sobota, 26 lipca 2014

Kim Ty jesteś, M.?

Tak bardzo chciałabym, żeby między nami znów zaczęło się układać... Ale to umiera, jestem bezsilna... Staram się ze wszystkich sił, żeby wykorzystać każdą szansę jaką sobie wypracujemy, ale niestety... jest to jednostronne. On jest dla mnie najważniejszy, nie ślub, chcę być z nim, po prostu być, ale chyba On tego nie chce.... Zaczynam dochodzić do wniosku, że narzucam się komuś, kto mnie nie chce, ale to cały mój świat, który kocham całą sobą i od dawna jest dla mnie wszystkim, nie potrafię zrozumieć dlaczego On mnie odrzuca...

M. wycofuje się za każdym razem, zawsze mniej więcej po tygodniu okazuje się, że nie jest gotowy, że go rzekomo męczę. Przykład najświeższy - spotkaliśmy się w niedzielę, długo rozmawialiśmy, wydawało mi się, że M. dużo rzeczy przemyślał i wydawałoby się, że to ma jednak sens, że warto o to walczyć, na następny dzień znów się spotkaliśmy, pogadaliśmy, powygłupialiśmy się, M. nawet mi powiedział, że jestem jego jedynym szczęściem, które samo do niego przyszło (tak się poznaliśmy), szczęśliwy jak dziecko, które dostało wymarzony prezent, nazajutrz to samo, a potem cisza.
M. się nie odzywa, nie wiem co jest grane. Okazało się, że był bardzo długo w pracy, od rana do nocy. Na drugi dzień mieliśmy się spotkać, więc napisał że się zgadamy, bo ma coś jeszcze do załatwienia. Napisałam sms kiedy wróciłam po pracy do domu, że jestem już i już nie dostałam odpowiedzi, myślałam, że może odsypia to siedzenie w pracy, wiadomo, 16h pracy fizycznej nawet najsilniejszego wykonczy. Ale później też się nie odezwał. Zapytałam w piątek rano czy między nami wszystko jest ok, bo wydaje mi się, że mnie ignoruje. Po kilku godzinach doczekałam się odpowiedzi: "Odkad sie pogodzilismy czuje sie jakbys "siedziala" mi na glowie...". Że co? Pytałam owszem co się stało, że jest tak długo w pracy, martwiłam się, że mi nie odpisywał... Ale to chyba oczywiste... I to dostaję w zamian. "Coraz bardziej watpie w naprawe tego...". Kolejne moje wiadomości również pozostają bez odpowiedzi...

Nie rozumiem tego, nie rozumiem jego zachowania... To nie pierwszy raz. Kolejny raz zachowuje się tak samo, jak tylko zaczyna się coś układać, to po kilku dniach pisze, że jednak nie, wynajduje jakiś problem i wszystko pęka jak bańka mydlana... Czy ja rzeczywiście jestem aż tak upierdliwa i beznadziejna, że przytłaczam go swoją osobą? Wydaje mi się, że moje zachowanie zwyczajnie mieści się w normie kogoś, kto kocha i tęskni...

Zastanawiam się, czy on kogoś ma. Czy jest już inna, z którą woli spędzać czas, którą obdarzył uczuciem, którego mi z jego strony brakuje. Czy jest już inna, która zapchała dziurę po mnie w jego życiu, czy teraz już inna daje mu szczęście, że mnie z taką łatwością ignoruje, jakbym nigdy nie istniała...

Nie poznaję już tego człowieka...

Ja wiem, że pewnie powinnam odpuścić, bo takie zachowanie M. świadczy już chyba tylko o tym, że mój czas w jego życiu się skończył, ale nie tak łatwo odpuścić kogoś, kogo się tak kocha. Tak mnie denerwuje mówienie komuś, że znajdzie się ktoś inny kto na pewno będzie na nas zasługiwać, ale czy bierze się pod uwagę, że może my nikogo innego nie chcemy?...

14 komentarzy:

  1. Odpuść, dla siebie. Jeśli on chciałby żeby cokolwiek poprawiło się między Wami już dawno wziąłby się w garść. Ale ma to w dupie.... przepraszam, ale z mojej strony to tak wygląda. I pomyśl, jak długo już to trwa? Może już za długo?

    OdpowiedzUsuń
  2. Już dawno kopnęłabym go w dupę na Twoim miejscu. Wolałabym cierpieć, niż być z tak niezdecydowanym człowiekiem, który bawi się Twoimi uczuciami i sam nie wie czego chce...

