Coś w tej filozofii chyba jest. Mam, a właściwie
miałam za dużo wolnego czasu, kiedy M. jest w pracy siedzę (
siedziałam) cały dzień sama i chcąc nie chcąc, nachodziło i nadal nachodzi mnie wiele przemyśleń.
Chyba mogę się już pochwalić, że udało mi się znaleźć
pracę. Pełny etat, osiem godzin siedzenia w biurze, utrzymywanie kontaktów z zagranicznymi klientami :) Mam nadzieję, że w praktyce okaże się równie fajna i przyjemna co z opowiadań szefostwa na rozmowie :)
W ogóle ciekawa historia z tą pracą - zasiadam rano do laptopa i jako, że mam już wyrobiony odruch uruchomienia wszystkich możliwych stron z ofertami pracy, zaczynam otwierać wszystkie zakładki. Na jednej ze stron ukazało się ogłoszenie pt. "Zatrudnię pracownika biurowego". Klik. Przeglądam wymagania. Wołam M. i prezentuję mu ogłoszenie, pokazując każdy podpunkt wymagań na to stanowisko: pierwsze - spełniam, drugie - spełniam, trzecie, czwarte, piąte - spełniam. M. patrzy się na mnie i oznajmia, że mam tam wysłać CV. OK, loguję się na pocztę, załadowuję CV, kilka słów skrobnęłam, że chętnie umówię się na spotkanie i klik - wysłano. Stwierdziwszy, że nie ma już żadnych ani mniej ani bardziej interesujących ofert, odwiedziłam jeszcze FB i wyłączyłam komputer. Idę do kuchni - stop, telefon dzwoni. Nie znam numeru, ale odbieram.
"Dzień dobry, XY, firma Z z tej strony, czy z panią Eweliną mam przyjemność?" - odzywa się głos w słuchawce. No oczywiście, że ma ze mną przyjemność, zatem pan kontynuuje: "Wysłała do nas pani swoje CV dzisiaj, zgadza się?" - no, zgadza się, więc pan oznajmia, że "Chcielibyśmy panią zatem zaprosić do nas na rozmowę, czy dzień jutrzejszy, godzina 12:00 pani odpowiada?". No odpowiada, przecież jestem prawie bezrobotna :D (ale to już zostawiłam dla siebie, wersja oficjalna była, że mi odpowiada) ;) "Zatem jesteśmy umówieni, do zobaczenia!"
Dzień jutrzejszy stał się dzisiejszym, godzina 11:30 - wyruszam z domu. Oczywiście na miejscu jestem o 11:45, nie o 12:00, ale co tam, idę. To jest moja zmora - przesadna punktualność. Wolę być dużo za wcześnie, niż nawet minutę za późno. Ale do rzeczy. Wchodzę, wita mnie dwóch jegomości - właściciele. Nie zwykłam owijać w bawełnę istotnych dla mnie spraw, więc pochwaliłam się kwalifikacjami, podkreślając, że nadaję się na to stanowisko, ale zaznaczyłam też, że jestem lektorem w pewnej szkole językowej, przedstawiłam kiedy tam pracuję, na co panom miny nieco zrzedły. Myślę sobie - no przecież w CV jest jak byk napisane, że tam pracuję w takich i takich godzinach, w tym i tym dniu, to skoro mnie zaprosili na rozmowę, to chyba są tego świadomi? Ehh, powiedzieli, że do końca tygodnia podejmą decyzję czy mnie zatrudnią, po czym pożegnaliśmy się i pojechałam do domu. Już w drzwiach oznajmiłam M., że nic z tej pracy nie będzie, bo koliduje ona lekko z moimi zajęciami w szkole i panom to chyba mocno przeszkadzało. Trudno, nie pierwsza osoba mi podziękowała z tego powodu (lub dlatego, że się uczę - ale do jasnej Anielki,
wszystko jest w CV, więc po co mnie zapraszają na rozmowy, skoro już z góry wiedzą, że pracuję w szkole językowej i uczę się zaocznie, i że im to będzie przeszkadzało? Bez komentarza...). Jakoś to przełknęłam, po czym poczułam wewnętrzną potrzebę... pozmywania naczyń :D Ledwo zamoczyłam ręce w misce, dzwoni telefon. Odbieram i słyszę w słuchawce: "Dzień dobry pani Ewelino, X Y z tej strony, firma Z, była pani u nas dzisiaj na rozmowie. Chciałem panią poinformować, że zdecydowaliśmy się podjąć z panią współpracę i w związku z tym chciałem panią zaprosić jutro do nas w celu omówienia warunków zatrudnienia" :D Tego się kompletnie nie spodziewałam, ale niemniej ucieszyłam się ogromnie :)
I teraz przemyślenia. Pewnie zastanawiacie się kim jest bliźniaczka :) To ja - mój znak zodiaku, co jest dość istotne w tej sprawie, bo słynie on ze zmienności i ogólnej niestabilności :D
Nie lubię niepewnych sytuacji, niesamowicie podoba mi się wizja pewnego zatrudnienia na dłuższy czas, bo właśnie coś takiego zaoferowała mi owa firma, ale też nie lubię nudy i monotonii. Zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem niektórzy ludzie spędzają większość swojej kariery zawodowej w jednym miejscu! Bo prawdę mówiąc, choć wizja pracy w tej firmie mi się bardzo podoba, to jednak mimo tego optymizmu nie widzę siebie tam np. za 5 czy 10 lat. Nie pomyślcie sobie, że mi odbija i szukam dziury w całym, co to, to nie! Szalenie się cieszę, że w końcu udało mi się znaleźć w miarę pewne źródło dochodu i to na dłuższy czas i pokładam w tej pracy sporo nadziei na ułożenie sobie życia
w końcu, ale po prostu znam siebie, swoją naturę i zastanawiam się, czy ta praca da mi to coś, co sprawi, że poświęcę się jej na dobre. Do tej pory nic takiego mi się jeszcze nie przytrafiło, nie potrafię sobie siebie wyobrazić w mojej
wymarzonej pracy - taka nie istnieje. A przynajmniej nie byłaby to jedna praca. Żadne zajęcie nie jest w stanie zaabsorbować mnie na dobre, bo prędzej czy później temat staje się dla mnie oklepany i zaczynam szukać nowych wyzwań. I to wcale nie chodzi o życie na pełnych obrotach - po prostu czasem właśnie wyobrażam sobie siebie w pracy spokojnej i statecznej, jak właśnie praca biurowa, a innym razem mam ochotę na jakieś wyzwanie, na sprawdzenie siebie w czymś kompletnie nowym lub o wiele bardziej wymagającym.
Znając życie, pewnie i tak będę trzymać się tej pracy tak długo, jak tylko się da, bo rynek pracy jest jaki jest i na szaleństwa nie pozwala, ale kto wie, może za te kilka lat, kiedy zacznę się wypalać zawodowo, nadarzy się okazja na zmianę miejsca zamieszkania, zmianę pracy i nowe wyzwania :)
Niemniej, teraz jest czas na radość - w końcu sytuacja ulega poprawie :))) Oby tak dalej!