Coraz poważniej ostatnio zaczynam rozważać małą przerwę w mojej edukacji. Broń Boże nie mam zamiaru rzucić studiów, myślę po prostu nad urlopem dziekańskim. Sytuacja jest jaka jest - wszystko układa się pięknie, z wyjątkiem mojej pracy, bo jak już uda się, że ktoś się odezwie, to okazuje się, że potencjalny pracodawca nie jest zadowolony z faktu, iż zamierzam kontynuować naukę w trybie zaocznym, jako że oczekuje od kandydata do pracy pełnej dyspozycyjności. Co jak co, ale nie mam zamiaru zarywać studiów dla pracy za marne kilka groszy (bo jeszcze gdyby oferowano mi zarobek chociaż zbliżony do średniej krajowej, to rozważyłabym jakieś matactwa w związku z moją obecnością na zajęciach na uczelni, ale mówimy teraz o tym, co mi oferują - najniższa krajowa lub niepełny etat, ale praca 6 dni w tygodniu). Nawet nie nadaję się do pracy na infolinii pewnej sieci komórkowej, bo u nich tydzień pracy trwa 6 dni i studiowanie po prostu nie wchodzi w grę. Szkoda zachodu.
Dlatego po głowie chodzi mi myśl o dostaniu się na studia II stopnia i wykorzystaniu urlopu dziekańskiego, żeby wyjechać do pracy za granicę, zarobić jakieś fajne pieniądze, wrócić, dokończyć naukę i myśleć co dalej. Taka opcja otworzyłaby mi wiele furtek życiowych, bez większego uszczerbku na edukacji. Pracy na miejscu co prawda nadal szukam, ale bardziej zależy mi teraz na
dostaniu się na studia i rekonesansie, kiedy i na jakich zasadach mogę
zacząć się ubiegać o urlop dziekański.
Wiele razy pisałam, że praca M. ma tylko jedną zaletę - że jest, bo poza tym jest okropnie frustrująca i nie daje żadnych większych korzyści finansowych poza możliwością opłacenia rachunków, dlatego On też pisałby się na wyjazd za granicę, chociaż na pół roku, bo jak twierdzi - chciałby zarobić na swoje plany życiowe :)
Tym bardziej urosły mi skrzydełka, żeby jechać nawet na trochę za granicę do pracy, bo mój Mężczyzna naprawdę na poważnie myśli o założeniu ze mną rodziny :) Nasze niby luźne rozmowy na ten temat robią się coraz bardziej poważne. Chociaż żadnych konkretnych planów nie ma, bo żeby plan był konkretny, to potrzebne są środki na jego realizację, z czym u nas na razie jest krucho, to przynajmniej rodzą się nam realne i poważne koncepcje i co do ślubu, i co do mieszkania (swojego własnego!), i co do kupienia jakiegoś lepszego, rodzinnego samochodu... Mój Kochany chyba w końcu dojrzewa do męskich życiowych decyzji :)
Pomysł wydaje się sensowny... widać, że nie jesteś w gorącej wodzie kąpana, myślisz nad sprawą. Niewiele mogę powiedzieć, bo sama o czymś takim na razie nie dumam. Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia :)
OdpowiedzUsuńZatem pozostaje mi nie dziękować :) Zobaczymy co się w tej mojej szalonej głowie wykluje dalej...
UsuńSzalonej? Osobiście rzekłabym, że bardzo rozsądnej :)
UsuńNiejeden by Ci powiedział, że mam zamiar postąpić głupio zamiast poczekać do końca studiów...
UsuńWszystko dlatego, że ludzie za bardzo patrzą na konwenanse i utarty porządek. Jeśli ktoś postępuje poza schematem, od razu jest głupi/szalony/dziwny (niepotrzebne skreślić).
