To dla niektórych nie będzie miły post. Co prawda nie wytknę tu nikogo po imieniu/pseudonimie/nazwie bloga/adresie bloga itp., ale czytając ten post może niektórzy się z nim utożsamią.
Ostatnio zerknęłam na listę blogów, na które staram się w miarę regularnie zaglądać i niestety stwierdzam fakt, że wielu blogowiczów opuściło albo jedynie mnie, albo ogólnie blogosferę... Tych opuszczających świat blogowy rozumiem, przecież życie prywatne jest zawsze najważniejsze i czasami po prostu nie ma się ani czasu ani ochoty pisać i udzielać się na innych blogach. Sama tak czasem robię. Nie mam za to do nikogo pretensji, z utęsknieniem czekam na takich blogowiczów, aż dadzą znać jak sobie radzą, co u nich słychać.
Ale chciałabym nawiązać do tych, którzy cały czas istnieją aktywnie w blogowym świecie, tylko albo o mnie zapomnieli, albo celowo zerwali kontakt. Żebyście mnie teraz źle nie zrozumieli - nie wymagam komentowania każdego posta, bo przecież jestem człowiekiem i wiem, że nie zawsze ma się coś do powiedzenia albo po prostu nie ma się ochoty udzielać. Ba, czasem nawet nie ma się ochoty chodzić po wszystkich blogach ze swojej linkowni i czytać każdą notkę, bo niektóre, a szczególnie moje, bywają przydługie i po prostu się nie chce. Nie czarujmy się, jesteśmy tylko ludźmi i każdy swoje za uszami ma :)
Ale z przykrością stwierdzam, że niektórzy przestali się udzielać w ogóle, nie odwiedzają mnie (a wiem to dlatego, że blogspot oferuje pokazywanie źródeł ruchu sieciowego), a jeszcze niektórzy wpadają raz za czas i zostawiają komentarz na tzw. "odczepne", bo albo całej notki nie przeczytali, albo nawet nie fatygują się na znalezienie się "w temacie" po nieobecności, gdyż czasem notki są ze sobą powiązane, a nie ma sensu się przecież co chwilę powtarzać, zatem trzeba by było cofnąć się o jeden post lub dwa, żeby rozeznać się chociaż trochę w całej sytuacji.
Jestem z Wami wszystkimi bardzo związana, przeżywam razem z Wami Wasze smutki i radości. Nie zawsze komentuję, a czasami nawet narobię sobie zaległości, więc siadam i czytam wszystkie pominięte posty. Dlatego jest mi smutno i przykro, jak ktoś z tej mojej blogowej rodziny tak po prostu mnie opuszcza, zapomina, urywa kontakt... Wielu blogowiczów tak się zachowało, wielu się "ulotniło" z mojego świata i pewnie wielu jeszcze tak postąpi, ale za każdym razem jest mi tak samo przykro. Najsmutniejsze jednak jest to, że nie wiem dlaczego tak się te osoby zachowują. Może gdybym była z kimkolwiek w jakimś konflikcie, to byłoby zrozumiałe, że przestajemy się kontaktować, bo się po prostu poróżniliśmy, ale, może nie uwierzycie, około 95% opisywanych blogowiczów zerwało kontakt bez słowa, przestali się interesować, pozamykali blogi, nie odpisują na maile (bo jak tylko się da, zawsze staram się skontaktować z tymi "znikającymi")...
Musiałam się wyżalić. Nijak ten post nie nawiązuje do mojego życia prywatnego, ale wyrzucić to z siebie musiałam. Następny post już będzie konkretniejszy, może się coś w końcu wyjaśni z pracą, więc znów będę gdybać co mam dalej począć ze swoim życiem, żeby ruszyło ono do przodu...
Do przeczytania!
Doskonale Cię rozumiem, bo też z kilkoma osobami urwał mi się kontakt. Ale z drugiej strony jak sama stwierdziłaś czasami się już nie chce pisać i następuje swoiste wypalenie blogowe. Mam nadzieję, że przynajmniej choć trochę Ci ulżyło :) i żeby nie było przeczytałam całą notkę :)
OdpowiedzUsuńDoskonale wiem co to znaczy wypalenie blogowe :) dlatego nie mam pretensji do nikogo, kto odchodzi. Moje żale wylewam na tych którzy odchodzą tylko ode mnie, bo w blogowym świecie dalej się udzielają i mają się świetnie...
