Bardzo nie lubię narzekać.
Bardzo. I na całe szczęście tym razem narzekać nie będę, bo choć jest kilka spraw, na które mogłabym się poużalać, są również ogromne powody do radości, więc nie zamierzam sobie psuć pozytywnego nastroju, który trwa nawet pomimo wyjątkowo beznadziejnego samopoczucia :)
Ale zacznę od wesela - daliśmy pieniądze, ponieważ zanim zabraliśmy się za rozważania na temat prezentu, postanowiliśmy się skonsultować z mamą pana młodego i dowiedzieliśmy się, że jednak młodym najbardziej będą pasowały pieniążki. Zatem stanęliśmy na rzęsach i udało nam się
wyczarować (bo nie wiem jak inaczej nazwać uczynienie czegoś z niczego :P) może nie porażającą, ale przyzwoitą sumkę na wesele :)
Wesele było super. Wybawiliśmy się za wszystkie czasy :) M. o dziwo nie stronił od tańca, a dodatkowo wódka weselna dodawała mu coraz to więcej sił na podbijanie parkietu :P Ukochany nie chciał iść na to wesele, ale siłą perswazji wymogłam na nim udział w tej imprezie i potem musiał mi to przyznać - nie chciał iść, ale żałowałby gdyby nie poszedł, bo też świetnie się bawił :) A jedzenie - rewelacja! Jeszcze się nie spotkałam, żeby na jakiejkolwiek imprezie było wszystko takie dobre :)) Już się z M. dowiedzieliśmy skąd młodzi wzięli ten catering ;) hehehe :D
A po weselu, podczas drogi powrotnej do domu, mojemu Lubemu zamarzyło się własne wesele, więc
lał miód na me uszy opowiadając o tym, co chciałby zrobić, jakie ma plany na przyszłość itepe :) Momentami już mi się wydawało, że ten Pan wcale nie chce się chajtać ;) A tu jednak
miła niespodzianka :))
Zatem po części już napisałam skąd mój zadziwiająco dobry humor, ale, Ladies and Gentlemen, to jeszcze nie wszystko :)
Na ślub i tak nie mamy pieniędzy, więc na razie wystarczy mi sama świadomość, że jednak Ukochany ma takie myśli, by mnie pojąć za żonę, a tym, co wprawia mnie w największą w tym momencie radość jest to, że...
Znów mieszkamy razem! :))))
Jestem człowiekiem wielkiej wiary, wierzę w ludzi i palec Boży :) I w końcu moja wiara została nagrodzona :) I w sumie nie tylko moja, mojej teściowej też ;) Z dnia na dzień okazało się, że jest praca dla niej za granicą (tam, gdzie miała pierwotnie jechać), praca dobra, stała a nie sezonowa, legalna - na kontrakt, więc teściowa śmignęła za granicę, nim kierownictwo firmy, w której miała pracować, zmieni zdanie, i tak oto od soboty stacjonuje już za granicą na dłużej (minimum pół roku, ale pewnie zostanie tam dłużej, żeby ustabilizować sytuację finansową), a MY znów mieszkamy razem. :)
Te ostatnie wydarzenia umożliwiają nie tylko poprawę sytuacji materialnej M. i jego mamy, ale również moją i M., bo za jakiś czas w końcu będziemy mogli na poważnie zacząć planować cokolwiek i zacząć odkładać pieniążki, w tym też na ślub :) Jestem przeszczęśliwa, nareszcie coś się zaczyna układać! :))
Jeszcze
tylko ja muszę znaleźć jakąś pracę...