy dzień jest taki sam...).
Weekend też się nie zapowiada inny - znów sprzątanie, następnie uzupełnianie notatek, prace domowe, nauka, a potem gdzieś na samym końcu spotkanie z Nim, bo Nim ten weekend spędza w szkole...
Wiem, że strasznie dużo narzekam, ale jakoś ciężko mi się od tego powstrzymać... Coraz trudniej dostrzegać te jasne strony życia, jak człowiek wpadnie w taką monotonię życiową i nie jest w stanie tego zmienić. Chciałabym, żeby coś tak porządnie drgnęło w dobrą stronę, żebym miała nową energię do życia, bo ta obecna jakaś taka mizerna jest... Nawet spanie mi nie wychodzi, więc z dnia na dzień jestem coraz bardziej wypompowana...
OK, koniec biadolenia, resztę zostawię na następny raz ;) Bo dużo złych emocji we mnie siedzi, za dużo, żeby się ich raz a dobrze pozbyć. Muszę to robić stopniowo, ale też nie za wolno, żeby się do wiosny wyrobić xD
Miłego weekendu! :)
Kochać, to nie znaczy patrzeć na siebie, lecz patrzeć razem w tym samym kierunku. :*
Jak widać, na blogu zmiany... Brakuje mi ostatnio zmian na lepsze. W życiu ciężko na chwilę obecną jakiekolwiek wprowadzić, to chociaż na blogu coś zmienię. Niby dużo pozytywnych rzeczy się dzieje, ale to jednak ciągle jest to samo życie, te same problemy, wszystko to samo... Taki się wytworzył zastój i nie mam wcale pomysłu co z tym zrobić. Rok temu znalazłam się na studiach - nowy etap w życiu - zmiany. W liceum co chwilę coś się działo, więc na brak rozrywek nie mogłam narzekać. Do gimnazjum już nie sięgam pamięcią, bo wtedy mi żadne duże zmiany nie były potrzebne. A teraz? Ta sama szkoła, te same twarze, te same obowiązki, jeden dzień podobny do drugiego, czasem tylko zdarza się wyjątek (dzięki mojemu Lovju, bez niego nawet bym nie zwracała uwagi na to jaki mamy dzień tygodnia, bo i tak każdy dzień jest taki sam...).
Weekend też się nie zapowiada inny - znów sprzątanie, następnie uzupełnianie notatek, prace domowe, nauka, a potem gdzieś na samym końcu spotkanie z Nim, bo Nim ten weekend spędza w szkole...
Wiem, że strasznie dużo narzekam, ale jakoś ciężko mi się od tego powstrzymać... Coraz trudniej dostrzegać te jasne strony życia, jak człowiek wpadnie w taką monotonię życiową i nie jest w stanie tego zmienić. Chciałabym, żeby coś tak porządnie drgnęło w dobrą stronę, żebym miała nową energię do życia, bo ta obecna jakaś taka mizerna jest... Nawet spanie mi nie wychodzi, więc z dnia na dzień jestem coraz bardziej wypompowana...
OK, koniec biadolenia, resztę zostawię na następny raz ;) Bo dużo złych emocji we mnie siedzi, za dużo, żeby się ich raz a dobrze pozbyć. Muszę to robić stopniowo, ale też nie za wolno, żeby się do wiosny wyrobić xD
Miłego weekendu! :)
wtorek, 16 listopada 2010
Złośliwość rzeczy martwych
Dużo się dzieje, a ja nie mam siły po tym wszystkim na pisanie :) Jednakowoż stwierdzam, że w całej mojej sympatii do długich weekendów, iż są one całkowicie złe... Po takim weekendzie jestem tak zdezorganizowana, że potem nie wiem w co najpierw ręce włożyć, żeby się ze wszystkim wyrobić.
I do tego dochodzi wyżej wspomniana złośliwość przedmiotów martwych - mogę nie potrzebować jej przez tydzień, miesiąc, rok - będzie działać. Zdarzy się raz na ruski rok, że jest mi potrzebna - a ona informuje mnie, że nie wykona mojego polecenia "bo tak i ch**". Drukarka odmówiła posłuszeństwa, akurat wtedy, kiedy po kilka razy dziennie potrzebuję coś wydrukować... Jak tak dalej pójdzie to koszty drukowania w szkole doprowadzą mnie do ruiny finansowej...