UsuńBardzo mnie cieszy, że chciało Ci się wszystkie te moje żale przeczytać :)))
My chyba też miałyśmy małe "niepisanie", pamiętasz? :)
UsuńJa nawet kilka razy i to po parę miesięcy :D Ale jak już wracam, to wracam do wszystkich, a nie tylko do niektórych, a resztę mam gdzieś... Chociaż właśnie problem w tym, że niektórzy już nie chcą, by do nich wracać. Jest kilka osób w blogosferze, które zmieniły nawet swoje nicki, bo widocznie u kilku osób taki numer odwaliły, i myślą, że ja nie wiem, że dawny X to teraz Y ;) Wiem, i bardzo mi smutno...
UsuńAle może nie warto się nimi przejmować? Przecież na siłę nikogo nie uszczęśliwisz :) nie chcą kontaktu - ich strata. Lepiej się skupić na tych, którzy są i którzy będą :)
UsuńRacja, ale wiesz, jak ktoś nagle postanawia z nami zerwać kontakt, a lubiliśmy tą osobę, to zadra i tak jakaś zostaje... Skoro nie chcę kontaktu to ich rzeczywiście nie przymuszę, ale i tak jest to przykre... A tym, którzy są, bardzo za to dziękuję :) chyba nawet nie wiecie, jak bardzo to doceniam :)
Usuń"Trzeba podnieść się, jakoś dalej iść bo tak miało być" :)
UsuńNo dokładnie :) Smutna prawda, ale nic się na to nie poradzi...
UsuńWiem wiem, powiedzieć łatwo ale cholera trudno zrealizować ją w życiu ;/
UsuńNiestety... Sądzę, że po tym poście jeszcze mniej osób będzie mnie czytało...
UsuńMoże dlatego, że zaczęli utożsamiać się z tym postem?
UsuńFakt, odezwało się kilka osób pod tym postem, które dłuższy czas milczały, ale nie tylko u mnie - ogólnie rzadko pojawiają się w blogowym świecie. Ale kilku czytelników (może przesadzam...) mam wrażenie postrzegło ten post nieco inaczej, niż zamierzałam. Bo on głównie kierowany jest do tych, którzy zniknęli, a nie do tych, którzy tu bywają...
UsuńAle sam wstęp o tym świadczy. Sama na początku myślałam, że dostanie się obecnym blogowiczom a nie tym, którzy zniknęli. Dopiero po przeczytaniu całości wszystko zrozumiałam :)
UsuńW zasadzie to zrobiłam Wam taki test na czytanie ze zrozumieniem :))))
UsuńHehe ;) to po komentarzach już wiesz kto co i jak przeczytał ;)
UsuńSi ;)
UsuńJa czasami nie rozumiem pretensji i żali innych blogowiczów, bo np. pisze ktoś podobny post, że mało komentarzy, a tyle osób w linkach i widać po statystykach kto wchodził, a ta osoba sama się nie udziela w ogóle lub tylko u wybrańców, którzy wszystko chwalą. To mnie się odechciewa komentować u takiej osoby. Wchodzę, czytam, wychodzę.
OdpowiedzUsuńAle też są blogi, które bardziej lubię odwiedzać, bo bardziej znam właściciela, czasami poza blogowym światem.
To na pewno jest przykre, bo ja bym nie umiała ot tak zostawić blogaska i se pójść. Niestety, najwidoczniej są osoby które potrafią to zrobić i poniekąd olać swoich czytelników, smutne to jest.
Ja na pewno Cię nie oleję, Ty też się nie waż, bo znajdę Cię gdzieś indziej!
No właśnie, nie chciałam być źle zrozumiana - ja mam naprawdę gdzieś ile mam komentarzy pod postem, nie patrzę na ilość - wolę mieć mniej, a od osób, które mają mi coś sensownego do przekazania :) Tyle tylko, że tych osób jest coraz mniej, sporo się wykrusza, odchodzą ode mnie bez słowa...
