...Jakoś przetrwałam ten pierwszy tydzień. Już nawet zaczęłam się cieszyć, że mam taki przyjemny plan zajęć, że da się przeżyć to wczesne wstawanie na koszt wcześniejszego wyjścia na wolność, a tu oczywiście uczelnia postanawia zmienić plan od poniedziałku... Mam nadzieję, że akurat jakimś cudem plan mojej grupy nie ulegnie zmianie :-)
Bardzo mnie cieszy fakt ładnej pogody, jednak moja radość jest skutecznie ostudzona (dosłownie) - jest tak zimno, że się nawet człowiekowi nie chce na moment wyjść i nacieszyć się słoneczkiem. Taka jesień by mi nawet pasowała, tylko ta temperatura...
Gdzieś ostatnio przeczytałam, że w listopadzie mają się zacząć trzydziestostopniowe mrozy!! Ludzie kochani, mnie się nie chce z domu wyjść jak na dworze jest 5 stopni, a tu straszą takimi mrozami! Nie wiem co to będzie, bo mi przecież samochód nie odpali przy takiej temperaturze, to na uczelni się na bank nie pojawię i co wtedy? ^^
A ja tak lubię spacery, ale dreszcz mnie przechodzi na samą myśl opuszczenia ciepłego pokoju... Z tego powodu niedługo będzie mnie dość dużo, bo siedzę w domu/w szkole/w samochodzie i jem, i jem, i jem ;) Tak, chciałabym troszkę przytyć, ale obawiam się, że bieżący tryb życia spowoduje utycie znaczne a nie tylko takie "troszkę".
Postaram się teraz z okazji weekendu trochę bardziej uczestniczyć w moim blogu, a przy okazji również w Waszych. Przyznam się bez bicia, że zdarza mi się nie komentować, ale za to czytam Was regularnie, więc chyba jestem na bieżąco :-) Chociaż różnie bywa - niby czytam, ale jak mnie coś gryzie lub jestem zmęczona, to trochę informacji mi może umknąć...
Ja też jestem przerażona perspektywą zimy :(( Nie znoszę jak jest zimno... Ale niech chociaż słonecznie będzie i nie pada..
OdpowiedzUsuńMargolko, ja cierpię katusze, jak widzę śnieg za oknem i wiem, że zaraz będę musiała wsiąść w samochód i ślizgnąć się na uczelnię... ;-)
OdpowiedzUsuńNie straszne mi zimno,nie straszne są mi mrozy,byle dało się jechać rowerem,znaczy bez deszczu-wiatru i burz śniegowych...Pamiętaj,że niedługo już Wiosna...Adampoeta...
OdpowiedzUsuńA ja ciesze sie troche na ta zime, bo chce juz na narty :) Kurza sie biedna w garazu i niecierpliwie czekaja, kiedy w koncu je wyjmiemy :) A ja chcialabym schudnac. Mam do zrzucenia 4kg i chetnie ci je oddam w prezencie :)
OdpowiedzUsuńU mnie plan wygląda na odwrót. Większość dni mam na późniejsze godziny, ale za to wracam do domu "ciemną nocą".
OdpowiedzUsuńZimy nienawidzę w każdej postaci, a taka ostra wręcz mnie przeraża.
Piękny szablon :)
Oj tak, temperatura jest okropna:/ A nawet jeśli słoneczko świeci, to jak wiatr wieje... ehh od razu gęsia skórka na całym ciele się pojawia:(
OdpowiedzUsuńZima w listopadzie. NIEEEE!!!! Mi też nie chce się nigdzie nosa wychylać, a trzeba ehhh. Cieszę się, że już masz się lepiej ;) U mnie bez zmian ;(
OdpowiedzUsuńaivio
Adamie, obawiam się, że do wiosny jeszcze sporo czasu... I w międzyczasie ta paskudna zima... :((
OdpowiedzUsuńKfiatushku, ja na nartach nie jeżdżę, to i zima nie jest mi do niczego potrzebna :))
OdpowiedzUsuńAnonimowa A., jak dla mnie mogłyby być tylko dwie pory roku - wiosna i lato :-D reszcie dziękujemy :-))
OdpowiedzUsuńStorczyku, zima ma na mnie bardzo negatywny wpływ, bo odkąd jeżdżę samochodem, to nawet słońce mnie drażni, bo centralnie po oczach świeci :))
OdpowiedzUsuńAivio, z tą zimą w listopadzie to ja mam nadzieję, że to jakiś żart jest ;-) bo szczerze bym nie chciała niebawem ujrzeć -30 stopni...
OdpowiedzUsuńHehe tak źle i tak niedobrze:D
OdpowiedzUsuńUff... A my to zazwyczaj staramy się chudnąć :) Choć w obecnej sytuacji, żonka wymówkę ma - ciąąąża. Masakra. Ona jest w ciąży - a waga podskoczyła komu? Mnie. Tak, bo ja jestem świadomym ojcem i przeżywam ciążę towarzyszącą, a co :D Ale faktycznie, trzeba się za siebie wziąć. Zrzucenie 30 kg kwiecień-czerwiec jest ok, ale trzeba się pilnować :D
OdpowiedzUsuńStorczyku, będzie dobrze, jak będzie lato :D
OdpowiedzUsuńTomusz i Natusza, hahaha, uśmiałam się z tej ciąży towarzyszącej :-)) To chyba pięcioraczki współtowarzyszą Twojej żonie w Twoim brzuchu, że 30 kg masz do zrzucenia :))
OdpowiedzUsuńTe mrozy będą, ale pewnie na Podlasiu, więc lepiej cichaj, kobieto nieludzka;)
OdpowiedzUsuńEee. Nie taki scenariusz my już przerabiali. Że zimno. Przykra pogoda, ale ta w nas najważniejsza, bo wtedy ani ziąb najgorszy ani plucha nie są groźne.
