Ostatnio żyję w świecie marzeń. Rzeczywistość jest tak bardzo różna od mojego wymarzonego świata... W moim świecie mam pracę, mam kochającego mężczyznę, mam rodzinę, dzieci, szczęśliwy dom i bliskich. A tu? W tym szarym świecie powoli kolekcjonuję pogubione elementy tej mojej układanki, ale jak tylko znajdę jakiś element, to ten poprzednio odnaleziony gubię... Mam wrażenie, że nigdy nie posklejam tego w całość. To syzyfowa praca...
Nie było pracy, ale był Ukochany u boku, jest praca, to zaczynają się nowe zgrzyty między nami, babcia choruje i to poważnie, wciąż stąpam ze wszystkim po bardzo kruchym lodzie... Ja już nie mam na to siły. Wiem, że życie potrafi na człowieka zrzucić znacznie więcej trosk, ale litości, czemu ja nie mogę zaznać jakiejś stabilizacji? Zwykłej, najzwyklejszej, najprostszej stabilizacji?
To absolutnie nie jest zazdrość. Mnie się już po prostu serce kraje a oczy same zaczynają płakać, jak Facebook czy inne źródła informują mnie o kolejnych ślubach czy innych sukcesach moich znajomych. A ja się boję własnych uciech. Już wiem, że pojawiają się tylko po to, żeby zaraz siać spustoszenie w mojej psychice... To chyba jest jakieś fatum. Zaczynam się bać bycia szczęśliwą. Jak tylko odniosę jakiś sukces, to coś innego zaczyna się sypać. Już nie chcę tu być, wolę mój świat...
Gdyby tylko istniała jakaś recepta na udane życie... Niektórzy mają wszystko - kochającą się rodzinę, pieniądze, zdrowie, a niektórzy nie mają nic, a jeszcze z innymi los bawi się w kotka i myszkę - to Ci dam, a to zabiorę - to jest sprawiedliwość? Czy to ze mną jest coś nie tak, czy ze światem dookoła?
Idę oczami wyobraźni usiąść z mężem w przydomowym ogródku, ciesząc się wolnym popołudniem... Niebawem już nikt mnie nie wyciągnie z tego mojego wyimaginowanego świata, nie mam sił na codzienność.
Julio, pomóż...
Tak mi przykro Kochana... :(
OdpowiedzUsuńŻycie zawsze było niesprawiedliwe, nigdy tego nie pojmę dlaczego niektórym dobrze się wiedzie, mają wszystko, a niektórzy muszą sobie na to zapracować ciężką pracą... i i tak nie zawsze wszystko się udaje... :(
Z całego serca życzę Ci by w końcu przyszły te lepsze dni, by wszystko jakoś się ustabilizowało... :*
To co złe nie może trwać wiecznie. Nie patrz na szczęście innych, bo tak naprawdę u każdego dzieje się coś, co zaburza to co dobre. Odkrywam to każdego dnia
OdpowiedzUsuńTrzymaj się!
aivo
Tak do końca nie mogę nie patrzeć na innych, tym bardziej, że moja siostra spełnia moje największe marzenia, a ja mogę się tylko temu przyglądać. To mnie nadal boli i jeszcze długo będzie bolało...
UsuńNa pewno, ale pamiętaj, że nie ma rodzin, par, ludzi idealnych, a nasze życie stale się zmienia.
Usuńaivio
Wiem o tym, szkoda tylko, że moje jakoś nie może się zmienić na lepsze... :(
UsuńPo pierwsze - nie porównuj siebie do innych. Ty to Ty i masz swoje życie.
OdpowiedzUsuńPo drugie - nie ma ludzi, którzy mają wszystko. Naprawdę uważasz, że bogate rodziny, w których ojciec biznesmen, wiecznie w rozjazdach, przymyka oko na chlejącą żonę, których dzieci mają kasy po czubek nosa i nie wiedzą nawet co to miłość? :) Nie chcę być pesymistką, ale czasem nie mamy pojęcia przez co przeszli ci "szczęśliwi" ludzie, którym zazdrościmy ;) Dlatego nie warto porównywać się do innych, a po prostu cieszyć się tym co mamy i dążyć do tego o czym marzymy.
Każdy ma jakiś bagaż, ale też są ludzie, którzy żyją sobie beztrosko i nic ku temu nie musieli robić, podczas gdy inni ciężko pracują, albo walczą o to, by przeżyć kolejny dzień.
UsuńA z tym porównywaniem się do innych to trochę trudna sprawa w moim przypadku, bo nadal boli mnie to, że moja siostra (i wielu innych znajomych) się chajta, a ja się tylko mogę temu przyglądać, mimo, że marzę o tym od dawna... A akurat mnie to omija.
