Trochę milczałam, ale chwilowo prowadzę dosyć intensywny i zabiegany tryb życia i po prostu się nie złożyło na przebywanie w wirtualnym świecie. A przez te wszystkie zamieszania i małą ilość wolnego czasu uciekła mi wena :) I choć miałabym na pewno o czym pisać, to zwyczajnie brak mi pomysłu na ubranie tego chociaż w sensowne (już nie mówiąc o tym, że w miłe do czytania) zdania... Ale postaram się w skrócie przedstawić co ważniejsze informacje.
Pierwsza fajna sprawa - jest wypłata :) I moja i eMowa, więc może niekoniecznie hulaj dusza - piekła nie ma, ale nareszcie zaświeciło nad nami światełko :) Nawet nie wiecie ile radości sprawia kupienie sobie jogurtów straciatella bez kalkulowania, że za ich cenę miałabym np. chleb i pasztet... Ach, nie wracajmy do tego. Skupiam się na tym, co jest teraz :)
Jeśli już mowa o pozytywach, to już chyba kiedyś wspominałam, że mój laptop istniał, ale już prawie w dwóch częściach, a nie ma lekko - trzeba będzie zacząć pisać pracę magisterską. M. załatwiał w środę jakieś interesy, fuchy - nie ważne, ważne jest to, że podbiegł nagle do mnie czekającej na niego w samochodzie z nowiutkim ultrabookiem w ręce. Matko, piękny i nieźle wyposażony - tylko przecież nie mam aż tyle gotówki wolnej do wydania (bo niestety jedyną opcją była gotówka i to najlepiej na już). Nic to, zabrał go, po chwili wrócił i ruszyliśmy dalej w trasę za sprawami do załatwienia. Na naszej trasie był również mój dom rodzinny, więc w niedługim czasie siedziałam u siebie w domu, gawędząc sobie z mamą. Temat zszedł na studia, i mimowolnie na mojego biednego laptopa, i nie wiem co mnie podkusiło, ale powiedziałam, że M. znalazł mi idealne zastępstwo dla niego, tylko nie mam aż tyle kasy na zaraz, żeby go kupić. Nie wierzyłam w to, co usłyszałam - mama powiedziała, że pożyczy mi pieniądze na laptopa, a ja sobie na spokojnie będę co miesiąc oddawać! W ciągu dwóch godzin miałam rozeznanie rynkowe czy aby na pewno warto kupować tego notebooka za tą cenę (okazało się, że to grosze, bo laptop jest wart minimum 3, a w większości sklepów nawet do 5 tysięcy) i czy ma dobre podzespoły. Okazało się, że "za" kupnem przemawia o wiele więcej rzeczy, niż "przeciw", a na drugi dzień, w czwartek, laptop był już u mnie :) Tego posta piszę już na moim nowiutkim ultrabooku :))))
Powiem Wam, że mój zakup laptopa bardzo ruszył moją siostrę i jej "narzeczonego". My się z siostrą naprawdę lubimy i kochamy, ale między nami istnieje pewnego rodzaju rywalizacja. Nawet nie podeszła, żeby zobaczyć mój nowy nabytek. M. postanowił im dopiec (widzi przecież co się dzieje i jak ja wszystko przeżywam) i sam poszedł im pokazywać mojego nowiutkiego laptopa. Ponoć miny mieli nietęgie... Zawsze to moja siostra chwaliła mi się coraz to nowszymi ciuszkami, biżuterią od narzeczonego i co tylko, a ten jej gach dopiekał nam poruszając tematy ślubu, a tu zonk - teraz STAĆ MNIE na taki zajebisty sprzęt... Z jednej strony się cieszę, że pokazałam im, że mam pieniądze, i że ich dotychczasowe zagrywki przestają na mnie robić wrażenie, ale z drugiej strony - tak, wracam na stare tory - wolałabym im dopiec pierścionkiem zaręczynowym...
Dobra, chciałam w ogóle nie wchodzić na temat mojej siostry, ale nie wyszło ;)
Pamiętacie posty, gdzie pisałam o tym, jak drę koty z moją mamą? Ostatnio, od nie pamiętam kiedy, mama sama podeszła do mnie, domyślam się, że z racji bycia blisko, moja siostra i ten jej K. wszystko słyszeli, i powiedziała mi, że jest ze mnie DUMNA, że potrafię sobie poradzić w życiu i cieszy się, że ma taką mądrą i samodzielną córkę. Normalnie szok, ale cieszę się, że ktoś docenia te moje wszystkie postępy, które małymi kroczkami robię. I to jeszcze kto - moja mama :D
W poprzedniej notce pisałam o wypadzie na grzyby, ale jednak nic nam z tego nie wyszło. Za to pojechaliśmy tydzień później :) Grzybów co prawda nie było zbyt wiele, bo jednak było dosyć sucho (a ja jestem wyjątkowo ślepa), ale przynajmniej pochodziłam sobie po lesie, ciesząc się spokojem i rześkością poranka :) Podzielę się z Wami widokami, jakimi cieszyłam oko :))
Zdjęcia robiłam telefonem, więc jakością nie grzeszą, ale mam nadzieję, że mimo to chociaż trochę oddają magię poranka w lesie ;)
Chciałam zrobić krótki update z ostatnich dni, a wyszedł mi mały felieton :D chyba wena wraca :)