wtorek, 28 września 2010

Ciuchy z second-handu

Zapytano mnie ostatnio co sądzę na temat ciuchów z lumpeksów, czy ubieranie się w takich sklepach jakoś poniża człowieka w mojej opinii.
No cóż, w moim przypadku było to chyba pytanie retoryczne, gdyż odpowiedź można z góry przewidzieć - nie, nie mam absolutnie nic do ciuchów z second-handu, ani też pod żadnym pozorem nie uważam kogoś za gorszego z tego powodu, iż ma w swojej garderobie odzież używaną.
Sama lubię czasem wpaść do jakiegoś sklepu z odzieżą na wagę, gdyż przyznam szczerze, że niejednokrotnie znajduję naprawdę świetne ciuszki, często markowe i praktycznie nowe za śmieszne pieniądze.
Nie powiem, że nie dbam o wygląd, bo dbam chyba aż za bardzo. Jednak priorytetem dla mnie nie jest ani marka ubrań ani miejsce ich zakupu - mają być ładne, schludne i przypadające do gustu. A takich ciuchów w lumpeksach jest sporo.
Większości słowo "lumpeks" kojarzy się pewnie z ortalionowymi dresami i znoszonymi, porozciąganymi, niemodnymi swetrami. Takie kreacje dalej są częstymi bywalcami tego typu sklepów, jednak ich obecność nie wyklucza możliwości znalezienia naprawdę przyjemnych ciuszków.
To nie jest dla mnie żaden wstyd, że niektóre moje ubrania pochodzą z second-handu. Nie uważam się z tego powodu za kogoś gorszego. Jeśli ktoś postrzega mnie z tego powodu za gorszą, to ma problem. Tak, on ma problem, a nie ja, bo mnie jest z tym dobrze :-)
A nawet jak się zdarzy, że ktoś jednak się wstydzi swoich ubrań ze względu na ich pochodzenie, to powiedzcie mi, kto Wam każe się przyznawać, gdzie zostały kupione? Można coś nazmyślać, a w duchu się cieszyć, że udało Wam się znaleźć takiego zarąbistego ciucha ;-)
W moim przypadku to akurat żadna tajemnica skąd mam ciuchy - jedne są ze sklepów zwyczajnych - butików, inne z markowych (czasem mnie stać na szaleństwa ;-)), a jeszcze inne właśnie z second-handu. Jednak ktokolwiek by mnie nie zapytał gdzie kupiłam daną część garderoby, to obojętnie co by to nie było i gdzie by nie zostało kupione, to zawsze odpowiem, że albo nie pamiętam, albo że nie wiem, bo dostałam od kogoś ;-) Nie jest to spowodowane wstydem, ani niczym w ten deseń. Po prostu bardzo nie lubię, gdy ktoś ma takiego samego ciucha jak ja, a jeśli nie powiem, skąd daną rzecz mam, to zmniejszam szanse na to, że ktoś będzie chodził ubrany tak samo :-P Dosyć podłe, no ale co poradzę, że bywam taka okropna :-))

28 komentarzy:

  1. Ja nie mam nic do second-handów, uważam, ze jest tam sporo fajnych ciuchów, ale nie mam ani jednej rzeczy z takiego sklepu - po prostu nie umiem w nich kupować. Do tego to trzeba mieć jakiś talent :) Ja nie potrafię wyszukać tam nic ciekawego dla siebie i brakuje mi cierpliwości

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie umiem tam kupować, ale jako, ze moja ciocia taki sklep prowadzi i ma oko, to odkłada mi ewentualne perełki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Margolko, nie wykluczone, że ja taki talent mam, skoro znajduję dość sporo fajnych ubrań ;) cierpliwości na co dzień to i ja nie mam zbyt wiele, ale jeśli chodzi o zakupy, a tym bardziej ciuchy, to znajduję w sobie jej niebywałe pokłady :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Aga_xy, zazdroszczę, ja muszę sama sklep przeszukiwać :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też nie mam nic przeciwko second-handom, (ale słowo kiedy je się spolszczy hehe), a nawet na początku, kiedy się przeprowadziliśmy kupiliśmy w miarę porządne używane meble, poza łóżkiem....a fotel do dziś mamy. Reszta już oddana i zastąpiły je nowe;)) A ubrania mają to do siebie, że poza tym, że tanio to można czasem coś przerobić i masz oryginalny strój, że ho ho...