UsuńAle z drugiej strony, gdyby nie te konwenanse i jakiś tam utarty porządek, świat byłby pełen dziwaków i idiotów robiących co im się żywnie podoba :)
UsuńMasz rację, ale idiotów mimo to jest w nadmiarze :P
UsuńTo aż strach pomyśleć co by było, gdyby społeczeństwo nie miało żadnych zahamowań ;) Bałabym się z domu wychodzić, a raczej nie z domu a ze schronu przeciwpancernego :D
UsuńRoztaczasz wizje gorsze od końca świata... brr :D
UsuńBo jak się debilom pozwoli na dosłownie wszystko, to to właśnie będzie koniec świata :P I to gorszy, niż nawet ten w Apokalipsie :D
UsuńDowodem słuszności Twoich słów jest sprawowanie władzy przez polski rząd ^^
UsuńNo właśnie, daleko przykładów szukać nie trzeba ;)
UsuńNaprawdę tragikomiczna sytuacja :D
UsuńJa tu nie widzę nic śmiesznego... -.-
UsuńJa w tym kraju póki co mieszkam i skazana jestem na znoszenie tego, co ci idioci wyprawiają...
Ja też nie widzę powodów do chichrania się, ale patrzenia na wszystko z ironicznym uśmieszkiem owszem. Polecam, stracisz połowę mniej nerwów.
Usuńja tracę nerwy nawet ironicznie się z tego śmiejąc.
UsuńTo nie wróży za dobrze...
UsuńA to akurat nie Ty jedna źle wróżysz ;) Pół narodu, jak nie więcej, teraz mądrzy po szkodzie...
UsuńA nie możesz po prostu za rok złożyć podanie o studia? A teraz trochę popracować, nawet wyjechać?
OdpowiedzUsuńTeoretycznie mogę, ale znam siebie nie od dziś i wiem, że nie będzie mi się chciało dalej studiować, jeśli będę musiała ubiegać się o przyjęcie na studia po roku czasu. Na Uniwerku są egzaminy wstępne i wolę na nie iść, póki mi jeszcze coś w głowie zostało po tych trzech latach studiów :)
UsuńAaa to jest argument. Po 3 miesiącach ciężko się zebrać a co dopiero po roku. Też nie chciałam robić przerwy, właśnie z tego samego powodu :)
UsuńNo właśnie, mnie też się już nie chce, a co dopiero za rok :P
UsuńAle coś trzeba robić w życiu i jakoś po prostu żyć =)
UsuńSzczerze to nie wiem czy mi się mój kierunek przyda w karierze zawodowej mimo, że na ogół umiejętność posługiwania się językiem obcym jest przydatna :) Na nauczyciela.lektora języka mnie nie chcą, a w reszcie ofert pracy jakie mi się trafiają jest wymagane doświadczenie w handlu itp ;) hehe
UsuńTo może zmień kierunek albo specjalizację?
UsuńSą dwa problemy ;) Pierwszy - że w niczym oprócz użytkowania języka angielskiego nie czuję się dobrze, a drugi - że jestem zmęczona ciągłą edukacją i chcę to skończyć jak najszybciej i jak najmniejszym nakładem energii :))
UsuńA myślałaś o jakiś kursach albo szkołach policealnych, zamiast studiów?
UsuńKiedyś mi taki pomysł wpadł do głowy, ale ostatecznie entuzjazm ze mnie uleciał... Szkoły i kursy policealne w moim mieście oferują albo pielęgniarstwo, albo florystykę, albo robienie paznokci - wyboru jak dla mnie nie ma, a jak już mam się wybierać w świat, to do pracy za dobre pieniądze, czyli za granicę ;)
Usuńa kierunek jaki? obstawiam Anglię :) A wiesz, że dużo moich koleżanek z licencjata nie robi już magisterki i poszła do policealnej na kosmetyczki bo teraz na to jest największy popyt.
UsuńJeszcze nie wiem jaki kierunek :)
UsuńJa bym chciała tą nieszczęsną magisterkę zrobić, żeby mieć później otwartą drogę do zrobienia tłumacza, bo może na starość mi się znów zachce uczyć :)
Zawsze można zostać wiecznym studentem :)
UsuńNie przemawia do mnie ta opcja kompletnie :) Mnie się marzy własna rodzina, własne życie, a nie żerowanie na garnuszku rodziców... ;)
UsuńAle zawsze można dostać stypendium :)
UsuńToż to chyba jeszcze mniej prawdopodobne niż wygranie kumulacji w totka :P
UsuńA nóż widelec się uda? :) Podobno szczęściu trzeba pomagać :)
UsuńOwszem, dlatego szukam pracy ;) Ubiegać się o stypendium w tym moim mieście? Prędzej osiwieję, niż dostanę chociaż złotówkę ;)
UsuńA na socjalne?
