Jak widać, na blogu zmiany... Brakuje mi ostatnio zmian na lepsze. W życiu ciężko na chwilę obecną jakiekolwiek wprowadzić, to chociaż na blogu coś zmienię. Niby dużo pozytywnych rzeczy się dzieje, ale to jednak ciągle jest to samo życie, te same problemy, wszystko to samo... Taki się wytworzył zastój i nie mam wcale pomysłu co z tym zrobić. Rok temu znalazłam się na studiach - nowy etap w życiu - zmiany. W liceum co chwilę coś się działo, więc na brak rozrywek nie mogłam narzekać. Do gimnazjum już nie sięgam pamięcią, bo wtedy mi żadne duże zmiany nie były potrzebne. A teraz? Ta sama szkoła, te same twarze, te same obowiązki, jeden dzień podobny do drugiego, czasem tylko zdarza się wyjątek (dzięki mojemu Lovju, bez niego nawet bym nie zwracała uwagi na to jaki mamy dzień tygodnia, bo i tak każdy dzień jest taki sam...).
Weekend też się nie zapowiada inny - znów sprzątanie, następnie uzupełnianie notatek, prace domowe, nauka, a potem gdzieś na samym końcu spotkanie z Nim, bo Nim ten weekend spędza w szkole...
Wiem, że strasznie dużo narzekam, ale jakoś ciężko mi się od tego powstrzymać... Coraz trudniej dostrzegać te jasne strony życia, jak człowiek wpadnie w taką monotonię życiową i nie jest w stanie tego zmienić. Chciałabym, żeby coś tak porządnie drgnęło w dobrą stronę, żebym miała nową energię do życia, bo ta obecna jakaś taka mizerna jest... Nawet spanie mi nie wychodzi, więc z dnia na dzień jestem coraz bardziej wypompowana...
OK, koniec biadolenia, resztę zostawię na następny raz ;) Bo dużo złych emocji we mnie siedzi, za dużo, żeby się ich raz a dobrze pozbyć. Muszę to robić stopniowo, ale też nie za wolno, żeby się do wiosny wyrobić xD
Miłego weekendu! :)
Oj ta jesień i te pogody nie wpływają zbyt dobrze na nastrój.. Ale zawsze jest gorzej po to, żeby później mogło być lepiej (; Zobaczysz. Najważniejsze, że jakoś ogarniasz naukę, że masz przy sobie tego KOGOŚ ((; Będzie lepiej i znów zagości na Twej twarzy niczym nie zmącony uśmiech :*
OdpowiedzUsuńP.S. Jesteś z Kalisza? Robiłam tam licencjat ((;
OdpowiedzUsuńTak, jestem z Kalisza :) to tu można zrobić jakikolwiek licencjat? :D Wydawało mi się, że ktokolwiek zechce się rzucić na tytuł naukowy, to na egzamin musi się wybrać np. do Poznania :))
OdpowiedzUsuńEwela każdego coś takiego dopada! Nie daj się i szukaj jasnej strony mocy~!
OdpowiedzUsuńNo i dobrze, w końcu gdzie masz się porządnie wygadać, jak nie na swoim własnym blogu :))
OdpowiedzUsuńAle ja widzę, że Ty chyba bardzo nie lubisz tych studiów. Nie wiem, czy chodzi o kierunek, czy w ogóle nie lubisz się za bardzo uczyć... Przyznam, że tu akurat nie wiem, co Ci poradzić, bo ja nigdy nie miałam aż tak negatywnych odczuć w stosunku do szkoły. Owszem, czasami ilość nauki mnie przytłaczała, ale lubiłam to.
Martwi mnie to trochę, bo przecież jeszcze trochę Ci zostało tej nauki, a jak człowiek robi to, czego nie lubi, to może łatwo popaść we frustrację, a to raczej do niczego dobrego nie prowadzi
Potrzeba cierpliwości, i tyle.
OdpowiedzUsuńNie raz i nie dwa razy na studiach - czy to ja, czy to żonka - mieliśmy dni, czy nawet tygodnie, gdy nic się nie chciało: uczyć, chodzić w ogóle na zajęcia (weekendy), a jeszcze przecież w tygodniu praca...
I dało się. Trzeba się tylko zaprzeć. Warto. Odpoczniesz na swoim :)
Evi, nie masz co się przejmować, to Twój blog i marudź sobie na nim do woli. Ale przyznasz, że pogodę Ci trochę "załatwiłam", bo kilkanaście stopni było ;)))
OdpowiedzUsuńI pomyśleć że ja wspominam studia jako najpiękniejszy okres w życiu. A był i stan wojenny i porzucenie przez narzeczoną.
