Wróciłam. Głupie studia. Gdyby nie one, to bym nie wracała :) Nie żartuję...
Już od jakiegoś czasu istnieje w mojej głowie plan, żeby wyjechać z Polski. W zasadzie nie ma się temu co dziwić - nie mam tu perspektyw na życie. Po skończeniu studiów praca za najniższą krajową, o ile w ogóle takowa się znajdzie... A koszty życia nieproporcjonalnie wyższe niż dostępne środki finansowe... Dołowała mnie ta świadomość, ale dopiero teraz, kiedy wiem jak jest tam, naprawdę nie wiem po co jeszcze jestem tu. Niestety, jeszcze przynajmniej dwa lata będę się gnieść w tym kraju, starając się jakoś sobie poradzić. Jakiś cień nadziei jest, że sobie tu ułożę życie na akceptowalnym poziomie, ale cóż mi po tym, jak zaznałam przez chwilę innego życia.
Niektórzy mogą uważać, że patriotyzmu we mnie nie ma za grosz, że odwracam się od mojej Ojczyzny widząc luksusy i wdzięki obczyzny - niestety poniekąd mają rację. Kiedyś było inaczej. Kiedyś marzyłam sobie, że do czegoś w życiu dojdę, będę miała rodzinę i nie będę narzekać na brak pieniędzy (nie mówię teraz o Bóg wie jakich luksusach - po prostu żeby nie odliczać do pierwszego, odmawiając sobie i bliskim wszystkich przyjemności), i te marzenia dotyczyły tego miejsca, z którego pochodzę. A potem dorosłam, zobaczyłam jaki bój stacza młody człowiek próbując się jakoś ustawić, jak ciężko trzeba pracować, żeby zapewnić byt swojej rodzinie, i moje marzenia zmieniły lokalizację - nadal marzę o tym samym, tyle tylko, że gdzieś tam, za granicą. Początkowo uważałam, że lokalizacja ta byłaby jako stadium przejściowe (zarobić tam i żyć tu), ale... Po co? Po co w zasadzie mam tu wracać?
Byłam i widziałam. Inne życie, innych ludzi. Życie na poziomie, ludzi miłych i kulturalnych, uśmiechniętych i zadowolonych. Obcy na ulicy uśmiechają się i witają mijając Cię, mimo, że widzą Cię pierwszy i pewnie ostatni raz w życiu. Świat krąży wokół pieniędzy, nie da się temu zaprzeczyć. Tam, gdzie pieniędzy nie ma, jest bieda - choćby nie wiem jak wspaniali ludzie byli, to są smutni, zmęczeni, zdołowani, bo każdego dnia ciężko pracują na to, żeby przeżyć. Polacy patrzą na siebie często z zawiścią... I choć pieniądze potrafią zmienić człowieka, to jednak jeśli nie brak środków do życia, jest się o wiele szczęśliwszym - i to właśnie odczułam będąc tam. Nikt na nikogo nie patrzy wilkiem dlatego, że ten paraduje po ulicy dobrze ubrany, korzysta z dobrego telefonu lub jeździ dobrym samochodem.
"Polacy tym się różnią od ludzi z Zachodu, że jeśli sąsiad Polaka ma trzy krowy, a Polak tylko dwie, to Polak życzy sąsiadowi, żeby ta jedna krowa mu zdechła, żeby sąsiad nie miał lepiej od niego, a człowiek niezawistny, widząc, że sąsiad ma trzy krowy, a on tylko dwie, zrobi co może, żeby też mieć trzy lub nawet cztery krowy, życząc swojemu sąsiadowi jak najlepiej." Nie pamiętam od kogo to kiedyś usłyszałam, ale dopiero poznając mentalność tamtych ludzi widzę, ile prawdy jest w powyższym stwierdzeniu. Przykre to jest, ale prawdziwe...
Jakoś ciężko mi teraz, kiedy widzę moje miasto. Wydawało mi się, że powoli, bo powoli, ale się rozwija, a teraz widzę, jak daleka droga jest jeszcze do tego, żebym mogła bez problemu zacząć tutaj żyć, bez zmartwień o pracę, o pieniądze... Nawet sam wygląd tego miasta tak rażąco odbiega od ideału... Teraz dopiero mam oczy otwarte. Teraz dopiero otwieram się na opcję stałego wyjazdu za granicę. Może za te dwa lata już bez resztek żalu stąd wyjadę, by wracać tylko na Święta czy czyjeś urodziny...