UsuńTeż rozumiem, że na blogu tak jak w świecie - jednych się lubi bardziej, innych mniej, ale skoro od miesięcy się u mnie nie udzielają, a widzę po naszych wspólnych blogowych znajomych, że są całkiem aktywni, to po prostu robi mi się przykro...
Nie zamierzam Cię olewać i dziękuję że jesteś :)
Też mi się robi przykro i tak dziwnie, bo to jest trochę nie fair, u kogoś jestem co notkę, a inną osobę olałem totalnie. Dlatego sama przestaję u takiej osoby komentować, bo zwyczajnie nie widzę sensu.
UsuńProszę :P
Może to głupie z mojej strony, ale ja nie przestaję tej osoby odwiedzać, i może rzadziej zabieram głos, ale nie przestaję się udzielać całkowicie...
UsuńKażda z nas zachowuje się inaczej w takiej sytuacji ;) I nie wiem, czy to głupie. To po prostu inna reakcja ;)
UsuńHehehe :) Daję się wyrolować - zostawiam "komcie" a nie dostaję "komci" w zamian... :))))
UsuńHahaha :D Bo ilość "komci" najważniejsza :P
UsuńHihihi oczywiście żartuję, jak widzę tych komciowych spamerów to od razu ich komentarze kasuję ;) nie bawię się w to :D
UsuńDobrze, że ja takim spamerem nie jestem :D Ale jak chcesz, to wiesz... :D
UsuńZdecydowanie... nie :D Nie idę na ilość, a na jakość komentarzy :)
UsuńMam nadzieję, że to nie o mnie? Bo staram się bywać u Ciebie jak często tylko mogę !!
OdpowiedzUsuńCo prawda nie zaglądam co 5 minut czy moi znajomi z bloga dodali nowy post, ale staram się bywać regularnie i nie dlatego, że tak wypada tylko dlatego, że po prostu muszę wiedzieć co się u Was dzieje :)
Wiem, że bywasz u mnie regularnie, to widać po komentarzach :) Wiadomo, że nie o to chodzi, żeby co 5 minut zaglądać na wszystkie blogi - sęk w tym, że niektórzy od kilku miesięcy nie mają dla mnie czasu, mimo, że na innych blogach są bardzo aktywni.
UsuńNie tyle chodziło mi o naskakiwanie na blogowiczów, co po prostu nazbierało się we mnie dużo przykrości z tego powodu i musiałam to z siebie wyrzucić :)
Witaj! Ja czytam co jakiś czas Twojego bloga, ale tak po ciuchu.
OdpowiedzUsuńJa nie odezwałam się z nowym adesem, ponieważ nie mam już bloga i odeszłam z blogowego świata.
Tylko widzisz nie pomyślałam, że niektórzy mogą się przywiązać do znajomych z bloga i może być im przykro, że człowiek urwie kontakt bez słowa.
Także ja z mojej strony przepraszam za takie zachowanie.
Boże kochany! Jak miło, że tu zajrzałaś! Tyle czasu czekałam na jakąś wiadomość, wpis, nowy adres... :)
UsuńJa się bardzo przywiązuję, a jak już z kimś "znam się" jakiś czas i zaczynam przeżywać wszystko razem z nim/nią, to czasami nawet sama z siebie zaczynam się zastanawiać co u danego blogowicza słychać, i to w moim realnym życiu, kiedy nie siedzę na blogu - znienacka potrafi mi się o kimś przypomnieć :)
Daj znać co u Ciebie :)
Ja tu bardzo często zaglądam i czytam. Ja skończyłam filologię angielską, nie pracuję i żyję z udzielania korepetycji.
UsuńNie mam już tamtego adresu e-mail i nie mam jak skasować mojego starego bloga. Blogowanie już mnie nie kręci. Gdybym kiedyś jednak wróciła do blogowego świata to na 100% dostaniesz adres.
Jeszcze raz przepraszam, nie wiedziałam, że jestem dla Ciebie kimś ważnym.
