piątek, 17 września 2010

Odpowiedź

W odpowiedzi na wszystkie komentarze pod poprzednią notką postanowiłam utworzyć nowy wpis, bo nie jestem pewna, czy komentarze przewidują taką ilość znaków w treści, jaką chciałabym zawrzeć, żeby wszystko napisać.

Dodam jeszcze coś z "nowości" - moja matka oznajmiła, że na utrzymanie moje i mojej siostry nie da ani grosza, bo całą swoją pensję będzie przeznaczała na swoje mieszkanie. Mając na względzie fakt, że ja jeszcze studiuję, w dodatku w trybie dziennym, więc się sama nie mogę utrzymywać, a moja siostra jest w klasie maturalnej, zatem tym bardziej nie może się sama utrzymywać, sądzę, że jak moja matka nie zmieni zdania, to sprawę pieniędzy rozstrzygniemy w sądzie. Z resztą po tym jej stwierdzeniu mam ochotę tego darmozjada wyrzucić, bo siedzi w domu, prąd, wodę, gaz zużywa, a zaraz zawinie dupę i sobie pójdzie, oczywiście nie zostawiając nam "ani grosza"...

Wracam już do tematu odpowiedzi na komentarze.
Moja matka zdecydowanie nie potrafi się pogodzić z faktem, że jej kontrola nade mną nieubłaganie spada do zera.  To jest człowiek, który zawsze rządzi, czy się go o to prosi czy nie, a tu spotkała niemiłą dla niej niespodziankę - dorosła córka, na którą coraz ciężej wywrzeć wpływ, bo zaczyna własne życie i podejmuje własne decyzje, a ona na to nic nie poradzi.

Tak, moja matka na pewno ma coś z głową nie tak, nie mówię tego złośliwie, po prostu stwierdzam fakty. Naturalnie nikt z tym nic nie zrobi, bo przecież nikt jej nie zmusi, żeby może skorzystała z jakiejś specjalistycznej pomocy, bo w jej mniemaniu ona jest całkowicie normalna, to my jesteśmy nienormalni. Co więcej, założę się, że nawet gdyby się teraz okazało, że ona jednak chodzi do psychologa, to robi z siebie ofiarę, że ma takie niedobre dzieci, mąż jej nie szanuje, a ona nas wszystkich przecież tak kocha, a my nią pomiatamy i traktujemy ją jak śmiecia.
Jak mój ojciec się wkurzył i powiedział, że ma się wyprowadzić, bo podniosła rękę na mnie i na niego, to zeszła do moich dziadków i powiedziała, że jej niedobry mąż ją wyrzucił właśnie z domu i wszyscy ją potraktowaliśmy jak śmiecia. Wybielanie się i robienie z siebie ofiary jak widać doprowadziła do perfekcji....

To teraz analiza pt. "Co robić?".
Wynajem mieszkania... No, tak by było najlepiej, ale nie wiem skąd pieniądze. Nie wiadomo jeszcze nawet ile dokładnie Misiu zarobi, bo coś się to wlecze i wlecze... A mieszkanie, czy nawet kawalerka w możliwych warunkach trochę kosztuje (Żono Programisty, w moim mieście średnio opłata za mieszkanie małe - 500 zł + 200 zł czynsz + opłaty za wodę, gaz, prąd, media). Babcia mnie nie przygarnie, ani jedna ani druga, bo z jedną mieszkam (jaki w tym sens uciekać od matki będąc nadal w tym samym mieszkaniu?), a druga posiada bardzo małe mieszkanie, w dodatku bez ogrzewania i ciepłej wody.

Na pewno tata i babcie by mi finansowo pomagali, ale wysunęła się kwestia mojej matki i pieniędzy - ona nam nie da ani grosza, jak się nie uspokoi to jeszcze sąd o alimenty... Sądzę, że to i tak by było trochę mało na życie. Poza tym (Słońce, nie obraź się!) mam wrażenie, że mój osobisty Facet jeszcze nie chce ze mną mieszkać. Może w przyszłym roku... Ale to też nie z nastaniem dnia 1 stycznia...