UsuńWg władz państwowych jestem zbyt zamożna na socjalne...
UsuńChętnie wyjadę z Tobą.. też szukam czegoś za granicą..
OdpowiedzUsuńNie wiem czy moja szalona wizja w ogóle wypali...
UsuńTo jest właśnie nasz kraj, zamiast ludzi zachęcać do podwyższania wykształcenia itd to same kłody pod nogi. A po studiach kolejne kłody bo się okazuje, że do wielu zawodów mamy za wysokie wykształcenie- o zgrozo :/
OdpowiedzUsuńZnam ten ból więc doskonale Cię rozumiem.
No już lepiej bym tego ująć nie mogła :) Najlepiej mieć kontakty i znajomości, ale to też nie gwarantuje sukcesu...
UsuńWiesz zaimponowałaś mi. Oboje chcecie założyć rodzinę, ale zdajecie sobie sprawy, że do tego potrzebne są nie tylko chęci i wielka miłość, ale też pieniądze. Połowa dziewczyn z moich studiów, albo już się zaręczyła, albo jest już po ślubie. I tylko 5 % z nich myśli tak jak Ty. Reszta uważa, że to obowiązek rodziców, żeby im pomóc na starcie i wyprawić wesele. Nie mają gdzie mieszkać, nie mają pracy, NIE SZUKAJĄ JEJ, ale ślub i biała suknia jest najważniejsza. Porażka. ;/ ;/
OdpowiedzUsuńMagda-aivio
Ale w ich szaleństwie jest metoda, bo z kolei jak ktoś ma czekać nie wiadomo ile, bo nigdy nie będzie miał na tyle dobrej sytuacji finansowej, to faktycznie lepiej zaszaleć, a dopiąć swego :)
UsuńFakt, ale wiesz one nawet nie szukają pracy. Siedzą w domu nic nie robią, marzą o białej sukni, a nie myślą o tym co będzie potem. I naprawdę bardziej się tu liczy ta biała suknia i zazdrość koleżanek, niż miłość.
UsuńMagda-aivio
Takie przypadki też znam, ostatnio średnio raz w tygodniu jakaś koleżanka ogłasza, że jest zaręczona lub że za miesiąc wychodzi za mąż, a studia w toku i u niej i u narzeczonego...
UsuńTo jest po prostu bezsensowne, że tak Ci rzucają kłody za te studia zaoczne. Zawsze mnie to wkurzalo, przeciez da się połączyć i studia i pracę. To trochę wyglada tak, jakby ci pracodawcy byli zazdrośni, zawistni, itp. Przykro mi, sama wiem, jak to było, a za granica są z kolei jeszcze inne wady. Ehh, mówię Ci, najlepiej wygrać w totka :))
OdpowiedzUsuńAle akurat ta opcja jest najmniej prawdopodobna ;)
UsuńWiem, że da się połączyć studiowanie z pracą, ale bezrobocie jest coraz większe, więc pracodawcy mogą rzucać naprawdę spore wymagania, jak np. widziałam ogłoszenie, że przyjmą do pracy osobę młodą, do 25 lat, do pracy w sklepie odzieżowym, praca na pół lub 3/8 etatu, wymagane minimum dwuletnie doświadczenie w handlu, umiejętność obsługi kasy fiskalnej i pełna dyspozycyjność, studenci niech nawet nie aplikują...
No i to jest właśnie głupie, po pierwsze skąd mieć doświadczenie do 25 roku życia, jak sie studiuje zazwyczaj do 25-26 roku życia, a po drugie cóż to trzeba mieć za doświadczenie, żeby podać towar z półki i skasować na kasie. Kiedys na studiach miałam taką pracę z kasą fiskalną i po dniu, a nawet i krócej szybko to opanowałam i mówię Ci wielkie halo robią. Przeciez człowiek to istota rozumna i jest w stanie wielu rzeczy sie nauczyć, a skoro np. Ty potrafisz napisać pracę po angielsku, to nie nauczysz się obsługi kasy fiskalnej w mig? Na pewno nie byłoby problemu, ale co poradzić....