U mnie z korepetycjami dosyć ciężko, bo w mieście jest dosyć szeroki wybór prywatnych szkół językowych (w których jak na razie też mnie nie chcą...), dlatego sporo ludzi decyduje się korzystać z ich usług zamiast z prywatnych korepetytorów. Choćbym nie wiem jak chciała, to z dawania korków nie wyżyję :)
UsuńMam nadzieję, że jednak wrócisz do blogowania, bo w notce na własnym blogu zawsze lepiej się wyraża myśli, niż w komentarzach :)
To na przyszłość już pamiętaj, że jak się wsiąka w moją blogową brać, to się jest dla mnie jak druga rodzina :) Może nie znamy się wszyscy w realnym świecie, ale nieraz bywa, że tacy pozornie obcy ludzie ze świata wirtualnego znają nas lepiej niż nam się wydaje, bo poprzez czytanie naszych myśli poznają nas lepiej, niż znajomi w realnym świecie :)
Z jednej strony rozumiem i podzielam, z drugiej strony można by mi zarzucić, że postępuję tak samo, bo coraz rzadziej albo w ogóle nie wchodzę na blogi, które kiedyś odwiedzałam, bo poruszane są na nich tematy, które mnie nie interesują najzwyczajniej w świecie, albo rażą i nie czuję potrzeby by komuś o tym pisać albo odnoszę wrażenie, że trochę się pomyliłam a najczęściej po prostu odczuwam obecność komentarzy tylko na zasadzie wzajemności. Ale wchodząc i komentując, nie podpisywałam żadnego zobowiązania. Rozumiem jeśli jest to ktoś z kim miało się zażyły kontakt, z kim wymieniało się maile i było po prostu bliżej, wiadomo, że wtedy oczekiwania są większe.
OdpowiedzUsuńFakt, mnie u Ciebie na przykład ciężko się sensownie udzielać, bo nie mam dzieci i lepiej nic nie mówić, niż się błaźnić i wymądrzać skoro nie ma się pojęcia o temacie. Ale masz tak śliczną córę, że wchodzę do Ciebie choćby po to, żeby popatrzeć na jej prześliczny uśmiech :)
UsuńA co do zażyłych kontaktów, gdzie wymieniało się maile itp, to takie osoby też kiedyś były i nagle poznikały... Chociaż potrafię czuć bliską więź nawet z kimś, kto zajrzy do mnie raz na jakiś czas, a potrafi wesprzeć lub doradzić mądrze :)
Cała ja - zaczynam się zastanawiać, czy w Twoim komentarzu nie ma więcej wiadomości przekazanej niż ta, którą odczytałam.
UsuńMam nadzieję, że do czytania mojego bloga nie czujesz się zmuszona, bo lekko takie wrażenie odniosłam zarówno tu, jak i komentując u Ciebie...
O ile w życiu realnym bywa różnie, na blogu poznałam przewspaniałych ludzi, którzy odzywają się nawet po kilkumiesięcznej przerwie, czym sama jestem zaskoczona. Wyjątek stanowi pewna Pani, która jest także u Ciebie w linkach. Klasyczny przykład tego, co opisałaś, ale cóż... są ludzie i taborety.
OdpowiedzUsuńNa moje odwiedziny możesz liczyć zawsze :D
Nie bardzo wiem kogo masz na myśli, bo mnie już tyle osób opuściło tu, w blogowym świecie, że zwyczajnie nie wiem :)
UsuńBardzo mnie to cieszy, ja również staram się do Ciebie zaglądać tak często, jak mogę :) Tylko pisz te posty częściej, bo ilość komentarzy pod nimi już po kilku dniach mnie przeraża :D
Po nicku wymieniać nie będę, bo to tak, jakbym wskazywała palcem, czyli niezbyt kulturalnie. Spuśćmy na tę osobę zasłonę milczenia.