Chwilowo, ze względu na nawał prac dotyczących mojej edukacji, wyłączam się stąd, ale wrócę jak tylko to wszystko ogarnę (żadnych więcej dłuższych niż 3 dni weekendów...).
Do następnego :)
I do tego dochodzi wyżej wspomniana złośliwość przedmiotów martwych - mogę nie potrzebować jej przez tydzień, miesiąc, rok - będzie działać. Zdarzy się raz na ruski rok, że jest mi potrzebna - a ona informuje mnie, że nie wykona mojego polecenia "bo tak i ch**". Drukarka odmówiła posłuszeństwa, akurat wtedy, kiedy po kilka razy dziennie potrzebuję coś wydrukować... Jak tak dalej pójdzie to koszty drukowania w szkole doprowadzą mnie do ruiny finansowej...
Chwilowo, ze względu na nawał prac dotyczących mojej edukacji, wyłączam się stąd, ale wrócę jak tylko to wszystko ogarnę (żadnych więcej dłuższych niż 3 dni weekendów...).
Do następnego :)
środa, 10 listopada 2010
Rozrywka XXI wieku - Eurobiznes :)
Prawdę powiedziawszy im krótszy tydzień roboczy, tym bardziej się nie chce siedzieć na zajęciach :) Człowiek myślami już po długim weekendzie błądzi, a tu szara rzeczywistość - jeszcze 2 nudne wykłady! Więc co? Przybliżamy weekend, znikamy z uczelni :) Trochę sobie zajęcia poskracałam, no ale co zrobić, jak człowiek żadną siłą nie może się zmusić do wysiedzenia do samego końca...
Szczęśliwym trafem (inaczej tego nazwać nie można) udało mi się pozaliczać wszystkie kolokwia, tak więc weekend mam całkowicie luźny :)) Może mi się nawet uda trochę poobijać, choć wątpię, bo ostatnio coś mnie lenistwo męczy... Jak nie mam co robić, to przepisuję notatki lub zaczynam sprzątać ;)
Ostatnio zaczęłam dużo jeść. Im zimniej na dworze, tym więcej jem :)) A im więcej jem, tym bardziej jestem głodna :D Ani mnie żywić, ani ubierać, w obu przypadkach śmiałków puszczam z torbami :) Mam tylko nadzieję, że nie urosnę wszerz za bardzo od tego jedzenia, bo nie uśmiecha mi się znowu chudnięcie na wiosnę... Nie lubię się głodzić, bardzo lubię jeść, dlatego odchudzanie w moim przypadku to ciężka sprawa :))
Jeśli mi ktoś powie, że Internet, komputer lub telewizor to pochłaniacze czasu, to go wyśmieję :)) Wszystko to razem wzięte to pikuś w porównaniu z tym ile czasu z życiorysu kradnie... Eurobiznes xD Dawno się tak nie ubawiłam grając w prostą grę, starą jak świat, bo na planszy jest jeszcze RFN ;) Ani nawet nie wiedziałam kiedy zleciało 2,5 godziny! Dopiero co kupiłam kilka kart własności, nie zdążyłam nawet domów pobudować, a tu już tyle czasu zleciało!! A ile przy tym było śmiechu! Tylko 3 osoby grające, ale za to każdy ma nierówno pod kopułą, zatem zabawa przednia :P Oczywiście przez cały czas trwania gry każdy zdążył otrzymać jakąś ksywkę, związaną z komiczną sytuacją mającą miejsce podczas gry z delikwentem w roli głównej :))
Szkoda, że tak rzadko zdarza nam się dysponować odpowiednią ilością czasu i chęci, aby sobie pograć...