A moja praca? Może być, ale raczej nie pogodzę jej ze studiami, nawet, gdyby była na pół etatu... Musiałabym wziąć urlop dziekański... Zajęcia trwają przeważnie do godz. 16 więc co, od razu po szkole lecieć do roboty i padnięta wieczorem, bez obiadu i kolacji do łóżka, a rano z powrotem na uczelnię? Nie uśmiecha mi się to zbytnio... I tu się czuję rozdarta - z jednej strony kusi, żeby pracę znaleźć i zarobić na swój start, a z drugiej strony przy opcji "urlop dziekański" przedłuży mi się czas studiowania, a zostały mi jedynie 2 lata do licencjata, potem już mam zawód i mogę pracować w szkole. Ciężka sprawa...

No to może kiedy matka się wyprowadzi, to będę mogła zostać? Nawet jak matka się wyniesie, to to już nie będzie taki dom, jaki bym chciała żeby był. Wspomnienia. Poza tym i tak będę dążyć do usamodzielnienia się, bo pozostaje jeszcze kwestia taka, że mam z siostrą wspólny pokój, i mimo, że ją lubię i kocham, to czasem mnie okropnie drażni mieszkanie z nią. Jednak dwie dorosłe baby w jednym pomieszczeniu to nie jest najlepszy pomysł.

No i jeszcze "co na to tato?". Tato też ma jej serdecznie dość i to on pierwszy jej powiedział, że ma się wynosić. Tata staje w mojej obronie, ale nie możemy też działać za szybko, trzeba najpierw dać mojej matce pole do popisu, a potem coś wytworzyć, żeby ją utemperować jej własnymi metodami. A ona wymyśla co rusz coś nowego, jak choćby to, że ona na utrzymanie moje i mojej siostry nie będzie dawała pieniędzy.
Czasami się zastanawiam, co ona chce osiągnąć tym, że wszędzie, gdzie tylko może próbuje sobie narobić wrogów. Przyznaję, wychodzi jej to rewelacyjnie, tylko nie wiem co to ma na celu. Moja matka ma problemy z kręgosłupem i prawdopodobnie przyjdzie dzień prędzej czy później, że przestanie chodzić. Nie wiem czy jest tego świadoma, że nikt jej nie pomoże, skoro wszystkie mosty za sobą pali i we własnych dzieciach już ma wrogów...

Do mojej matki raczej nie dotrze, że ona może kogoś krzywdzić i coś robić źle. Ona wie, co robi i święcie wierzy w to, że zawsze robi dobrze i nigdy się nie myli. Odkąd żyję nie słyszałam, żeby choć raz przyznała się, że się pomyliła. Nawet jeśli się ewidentnie pomyliła, to nie powie "Przepraszam, mój błąd" tylko zarzuci wszystkim dookoła, że to ich wina, że coś zostało zrobione źle. Zawsze wszyscy są wszystkiemu winni, nigdy ona.

Już od jakiegoś czasu jestem nerwowa o wiele bardziej niż zwykle, przykro mi z tego powodu, ale ciężko nad sobą panować, skoro co chwilę mi matka do oczu skacze... Niestety odbija się to na niewinnych, często na moim Mężczyźnie, przepraszam za to, ale nie mam gdzie tych nerwów rozładować, ani kiedy złapać równowagę, bo przecież codziennie wracam do domu, w którym jest moja matka...


Może ktoś z Was jest bogaty, zlituje się i wyśle mi na konto mały prezent? :-) albo ma mieszkanie wolne :))
Żartuję. Muszę teraz myśleć na wszystkie sposoby co mogę zrobić, żeby w końcu zaznać chociaż tyci spokoju...

