Nie mogę nic poradzić. Chciałabym zachować stoicki spokój, bo przecież wiem, że nie ma się czym denerwować, ale mimowolnie narasta we mnie złość, na wszystkich, na wszystko, na siebie. W jednej chwili mam ochotę wziąć do ręki coś, co efektownie będę mogła rozpieprzyć o podłogę, 30 sekund później mam ochotę płakać bez jakiegoś większego powodu, a za chwile kocham wszystkich i wszystko dookoła. I znów narasta we mnie złość, nad którą ciężko zapanować. I za chwilę zaczynam się śmiać, jakby wcześniej nigdy nie było żadnych złych emocji.
PMS jest straszny. Bez kija i czekolady lepiej nie podchodzić.
Szkoda, że nie każdy to rozumie.
skad ja to znam ;)
OdpowiedzUsuńJak ktoś nie doświadczył na własnej skórze to nie zrozumie
OdpowiedzUsuńŚciskam
a co z M?
OdpowiedzUsuńW kwestii PMS czy ogólnie? ;)
Usuńogolnie. Nadal jestescie razem?
UsuńTak, sporo zmian, niebawem o tym napiszę ;)
Usuńno to z niecierpliwoscia czekam na relacje
UsuńCałe szczęście, że ja tak nie mam :P Przynajmniej nie aż tak, żebym sama to mogła zauważyć :P
OdpowiedzUsuńOjej, cieszę się,że ja nie wiem co to takiego, dziś mam okres i jedynie bym może poleżała sobie,ale nie mam przed i po i w trakcie żadnych napadów, ale to minie :)
OdpowiedzUsuńJa nie mam aż tak tragicznie, ale faktycznie nastrój lubi się zmieniać...
OdpowiedzUsuńChoć teraz to u mnie nastrój się zmienia i bez tego...
Czekam na wieści co u Ciebie i M :)
Typowa kobieta :P
OdpowiedzUsuń