Nie potrafię nawet zebrać myśli, żeby coś napisać...
Cóż mogę powiedzieć - nadal mam mieszane odczucia co do mojej nowej pracy. Przyczyn jest kilka, choć pośród nich przodują dwie: po pierwsze - nudzi mi się tam okrutnie, a po drugie - nie wiem czy powinnam była wiedzieć dlaczego moja poprzedniczka już nie pracuje na stanowisku, które objęłam ponad tydzień temu. Z jednej strony dobrze, że wiem, a z drugiej zaczynam się negatywnie nastawiać co do tej pracy. I bądź tu człowieku mądry...
A tak przede wszystkim jestem zła.
Głównie dlatego, że najprawdopodobniej teściowej nie przedłużą kontraktu za granicą i będzie zjeżdżać do kraju. Ku*wa! Będzie kibel, zwłaszcza finansowy... A już było dobrze, a już się wszystko zaczynało układać... Mogłam przewidzieć, że robi się zbyt pięknie. Prawdopodobnie przyjdzie nam teraz dzielić mieszkanie z mamą M., mama M. nie będzie przecież od razu miała pracy, więc koszty życia z dwóch marnych pensji przyjdzie nam podzielić na trzy, a na domiar złego, o najlepszych przyjemnościach, czyli upojnych chwilach we dwoje będziemy mogli śmiało zapomnieć. Nic nam już z życia nie zostanie...
Jeśli jeszcze kiedyś coś mi się zacznie układać, a ja zacznę się tym ekscytować, to błagam, niech mnie ktoś skutecznie ściągnie na ziemię i przypomni, że przecież ja zawsze, prędzej czy później, mam pod górkę...
A oprócz tego jestem zła, bo, może dla niektórych to grosze, ale dla mnie osiem tysięcy złotych to dosyć spora gotówka, a przez to, że nie jestem w stanie wejść w jej posiadanie, przeszedł mi koło nosa naprawdę fajny, przyszłościowy i rodzinny samochód.
Czyli podsumowując, zimowa (choć nie do końca spowodowana pogodą) deprecha gotowa.
Panie Boże, miej litość, albo chociaż daj mi siły...
Ja się też na początku w pracy nudziałam a teraz z perspektywy czasu wiem, że to była najbardziej potrebna nuda :) Bo to był dla mnie czas na to,zeby przyjrzeć się, jak firma funkcjonuje, wprowadzić jakieś swoje procedury, zrozumiec niektóre rzezcy. Zdecydowanie lepsze to, niż gdybym była rzucona na głeboką wodę. Może i u Ciebie tak będzie?
OdpowiedzUsuńA co do tego układanie się - u mnie jest często bardzo podobnie, że jakaś rzecz musi się trcohę posypać. myslę, że kazdy w życiu tak ma. Ale cieszyć się trzeba mimo wszystko :)
Margolko, właśnie taką mam nadzieję, że ta nuda, to czas dla mnie na zaaklimatyzowanie się w firmie, a potem wszystko zacznie się toczyć normalnym tokiem :) Mnie na głęboką wodę nikt nie rzuca, bo mogłoby to mieć opłakane skutki dla firmy, ale może właśnie kiedy oswoję się z tym wszystkim, praca nabierze jakiegoś tempa.
UsuńJa na razie jestem na etapie cieszenia się z tego, że w tej całej sytuacji widzę jeden plus - że mam pracę, bo byłoby o wiele gorzej, gdybym była bez pieniędzy. Niemniej, sytuacja na chwilę obecną do kolorowych nie należy i może tragedii nie ma, ale dobrze też nie jest. Mnie się trochę posypało z tym, że nie mogłam znaleźć pracy. Udało mi się w końcu, to dwa tygodnie później znów mam pod górkę...
Staram się cieszyć, ale coraz z tym trudniej...
Z tego co widzę życie to nieustanna sinusoida raz na dole raz na górze...
OdpowiedzUsuńSzkoda tego samochodu - wiem co czujesz nam jakiś czas temu przeszła kolo nosa oferta bardzo dobra no ale...
Trzymaj się
Tylko przeważnie ta sinusoida częściej jednak osiąga dno, niż szczyty...
UsuńTeż się trzymaj kochana ;* Ściskam mocno :*
Też przeżywam ciężkie chwile, musimy się trzymać. Pogrążanie w złych myślach tylko pogorszy sprawę.
OdpowiedzUsuńŚciskam Cię mocno!!!
Uważam, że nie powinnaś się martwić tak bardzo, a już na pewno nie zakładaj, że jak będzie dobrze, to nie będziesz się z tego cieszyła! Nie rób tak, bo potem na serio nie będziesz umiała się cieszyć, a życie przecież składa się z dobrych chwil, gorszych i fatalnych. No cóż, taka prawda... Trzeba tylko w tych ciężkich jakoś przetrwać i poczekać znów na miłe :) Na pewno kłopoty się rozwiążą!
OdpowiedzUsuńW pracy pewnie Ci się nudzi, ale przecież nie będziesz tam musiała pracować 50 lat, ciesz się, że teraz ją masz, później przeskoczysz do jakiejś lepszej, zobaczysz :)
A teściową się nie przejmuj, bo może jakoś inaczej się to pookłada. Chociaż gdyby było tak jak piszesz, to rzeczywiście nie wesoło...
Co do auta... pewnie miałaś jakieś na oku i już jest kupione? Na pewno zaoszczędzisz, a ciekawe oferty nadal będą :)
Trzymaj się i myśl pozytywnie! :)
Ale nie jest aż tak źle. To jeszcze nie koniec świata. Dacie radę, tylko musicie popatrzeć na to wszystko z innej strony.
OdpowiedzUsuńMyśl pozytywnie! albo choć próbuj ;*
OdpowiedzUsuńKurde, teściowa w domu??? Też bym w deprechę popadła, choć moja całkiem całkiem...ale tak serio, może przynajmniej obiad ugotuje czasami :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
To tych sił Ci życzę! :)
OdpowiedzUsuńHej, przeczytałam Twoje ostatnie wpisy o pracy i trudno coś napisać mądrego, bo niestety takie bywa życie...Przykre to, że niestety zawsze coś musi się psuć...ale nie poddawaj się....
OdpowiedzUsuń