Nie, nie jestem w ciąży :) Stety, niestety, ale nie jestem. Dlatego moje samopoczucie mogę zrzucić tylko na czynniki zewnętrzne.
Dam na chwilę upust mojej złośliwości, gdyż zauważyłam pewne powiązania mojej nerwowości i znalazłam dość luźny związek przyczynowo-skutkowy. Mianowicie, doszłam do wniosku, że moje nerwy zaczęły tracić na wytrzymałości odkąd moja siostra zaczęła się spotykać z K., który w 30 sekund potrafi mnie rozkurw... zdenerwować swoją osobą do granic możliwości. I każdorazowo, kiedy mój stan jest już naprawdę fatalny, to dziwnym trafem akurat wtedy chłopak mojej siostry przebywa u mnie w domu... Złośliwe to z mojej strony, ale nijak nie można temu zaprzeczyć ;)
Już od kilku dni nie widziałam K. na tyle długo, żeby zdążył mi popsuć humor, więc chwilowo uznaję nerwowość za opanowaną, choć jestem świadoma, że wszystko się może w każdej chwili zmienić. Oprócz tego nie ponoszę konsekwencji za niedotrzymanie ani jednego punktu z moich zaplanowanych na weekend rzeczy, gdyż widocznie nie tylko ja byłam takim leniem, wykładowcom nawet nie chciało się zjawiać na uczelni :-)
Jedynym minusem chyba są nadgodziny M., bo przez to widzimy się później i krócej... Niestety nic się nie poradzi, bo skoro już jakaś praca jest, to nie należy się wychylać, a pieniądze są przecież ważne i nie można temu zaprzeczyć... Wiecie, chciałabym już mieszkać z M., przynajmniej brak jego obecności w dzień wynagradzałby mi w nocy ^^ Wątpię, że to prędko nastąpi, ale za marzenia jeszcze nie karzą, więc kto mi zabroni...
"Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście."
Wacław BuryłaSmurfetko, mogłabyś zostawić mi jakieś dane do Twojego bloga? Zostałam niemile dzisiaj powitana przez hasło, więc jeśli chcesz, żebym dalej Cię odwiedzała, prosiłabym o jakieś info na maila zakrecona8888@gmail.com

Ojejku to nerwowa z Ciebie kobietka się zrobiła ostatnio z tego co widzę, ale to minie... pogoda robi faktycznie swoje, bo ja na odmianę jestem płaczliwa i drażliwa.
OdpowiedzUsuńRacja nie są karalne więc marz ile możesz :)
A u mnie nic się nie stało... po prostu mam coraz mniej siły i nadziei, jest mi z każdym dniem ciężej bez Piotra
i coraz mniej wierzę, że wytrwam. Kocham Go ale źle mi i ciężko... :((
Pozdrawiam ;**
Oprócz pogody jest jeszcze K. ;) On też ma w moje samopoczucie i nerwowość ogromny wkład... Ale jak go nie ma, to odzyskuję równowagę, więc może nie będzie aż tak źle ze mną :)
OdpowiedzUsuńBuziaki :**
pamiętaj nerwusie, że kto nie ma odwagi do marzeń nie będzie miał siły do walki. Marzenia się spełniają :):*
OdpowiedzUsuńM.
M., jesteś dla mnie na to żywym dowodem :-) Po prostu trochę mi smutno, że nie mamy dla siebie tyle czasu ile chciałabym żebyśmy mieli... A na wspólne życie się chyba nie zanosi, bo ja się mojemu facetowi oświadczać nie będę...
OdpowiedzUsuńA to trzeba się oświadczać, żeby razem zamieszkać? Oczywiście lepiej by było, jakbyście zamieszkali razem już jako Narzeczeni, ale myślę, że wszystkiego się doczekacie. Życzę Ci, żeby stało się to jak najszybciej! :*
OdpowiedzUsuńniektorzy ludzie maja cos takiego w sobie, ze sama ich obecnosc potrafi podniesc cisnienie. Nie przejmuj sie i rob swoje
OdpowiedzUsuńOj, oj, oj... nie wolno się tak denerwować, bo to na zdrowie negatywnie wpływa... Może basen by pomógł? Dla mnie jest najlepszym lekiem... :) Może po prostu olej chłopaka siostry i nie zawracaj sobie nim głowy, bo przecież szkoda nerwów na niego!
