Widzę większości się poprzednia notka spodobała... Dziękuję za wszystkie życzenia, ale już się nie przydadzą. Właściwie to prawie wszystko już było nieaktualne jak składaliście NAM te życzenia, ale nie byłam w stanie pisać, za co przepraszam, że nie uprzedziłam o przedawnieniu notki...
ON też miał tamten wpis przeczytać. Być może przeczytał, ale już i tak to nie miało znaczenia. Już od dłuższego czasu było źle, ale mimo to poprzednia notka powstawała. Nie kłamałam pisząc to wszystko, niczego nie udawałam. Pisałam ją bardzo długo, uzupełniając co rusz o nowe szczegóły, które nadarzały się na dniach, dużą wagę przykładałam do tego, żeby niczego nie przeoczyć, bo tak trudno było równoważyć przykrość i smutek tymi małymi, dobrymi epizodami. Starałam się zachować w pamięci te dobre chwile, a pozbywać się złych, mimo, że te drugie nacierały z taką częstotliwością, że było ciężko w ogóle pamiętać, że kiedyś było dobrze... Jeszcze do niedawna żyły we mnie te uczucia, a pamięcią mogłam sięgnąć do tego czasu, kiedy było nam ze sobą dobrze...
Pomimo pięknych słów i tak było źle. Bardzo źle. Ale jednak, chyba nawet wbrew sobie, staraliśmy się wszystko naprawiać. Niestety, obydwoje mocni jesteśmy tylko w gębie. Wiele pięknych słów i deklaracji się przez ten czas przewinęło, ale czym są słowa niepoparte czynami? Niczym, dlatego taki właśnie mamy finał. Ty nie uszanowałeś mnie i moich uczuć, ja nie uszanowałam Ciebie.
Nie twierdzę, że przez te całe trzy lata marnowaliśmy czas, bo przecież kiedyś było dobrze... Tyle złych momentów i zakrętów życiowych pokonanych wspólnie... Jedno serce wciąż biło, tylko dlatego, że drugie było obok. Ale Ty nie jesteś człowiekiem, którego takie rzeczy ruszają... Kiedyś byłeś, teraz jesteś oschły, a wszelkie miłe momenty nie budzą w Tobie nawet krzty sentymentu...
Przez ostatni rok wszystko zaczęło się pierdolić. Aż się w końcu spierdoliło. Akurat w dzień NASZEJ trzeciej rocznicy... Taki porno piątek - wszystko się jebie...
Jak zwykle wina leży pośrodku, ale też z księżyca się to wszystko nie wzięło. Tyle, że ja mam już dość naprawiania tego. Same dobre chęci nie wystarczają, a Ty akurat oprócz tych chęci nie oferujesz niczego więcej. "Rozmawiajmy" - pięknie to ująłeś, szkoda, że jesteś pierwszy na liście, który się do swojego własnego pomysłu nie ustosunkowuje...
Ale i tak dopiero teraz przejrzałam na oczy z jedną rzeczą - Ciebie to wali co ja mam do powiedzenia, co mi nie pasuje, co chciałabym zmienić. Ty masz nerwa i co za tym idzie - masz wyjebane na cały świat. Jak ktokolwiek śmiał Ci zwrócić uwagę? Ta podła grzesznica, Twoja eks-dziewczyna - JA. I to nie tylko teraz tak jest, tak jest zawsze. Mam dość już tego, że najpierw powiesz i zrobisz coś, bo Ty jesteś zły i masz mnie w dupie, a potem wielkie przepraszanie, bo przecież wcale nie miałeś na myśli tego, co mówiłeś. Ha ha ha...
Wróć jak dorośniesz....
ON, jeśli w ogóle to przeczyta, to pewnie pomyśli, że robię z siebie ofiarę, ale mam Cię kochanie w dupie. Tutaj jest miejsce na wylewanie moich smutków, tutaj są ludzie, których moja marna egzystencja obchodzi... I tak tutaj wszystkiego nie opisywałam, bo jednak mimowolnie kumulowałam to w sobie, ale wiadomo, że jeśli się coś kumuluje, to to potem wybucha i to z potężną siłą... Taka oczywista oczywistość, o której jak widać zapomniałam.
Nikomu z Was nie życzę się tak czuć... Serce mi już pęka, bo było oddane komuś, kto potraktował je jak zabawkę. W głowie mi się nie mieściło, jakie zakończenie będzie miał ten NASZ niby-najważniejszy dzień, ile ja tak naprawdę dla mojego całego świata znaczyłam... Oczy mi puchną od płaczu, jak widzę to wszystko, co napisałam pod datą 3 grudnia... Ogarnia mnie pustka, bo zawiódł mnie ktoś, komu najbardziej na tym świecie ufałam, i to zawiódł w taki sposób, że mi to w pięty weszło...
Mam już wszystkiego dość. Tak jak już wspomniałam - wszystko się pierdoli, więc już nie ogarniam... Jedyne co bym chciała, to zresetować się, potem się ocknąć i żyć w przekonaniu, że ostatnie kilka miesięcy to był po prostu zły sen...
Nikt nie zasługuje na twoje łzy, a ten kto na nie zasługuje na pewno nie doprowadzi cię do płaczu.
komentowanie zostało wyłączone celowo - ale jak widać, jak ktoś się chciał skontaktować to się mimo wszystko skontaktował ;)).