UsuńJa też nie widzę w tym wszystkim problemu, ale co zrobić na tych głupich ludzi... Jest duże bezrobocie więc pracodawcy mają w czym wybierać i potrafią dawać takie wymagania, że szok. Wczoraj widziałam ogłoszenie, że szukają kelnerki, a jednym z wymogów nie było wcale doświadczenie tylko... ciemne, a najlepiej czarne włosy!
UsuńW tym kraju nie ma ludzi odpowiednich - są albo za mało doświadczeni i nikt ich nie chce, albo za bardzo doświadczeni i ich też nigdzie nie chcą, bo ludzie znający się na swoim fachu potrafią się cenić, a wiadomo, że pracodawcy nie są chętni do płacenia pracownikom więcej niż minimalna pensja krajowa...
Jestem w szoku, żeby mieć wymagania co do koloru włosów....niebywałe, a powinno być teraz lepiej, skoro ileś tam ludzi wyjechało...Pewnie nie tylko w Polsce tak jest, chyba kryzys przyjdzie jeszcze większy....;((
UsuńOj będzie, będzie... Jeszcze więcej ludzi wyjedzie... A ci, co zostaną, będą mieli ciężkie życie...
UsuńMyślę, że nie jest to zły pomysł, tylko musisz się konkretnie nad tym zastanowić. Nie rób nic w ciemno, tylko konkretami. Z pracą to różnie bywa.
OdpowiedzUsuńJestem coraz bardziej przekonana, że jak coś w moim życiu ma się ruszyć do przodu, to na pewno nie w tym kraju...
UsuńJa też, na razie po cichu, rozważam wyjazd. Nie wiem, czy i kiedy znajdę tutaj pracę, a do nowego roku znaleźć muszę. Wiem jednak, na pewno, że jeśli kiedykolwiek będę chciała urządzić sobie ślub i wesele, to wyjadę, bo nikt mi na to pieniędzy nie da.
OdpowiedzUsuńU mnie pewnie rodzice na głowie staną, żeby mi trochę wesele sfinansować, ale skoro jest taka opcja żeby na nie zarobić samemu, to po co ich obciążać :)
UsuńRozumiem :) Ale ja też z jeszcze jednego powodu chcę sama na wesele zarobić: nie chcę żeby ktokolwiek mi mówił, jak ma ono wyglądać, jak mam je zorganizować.
UsuńTaaak, to też jest argument :)
UsuńWiem, całkiem niezły. Kiedy widzę, jak moja mama próbuje się wcinać do organizacji wesela brata, to mnie szlag trafia. Dlatego też sama zarobię, zrobię, jak chcę, a jeśli będę chciała, to skorzystam z jej rad.
UsuńMądrze :)
UsuńSprawdź pocztę, jeśli to nie problem :)
OdpowiedzUsuńSprawdziłam, dziękuję :)
UsuńJa tam też bym wyjechała. Gdyby nie dzieci, od razu bym się spakowała i jechała nawet w ciemno. Was tu nic nie trzyma, więc nawet się nie zastanawiaj! Tam będzie Wam o niebo lepiej. Pisałam tak dwóm koleżankom i fajnie dziś mi się czyta i jak im się dobrze powodzi :)
OdpowiedzUsuńJak czytam takie komentarze jak Twój, to się zastanawiam co ja tu jeszcze robię :)))
UsuńBo taka prawda kochana :( Wiesz jak byłam za granicą, mam porównanie. Mam dużo koleżanek które wyjechały i żyją bez zmartwień. Może i teraz nie ma tam kokosów, ale jest normalne życie, bez zmartwień, bez stresów. Stać Cię na opłaty mieszkania, na życie i na to by jeszcze odłożyć. A tu?? Dno..dno... człowiek garba może się dorobić nic więcej :/
UsuńNo niestety... Może mi się uda coś wykombinować, bo wcale nie bawi mnie tkwienie w takim stanie rzeczy jak teraz...