A teraz idę coś zjeść (a to dopiero niespodzianka :)) i zaczynam odpoczynek :) Miłego weekendu Wam życzę!! :)
Szczęśliwym trafem (inaczej tego nazwać nie można) udało mi się pozaliczać wszystkie kolokwia, tak więc weekend mam całkowicie luźny :)) Może mi się nawet uda trochę poobijać, choć wątpię, bo ostatnio coś mnie lenistwo męczy... Jak nie mam co robić, to przepisuję notatki lub zaczynam sprzątać ;)
Ostatnio zaczęłam dużo jeść. Im zimniej na dworze, tym więcej jem :)) A im więcej jem, tym bardziej jestem głodna :D Ani mnie żywić, ani ubierać, w obu przypadkach śmiałków puszczam z torbami :) Mam tylko nadzieję, że nie urosnę wszerz za bardzo od tego jedzenia, bo nie uśmiecha mi się znowu chudnięcie na wiosnę... Nie lubię się głodzić, bardzo lubię jeść, dlatego odchudzanie w moim przypadku to ciężka sprawa :))
Jeśli mi ktoś powie, że Internet, komputer lub telewizor to pochłaniacze czasu, to go wyśmieję :)) Wszystko to razem wzięte to pikuś w porównaniu z tym ile czasu z życiorysu kradnie... Eurobiznes xD Dawno się tak nie ubawiłam grając w prostą grę, starą jak świat, bo na planszy jest jeszcze RFN ;) Ani nawet nie wiedziałam kiedy zleciało 2,5 godziny! Dopiero co kupiłam kilka kart własności, nie zdążyłam nawet domów pobudować, a tu już tyle czasu zleciało!! A ile przy tym było śmiechu! Tylko 3 osoby grające, ale za to każdy ma nierówno pod kopułą, zatem zabawa przednia :P Oczywiście przez cały czas trwania gry każdy zdążył otrzymać jakąś ksywkę, związaną z komiczną sytuacją mającą miejsce podczas gry z delikwentem w roli głównej :))
Szkoda, że tak rzadko zdarza nam się dysponować odpowiednią ilością czasu i chęci, aby sobie pograć...
A teraz idę coś zjeść (a to dopiero niespodzianka :)) i zaczynam odpoczynek :) Miłego weekendu Wam życzę!! :)
Jedno jest tylko w życiu szczęście - kochać i być kochanym :**
niedziela, 7 listopada 2010
Starałam się!... ale dalej będę narzekać...
Chciałam! Naprawdę! Tak się starałam... Ale nic z tego nie wyszło...
...Czyli będę narzekać. Robiłam wszystko, żeby mój nastrój był w końcu chociaż trochę lepszy, ale co ja mogę, jeśli wokół mnie są jeszcze inni ludzie oraz paskudny los, a na to nie mam najmniejszego wpływu.
I tak oto towarzyszy mi podły humor, przed którym wzbraniałam się rękami i nogami, ale jestem bezsilna w starciu z czynnikami zewnętrznymi... Wszystko to, co się dobrze zapowiadało, zakończyło się nie najlepiej.
Lubego rozłożyło jakieś podłe choróbsko, więc stawałam na głowie, aby Ukochanemu ulżyć w cierpieniach, niestety bez skutku... W nadziei, że może dzisiaj, dnia następnego, będzie trochę lepiej z Miśkowym zdrowiem, czekałam na znak życia od mojego Mężczyzny. Znak ów otrzymawszy, z początku się ucieszyłam, jednak moja radość wyparowała szybko, gdyż okazało się, że nie jest lepiej, co jedynie gorzej, a Luby oznajmił mi, że o spotkaniu się z nim mogę jedynie pomarzyć...
Nie robię tragedii ogólnie z faktu, że się nie widzimy, bo nie pierwszy i nie ostatni raz tak się zdarza, więc idzie przywyknąć ;] Jednak ja wiem, On wie, i wszyscy wiedzą, że ja rzadko kiedy choruję, zatem przebywanie z osobami dzielącymi się zarazkami zasadniczo mi nie zagraża, dlatego też nie ma przeciwwskazań do tego, żebym Go nawiedziła. Jednak najwidoczniej moja obecność nie jest pożądana...