UsuńChciałabym pisać częściej, ale moja wena jest kapryśna, a przynudzać nie mam sumienia :P Stawiam na jakość, nie ilość :D
Już wiem, o kim mowa. Ale to faktycznie nie temat na forum :)
UsuńA przynudzaj, jak chcesz to Ci tematy postów powymyślam :D
Taaak... ostatnim mnie wręcz zastrzeliłaś :P
UsuńOstrzegam Cię - może być jeszcze gorzej :) A swoją drogą znów rozwalasz blogspot - moje komentarze pod Twoim ostatnim postem znikają... Za dużo tych wszystkich komentarzy tam jest!!!!
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńwiesz, ja mysle, ze czasem to moze byc tez tak, ze ludzie wlasnie narobili sobie zaleglosci i nadrabiaja je czytajac posty, ale nie zostawiajac komentarzy, bo zwyczajnie nie ma na nie czasu, jesli chce sie przeczytac wszystko co nas ominelo. Sama musze sie przyznac, ze czasami tak robie, choc po dluzszej nieobecnosci staram sie na kazdym blogu zostawic choc slowko...
OdpowiedzUsuńkfiatushku, a ile razy ja tak robiłam?...
UsuńMnie bardziej chodzi o takie osoby, które mają czas na życie blogowe i prowadzą je aktywnie, a po prostu przestali się interesować mną. Takich osób jest mnóstwo... I to nie chodzi o to, że narobili sobie zaległości i nie komentują - ja nie mam od nich znaku życia przez kilka miesięcy, mimo, że widzę, że nowe posty u nich się pojawiają regularnie (chyba, że osoba zablokuje bloga i nie uzyskam do niego dostępu), nie odpisują na maile - całkowita zlewka. To jest najbardziej przykre. Bo że ktoś nie ma czasu, jakiś czas nie zaglądał i ma zaległości - to rozumiem, nie mogę zrozumieć takiego zupełnego olania jednej osoby, podczas gdy z całą resztą blogowiczów cały czas ma się świetny kontakt...
Sie poczuwam. Ale .... nic nie mam na swe usprawiedliwienie. Może to, że ledwo starcza mi czasu na swego bloga. Ale chęć do dzielenia się muzyką jest silniejsza. Nawet od niechęci rodziny do sfery blogowej. Czasem wręcz kradnę minuty na wpadnięcie (po cichu) tutaj.
OdpowiedzUsuńJak to nic nie masz na usprawiedliwienie? :) Praca, praca, praca... Dobrze, że w ogóle od czasu do czasu bywasz w wirtualnym świecie :) Dobre nawet to "po cichu" :)
UsuńPatrząc na ilośc komentarzy pod Twoimi postami to aż wierzyć się nie chce, że tyle osób Cię opuściło. Poza tym nie przejmuj się tym, bo tak jest na blogach, że jedni przychodzą, inni odchodzą. Trochę jak w życiu. Czasem ludziom nie chce się czytac juz blogów, sami też swoje zamykają, bo im się znudziło albo czasu nie mają. Ja sie tego nauczyłam, mam tylko kilka czytelniczek, ale w każdej chwili jestem przygotowana, że przestaną przychodzić, tym bardziej, że u mnie to zupelnie inna tematyka, niż u większości, ale tak chcialam. Poza tym piszesz blog na siebie, a nie dla statystyk, czy ilości komentarzy. Nie ma co się łamać :))
OdpowiedzUsuńJestem świadoma, że tak jak w życiu, tak i na blogu ludzie pojawiają się i odchodzą. Ale to i tak jest przykre, że można powiedzieć miało się dobry kontakt z kimś i nagle, bez żadnego powodu, ta osoba przestaje mnie odwiedzać, ale u innych bywa aktywnie... Czuję się wtedy odrzucona...