UsuńAle macie jakąś możliwość załatwienia sobie czegoś czy chcecie jechać w ciemno (?)! Bo wiesz jak różnie teraz z pracą tam jest. A tak poza tym to z własnego doświadczenia wiem, że gdybym tylko miała choć cień szansy na pracę za granicą to nie zostałabym tutaj ani minuty dłużej dlatego korzystajcie póki możecie. Studia nie uciekną, zwłaszcza, że już licencjat masz.
OdpowiedzUsuńNie, w ciemno byśmy nie jechali. Ale jednak blokuje mnie świadomość, że jeśli zrobię przerwę w studiach, to jest ogromna szansa, że już na nie nie wrócę... Jeszcze trochę zaczekam, zobaczę, czy uda mi się znaleźć jakąkolwiek pracę chociaż na rok, to chociaż te studia zacznę...
UsuńNie rozumiem takich pracodawców, miałam osoby studiujące zaocznie i dało sie to pogodzić z pracą, ale trzeba chcieć...
OdpowiedzUsuńNajważniejsze żebyś dobrze sobie wszystko przemyślała i była pewna swoich decyzji!
Właśnie, trzeba chcieć! A że bezrobocie jest duże, to się pracodawcom w głowach przestawia i już nawet niektórzy wybierają pracowników po kolorze włosów (takie ogłoszenie już też widziałam...)... Można się załamać...
UsuńNo to oby te plany jednak się kiedyś w niedalekiej przyszłości okazały planami do realizacji :)
OdpowiedzUsuńChyba jesteśmy w podobnej sytuacji. Również od jakiegoś czasu poszukuję pracy i gdyby nie fakt, że od października będę studentką zaoczną, to już bym pracę (nawet w zawodzie!) miała. A przed przedstawicielami handlowymi, ubezpieczeniowymi oraz sklepami spożywczymi się bronię jak mogę ;)
OdpowiedzUsuńJa tak samo :) Mało, że pieniądze z tego żadne, to ile człowiek nerwów i czasu tam straci, to porażka... Co do pracy w sklepie to owszem, ale w odzieżowym albo obuwniczym, gdzie nie będą mi pijaki po alkohol przychodzić (chociaż pewnie to się w Polsce zdarza :D). To jest paranoja - ludzi z wykształceniem to się chce, ale nikt zdobycia tego wykształcenia nie ułatwia! Albo nauka albo praca - i bądź tu człowieku mądry...
UsuńJa do sklepów odzieżowych też składałam, ale często właśnie studia przeszkadzają. I tego nie pojmuję - nam, studentom robi się takie schody, że jakiś koszmar. W spożywczaku pracowałam przez wakacje rok temu - ale powiedziałam, że nigdy więcej. Już chyba bym market wolała. No ale nic to - damy radę jakoś :)
UsuńNo jakoś trzeba...
UsuńSama rozważałam taką kwestię czy po licencjacie na wypadek braku pracy nie wyjechać na rok za granicę. I myślę, że jeśli tylko masz pewność, że po tej przerwie wrócić na studia, żeby je skończyć i praca i pieniądze nie odbiorą Ci tych chęci, to śmiało :)
OdpowiedzUsuńByłoby mi miło, gdybyś zajrzała do mnie :)
Zapraszam:
anelise.blog4u.pl
Właśnie pewności nie mam, ale chyba jeśli nie zaryzykuję, to utknę tu na dobre bez perspektyw...
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNiestety nauka w naszym kraju nie idzie w parze z pracą ja ze względu na to,że zaczynam studia dzienne będę sobie mogła pozwolić jedynie na weekendowe dorabianie. A wyjazd to świetny pomysł za granicą (oczywiście zależy od państwa)chociaż wiesz za co pracujesz bo pensja jest nieporównywalna do tej w PL
OdpowiedzUsuńhttp://blue-eye55.blogspot.com/;)
Oj tak, finansowo za granicą, szczególnie na zachodzie jest lepiej, dlatego tak kusi zostawić tu wszystko, chociaż na rok, i jechać w świat...
Usuń