Nie wiem jak mam ubrać w słowa mój obecny stan.
Zagubienie? To na pewno. Nie wiem co mam zrobić. Pracy już mi się odechciewa szukać, wątpię w siebie, wątpię w ludzi... Utknęłam i czuję jedną wielką niemoc, żeby jakoś się wydostać.
Smutek? O tak, przygniatający wręcz. Czegoś w moim życiu brakuje i coraz bardziej daje mi się to we znaki. W sumie zaczynam sobie zdawać sprawę cóż to jest, ale boję się to powiedzieć.
Żal? Też. Do wszystkich, i do nikogo. Do konkretnych osób i do ogółu ludzkości. O wszystko i o nic. O konkretne sytuacje, i zasadniczo o całokształt.
Słabość? W każdym wymiarze. Ani psychicznie nie mam już na nic siły, ani fizycznie. Czy to wina przesilenia wiosennego, przygnębiającej pogody, czy też moich wewnętrznych walk, sporów i niepokojów - nie wiem. Ale efekt jest jaki jest.
Niemoc? Owszem. Robię co tylko mogę, a mimo to nic się nie zmienia na lepsze. Wszystkiego się odechciewa.
Wszystkie te emocje upchnięte w jednym, niezbyt dużym człowieku to za dużo. Nakładają się na siebie i przytłaczają coraz bardziej.
Co prawda moim życiem nie dominują jedynie smutki, bo mam wspaniałego Mężczyznę, rodzinę, ale nie da się tych wszystkich powstałych ubytków załatać tym samym źródłem radości. Jak najbardziej cieszę się z tego co mam, bo mam naprawdę wiele, ale to, co mnie zaczyna miażdżyć od środka, w końcu przełoży się też i na moje szczęście. Jeśli jeszcze przez kilka miesięcy tak się będzie działo, to w końcu będę musiała to z siebie wyrzucić. A tak strasznie nie chcę...
Ciekawe czy jest choć jedna osoba, która z tych wszystkich elementów potrafi złożyć w całość to, co mnie gryzie. Bo to wbrew pozorom jest całość, ale ja staram się tego nie werbalizować. Chyba się boję wprost napisać o co mi chodzi. Jakie to irracjonalne...
Mój blog stał się biały. Chciałabym, żeby był kolorowy, ale kiedy zaczynam nadawać mu barw, czuję się tak, jakby przestawał być mój. Bo moje życie zdecydowanie płowieje z kolorów. Jeszcze jakieś są, ale coraz słabsze. Tutaj jest jedyne miejsce, w którym mogę zdjąć uśmiech z twarzy i dać upust wszystkiemu, choć i tak sama przed sobą przyznaję, że boję się powiedzieć co myślę i co mnie boli najbardziej.
Chciałabym komuś to wszystko powiedzieć w nadziei, że może zrobi mi się lżej i jakimś cudem znajdzie się rozwiązanie na wszystko, a jednocześnie nie mam zamiaru dzielić się tym, co czuję, nie chcę rozmawiać. Zamykam się sama w sobie z tym wszystkim wierząc, że jeśli to nie ujrzy światła dziennego, to przestanie istnieć...
To się kupy nie trzyma, ale tak właśnie wygląda moja psychika ostatnimi czasy.

Smutno oj smutno... mam nadzieje, że kolory jednak wrócą ! ;*
OdpowiedzUsuńOstatnimi czasy mam sama, siebie dość. Powód? Mój beznadziejny humor i natłok myśli. Niekoniecznie pozytywnych. To chyba coś w powietrzu.... ;/ ;/
OdpowiedzUsuńMagda-aivio
Oj, strasznie mi smutno, że masz powody, by tak się czuć..:(
OdpowiedzUsuńUważam,że powinnaś z kimś pogadać o tym, co Cię dręczy, to zawsze pomaga, na pewno jest jakieś wyjście..
Trzymam za Ciebie kciuki w każdej kwestii!
Jeśli byś potrzebowała pomocy, albo pogadać, to możesz napisać: goldenka0@poczta.onet.pl
Pozdrawiam :*
Mogłabym spróbować coś powiedzieć, ale po prostu przytulam.
OdpowiedzUsuńMasz jeszcze nas, pamiętaj :*
trudny stan ale trzeba mieć nadzieję, że to się w końcu zmieni ...
OdpowiedzUsuńz nadzieją na lepsze jutro - pozdrawiam
I taki stan jest potrzebny w życiu, ważne jednak, by nie pozwolić mu zbyt długo się utrzymywać.
OdpowiedzUsuńJak będziesz gotowa to o tym napiszesz. Kolory wrócą, zobaczysz ;*
OdpowiedzUsuń