OdpowiedzUsuńAga_xy, no będę szukać na pewno, pytanie tylko co mi z tego wyjdzie ;)
OdpowiedzUsuńMargolko, ja bardzo lubię mój kierunek studiów, nie przepadam za szkołą i wykładowcami, bo większość z nich to całkiem ciężkie przypadki... Panią W. już opisałam, choć ostatnio zrobiła się jeszcze bardziej złośliwa, są wykładowcy, którzy cały wykład zmarudzą na przeglądanie internetu i potem zapowiadają kolokwium i tu pojawia się problem, bo nie wiadomo co tak właściwie było i czego się uczyć... Ręce opadają, naprawdę.
OdpowiedzUsuńLeń jestem, przyznaję, ale nie mam z tym problemu jeśli chodzi o naukę, bo nie jestem jakimś słabym studentem, nawet jednym z lepszych, tylko ta szkoła zabija w człowieku resztki dobrych chęci do nauki...
Jeszcze trochę mi niestety zostało i chyba jedynym wyjściem jest zacisnąć zęby i iść do przodu, bo trochę szkoda już tego czasu zmarnowanego na pierwszym roku.
Tomusz i Natusza, taki mam plan - zaprzeć się i czekać końca.
OdpowiedzUsuńBella, pogoda ładna była, ale ostatnio widziana w niedzielę ;) potem już tak było nieprzyjemnie, że szok... Niby było ciepło, ale ciśnienie spadło i tak czy siak byłam nieprzytomna...
OdpowiedzUsuńCzarT, wybacz, ja mam swoje problemy i nie przemawia do mnie, że ktoś kiedyś miał gorzej. Współczuję, ale ja mam swoje życie i martwię się swoimi problemami. Brutalne, ale taka jest prawda.
OdpowiedzUsuńZnamy ładne : )
OdpowiedzUsuńA to po prostu pogoda tak wszystkich dotyka i dlatego człowiek jest taki ni jaki
Szukaj uśmiechu w każdej chwili a będzie lepiej :)
To znaczy fakt - licencjat sam w sobie zdawałam we Wrocławiu (: Ale studia licencjackie w Kaliszu ((;
OdpowiedzUsuńa bo to tez taka pora roku, ze czlowieka wszystko doluje i wysysa cala energie. Byle do wiosny :) zobaczysz, ze moze to strasznie wyglada, ale studia szybko ci zleca i bedziesz miala swiety spokoj :)
OdpowiedzUsuńuszy do gory :)
Pani N., Kfiatushku, pewnie macie rację, że to wina pogody i pory roku. Tylko, że do wiosny jeszcze tyle czasu... :(
OdpowiedzUsuńSmurfetkaa, to skąd jesteś, że Cię do mojego miasta na studia przywiało? :)
OdpowiedzUsuńNie zastój a monotonia dnia codziennego :) Nie daj jej się! :)
OdpowiedzUsuńTak studia potrafią być monotonne, ale tez dni lecą bardzo szybko. Szkoda, że w tym roku nie będziesz miała Wigilii, ale tak czasami musi być. Oby było lepiej!
OdpowiedzUsuńMagda-aivio
To chyba ta pogoda.
OdpowiedzUsuńAle zmiany, nawet te malutki (np. na blogu) już są w stanie poprawić nastrój, a nawet jeśli nie to na chwilę zajmą czymś umysł i nie myśli się o problemach.
Może jest szansa na Święta ?
Może z Nim ? Kameralnie.
Pozdrawiam.
Alicja, staram się :)
OdpowiedzUsuńAivio, czy ja wiem czy szkoda... Lepsza żadna niż byle jaka ;]
OdpowiedzUsuńHexe, ciężko mi powiedzieć czy jest taka szansa, czy nie, bo u mnie w domu tej ewentualnej wigilii nie będzie, a jemu się nie chcę narzucać, może ma już inne plany...
OdpowiedzUsuńPo prostu zapytaj :)
OdpowiedzUsuńNooo :) a już niedługo zaświeci słońce radości i szczęścia :P
OdpowiedzUsuńHexe, nie wiem czy to dobry pomysł tak się bezpośrednio narzucać... A też chciałabym, żeby sam też trochę pomyślał i bez mojego udziału coś mądrego wykombinował. Tak, wiem, że to tylko facet i takie myślenie jest do niego niepodobne, ale jednak chciałabym, aby sam wpadł na to, że jego kobieta prawdopodobnie spędzi wigilię sama i fajnie by było coś z tym zrobić.
OdpowiedzUsuńAlicja, no, jeszcze z pół roku ;)
OdpowiedzUsuńNic nie pozostaje jak zagryźć zęby ( choć ja radze podgryzać orzeszki) i przeć do przodu...Ze szkołą, obowiązkami itp, a między nimi zrobić coś dla siebie. Zastanów się, co by Ci przyjemność zrobiło, coś takiego co sama możesz sobie to zapewnić. I zrób...od razu sie lepiej poczujesz...
OdpowiedzUsuńA to w zimie już nie może zaświecić słońce?