Co więcej (musi być coś więcej, inaczej wcale nie uznałabym za konieczne wyrzucanie z siebie swojej złości), po tym, jak dnia poprzedniego stawałam na głowie, aby zelżyć cierpienia Ukochanego, dzisiaj nawet nie zapytał co u mnie, choć rozmawialiśmy dostatecznie długo, by przynajmniej 4 razy mógł owo pytanie zadać. Przykro mi się zrobiło, bo napisanie 'Co tam u Ciebie?' na GG wcale nie wymaga wielkiej siły i zapasu energii, a przynajmniej drugiej stronie się robi miło, że jednak ktoś się interesuje. Cała rozmowa polegała na tym, że to ja musiałam pytać lub cokolwiek pisać, aby konwersację podtrzymać, On jedynie zapytał o pomoc dla... swojej ciotki! I takie zainteresowanie Ukochanego moją osobą ;]
Rozumiem, że człowiek jest chory, słaby, zmęczony, ale to nie upoważnia do patrzenia tylko na czubek swojego nosa... Też wiele razy czuję się fatalnie (użyłabym gorszego określenia, które wydaje mi się jest o wiele bardziej trafne, ale zachowam resztki poziomu tej notki...), ostatnio nawet chyba o tym pisałam, a mimo tego pierwsze o czym myślę, to o Nim, co u Niego, jak On się czuje itp. Nie wymagam wiele, tylko odrobiny zainteresowania, nawet nie trochę, może być jeszcze mniej niż trochę... Ale to chyba i tak jest za dużo ;]
Zatem podsumowując, jest mi cholernie przykro...
Jeśli ktoś uważa, że moja złość jest przesadzona, to proszę o darowanie sobie komentarza, bo jestem już wystarczająco zła, nie trzeba mnie jeszcze dodatkowo krytyką podburzać ;]
...Czyli będę narzekać. Robiłam wszystko, żeby mój nastrój był w końcu chociaż trochę lepszy, ale co ja mogę, jeśli wokół mnie są jeszcze inni ludzie oraz paskudny los, a na to nie mam najmniejszego wpływu.
I tak oto towarzyszy mi podły humor, przed którym wzbraniałam się rękami i nogami, ale jestem bezsilna w starciu z czynnikami zewnętrznymi... Wszystko to, co się dobrze zapowiadało, zakończyło się nie najlepiej.
Lubego rozłożyło jakieś podłe choróbsko, więc stawałam na głowie, aby Ukochanemu ulżyć w cierpieniach, niestety bez skutku... W nadziei, że może dzisiaj, dnia następnego, będzie trochę lepiej z Miśkowym zdrowiem, czekałam na znak życia od mojego Mężczyzny. Znak ów otrzymawszy, z początku się ucieszyłam, jednak moja radość wyparowała szybko, gdyż okazało się, że nie jest lepiej, co jedynie gorzej, a Luby oznajmił mi, że o spotkaniu się z nim mogę jedynie pomarzyć...
Nie robię tragedii ogólnie z faktu, że się nie widzimy, bo nie pierwszy i nie ostatni raz tak się zdarza, więc idzie przywyknąć ;] Jednak ja wiem, On wie, i wszyscy wiedzą, że ja rzadko kiedy choruję, zatem przebywanie z osobami dzielącymi się zarazkami zasadniczo mi nie zagraża, dlatego też nie ma przeciwwskazań do tego, żebym Go nawiedziła. Jednak najwidoczniej moja obecność nie jest pożądana...
Co więcej (musi być coś więcej, inaczej wcale nie uznałabym za konieczne wyrzucanie z siebie swojej złości), po tym, jak dnia poprzedniego stawałam na głowie, aby zelżyć cierpienia Ukochanego, dzisiaj nawet nie zapytał co u mnie, choć rozmawialiśmy dostatecznie długo, by przynajmniej 4 razy mógł owo pytanie zadać. Przykro mi się zrobiło, bo napisanie 'Co tam u Ciebie?' na GG wcale nie wymaga wielkiej siły i zapasu energii, a przynajmniej drugiej stronie się robi miło, że jednak ktoś się interesuje. Cała rozmowa polegała na tym, że to ja musiałam pytać lub cokolwiek pisać, aby konwersację podtrzymać, On jedynie zapytał o pomoc dla... swojej ciotki! I takie zainteresowanie Ukochanego moją osobą ;]
Rozumiem, że człowiek jest chory, słaby, zmęczony, ale to nie upoważnia do patrzenia tylko na czubek swojego nosa... Też wiele razy czuję się fatalnie (użyłabym gorszego określenia, które wydaje mi się jest o wiele bardziej trafne, ale zachowam resztki poziomu tej notki...), ostatnio nawet chyba o tym pisałam, a mimo tego pierwsze o czym myślę, to o Nim, co u Niego, jak On się czuje itp. Nie wymagam wiele, tylko odrobiny zainteresowania, nawet nie trochę, może być jeszcze mniej niż trochę... Ale to chyba i tak jest za dużo ;]
Zatem podsumowując, jest mi cholernie przykro...