OdpowiedzUsuńCieplutko pozdrawiam :)
Wybacz, Niedyskretna, żem ja niegodziwa śmiała marudzić na zimę, która zapewne na Podlasiu będzie o wiele gorsza :D alem ja istota z zimnem nieobyta wśród moich wielkopolskich nizin, więc zrozumże mnie :))
OdpowiedzUsuńBetween, z tą pogodą ducha też bywa ciężko, zwłaszcza, że na dworze ciemno, zimno i pada :((
OdpowiedzUsuńWysyłam Ci dużo słońca, ale i aby się cieplej zrobiło;))) Sprawdziłam na moim internetowym termometrze Twoją temperaturę i masz 12 stopni;)...
OdpowiedzUsuńAle widzę też jesienne liście na Twoim blogu, więc oby ciepła jesień trwała i Ci humor poprawiała ;))
Bella, akurat jesieni nie lubię pod żadną postacią - ani tej pluchy, ani złotej jesieni... Tak czy tak towarzyszy mi to poczucie, że na lato trzeba będzie znowu czekać tyle czasu, a przed nami zima, której z całego serca nie cierpię...
OdpowiedzUsuńRety, jakie narzekadło z Ciebie;)
OdpowiedzUsuńHmm byłoby dobrze mieszkać w ciepłych krajach:D Chociaż pewnie po jakimś czasie brakowałoby nam zimy:P
OdpowiedzUsuńKochana nie strasz mrozami, bo na samą myśl zimno mi się robi. Udanej niedzieli. zołza63
OdpowiedzUsuńoj ja też nie lubię zimna i jestem przerażona informacjami o mroźnej zimie.
OdpowiedzUsuńja tak kocham ciepełko
pozdrawiam
aisza
Niedyskretna, poznaj moje prawdziwe oblicze :D
OdpowiedzUsuńStorczyku, być może za Polską bym zatęskniła, ale na pewno nie za zimą xD ewentualnie przyjechałabym na dwa dni w zimie żeby się nacieszyć śniegiem - pozjeżdżać na sankach, urządzić bitwę na śnieżki - i wracam w ciepełko :D
OdpowiedzUsuńZołza63, mnie również się takie zimno nie uśmiecha, ale co zrobisz....
OdpowiedzUsuńAisza, to trzeba pomyśleć o przeprowadzce do ciepłych krajów :))
OdpowiedzUsuńJa też zimy nie lubię, mimo że urodziłam się zimą ;)) Jesień nie jest taka zła, byle było ok. 15 stopni;))albo więcej!
OdpowiedzUsuńP.S. Hehe ja sobie od czasu do czasu lubię pomarudzić na pogodę, a co ;))
Bella, taka już natura Polaka, że narzekać i marudzić musi, dzięki temu między innymi żyje :-)) Ja się urodziłam późną wiosną, nawet prawie (mała różnica, ale się pocieszam) latem :)) więc chyba normalne, że lubię ciepełko i słoneczko :D
OdpowiedzUsuńPiękny szablon! ;-) Zima już mnie przeraża... Pozdrawiam! Nabi
OdpowiedzUsuńNabi, to jesteś chętna do wyjazdu do ciepłych krajów? :D Bo tu się całkiem pokaźna grupa ochotników zbiera ;))
OdpowiedzUsuńNo to trzymam kciuki żeby planu twojej grupy nie zmienili.
OdpowiedzUsuńCo do mrozów to mam nadzieję że na tych pogróżkach się skończy bo nie wyobrażam sobie takiego mrozu i to jeszcze w listopadzie.
;-)) No, a co ja mam powiedzieć? Urodziam się zimą i zimy nie znoszę, a do ciepełka jak najbardziej lgnę hihihi
OdpowiedzUsuńZawsze sądziłam, że urodziłam się w zimę stulecia, a tu niespodzianka, bo rok przed nią hehehe
Ależ to wtedy musiała być pogoda, -30 w dzień i ludzie to chyba nartami jeździli....To ja dziękuję za taką zimę.
;)))
Jak samochodzik nie odpali to zawsze można autobusikiem pojechać :D
OdpowiedzUsuńU mnie bywa, że czytam, a nie mam siły skomentować :) Jesień piękna i kolorowa, ale temperatury takie rzeczywiście są przerażające!
OdpowiedzUsuńpozdrowienia ;)
Dinoora, niestety, pomimo wszelkich naszych wysiłków i nadziei plan został zmieniony, i nie trudno się domyśleć, że na gorszy :(
OdpowiedzUsuńBella, przynajmniej jak byłaś takim maleństwem to miałaś w nosie mrozy :D teraz już się nie da tego tak po prostu przeskoczyć, bo jako dorosły człowiek ma się obowiązki, które wymagają ruszenia się z domu...
OdpowiedzUsuńAlicja, do mnie do szkoły nie dojeżdża żaden autobus i w tym tkwi szkopuł. Gdyby jakiś zbłąkany jeździł, to zamiast samochodem podróżowałabym busem, bo jazda po moim mieście własnym autem do przyjemnych nie należy ;)
OdpowiedzUsuńIw, mam podobnie, że nie zawsze starcza energii na napisanie sensownego komentarza, a w skrajnych przypadkach zdarza mi się nie czytać ze zrozumieniem, więc po prostu czytam "po łebkach"... Za dużo nauki, zdecydowanie :-)
OdpowiedzUsuńNie podoba mnie się twoje oblicze narzekadła;)
OdpowiedzUsuńNiedyskretna, ja też człowiek, czasem pomarudzić muszę :D
OdpowiedzUsuń