W czym problem?
Przechodziłam ostatnio obok jakiejś szkoły i zobaczyłam boisko, po którym wesoło biegała dzieciarnia grając w piłkę... Uwielbiam grać w piłkę, czy to nożną, czy siatkówkę, wygłupiać się, mieć w pokoju tonę pluszaków, zachowywać się głośno i dobrze się bawić, a zaraz będę musiała stać się naprawdę osobą poważną, bo przecież nikt nie przyjmie "dziecka" do pracy z dziećmi...
Ten problem jest naprawdę poważny. Nie chcę się stać taka, jaka być powinnam na etapie lat 21. Lubię tą moją dziecięcą stronę charakteru, lubiącą się bawić zabawkami dosłownie dla dzieci typu klocki i pluszaki, zapominając o reszcie świata... Biegającą za piłką po boisku, rzucającą przekleństwami, kiedy coś nie wyjdzie. Może i uznacie mnie za szaloną, ale nie wyobrażam sobie siebie w wersji "poważny człowiek"...
Ciężko mi będzie wbić się w rolę nauczyciela, człowieka wręcz nienagannego, świecącego przykładem dla innych, zwłaszcza młodszych, samemu będąc jeszcze nie do końca poważnym... Nie chodzi tu o brak odpowiedzialności i tego typu rzeczy, bo akurat odpowiedzialna i myśląca o konsekwencjach swoich poczynań jestem, po prostu taka funkcja wymaga bycia dorosłym w każdym możliwym calu, a ja dorosnąć nie chcę. Może rozminęłam się z powołaniem, może nie powinnam być nauczycielką, czas pokaże. Wiem jedno - nie chcę się zmieniać.
Muszę pisać już teraz konspekty zajęć i staczam za każdym razem walkę ze swoimi przekonaniami, bo dopiero co sama kończyłam te wszystkie szkoły i za nic w świecie nie chciałabym mieć takich lekcji, jakie muszę układać... ;) Jak można prowadzić lekcje, które są niezgodne z naturą nauczyciela? Chyba tego typu prace będę robić tylko do szkoły, bo nie wyobrażam sobie katować młodzieży takim badziewiem, jakie muszę w tych konspektach zamieszczać...
Bycie poważnym w szkole, w czasie pracy, a sobą po zajęciach też jest nie bardzo trafionym pomysłem, bo moje miasto, choć do małych nie należy, to jednak ciężko tu pozostać do końca anonimowym. Zatem szanse, że jakiś uczeń zobaczy swoją nauczycielkę angielskiego roznegliżowaną, biegającą po boisku do plażówki i rzucającą we współgraczy niewybrednymi komentarzami, albo siedzącą nad jeziorem pijącą piwo, są dość spore. Wiele mam "grzeszków" na sumieniu i w zwyczaju, i całkowicie nie potrafię nawet dopuścić do siebie myśli, że powinno się to zmienić.
Ciężki sobie żywot obrałam, ale naprawdę byłam święcie przekonana, że z czasem wydorośleję. Pomyliłam się, bo wręcz się uwsteczniam rozwojowo - wierzycie, że ostatnio w Carrefourze naszła mnie ochota na kupienie sobie zestawu małego plażowicza i jakichś klocków, żeby sobie potworzyć jakieś wymyślne budowle w domowym zaciszu? ;)
Cóż, chyba czas najwyższy zamilknąć, bo faktycznie zaraz ktoś mnie uzna za wariatkę ;-) Sądzę, że po tym poście opuści mnie połowa czytelników, bo dotąd myśleli, że mają do czynienia z normalną kobietą, a tu się okazuje jest zupełnie odwrotnie...zaczyna się starość.
Francois Mauriac
P.S. W dalszym ciągu chciałabym prosić o kontakt tych osób, które zabezpieczyły swoje blogi hasłami, bo nie jestem w stanie do Was zaglądać nie znając "kodu dostępu"... Szkoda mi tracić kontakt z Wami, ale to chyba staje się nieuniknione...