I dziękuję Wam za miłe słowa, naprawdę się ciepło na sercu człowiekowi robi, kiedy spotyka się ze zrozumieniem innych :-)

34 komentarze:

  1. Oj, jakbym o mojej teściowej czytała - charakterek podobny :P
    U mojego Męża zaczęło się kiedy znalazł pracę - matka odczuła, że traci nad nim władzę (Programista pracuje od 17 roku życia - godził to i z liceum, i z maturą i ze studiami). Potem okazało się, że jego dziewczyna (zn. ja) nie jest potulną owieczką i nad nią też nie będzie miała władzy a związek okazał się poważny. Takim oto sposobem Programista wyjechał na studia z 50zł w garści (dostał od matki na drogę po tym jak wyciągnęła od niego zarobione na studia pieniędzy tekstem, że go będzie utrzymywać jeśli spłaci jej długi), po naszym ślubie dostał sms'a 'wymelduj się z mojego domu' i tyle kontaktu z mamusią było :P Z jednej strony ja się cieszę, że nie mam takiej teściowej na głowie, z drugiej strony wiem, że Programiście jest ciężko z tym, że odrzuciła go własna matka tylko przez to, że chciał żyć po swojemu (nawet jeśli się do tego nie przyzna)... Oczywiście matka i najstarszy brat (jej 'kukiełka') uważają, że to wszystko wina Programisty i że on ją krzywdzi, więc z bratem też się nie odzywają (na szczęście drugi brat ma własny mózg i jest na prawdę fajnym człowiekiem ;) ).

    Także masz szczęście, że choć masz oparcie w rodzinie - czasem w takiej sytuacji i rodzeństwo, któremu matka nie raz daje tak samo popalić potrafi się odwrócić plecami.

    Powodzenia w walce o alimenty - polskie sądy nie przyznają ich dzieciom łatwo, bo często traktują je jako 'wyrodnych gówniarzy', którzy chcą się dorobić kosztem rodziców. Więc musisz być nieugięta, uzbroić się w cierpliwość i mieć za sob w sądzieą poparcie reszty rodziny, żeby coś zdziałać.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj. Przepraszam, ale widocznie czegoś nie doczytałam :-( A Twoja mataka przypomina mi bardzo mojego byłego i jego rodzinę... Dodatkowo wymyslają kłamstwa i tak się nakręcają, że zaczynają w nie wierzyć i nimi żyć. Oczywiście to oni są ofiarami bardzo pokrzywdzonymi. Nie wiem czy wspólne mieszkanie z facetem, w Twoim przypadku byłoby dobrym rozwiązaniem jeżeli nie jesteście tego pewni, a szczególnie Ty. Z doświadczenia wiem, że bardzo łatwo zamienić jedne problemy na inne... Sytuacja patowa... uwierz, wiem coś o tym. I niech mi ktoś powie, że pieniądze nie ułatwiają życia. Nie wiem jak Ty, ale ja nie mam zamiaru się poddawać, chociaż czasami też brakuje mi sił... OK Już przestaję marudzić. Trzymam kciuki i mimo wszystko udanego dzionka. Buuuziaczki Aniołku. zołza63

    OdpowiedzUsuń
  3. Żono Programisty, nie podniosłaś mnie na duchu z tymi alimentami... Poparcie rodziny mam, chociaż też nie wiadomo jak sąd na to spojrzy, bo przecież to ona chce się wyprowadzić (teraz już sama tego chce, skoro sobie podobno mieszkania szuka) i nie dawać nam pieniędzy...
    Jak tak dalej będzie robić, to niewykluczone, że jej własna matka się po jej stronie nie opowie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zołza63, ja chcę z nim mieszkać, tylko mam wątpliwości czy on chce ;-) nie, też źle mówię... Wiem, że on by też chciał, ale jeszcze na dzień dzisiejszy ma za dużo "ALE", żeby tak się stało.
    "Pieniądze szczęścia nie dają, ale szczęściem się nie najesz" - wszystko, co mam do powiedzenia na to, że pieniądze nie są w życiu ważne. Gdyby nie one, to pewnie nie miałabym tych problemów, które mam teraz, bo po prostu wzięłabym walizki i się wyprowadziła od razu...
    A marudź sobie :) ja mogę to i Ty też możesz :))
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewelinko super, będziemy razem sobie marudzić ;-)))Gdyby nie pieniądze, a raczej ich brak także miałabym sporo nerwów i czasu zaoszczędzonego, bo nie musiałabym chodzić po sądach i egzekwować należnych Miśkowi alimentów. Zwyczajnie olałabym to i miała spokój. A państwo nie daje mi więcej zarobić i nie mam innego wyjścia, bo dziecko nie powinno cierpieć przez nieodpowiedzialnego (łagodnie powiedziane) rodzica... bez względu ile ma lat. Przeczytałam, co napisała Żona Programisty... nie powinnać się bać sprawy o alimenty. Może nie będzie łatwo, ale warto walczyć... walczyć do końca z naszym prawem. Ja mam taki zamiar tym razem. Jak się zdecydujesz to będzie nas dwie. Sądy "uwielbiają" świadków postronnych, niespokrewnionych, a potwierdzających daną sytuację rodzinną. Mądrą i inteligentną dziewczyną jesteś, to sobie poradzisz, chociaż to są bardzo trudne sprawy. Przytulam cieplutko. zołza63