OdpowiedzUsuńRoksanna, powoli te małe przyjemności przestają spełniać swoją funkcję... Ja naprawdę potrzebuję jakiejś dużej zmiany na lepsze, żeby mnie to napędziło trochę do działania.
OdpowiedzUsuńAlicja, pewnie, że będzie świeciło słońce w zimie, ale ja zimy strasznie nie lubię, więc guzik z tego wyjdzie :P tak czy tak muszę czekać do wiosny...
OdpowiedzUsuńBoli mnie to ponieważ zraniłam GO, cholernie Go zraniłam i wiem, że nie mogę tego naprawić... wiem o tym, po prostu wiem, że razem nie będziemy, bo ON już mnie nie chce... po tym jak Go oszukałam, nie mówiąc MU prawdy. Rozumiem GO i Kocham, choć to nie ma przyszłości... nie ma.
OdpowiedzUsuńDlatego tak boli mnie wspomnienie JEGO, oczu, ust po prostu JEGO obok... Tak bardzo chce z NIM być, choć to niemożliwe... ; ((((
Smutno :(
Dokładnie tak się czułam w te wakacje. Znudzona, sfrustrowana i zmęczona. Z tego wniosek, że nie wiadomo, co jest gorsze: notoryczne nicnierobienie czy nadmiar obowiązków :P
OdpowiedzUsuńTrzymaj się, kochana :))
Wiesz może gdyby to się zdarzyło miesiąc temu to było by możliwe, ale nie po prawie 2 latach...
OdpowiedzUsuńJa nadal czasem wierzę w to, że możeeee w dalekiej przyszłości znów się z NIM zobaczę i porozmawiam w cztery oczy ( mieszka w Anglii ) i wtedy uda mi się to choć spróbować naprawić, bo naprawdę GO kocham jak nikogo innego... :(
Choć wiem, że już jestem dla NIEGO nikim ! to nadal GO kocham :(
Dziękuję, za Ciepłe słowa : *
Anonimowa A., chyba wolę jednak nieróbstwo :D
OdpowiedzUsuńMasakra z tym nawałem pracy... I z tym jesiennym znużeniem... Ja np. momentami z emocjami nie potrafię sobie poradzić, a zwłaszcza kiedy wkrada się rutyna i nie ma gdzie uciec. Pozdrawiam! :) Nabi
OdpowiedzUsuńNabi, ja ostatnio dość często nie panuję nad sobą i sama siebie zadziwiam ile złości we mnie siedzi...
OdpowiedzUsuńWcale nie chciałem się licytować na nieszczęścia a tylko zachęcić cię do odrobiny dystansu (nawet w nieszczęściu, chociaż to trudne) bo bez takiego dystansu można sobie z życia zrobić piekło.
OdpowiedzUsuńJa mam z NIM normalny kontakt ale wiem, że ON mnie nie chce... :( Może kiedyś to się zmieni i da mi szanse... nie wiem, nie mam wielkich nadziei ale wiarę mam troszeczkę jeszcze mam, bo Kocham... Kto wie może kiedyś los się odwróci i ON da mi szanse.
OdpowiedzUsuńJa bym już teraz do NIEGO poleciała, ale mnie nie stać : (
Pozdrawiam : * i Dziękuję : *
CzarT, ja mam dostatecznie dużo dystansu, ale to nie zmienia faktu, że jestem już tym zmęczona... Nie daję się wyprowadzić z równowagi wykładowcom, ale jednak na rosnącą niechęć do łażenia na uczelnię nic nie poradzę.
OdpowiedzUsuńWczoraj rozstał się z narzeczoną... wiem podobno zawsze jest nadzieja... ale ja ją tracę, choć wiele dla mnie znaczy... KOCHAM :(
OdpowiedzUsuńCzas pokaże co będzie, choć walczyć będę do końca mych dni.
Pa :*
Wiem, że to zupełnie inna sprawa, ale kilka promieni świecących prosto w twarz zmienia obraz widzenia :P
OdpowiedzUsuńAlicja, szczególnie wtedy, kiedy muszę gdzieś jechać samochodem i słońce świeci mi prosto po oczach :D wtedy mam całkowicie zmieniony obraz ;))
OdpowiedzUsuńHaha :D dobra, poddaję się :)
OdpowiedzUsuńAlicja, ciężko mi dogodzić ;P chcę wiosnę i już ^^
OdpowiedzUsuńTo prędzej uzbierasz kasę na bilet do ciepłych krajów nim nadejdzie wiosna :)
OdpowiedzUsuńOj, będzie ciężko ^^ chyba jednak zaczekam do wiosny :D będzie taniej xD
OdpowiedzUsuńA może w tym roku zimy nie będzie? Przecież jest dziura ozonowa i jest coraz cieplej :p
OdpowiedzUsuńChciałabym, żeby tak było :)) a śnieg zamawiam opcjonalnie w ferie :D
OdpowiedzUsuń