UsuńKomentarzy jest ostatnio sporo, ale to dlatego, że toczą się pod postami dyskusje :) Czytelników wciąż jest mniej więcej tyle samo, tylko niektórzy, w tym i Ty :) lubią ze mną czasem pogawędzić :))
Ja tam lubię tematykę Twojego bloga :) Zawsze się uśmiecham, kiedy do Ciebie zaglądam (no, może z wyjątkiem czytania postów o śmierci któregoś członka kociorodziny...), takie miłe oderwanie od świata :)
hehe, podoba mi się, jak używasz moich słów ;), a o śmierci pradziadka musiałam wspomnieć, bo mimo że blog to bajka, to jednak kociopostaci;) w większości są prawdziwe, a że staram się pisać tak, żeby jedno wynikało z drugiego, to nagle urwanie wątku z pradziadkiem, mogłoby wprowadzić chaos, a tak wszystko jest wyjaśnione ;)))
UsuńA odnośnie tej poważniejszej części komentarza to powiem Ci z mojego doświadczenia, że nie ma co w ogóle doprowadzać się do stanu, że mi przykro, czy że czuję się odrzucona, bo ktoś tam już nie pisze, nie odzywa się, czy drogi się rozeszły. Nie wiem, jak będzie u Ciebie, ale u mnie znajomości kończyły się tak po prostu wraz z zakończeniem studiów albo zmianą pracy albo wyjazdami. Czasem jest też tak, że ludzie się zmieniają, a i my też się zmieniamy i potem dochodzi się do wniosku, że już nie nadajemy na tych samych falach. To nie jest niczyja wina, ja już dawno do tego przywykłam. Może jesteś za wrażliwa, ja też tak mam, ale trzeba się uodpornić ;)
Jeśli ktoś nie jest mi bliski, to jego urwanie kontaktu ze mną mało mnie rusza ;) Ale tu na blogu nawiązałam wiele fajnych znajomości, które mimo tego, że były tylko wirtualne, wiele mi dawały, a tu nagle... znikają.
UsuńHmmm... ja też widzę dużo komentarzy pod Twoim postem, zawsze tyle było i chyba nadal jest, może źle widzę :) Jak coś - walnij mnie w łeb.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o mnie, to ja jestem zawsze i byłam i dla mnie nie ma czegoś takiego, że nic che mi się do kogoś zajrzeć, czy czytać długiej notki. Po to mam swoją listę linków, żeby czytać, komentować, trzymać kontakt, a i nawet mam takie koleżanki co jeszcze piszemy na FB, czy GG, czy sobie coś wyślemy pocztą. Oczywiście, gdybym miała mniej czasu, ro sama bym pewnie pisała mniej... ale myślę, że tę chwilę bym znalazła by zajrzeć, napisać, nie na odczepnego, ja tak samo tego nie lubię... albo coś się konkretnie pisze, albo wcale, a ja to zawsze ma wiele do napisania :D Mi też się zdarzyło, że ktoś mnie czytał i nagle plum, nie wiedzieć czemu przestał, a widziałam że dalej pisał. Zwracałam uwagę, pytałam, bo nie lubię takich sytuacji. Kto pyta nie błądzi :) No ale jak ktoś miał mnie gdzieś, to ja kogoś też - trudno... Czasu tracić nie będę na kogoś, kto ma w d. mnie :) Dlatego jeśli chodzi o moje linki tak samo bardzo sobie cenię tych wszystkich co mam... i robię wszystko by być z nimi, dzielić, wspierać, pomagać, mam nadzieję, że nie ma do mnie żadnego ale, staram się jak mogę :) To, że zmieniłam nick, to mam nadzieję, że wiesz, żeby nie było, że już Cię nie odwiedzam :) Serduszko.
Tak, wiem, że to wciąż Ty :) I dziękuję Ci za to, że jesteś, bo jesteś ze mną cały czas i zawsze mogę liczyć na dobre słowo od Ciebie :)
UsuńJa tak samo staram się traktować wszystkich tak samo, każdy jest przecież dla mnie ważny, choć nie każdy tak traktuje mnie... Rozumiem, że nie da się każdego lubić tak samo, bo niektórzy siłą rzeczy są nam bliżsi z różnych przyczyn, ale momentami czuję się na niektórych blogach wręcz niechciana... Oczywiście nie u Ciebie :)
Właśnie dzięki takim osobom jak Ty wciąż tu jestem, bo wiem, że nie zaglądacie tu z przymusu i mogę na Was liczyć :)
Tak jest niestety, nie tylko u Ciebie. Z mojego bloga też zniknęło kilkoro czytelników i może tylko 1% z nich się pożegnało.