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapewne i takich świadków znajdę, bo jak już pisałam, moja matka wszędzie sobie robi wrogów.

    Ciebie podziwiam za wytrwałość, bo faktycznie, niejeden dałby sobie już spokój nawet mimo tego, że nie zarabia zbyt wiele. Podobno bycie wytrwałym popłaca, więc trzymam kciuki za Ciebie :) (za siebie też, jeśli zajdzie taka potrzeba...)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest Was trójka a Ona jedna więc wspólny front stwórzcie by utemperować Jej zachowanie. Atak na ataki to nie rozwiązanie, najlepiej to "olać" i traktować Ją jak powietrze.Kompletnie nie liczyć się z tym co mówi, traktować jak powietrze. Nie rozmawiać, nie pytać, unikać...Nie wiem czy to coś da, czy coś dotrze do niej, ale jak będziesz unikać konfrontacji to i nerwów będzie mniej..A jak poczuje się z Wami jak persona non grata, to może coś dotrze do niej? Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczę, nie znałam Twojego drugiego bloga ehh. Co do Mamy, może ona przekwita? Albo już przekwitła? Niektóre kobiety w tym czasie bardzo wariują:/

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż można napisać - może jedynie to,że musicie coś z tym uczynić,bo nie może być tak jak jest.,..a kiedy wygram w totka to zapewniam,że się do Ciebie zgłoszę...teraz ktoś mnie uprzedził i wygrał 13 mln...ale następnym razem będę to ja...Przykre to,że masz takie życie,jesteś młoda i powinnaś się uskrzydlać,a tu masz podcinane skrzydła ...pozdrawiam cieplutko...Adam...

    OdpowiedzUsuń
  10. ciezko cokolwiek na to powiedziec. Smutne to jest i mam nadzieje, ze kiedys role sie odwroca i to wy bedziecie gora. Graj w tego totolotka - wygrasz i wyniesiecie sie wszyscy na drugi koniec swiata. A wtedy mamusia pewnie przyleci do ciebie z otwartymi ramionami, ale bedziesz jej mogla powiedziec "oo... tu sie zgina dziob pingwina" :P Uszy do gory :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak mi Ciebie żal. Z tego co piszesz to o rodzinnej spokojnej atmosferze możesz tylko pomarzyć...:/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ewelinko kochana... jestem w szoku po tym, co przeczytałam w dwóch ostatnich notkach. Garść wiedzy z zakresu psychologii posiadam i tak bardzo żałuję, że przy tym nie mogę pomóc. Tu by się jakiś specjalista z ogromnym doświadczeniem przydał.
    Przytulić jednak mogę i właśnie to robię, bardzo mocno :***

    OdpowiedzUsuń
  13. Najlepiej by chyba było gdyby mama się wyprowadziła i płaciła alimenty w końcu to jej obowiązek, jesteście jej córkami. Zostać w domu pomimo że wspomnienia męczą (wspomnienia chyba trochę mniej bolą niż słowa i czyny matki, prawda?) do czau ukończenia studiów.
    A potem może oboje z mężczyzną podejmiecie decyzje żeby zamieszkać razem.
    Myślę że dałabyś radę wytrzymać te dwa lata do czasu zakończenia studiów.
    Trzeba cierpliwie poczekać i jakoś to znieść. A może w między czasie coś się zmieni.
    Wiem że dobrze mi się mówi bo to nie ja jestem w takiej sytuacji ale ja chyba tak właśnie bym zrobiła.
    Przytulam mocno.