Czas pokaże.
Kończąc moje wywody, chciałabym prosić Was o zostawianie pod tą notką adresów Waszych blogów, bo dopiero teraz zauważyłam, że skasowały mi się wszystkie linki, kiedy zmieniłam szablon... Zatem wracam do normalnego wyglądu, a Was proszę o zostawianie namiarów na siebie, bo wszystkich adresów nie jestem w stanie sobie przypomnieć :(
sobota, 5 stycznia 2013
sobota, 15 grudnia 2012
Świątecznie i Noworocznie

Szkoła, praca, zakupy, pakowanie i w drogę!
To będzie ostatni wpis w tym roku ;)
Już prawdopodobnie nie znajdę czasu, choć bardzo bym tego chciała, żeby złożyć Wam życzenia Świąteczne i Noworoczne, gdyż wyjeżdżam. Daleko, daleko stąd, do wielkiego świata na Zachodzie... Zatem pozwolę sobie pożyczyć Wam wszystkiego dobrego lekko przedwcześnie ;)
Jeśli ktoś ma ochotę, to może sobie odczytać pierwszą część w Wigilię, a drugą w Sylwestra :)))
Chciałabym Wam wszystkim i każdemu z osobna życzyć, żeby Wasze Święta były wymarzone, pełne miłości i rodzinnej atmosfery. Żeby czas w tym wyjątkowym i magicznym momencie chociaż na chwilę się zatrzymał... Mam nadzieję, że byliście grzeczni i Mikołaj przyniesie Wam pod choinkę same wspaniałości :) A jeśli z tym byciem grzecznym było kiepsko, to chociaż niech nie przynosi ruzgi :D
***
A co do Nowego Roku - życzę Wam szampańskiej zabawy! Poza tym, żeby Nowy Rok był lepszy i pomyślniejszy od mijającego, żeby niczego Wam nie brakowało i żeby wszystkie, nawet te najskrytsze marzenia spełniały się "same" ;)
A sobie na czas Świąteczno-Noworoczny życzę szerokiej drogi :))))
Do przeczytania za rok! :)
poniedziałek, 3 grudnia 2012
5
To było cudowne pięć lat :)
Choć nie raz były łzy, było źle, padało wiele słów, które nigdy padać nie powinny, raniliśmy się oboje, to jednak wszystkie te trudności i przeciwności zawsze udawało nam się pokonać i to jest najpiękniejsze. To jest siła, której niejeden może pozazdrościć - wszystko traci na znaczeniu w obliczu tej miłości, którą siebie nawzajem darzymy.
Dziękuję Ci Kochanie za te 1827 dni kroczenia po tym świecie razem :)
Życzę nam, żeby nasze uczucie dojrzewało i pogłębiało się coraz bardziej z każdym kolejnym dniem ;*
Życzę nam cierpliwości do siebie nawzajem i wytrwałości, bo żadne z nas nie jest idealne i nawet po tych pięciu latach są rzeczy, które powinniśmy zmienić, aby było jeszcze lepiej, niż jest ;*
Chciałabym za kolejne pięć lat, 3 grudnia 2017 roku, napisać, że jestem szczęśliwą żoną i mamą :)
Choć nie raz były łzy, było źle, padało wiele słów, które nigdy padać nie powinny, raniliśmy się oboje, to jednak wszystkie te trudności i przeciwności zawsze udawało nam się pokonać i to jest najpiękniejsze. To jest siła, której niejeden może pozazdrościć - wszystko traci na znaczeniu w obliczu tej miłości, którą siebie nawzajem darzymy.
Dziękuję Ci Kochanie za te 1827 dni kroczenia po tym świecie razem :)
Życzę nam, żeby nasze uczucie dojrzewało i pogłębiało się coraz bardziej z każdym kolejnym dniem ;*
Życzę nam cierpliwości do siebie nawzajem i wytrwałości, bo żadne z nas nie jest idealne i nawet po tych pięciu latach są rzeczy, które powinniśmy zmienić, aby było jeszcze lepiej, niż jest ;*
Chciałabym za kolejne pięć lat, 3 grudnia 2017 roku, napisać, że jestem szczęśliwą żoną i mamą :)
[...] miłość trzeba budować, odkryć ją to za mało.