OdpowiedzUsuńWyobrażam sobie, jak bardzo chciałabyś zamieszkać z Ukochanym... Zapewne każda z Nas o tym marzy... Ale prędzej, czy później to marzenie na pewno spełni się ;)
Pozdrawiam cieplutko :*
Wychodzi na to, że powinnaś jak najmniej czasu spędzać w towarzystwie chłopaka siostry, a nerwy zostaną bardzo złagodzone. Znając życie, to pewnie nie takie proste, ale może w zamian budząca się po zimie natura i wszechobecna zieleń pozytywnie wpłyną na Twój humor? :)
OdpowiedzUsuńTo schemat jakiś czy co? Chodzi mi o to, że spotkałam się już z kilkoma przypadkami, kiedy jedna siostra nie trawi chłopaka drugiej :D Sama nie mam doświadczenia z uwagi na posiadanie braciszka, zatwardziałego singla ;P
OdpowiedzUsuńŻyczę więcej spokoju, Nerwusku :)
oj oj... czyżbym wyczuła odrobinę jadu w Twym głosie Moja Droga Ewelajnko:)))... oj oj..... weź-że go trzaśnij jak Ci podniesie ciśnienie i już!:))) I nie daj się... przecież do słabych kobitek nie należysz:))))
OdpowiedzUsuńDonna
Mnie pomógł Sedatif PC, super ziołowe tabletki na nerwy, bo niestety nijak nie potrafiłam sobie z nimi poradzić... :)
OdpowiedzUsuńMyślę,że powinnaś się mniej denerwować...jesteś młoda a jak wiesz złość piękności szkodzi....Pozdrawiam cieplutko...Adampoeta.
OdpowiedzUsuńCóż, ta okropna pogoda chyba na nas wszystkie tak działa ;-)
OdpowiedzUsuńJak kogoś nie lubisz i nie tolerujesz to czemu sie tu dziwić? Spokoju Ci życzę i ukojenia nerwów!
OdpowiedzUsuńZiółka to może działają na jakieś małe dolegliwości ale chyba nie wierzyłaś, że melisa Ci pomoże? Polecam Persen Forte- na prawdę pozwalają odpocząć od nerwów i odetchnąć.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z anonimowym M, marzenia się spełniaja. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNie daj się tym nerwom, szkoda na to czasu! ;)
OdpowiedzUsuńMagda-aivio
Kobieto, przede wszystkim to wyluzuj!
OdpowiedzUsuńZdrowy dystans do ludzi, szczególnie za którymi sie nie przepada, wyjdzie Ci na zdrowie. A żadne medykamenty nie pomogą, bo sama sie nakręcasz.
A może to pms???
;))
Pozdrowionka :)
Kołysanko, pewnie, że nie trzeba się oświadczać, żeby razem mieszkać, ale ja wolę mieć pierścionek na palcu jako gwarancję, że to nasze "bieganie" ze sobą już jest na poważnie. Sama widzisz, że często się kłócimy, a zerwanie zwykłego związku to żaden problem. Przy zrywaniu zaręczyn już trzeba mieć dobry powód, więc po prostu chciałabym czuć się bezpiecznie z moją przyszłością, żeby się to wszystko tak nagle nie skończyło.
OdpowiedzUsuńKfiatushek, właśnie się o tym przekonuję, niekiedy wystarcza mi sam fakt, że go widzę, a już jak przemówi, to katastrofa ;)
Vide Cul Fide, nie umiem pływać!!!! :) Ale woda mnie uspokaja, więc może jak pogoda się poprawi, to wybiorę się na spacer nad jezioro :)
Panno Balonowa, może tak by było, gdyby ta wiosna w końcu się pokazała, bo póki co jest pochmurno, deszczowo, wietrznie i zimno :(
Anonimowa A., nie, to nie jest schemat, bo poprzedniego chłopaka mojej siostry lubiłam i nadal z nim utrzymuję kontakt :)
Donna, no nie należę, ale też nie mam zamiaru człowieka bić :D Może kiedyś, jak mi się wyjątkowo bardzo narazi lub zrobi mi krzywdę, to oddam, ale osobiście wolę docinki słowne :)
Nabi, dzięki za propozycję, pewnie jak moje nerwy ucierpią po weekendzie, będę musiała uciekać się już do leków, bo zioła nie dadzą rady...
OdpowiedzUsuńAdamie, nikt się nie powinien denerwować, czy to stary, czy młody, ale czasami po prostu to jest niemożliwe...