    OdpowiedzUsuń
  14. Walcz o te alimenty, jeśli jest szansa. Babcia i Tata z pewnością staną po Twojej stronie. A z matką poza pieniędzmi na Twoje studiowanie niech już nic więcej Cię nie łączy, jeśli ona ma się tak zachowywać, jak zachowuje. Najlepiej zerwać z nią kontakt dla dobra Twojego i Twojej siostry zdrowia. A z tego, co piszesz ona nie zamierza się zmienić, więc wizyta u specjalisty nic nie rozwiąże...Ona sama musi chcieć.

    Pozdrawiam i życzę pomyślnego rozwiązania tej trudnej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  15. Roksanna, jak na razie bardzo nam z tym dobrze, że traktujemy ją jak powietrze, bo w końcu jest tak spokojnie w domu... Nie ma się co łudzić, do niej mało rzeczy dociera, a już tym bardziej, że to ona mogła coś złego zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  16. Storczyku, jakiego drugiego bloga?
    Moja matka ma problemy ze sobą chyba od zawsze, wątpię, że przekwitanie ma tu coś do rzeczy... Chociaż wykluczyć tego też nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Adamie, mnie też ktoś co chwilę sprząta wygraną sprzed nosa ;-)
    Jeszcze przyjdzie czas, że to ja mojej matce podetnę skrzydła...

    OdpowiedzUsuń
  18. Kfiatushku fajne powiedzonko :)) Nawet jak nie wygram, a ona do mnie przyjdzie, bo będzie coś chciała to jej to powiem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Crazy Lady, marzenia się spełniają podobno :) więc sądzę, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Anonimowa A., tutaj nawet specjalista nie pomoże...

    OdpowiedzUsuń
  21. Dinoora, pewnie jak tak dalej pójdzie (brak pieniędzy i perspektyw) to będę musiała w domu zostać, chociaż mi się to bardzo nie uśmiecha...

    OdpowiedzUsuń
  22. Bella, tak by było najlepiej, żeby się matka wyniosła, a jedyną rzeczą nas łączącą były pieniądze, ale bez pośpiechu, czekamy na rozwój wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  23. Niedojrzałość rodziców do roli zmusza niestety młodych ludzi do szybszego dojrzewania.
    Współczuję Ci i serce mi się kraje, kiedy czytam, jak odbierasz zachowania Matki...
    Pozostaje mieć nadzieję, że ona sobie ze sobą poradzi, a tym samym może zacznie być lepsza dla Ciebie, dla Was.
    A czasem lepiej jest porzucić nadzieję i zaufać sobie. To ostatnie daje bardzo dużo wewnętrznej energii. Jesteś już na tyle dorosła, że sobie poradzisz :)
    A te braki można z czasem starać się nadrabiać, niestety samemu.
    Wiem co mówię, chociaż u mnie nie było aż tak.
    Ściskam Cię mocno!

    p.s. Antyspam masz nadal :(.
    Wyłącza się go w Ustawieniach, zakładka Komentarze, tam zjechać do tekstu: Pokazać weryfikację obrazkową dla komentarzy? i odhaczyć NIE.
    Jeśli jesteś autorem, nie widzisz antyspamu, widzą to tylko inne osoby poza autorem.
    Jeśli chcesz sprawdzić, zaloguj się pod innym kontem, spróbuj wstawić komentarz, a wyskoczy CI okienko z zawijasami! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Iw, w przypadku mojej matki lepiej się nadziejami nie łudzić. Mam nadzieję, że nadarzy mi się niedługo jakaś okazja do usamodzielnienia się, wtedy będę miała spokój i być może w końcu zacznę być taka, jaka jestem naprawdę, a nie wiecznie poddenerwowana...