Jeśli ktoś uważa, że moja złość jest przesadzona, to proszę o darowanie sobie komentarza, bo jestem już wystarczająco zła, nie trzeba mnie jeszcze dodatkowo krytyką podburzać ;]
czwartek, 4 listopada 2010
Wiosna, raz!
Absolutnie nie mam weny ostatnio... Ani na pisanie własne, ani na pisanie u Was. Oczywiście czytuję co tam słychać w wielkim świecie na Waszych blogach, ale za żadne skarby nie mogę się zebrać w sobie na komentowanie... Postanawiam poprawę, ale cholera wie co mi z tego wyjdzie.
Pragnę jeszcze tylko wspomnieć, że Onet ostatnimi czasy płata bardzo niewybredne figle i na przykład wchodząc do Was pokazuje mi się komunikat, że takiego bloga nie ma... Tyle o ile przy pierwszych kilku blogach myślałam, że naprawdę zniknęliście, to później, jak się okazało, że żaden blog onetowski nie działa, zorientowałam się, że to właśnie kochany Onet znów robi mi na złość... Także tyle dodatkowo w kwestii mojego usprawiedliwienia.
Na brak wolnego czasu nie mogę narzekać, bo mam go całkiem sporo, ale kompletnie na nic nie mam siły. Wracam z zajęć i właściwie mogłabym legnąć w wyrku i doczekać następnego poranka, aby wstać i iść na wykłady... To jest straszne. Co prawda funkcjonuję, ale prawdę mówiąc więcej ze mnie wtedy pożytku jak siedzę z boku i nie przeszkadzam innym, niż jak coś robię.
A żeby było jeszcze ciekawiej, to pogoda się zepsuła, co za tym idzie - jestem, ale jakby mnie nie było... Całkowity brak koncentracji, senność i potworny ból głowy. Zamawiam wiosnę do jasnej Anielki!!! Taką beznadziejną i ponurą jesień oraz zimę powinnam bez konsekwencji móc przesypiać, tak jak na przykład robią to miśki ;-)
Dość tych lamentów :) Jak mi się nastrój poprawi to się odezwę, bo aż mnie samą to denerwuje, że samo biadolenie na tym blogu się przewija...
Tymczasem! ;)
Pragnę jeszcze tylko wspomnieć, że Onet ostatnimi czasy płata bardzo niewybredne figle i na przykład wchodząc do Was pokazuje mi się komunikat, że takiego bloga nie ma... Tyle o ile przy pierwszych kilku blogach myślałam, że naprawdę zniknęliście, to później, jak się okazało, że żaden blog onetowski nie działa, zorientowałam się, że to właśnie kochany Onet znów robi mi na złość... Także tyle dodatkowo w kwestii mojego usprawiedliwienia.
Na brak wolnego czasu nie mogę narzekać, bo mam go całkiem sporo, ale kompletnie na nic nie mam siły. Wracam z zajęć i właściwie mogłabym legnąć w wyrku i doczekać następnego poranka, aby wstać i iść na wykłady... To jest straszne. Co prawda funkcjonuję, ale prawdę mówiąc więcej ze mnie wtedy pożytku jak siedzę z boku i nie przeszkadzam innym, niż jak coś robię.
A żeby było jeszcze ciekawiej, to pogoda się zepsuła, co za tym idzie - jestem, ale jakby mnie nie było... Całkowity brak koncentracji, senność i potworny ból głowy. Zamawiam wiosnę do jasnej Anielki!!! Taką beznadziejną i ponurą jesień oraz zimę powinnam bez konsekwencji móc przesypiać, tak jak na przykład robią to miśki ;-)
Dość tych lamentów :) Jak mi się nastrój poprawi to się odezwę, bo aż mnie samą to denerwuje, że samo biadolenie na tym blogu się przewija...
Tymczasem! ;)
Miłość zaczyna się wtedy, kiedy szczęście drugiej osoby staje się ważniejsze niż twoje.— H. Jackson Brown, Jr.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