Margater, wiosna gdzieś przepadła i wszyscy na tym cierpią...
Aga_xy, dlatego staram się nie być w domu, kiedy wiem, że on będzie, bo szkoda nerwów, a nijak nie umiem się powstrzymać od złości, kiedy mam z tym człowiekiem styczność...
Anewiz, do tej pory melisa mi pomagała, ale chyba K. bije wszelkie rekordy denerwowania mnie, że te cudowne ziółka przestały na mnie działać... Teraz po melisie mi się dobrze śpi, ale w dzień już mnie po niej nerwy nie puszczają... Tym bardziej teraz po weekendzie będę musiała pomyśleć nad jakimś medykamentem...
Zołza63, podobno tak :) Już szczególnie Tobie mogłyby się pospełniać :)
Magda, wiem, że szkoda czasu, ale to nie jest takie proste jak by się mogło wydawać...
Between, to mógł być pms, okaże się przy następnym razie po @, kiedy mnie K. znów zdenerwuje swoją osobą :) Już mam taką naturę, że jak mnie ktoś zdenerwuje raz, to potem jestem bardziej wyczulona na to, co robi i wyłapuję nawet najmniejszy szczegół, który tylko podsyca moje nerwy...
A nie da się jakoś unikać tego K ? Nawet jeśli jest u Ciebie w domu, to zejść mu z oczu, ignorować, olewać i w ogóle nie myśleć, że istnieje? Wyrzuć go ze swoich myśli, bo inaczej już się nastawiasz, że jak go zobaczysz to Cię nerwy poniosą..
OdpowiedzUsuńRoksanna, tak by było najlepiej, tylko że mam pokój wspólny z siostrą i siłą rzeczy jej goście są również moimi, kiedy jestem w domu, i vice versa. Staram się wychodzić z domu jak się dowiem, że K. przyjdzie, ale nie zawsze tak się da, a wtedy jestem skazana na jego towarzystwo, bo nie będę się wynosić z pokoju na cały dzień z jego powodu, bo też mam tu swoje rzeczy do zrobienia. On jest takim człowiekiem, że nie da się go olać, jest na tyle głośny i wścibski, że nawet jak sobie wmawiam, że go tu nie ma, to wtyka nochal w to, co robię i gada do mnie...
OdpowiedzUsuńoj, jak ja Ciebie doskonale rozumiem, my z JC obecnie tez mamy dla siebie niewiele czasu, właściwie to nie mamy go wale, bo ja jestem w Polsce, on w Niemczech, zostają nam rozmowy przez telefon i GG...
OdpowiedzUsuńale cały czas wierze, że niedługo uda mi się w końcu ze wszystkim uporać i będę mogła do Niego wrócić:)
Ja to Cię opieprzę- nie chcem, ale muszem;)) Co to za stety niestety? Nie lepiej układać sobie życia po kolei? Po co Ci takie łapu capu i stres, kobito;))) skończysz studia, weźmiesz ślub, ale zanim do tego dojdzie to najpierw się z M. dotrzyj, że tak powiem, bo to jest teraz najważniejsze. A dopiero potem stety niestety ;)))) Pozdrów Babcię, bo mądrze Ci kiedyś mówiła, ale zamieszkać Wam razem by się przypadało, tylko bez wpadek mi noo ;)))) I za karę nie wyślę Ci w tym tygodniu cieplejszej pogody ;)))))
OdpowiedzUsuńTo na koniec Ci teraz posłodzę, że piękny masz ten szablon ;)))
(no to się pośmiałam;)) )
Jak dobrze że nie mam siostry, brata też nie. A żona chłopaka na szczęście nie ma ;o)) Synowie kłopoty z dziewczynami mają, ale na razie spływa to po nich jak po kaczkach ;o)) Chociaż obaj wrażliwcy. Ja kiedyś przez BYŁĄ narzeczoną (aktorkę) o mało nie wyskoczyłem z okna. Całe szczęście nie wyszło mi to. I cieszę się z tej rzeczy która mi w życiu nie wyszła ;o))
OdpowiedzUsuńOj... Ja ostatnio mam straszne wahania nastrojów, jak nigdy.