    OdpowiedzUsuń
  6. ja mam ciuchy z second handu, i to same oryginałki. Gdybyś zobaczyła skad moj M ma spodnie to byś padła:) za 800zł,takie same widzieliśmy w Manufakturze:P a my je kupiliśmy za 20zł:)najnowsze koszule,a nawet buty jeszcze z metkami:)jedynie co to pudełka nie maja:P
    oprocz rzeczy ktore kupuje w sklepach bardzo czesto chodze po ciucholandach,moja tesciowa ma kolezanke ktora takowy prowadzi i zawsze cos kupi albo przyniesie do przymierzenia.
    ja tez nie uwazam ze kupowanie w takich miejscach jest czyms gorszym,bo ja i M ubieramy sie w oryginalne metki,a na prawde bardzo tanio i wcale nie widac tego ze kupione byly w ciucholandzie..
    I rzeczywiscie jest tak ze trzeba miec talent do szukania w takim sklepie rzeczy. MOja mama nie potrafila nic znalezc a znowu moja siostra...kuurde takie perelki znajdowala ze szok:)
    teraz moja mama co poniedzialek chodzi do takiego sklepu bo nauczyla sie szukac a co najwazniejsze jej sie podoba:)
    pozdrawiam ANAIRDA

    OdpowiedzUsuń
  7. Osobiście też nie mam nic do second-handów. Nie bywam tam przez to, że do większości z nich nie wjadę (za wąskie drzwi, zbyt wysoki stopień...). Nie będę się zatem szerzej wypowiadać na ten temat.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam nic przeciwko tym sklepom, ani ludziom w nich kupujących, ale osobiście mam mieszane uczucia. Pozdrawiam zołza63

    OdpowiedzUsuń
  9. Niektóre ubrania kupowane w takich sklepach są o wiele lepsze niż te kupione w markowym i nie wiadomo za ile, przynajmniej takie moje zdanie.

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nie lubię second handów. Ale nie przez to, że ubrania stamtąd są jakieś gorsze czy że to wstyd się tam ubierać, ale z innego, bardzo prozaicznego powodu - jak zobaczę coś co mi się bardzo spodoba to się natychmiast zakochuję i mi cholernie żal jeśli nie ma mojego rozmiaru. W 'lumpeksach' zawsze wszystko jest w jednym rozmiarze, a ja mam tego pecha, że to co ładne nigdy nie występuje w rozmiarze 36 :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczywiście, lumpeksy nie są złe, o ile faktycznie można znaleźć w nich coś ciekawego. Niestety lumpeksy, do których kiedyś weszłam, są mało hmm wykwintne:D Wszystko stare, powyciągane, niemodne. Ehh

    OdpowiedzUsuń
  12. Bella, oryginalnych ciuchów w takich miejscach to i bez przerabiania jest całe mnóstwo :-) tylko niekoniecznie chciałoby się je nabyć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Anairdo, ja się nawet nie zastanawiałam ile kasy zaoszczędziłam na markowych, prawie nowych ubraniach z ciucholandów :-) ale pewnie całkiem sporo... :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowa A., przykro to mówić, ale o tyle, o ile chociaż niektóre miejsca przystosowuje się do ludzi niemogących o własnych siłach pokonać schodów, to i tak za mało i wstyd...

    OdpowiedzUsuń
  15. Zołza63, akurat co do mieszanych odczuć, to rozumiem - nie każdy ma ochotę chodzić w ciuchach, które wcześniej były używane przez kogoś obcego.