Paulo Coelho
sobota, 3 listopada 2012
Telegram
Znalazłam nareszcie chwilę, żeby coś napisać, ale powiem szczerze - nie ma o czym. Dni są podobne do siebie, różnią się czasem jakimiś drobnymi radościami lub smutkami, ale to taka zwyczajna codzienność, nic szczególnego. Nie mam też czasu ani ochoty na jakieś przemyślenia życiowe, więc żadnych mądrości wygłaszać nie będę.
Więc postanowiłam, że odezwę się tylko po to, żeby poinformować Was, że jestem, żyję i mam się całkiem dobrze, choć jesienna aura nie raz daje mi w kość...Praca coraz mniej mi się podoba, rozpoczęłam studia i odliczam czas do Świąt. To tak w telegraficznym skrócie - mimo, że krótko, to na temat i wszystko, co chciałam przekazać, przekazałam ;)
Do przeczytania!
Więc postanowiłam, że odezwę się tylko po to, żeby poinformować Was, że jestem, żyję i mam się całkiem dobrze, choć jesienna aura nie raz daje mi w kość...Praca coraz mniej mi się podoba, rozpoczęłam studia i odliczam czas do Świąt. To tak w telegraficznym skrócie - mimo, że krótko, to na temat i wszystko, co chciałam przekazać, przekazałam ;)
Do przeczytania!
poniedziałek, 15 października 2012
Jesień
Nic nie dzieje się bez przyczyny - tego się zawsze trzymałam i tym razem również owo stwierdzenie okazało się być słusznym. Cokolwiek się wydarzyło, widocznie było potrzebne, żeby uświadomić nam pewne sprawy i choć zabolało cholernie, to dało szansę na lepsze jutro. Ostatnie wydarzenia otworzyły oczy na kilka spraw, uświadomiły priorytety oraz ich hierarchię w życiu, nauczyły kompromisu i akceptacji, a przede wszystkim pokazały czy i jak ważny potrafi być jeden człowiek dla drugiego.
Więcej się nad tym nie rozdrabniajmy.
A z innej beczki - nie mam na nic czasu. Pewnie niektórzy pomyślą sobie, że tyle rzeczy mogę zrobić przed pracą, część po pracy i mają rację - teoretycznie mogę, ale, czy tego chcę czy nie, idzie jesień, dzień się skraca, zimno, szaro, buro i pada... Niestety, jesień lubię tylko na zdjęciach i obrazkach, w rzeczywistości złote liście na drzewach potrafią mnie przyprawić o wyjątkowo podły nastrój... Moja głowa daje mi nieźle popalić przez te "uroki jesieni". W ogóle mam taką zniżkę formy, że masakra. Co mnie nie pociesza - będzie gorzej... Dojdą jeszcze do tego wszystkiego studia za jakiś czas, na dodatek jesień urośnie w potęgę, a zaraz za nią przyjdzie zima (nienawidzę zimy - wspominałam o tym kiedyś?), więc nie wiem jakim cudem dotrwam do wiosny... Przydałby mi się taki pilocik :)
Wybaczcie, że Was zbyt często nie odwiedzam, ale naprawdę nie mam czasu na blogosferę... Nie zanosi się na to, że w najbliższym czasie to wszystko ogarnę, ale będę się przynajmniej starać :)
Do przeczytania! :)
Więcej się nad tym nie rozdrabniajmy.
A z innej beczki - nie mam na nic czasu. Pewnie niektórzy pomyślą sobie, że tyle rzeczy mogę zrobić przed pracą, część po pracy i mają rację - teoretycznie mogę, ale, czy tego chcę czy nie, idzie jesień, dzień się skraca, zimno, szaro, buro i pada... Niestety, jesień lubię tylko na zdjęciach i obrazkach, w rzeczywistości złote liście na drzewach potrafią mnie przyprawić o wyjątkowo podły nastrój... Moja głowa daje mi nieźle popalić przez te "uroki jesieni". W ogóle mam taką zniżkę formy, że masakra. Co mnie nie pociesza - będzie gorzej... Dojdą jeszcze do tego wszystkiego studia za jakiś czas, na dodatek jesień urośnie w potęgę, a zaraz za nią przyjdzie zima (nienawidzę zimy - wspominałam o tym kiedyś?), więc nie wiem jakim cudem dotrwam do wiosny... Przydałby mi się taki pilocik :)
Wybaczcie, że Was zbyt często nie odwiedzam, ale naprawdę nie mam czasu na blogosferę... Nie zanosi się na to, że w najbliższym czasie to wszystko ogarnę, ale będę się przynajmniej starać :)
Do przeczytania! :)
wtorek, 2 października 2012
***
Za dużo słów padło.