OdpowiedzUsuńPolecam medytację, działa :)
O, ciekawa jestem, czym Ci tak ten K podpadł :)) I co Cię w nim tak bardzo denerwuje :))
OdpowiedzUsuńA co do wspólnego mieszkania - przyznać muszę, ze to się pod tym względem rzeczywiście sprawdza - to znaczy ja też się z Frankiem nie miałam szans widywać, bo pracowaliśmy w różnych godzinach, a odkąd zamieszkaliśmy razem to przynajmniej w nocy albo rano się widzieliśmy :)
M., ja chyba powinnam przestać marudzić, bo okazuje się, że wcale nie mam tak źle, a do narzekania jestem pierwsza...
OdpowiedzUsuńBella, moja hierarchia rzeczy ważnych wygląda trochę inaczej i studia wcale nie są aż tak ważne. Prawdę mówiąc, gdyby się okazało, że jednak jestem w ciąży, to byłabym bardzo z tego faktu zadowolona, bo nie chcę być "starą" mamą, co mając 50 lat biega do małego dziecka na wywiadówki... A studia zawsze można przerwać i podjąć z powrotem w dowolnym momencie :)
CzarT, akurat bardzo dobrze, że TA rzecz Ci się nie udała...
Patrycja, obawiam się, że jestem zbyt żywotna na medytację ;) nie potrafię za długo siedzieć w jednym miejscu :))
Margolko, był pewien incydent, przez który moja tolerancja dla K. spadła do zera, ale o tym może kiedyś wspomnę. Już nawet nie patrząc na to, że mi podpadł, on jest po prostu z natury irytujący, niektórzy już tak mają, że sama ich obecność psuje innym nastrój. No i K. jest właśnie taką osobą...
Może i do mnie los się kiedyś uśmiechnie, bo czas, który spędzamy razem drastycznie się kurczy, a nie zrezygnujemy z pracy i szkoły tylko po to, żeby się widywać, bo nie o to chodzi przecież... A wiadomo, że docieranie się lepiej wychodzi, kiedy mieszka się z kimś pod jednym dachem i w razie awantury nie ma uciekania od problemu, tylko trzeba go rozwiązać :)
No to cosik trzeba zrobić z tym K. żeby tak nerwów nie psuł. Może go olewać totalnie, albo wyjść z domu gdy przychodzi np. na spacer, lub do koleżanki. Wiem że to takie trochę dziwne żeby wychodzić z własnego domu gdy on przychodzi ale nie możesz zabronić siostrze żeby przychodził do niej.
OdpowiedzUsuńA co do M. to będziesz musiała to dzielnie znieść bo pracować trzeba a jak są nadgodziny to nie ma opcji żeby nie zostać - wiem to z własnego doświadczenia.
Też tak kiedyś miałam i tylko czekałam, aby być w końcu tylko dla siebie, tylko we dwoje. Po 7 latach marzenia się spełniły i dziś jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. I Tobie tego życzę...
OdpowiedzUsuńDinoora, wiem, jemu nie zabronię się widywać z moją siostrą, więc jak tylko jest taka możliwość, to staram się znikać z domu, bo szkoda moich nerwów, a że będę się denerwować w jego obecności, to jestem pewna...
OdpowiedzUsuńNie jestem taka dzielna, żeby w kółko znosić takie sytuacje, chciałabym, żeby się coś zmieniło, ale nie będę na M. naciskać, bo przecież na siłę nic nigdy nie wychodzi...
Amaratta, lepiej późno, niż wcale, ale wolałabym nie musieć tak długo czekać :-)
OdpowiedzUsuńAle Ty masz dopiero 21 lat! Poza tym po co sprowadzać na świat dziecko, jeśli mama z tatą kłóca się o drobiazgi i nie mają ślubu w dodatku. Sorry, ja w tym względzie jestem bardzo konserwatywna. Napatrzyłam się na takie związki i nic to dobrego.
OdpowiedzUsuńBella, ale ja wcale nie powiedziałam, że chcę dziecko bez ślubu ;) Może i jestem trochę bardziej nowoczesna, ale ślub być musi. Mnie się wydaje, że my się kłócimy w kółko o drobiazgi, bo jednak jesteśmy już dość długo ze sobą, a wcale ten związek nie idzie do przodu... Wiele rzeczy chciałabym, żeby było po mojemu, a tu się nie da, bo M. mieszka z matką i wszędzie są jej zasady i porządki... Gdybyśmy razem mieszkali, prawdopodobnie tych problemów by nie było.
OdpowiedzUsuń