    Faktycznie, antyspam był włączony, choć po założeniu bloga w ustawieniach komentarzy go wyłączyłam... Nie wiem co się stało, że ustawienia wróciły do początkowych... W każdym razie mam nadzieję, że już teraz będzie dobrze :-)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Musisz zacząć myśleć o sobie, bo prędzej czy później to się wszystko tak na Tobie odbije i tak zakorzeni w Tobie, że nawet tego nie zauważysz. Już piszesz, że wyładowujesz się na swoim chłopaku, tak jak Ona to robi na Was.
    To jest strasznie trudna sytuacja i jest mi cholernie przykro, że musisz przez to przechodzić.
    Free Spirit.

    OdpowiedzUsuń
  26. Najgorsze są takie chwile, kiedy człowiek staje twarzą w twarz z rzeczywistością, która okazuje się niezbyt miła dla nas. Najważniejsze to wyjść z tego, nie upadać, nie pozwolić się zbić z własnego celu, z własnej drogi życiowej. Nie poddawaj się ! Nie pozwól by smutek zmył plany na przyszłość. Jesteś dorosła - masz wsparcie ukochanego i dasz radę ! Pozdrawiam ! Trzymaj się : )

    OdpowiedzUsuń
  27. Evi życzę Ci dużo wytrwałości ale idź do przodu i myśl o sobie.
    Wyobrażam sobie jak ciężko się mieszka w takiej atmosferze.
    Masz cel i marzenia, dąż do nich a możliwości pojawią się na Twojej drodze.
    Trzymaj się cieplutko
    aisza

    OdpowiedzUsuń
  28. Ew, odzywam się, żebyś nie pomyślała, ze o Tobie zapomniałam ;) Nadrabiam cały czas zaległości i u Ciebie tez wszystko przeczytałam, tylko nie komentowałam, bo na to niestety nie starczyło już czasu.

    Jeśli chodzi o temat Twojej matki, to po prostu brak mi słów- między innymi też dlatego nie komentowałam. Mnie się w głowie nie mieści takie traktowanie i naprawdę nie potrafię się postawić w Twojej sytuacji a więc i trudno jest mi coś doradzać. Pozostaje mi trzymać kciuki, żeby wszystko się ułożyło. Jestem pewna, ze tak będzie, tylko trzeba zrobić tak, żeby stało się to jak najszybciej... Pamietaj też, że bardzo ważna jest Twoja postawa i podejście. Nie rezygnuj, nie poddawaj się.. Jestem pewna, że dasz sobie radę

    OdpowiedzUsuń
  29. Free Spirit, chciałabym, aby nadarzyła się okazja do wynajęcia przeze mnie jakiegoś fajnego, a taniego lokum oraz żebym mogła się raz a porządnie wyładować (nie mam tu na myśli że na kimś, tylko ogólnie wyrzucić z siebie złe emocje).

    OdpowiedzUsuń
  30. Keep.dreamin, faktycznie, według prawa jestem osobą jak najbardziej dorosłą, niestety przez studia jestem bardzo ograniczona, zwłaszcza finansowo i nie tak łatwo ten problem przeskoczyć...

    OdpowiedzUsuń
  31. Aisza, mam nadzieję, że wbrew losowi pojawią się jak najszybciej. Bo zarówno cel jak i marzenia mam, tylko mam też ograniczone możliwości finansowe, bez których realizacja tych powyższych jest dość mocno utrudniona...

    OdpowiedzUsuń
  32. Margolko, wierzę, że nie masz czasu na komentowanie, bo i ja zaraz będę na brak czasu narzekać jak się rok akademicki zacznie ;-)

    Mnie też już na to wszystko słów brakuje, dlatego między mną a matką panuje milczenie. Może na spacerze znajdę sporo gotówki, to sobie kupię mieszkanie :) a tak na poważnie, to mam nadzieję, że to się jakoś pozytywnie ułoży...

    OdpowiedzUsuń
  33. Evi,jeszcze będzie dobrze, choć szkoda, jakie to wszystko głupie, kiedy w pobliżu jest toskyczna osoba...Wszystko się komplikuje....Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  34. Bella, mam nadzieję tylko, że w przyszłości moje życie już będzie spokojniejsze :-)

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Zostaw adres swojego bloga jeśli go posiadasz, bo chętnie wpadnę z rewizytą :)

Pamiętaj jednak, że jest to mój kawałek sieci, zatem uprasza się osoby komentujące o zachowanie kultury!!!!!