OdpowiedzUsuńPewnej blogowiczki nie ma już od 2 lat, była naprawdę świętną dziewczyną, miałam z nią dobry kontakt. Cały czas czuję, że coś jej się stało. Pisałam do niej meile, wiadomości prywatne i nic... cisza....
aivio
Kiedy zaczynałam przygodę z blogiem, poznałam pewną blogowiczkę, bardzo miłą kobietę, ale ona również zniknęła nagle i już przez kilka lat nie daje znaku życia... Też mam złe przeczucie co do niej, ale poza blogiem nie miałam z nią kontaktu, więc już pewnie się nie dowiem, czy coś złego jej się stało... :(
UsuńI Kochana powiem Ci, że masz racje... bo już lepiej jak ktoś nie komentuje niż jak robi to na odczepnego :)
OdpowiedzUsuńFakt :) Inna sprawa, że nie zawsze ma się coś do powiedzenia, ale to zostawia się buziaka na znak, że wciąż się jest (bo ja nawet jak tylko buziaka zostawiam, to notkę czytam :))
Usuńja napisze jedynie, że bardzo, naprawdę bardzo ciesze sie, że pomimo mojego milczenia, Ty zawsze byłaś i dalej jesteś.
OdpowiedzUsuńDziękuję.
Nie wiem co napisać, ale po powrocie "do życia" chciałam dać znać że żyję i czytam :) dzięki za obecność u mnie :)
OdpowiedzUsuńJa po zmianie bloga zostawiłam wszystkim namiary a efekty widać, ale cóż... piszę go dla siebie i dla tych co chcą wpaść :)
Pozdrawiam :)
Super, że dajesz znak, że jesteś :)
UsuńJa również piszę dla siebie, ale i tak nawiązuję tu sporo znajomości i przykro się robi, gdy ktoś tak nagle zrywa kontakt...
:)nić porozumienia jak widać można złapać równiez przez bloga :) ... no a zerwanie kontaktu boli jakby znało się tą osobę normalnie...
UsuńDokładnie tak... Pojawiając się w blogowym świecie kilka lat wstecz wcale bym nie pomyślała, że można się tak związać z osobami, których się nigdy na oczy nie widziało :)
UsuńJa również bardzo się zżyłam z wieloma osobami z tego blogowego świata, niektórzy stali się w jakimś stopniu częścią mojego życia, wiedzą o mnie znacznie więcej niż znajomi będący "na wyciągnięcie ręki". Również nad tym ubolewam, bo wiele osób odeszło bez słowa i kontakt niestety się urwał.
OdpowiedzUsuńKtoś, kto czyta naszego bloga niejako wchodzi nam w umysł, czego zrobić nie mogą znajomi realni :) Tutaj bez obaw można wyrażać swoje myśli, dlatego często więzi między blogowiczami są takie bliskie :)
UsuńCzy tak do końca bez obaw - nie jestem przekonana. Ja akurat mam pewne ograniczenie, ponieważ mojego bloga czyta pewna osoba z realnego świata, która zawsze się do niego odwołuje, a także mój Luby ma wgląd i czasami zagląda :) Poza tym anonimowość tutaj jest tak naprawdę tylko pozorna.
UsuńMojego bloga co prawda też Luby podczytuje, ale sam tego chciał :) Więc nie czuję się skrępowana, jeśli mi się naraził, to wyleję tu na niego wszystkie swoje żale czy mu się to podoba czy nie ;) A reszta realnych znajomych nie ma pojęcia o tym blogu :))
Usuńja wchodziłam regularnie, dodawałam komentarz, później twoje notki pojawiały się rzadziej, raz na ruski rok, to i moja obecność tutaj się zmniejszyła:)
OdpowiedzUsuńja jestem czytam, może nie komentuje często, ale wiem co się u ciebie dzieje:))
ANAIRDA
www.hebamme.blog.pl
No tak, bicie mi się za te przerwy tutaj należy, ale dziękuję, że zajrzałaś i zostawiłaś namiary na siebie :)
Usuń