    OdpowiedzUsuń
  3. piszesz że go kochasz.... a wiesz co to jest miłośc ? z jego strony na pewno nie....
    a ty się łudzisz....
    daj sobie z nim spokój, gdyby chciał to dawno byłoby inaczej....
    szanuj siebie , jestes mądra kobietą..... nie narzucaj sie, nie pisz, poczekaj.... jeżeli sie nie odezwie i nie zechce nic naprawis... to go po prostu rzuć.... Ty go porzuć a nie on ciebie....
    szczęscie jeszcze znajdziesz i to takie obopólne.... tego ci życzę :)
    http://leptir-visanna6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. odpusc, nie ma sensu ciagnac tego na sile. Nie zmusisz nikogo do uczucia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie możesz czekać w nieskończoność i być zależna od jego humoru. Raz jest ok, a raz nie. Znajdziesz w swoim życiu jeszcze większe szczęście, jestem pewna.

    Magda-aivio

    OdpowiedzUsuń
  6. nie wiem czy to ma sens ciągle próbowanie...
    może dla niego już nie jesteś tą jedyną...
    Kilka ładnych lat temu miałam podobnie z moim byłym, ja chciałam więcej niż On. Po wielkiej kłótni pogodziliśmy się ale ja uważałam, że może coś między nami dalej być On uważał, że możeby być tylko przyjaciółmi. Niby się zgadzał, a w końu napisał mi to w smsie ( no comment). Wstąpiła we mnie wtedy taka złość, że wogóle przestałam się do niego odzywać nawet mijając na ulicy...
    Mam nadzieję, że uda Ci się z czasem wszystko ułożyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Łatwo jest się wypowiadać, skoro widzi się sytuację z boku, z jednej strony. Natomiast emocje swoją drogą.

    Powiem tak. Staram się Ciebie zrozumieć. Cokolwiek zrobisz w obecnej sytuacji, będzie trudno i będzie bolało. Jeśli odejdziesz - jest to logiczne, rozstania, zwłaszcza po długim związku, zawsze bolą. Jeżeli zostaniesz - ból, żal i tkwienie w czymś, co nie daje satysfakcji i szczęścia dalej będą przyczyną złego samopoczucia. Musisz zdecydować, czy chcesz dalej tkwić w związku, który (wnioskuję) nie daje radości, odpuścić naleganie na ślub, sformalizowanie związku, ustalić z M. co i jak, czy to wszystko ma dalej sens, czy po prostu zatroszczyć się o siebie i odejść z honorem. Najważniejsze, abyś przemyślała wszystkie możliwości. I zastanowiła się, co dla Ciebie będzie najlepsze...

    OdpowiedzUsuń
  8. http://www.demoty.pl/najwieszy-blad-jaki-mozna-popelnic-71805

    http://leptir-visanna6.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Podejmiesz dobrą decyzję, jestem przekonana. Tylko ją w końcu podejmij:*

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana nie ma sensu pchać się dalej w tej związek. On tyle razy Cię już zawiódł a teraz nawet nie próbuje tego naprawić :( wiem, że ciężko jest odejść ale czasami nie ma innego wyjścia ....

    OdpowiedzUsuń
  11. To, że jeszcze walczysz oznacza, że Ci zależy. Bynajmniej będziesz miała świadomość, że walczyłaś o Was do końca! A moim zdaniem powinnaś dać już spokój, On ewidentnie nie chce z Tobą być.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziwnie sie zachowuje, albo chce byc z Tobą albo nie... ehh zycie jest okropne

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytałam parę notek wstecz... i zastanawiam się co się stało po wizycie u Mamy M. w święta. Czemu już w tedy nie odpuściłaś... Wiesz byłam kiedyś w podobnym związku i też nie umiałam odpuścić, ale kiedy to zrobiłam, życie ułożyło mi się cudownie....
    Czasem lepiej pocierpieć przez chwilę by być szczęśliwą na lata...
    smile-of-angel.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Trafiłam tu przypadkiem... ale rozumiem Cię doskonale. Trudno odpuścić, gdy się kogoś kocha, a ktoś jest zmienny jak pogoda.... jestem ciekawa, jak teraz wygląda Wasza sytuacja - napiszesz do mnie? zamyslona17agusia@wp.pl Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Zostaw adres swojego bloga jeśli go posiadasz, bo chętnie wpadnę z rewizytą :)

Pamiętaj jednak, że jest to mój kawałek sieci, zatem uprasza się osoby komentujące o zachowanie kultury!!!!!