Wróciłam do domu. W średnim nastroju, ale to mało istotne. Drzwi otworzył mi Ukochany. Po całym dniu mogłam się w niego wtulić i zostawić cały dzień za sobą. Mega przyjemnie. Potem Kochany poskromił ogarniające mnie lenistwo, "zmusił" mnie do małego ogarnięcia mieszkania, sam w tym czasie zrobił pyszny obiadek. Jak miło usiąść sobie z lampką domowego winka, w piżamce, przy filmie ze swoim facetem :))
To całkiem drobna uciecha dnia codziennego, a sprawia tyle radości...
Mogłoby tak być częściej.
Ahhh znam takie chwile.. Piękne :)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Ci. Moja połowa zapomniała dawno temu, co to jest romantyzm, a na dodatek chyba nigdy nie okazywał czułości.
OdpowiedzUsuńbedzie tak, zobaczysz :)
OdpowiedzUsuńDla Ciebie "odrobina codzienności" dla mnie największe święto... bo tego nie przeżyłam :)
OdpowiedzUsuńfajnie tylko pozazdroscic... chwilo trwaj!
OdpowiedzUsuńCieszę się na ten wpis :) Naprawdę..
OdpowiedzUsuńI doskonale wiem, o czym piszesz :)
Codzienność wypielęgnowana....tylko od Was samych zależy jak często. Więc...
OdpowiedzUsuńFajnie, jak potrafimy docenić i cieszyć się, i sprawiać sobie drobne przyjemności!
Takie "drobne" uciechy .... nie są wcale drobne.
OdpowiedzUsuńProste przyjemności są najlepsze! :)
OdpowiedzUsuńJak to się mówi, mała rzecz a cieszy...
OdpowiedzUsuńMile takie chwile :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do siebie :)