Nieważne czy były przemyślane, czy po prostu były wynikiem gwałtownych emocji.
Ważne, że ujrzały światło dzienne.
Że uderzyły z ogromną siłą, raniąc niesamowicie.
Nie wiedziałam, że można się tak zachować.
I to wobec kogoś, kogo się kocha.
Za dużo się stało,
choć to się nie powinno było wydarzyć.
Nie, takich rzeczy się nie robi komuś,
za kogo jeszcze kilka minut wcześniej chciało się skoczyć w ogień.
I co dalej?
Może powinno się przejść nad tym do porządku dziennego,
niestety - nowego porządku,
bo już nie jest nic takie jak było.
A może powinno się właśnie poddać zadumie,
przemyśleć wiele spraw,
i idąc śladem poprzednich pokoleń - "naprawiać, a nie wymieniać na nowe, inne, lepsze".
Ciężko jest naprawić coś, co tak się rozsypało.
Ciężko się w tym wszystkim odnaleźć.
Może nie jest to jeszcze jak składanie bułki z bułki tartej,
ale jak składanie rozbitego lustra owszem.
Bardzo trudne zadanie.
Choć podobno nie ma rzeczy niemożliwych.
Trzeba odkryć w tym wszystkim jakiś sens...
Sens tego, co było, tego co jest, i tego, co będzie.
Bo nic nie dzieje się bez powodu.
Może zmiany są potrzebne.
Pytanie tylko, czy muszą zajść we wszystkim, bez wyjątku,
czy tylko w tym, co było lub jest nie tak?
Tysiące myśli kłębi się w głowie,
bajkowy scenariusz prysł jak bańka mydlana...
Teraz jesteśmy dwie -
jedna z nas bezwzględnie uciekłaby stąd jak najdalej
i nie pakowała się po raz kolejny w taki układ jak do tej pory,
a druga... czystą i naiwną miłością załatałaby wszystkie skazy, rany i dziury,
nie zważała na nic, idąc za swoim sercem.
Najlepiej, żeby obie Eweliny spotkały się gdzieś pośrodku.
Tak właśnie byłoby najlepiej.
Ale to wcale nie jest proste...
I tyle pytań bez odpowiedzi...
Dlaczego?
Co się stało?
Po co?
Jak tak można?
Co dalej?...
Ta notka ma sens tylko dla jednej osoby, więc zrozumiem, jak pozostawicie ten cały nieskładny bełkot bez komentarza.
Nieważne czy były przemyślane, czy po prostu były wynikiem gwałtownych emocji.
Ważne, że ujrzały światło dzienne.
Że uderzyły z ogromną siłą, raniąc niesamowicie.
Nie wiedziałam, że można się tak zachować.
I to wobec kogoś, kogo się kocha.
Za dużo się stało,
choć to się nie powinno było wydarzyć.
Nie, takich rzeczy się nie robi komuś,
za kogo jeszcze kilka minut wcześniej chciało się skoczyć w ogień.
I co dalej?
Może powinno się przejść nad tym do porządku dziennego,
niestety - nowego porządku,
bo już nie jest nic takie jak było.
A może powinno się właśnie poddać zadumie,
przemyśleć wiele spraw,
i idąc śladem poprzednich pokoleń - "naprawiać, a nie wymieniać na nowe, inne, lepsze".
Ciężko jest naprawić coś, co tak się rozsypało.
Ciężko się w tym wszystkim odnaleźć.
Może nie jest to jeszcze jak składanie bułki z bułki tartej,
ale jak składanie rozbitego lustra owszem.
Bardzo trudne zadanie.
Choć podobno nie ma rzeczy niemożliwych.
Trzeba odkryć w tym wszystkim jakiś sens...
Sens tego, co było, tego co jest, i tego, co będzie.
Bo nic nie dzieje się bez powodu.
Może zmiany są potrzebne.