    OdpowiedzUsuń
  16. E., można całkiem sensowne zakupy zrobić, jeśli się ma talent i cierpliwość do wyszukiwania odzieży :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Żono Programisty, to chyba nie umiesz szukać :D Ja również noszę rozmiar 36 lub S i przeważnie udaje mi się znaleźć godziwe ubrania :-) gorzej ma np. moja siostra, bo nosi M-kę, ze względu na wzrost, ale jest bardzo szczupła i wszystko na niej "wisi" ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Storczyku, a szukałaś, czy weszłaś, rozejrzałaś się z grubsza i stwierdziwszy brak interesującej odzieży na wierzchu - wyszłaś? xD

    OdpowiedzUsuń
  19. Hmm bardzo możliwe, że tak było:D Ale w mojej mieścinie nie ma co spodziewać się fajnych ciuchów w lumpeksach. Chyba musiałabym rozejrzeć się w Łodzi hehe:D

    OdpowiedzUsuń
  20. Storczyku, w Łodzi chyba bywasz często ;-) bardziej mi to wygląda na lenia z Twojej strony, bo Ci się zwyczajnie nie chce tam wybrać i poszukać lumpka jakiegoś :))

    OdpowiedzUsuń
  21. Całkowicie się z tobą zgadzam. W takich miejscach rzeczywiście można znaleźć coś fajnego i oryginalnego, no i jest mała szansa że ktoś znajdzie identyczną rzecz. No i wcale nie trzeba się przyznawać do tego skąd dana rzecz pochodzi, na niej nie pisze że jest używana. Co prawda nie lubię za bardzo kopać w stercie ubrań ale czasami cierpliwość popłaca.
    Ostatnio się wybrałam do takiego jednego sklepu żeby znaleźć jakieś koszulki do pracy bo nowych szkoda. No i wyobraź sobie że znalazłam takie bluzki że szkoda mi było ich wziąć do pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ewelinko, bardzo możliwe:D Kiedyś chciałam wejść z Panem D. do second-handu ale stwierdził, że dopóki ma się w co ubrać (a ubiera się głównie w markowe rzeczy), to nie będzie tam chodził:P No i mnie chyba głupio mu powiedzieć, że ja tam chcę iść i że kiedyś będę nosiła takie ciuchy. Chociaż mam już parę ubrań "odziedziczonych", po cioci, czy znajomej:P

    OdpowiedzUsuń
  23. Dinoora, ja zazwyczaj wchodzę tylko po to, żeby się rozejrzeć, a niejednokrotnie wychodzę obkupiona za wszystkie czasy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Storczyku :D nie powinno Ci być głupio, bo Pan D. powinien Cię akceptować taką jaka jesteś, a że posiadasz odpały na ubrania z ciucholandu od czasu do czasu, to chyba tylko i wyłącznie dobrze, bo nie wydasz fortuny :))

    OdpowiedzUsuń
  25. Dla mnie liczy się wygoda i cena a nie marka...Adam...

    OdpowiedzUsuń
  26. To tak samo, jak dla mnie Adamie,:-) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetnie że poruszyłaś ten temat. Przyznaję szczerzę że chodzę do takich sklepów i nie mam jakoś z tego powodu kompleksów. Najbardziej rozwaliło mnie już kilka takich akcji. Moje otoczenie ogólnie krytykuje kupowanie w takich sklepach. Czasem kiedy przychodzę do szkoły w jakimś ciuszku( właśnie z lumpeksu) moje kumpele chwalą jakie to ładne i wspaniałe, gdyby tylko wiedziały gdzie to kupiłam xD poza tym można tam znaleźć wiele oryginalnych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Crazy Lady, chciałabym widzieć ich miny, gdyby się dowiedziały skąd te wszystkie fajne ciuchy :D

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Zostaw adres swojego bloga jeśli go posiadasz, bo chętnie wpadnę z rewizytą :)

Pamiętaj jednak, że jest to mój kawałek sieci, zatem uprasza się osoby komentujące o zachowanie kultury!!!!!