Pytanie tylko, czy muszą zajść we wszystkim, bez wyjątku,
czy tylko w tym, co było lub jest nie tak?
Tysiące myśli kłębi się w głowie,
bajkowy scenariusz prysł jak bańka mydlana...
Teraz jesteśmy dwie -
jedna z nas bezwzględnie uciekłaby stąd jak najdalej
i nie pakowała się po raz kolejny w taki układ jak do tej pory,
a druga... czystą i naiwną miłością załatałaby wszystkie skazy, rany i dziury,
nie zważała na nic, idąc za swoim sercem.
Najlepiej, żeby obie Eweliny spotkały się gdzieś pośrodku.
Tak właśnie byłoby najlepiej.
Ale to wcale nie jest proste...
I tyle pytań bez odpowiedzi...
Dlaczego?
Co się stało?
Po co?
Jak tak można?
Co dalej?...
Ta notka ma sens tylko dla jednej osoby, więc zrozumiem, jak pozostawicie ten cały nieskładny bełkot bez komentarza.
poniedziałek, 1 października 2012
Dlaczego mnie tu mało?
Nie da się nie zauważyć - mało mnie tu ostatnio... Ale chyba czas się do tego przyzwyczajać, bo nareszcie pracuję i w planach rysuje mi się również studiowanie, a że czas z gumy nie jest, to na niektóre rzeczy będzie mi go brakować. Postaram się tu zaglądać na tyle często, na ile czas mi pozwoli, ale proszę się rewelacji nie spodziewać ;)
Pracę podjęłam ostatecznie w owej znanej szkole językowej, ponieważ tam mam rękę na pulsie i gdyby zwolniło się jakieś stanowisko lektora, to od razu się na nie rzucę :) Ogólnie robota nie jest zła, ale godziny pracy mam takie... do dupy :P Nie ważne, czy idę na wcześniejszą czy na późniejszą godzinę - i tak cały dzień zmarnowany, a wracam już na tyle zmęczona, że niekiedy nawet odpuszczam jedzenie, byleby znaleźć się jak najszybciej w łóżeczku... Kto by pomyślał, że nawet taka z pozoru lekka praca tak może człowieka wymęczyć ;)
Studia póki co na etapie rekrutacji, ale w ciągu najbliższego tygodnia powinno się już wyklarować wszystko, łącznie z rozmową kwalifikacyjną. Oby się udało... I oby było lekko, łatwo i przyjemnie, bo kompletnie brakuje mi już motywacji do edukowania się... Po prostu jestem tym zmęczona i tylko zdrowy rozsądek popycha mnie do studiowania, bo chęci nie mam za grosz.
To na razie tyle :) Trzymajcie się ciepło...
P.S. Do zabaw blogowych, do których zostałam wciągnięta, postaram się kiedyś w napływie wolnego czasu nawiązać, choć pewnie porządnie się przeterminują i ostatecznie guzik mi z tego wyjdzie...
Pracę podjęłam ostatecznie w owej znanej szkole językowej, ponieważ tam mam rękę na pulsie i gdyby zwolniło się jakieś stanowisko lektora, to od razu się na nie rzucę :) Ogólnie robota nie jest zła, ale godziny pracy mam takie... do dupy :P Nie ważne, czy idę na wcześniejszą czy na późniejszą godzinę - i tak cały dzień zmarnowany, a wracam już na tyle zmęczona, że niekiedy nawet odpuszczam jedzenie, byleby znaleźć się jak najszybciej w łóżeczku... Kto by pomyślał, że nawet taka z pozoru lekka praca tak może człowieka wymęczyć ;)
Studia póki co na etapie rekrutacji, ale w ciągu najbliższego tygodnia powinno się już wyklarować wszystko, łącznie z rozmową kwalifikacyjną. Oby się udało... I oby było lekko, łatwo i przyjemnie, bo kompletnie brakuje mi już motywacji do edukowania się... Po prostu jestem tym zmęczona i tylko zdrowy rozsądek popycha mnie do studiowania, bo chęci nie mam za grosz.
To na razie tyle :) Trzymajcie się ciepło...
P.S. Do zabaw blogowych, do których zostałam wciągnięta, postaram się kiedyś w napływie wolnego czasu nawiązać, choć pewnie porządnie się przeterminują i ostatecznie guzik mi z tego wyjdzie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