Się nie przyglądaj tylko się dobrze baw na weselach :P Hajtniesz się teraz i o czym będziesz marzyć później? :P O emeryturze? :P Wykorzystuj wolność póki ją masz :P Nie raz po ślubie będziesz to później miło wspominać :P
UsuńOj, marzeń mam dużo, o to się nie bój, że mi ich kiedykolwiek zabraknie :) Nawet gdybym miała się nie oglądać na innych, to i tak moje życie na razie jest dalekie od tego, jakie chciałabym, żeby było...
UsuńTo może pora stworzyć plan? :) Taki z punktami i odhaczaniem ptaszków? :D Nie na wszystko możesz wpłynąć (chociażby na to żeby Ci się chłopak oświadczył), ale skoro masz mnóstwo marzeń to może pora się na nich skupić? :P
UsuńPlan to ja mam, tylko jakoś wcale nie zmierza on ku realizacji ;) A chcąc nie chcąc, tych najmniej odległych na razie spełnić nie mogę (no choćbym nie wiem jak chciała, to nie mam na nie wpływu...). Do całej masy kolejnych marzeń potrzebne mi są te pierwsze - i tym cudownym sposobem koło się zamyka, a ja się mogę obejść smakiem moich własnych marzeń patrząc, jak inni wokół mnie je spełniają. Życie.
UsuńCzytałam ostatnio książkę psychologiczną i pisało w niej, że skoro mamy plan, który nie rusza do przodu to trzeba ten plan zmienić :P
UsuńPowiedz mi, jak tam praca :P
Ale żeby zmienić plan, to trzeba czasami przewartościować całe życie, a to już nie takie hop-siup.
UsuńA w pracy coraz lepiej, mam nadzieję, że w końcu znalazłam taką pracę, w której będę mogła zostać przynajmniej dopóki studiuję :))
Jeśli coraz lepiej to coraz bardziej mnie to cieszy :) Na pewno pomału i wszystko się ułoży :)
UsuńOby :)
UsuńWitaj. Kiedyś słyszałam takie powiedzenie:''Kiedy nie możemy żyć rzeczywistością żyjemy marzeniami''. I coś w tym jest...
OdpowiedzUsuńI ja zaczynam tego człowieka rozumieć.
UsuńTrzymaj się... Po prostu..
OdpowiedzUsuńNo muszę jakoś.
Usuńczuje sie dokładnie tak samo.. dwa kroki do przodu 3 do tyłu i tak w kólko
OdpowiedzUsuńMogłoby być na odwrót - 3 do przodu, a 2 w tył - wtedy to by się jakoś dało przeżyć.
UsuńNie narzekaj. Ciesz się chwilą. Nie zdajesz sobie sprawy ile czasem tragedii mieści się za tymi "szczęśliwymi", "udanymi" lub "przykładnymi" małżeństwami... Korzystaj z wolności. A gdy przyjdzie pora na Ciebie, będziesz rozsądną i przygotowaną do życia osóbką. Masz szanse popełnić wtedy o wiele mniej błędów. Doświadczenie i roztropność przynoszą same korzyści. Ile masz lat?
OdpowiedzUsuńWiesz, naprawdę łatwo się mówi "nie narzekaj". Ciężko nie narzekać, kiedy nadal na życie zostaje 20 zł, bo pierwsza wypłata we wrześniu, bo dość już mam tego, że nie wiem co będzie za miesiąc, czy w ogóle jakoś będzie... Mnie się marzy szeroko rozumiana stabilizacja, odechciało mi się korzystanie z wolności. Życie mi takie rzeczy wybiło z głowy. Mam 23 lata, od prawie 6 jestem z tym samym mężczyzną, od ponad roku mieszkamy razem - czy to naprawdę takie dziwne, że chciałabym osiągnąć w życiu jakąś stabilność? Wkroczyłam już jakiś czas temu w dorosłe życie i tu nie ma miejsca na jakieś szaleństwa. To taki punkt w życiu, gdzie człowiek chciałby wiedzieć na czym stoi, a ja tego od dawna nie mogę doświadczyć.
UsuńPrzepraszam, nie zostawiłam adresu. Oto on:
OdpowiedzUsuńhttp://eremii.blogspot.com/
Nikt nie ma wszystkiego, jak w jednej sprawie coś jest dobrze, to w innej coś się nie tak. Wiesz tyle o ludziach, ile Ci powiedzą, a i jeszcze często grają przed innymi, stąd wydaje się nam, że są szczęsliwi.
OdpowiedzUsuńJa tam nie mam złudzeń.
Wiesz, zasadniczo masz całkowitą rację. Ale z drugiej strony moja stęskniona psychika jest w stanie zobaczyć tylko to, co chce widzieć - śluby, zaręczyny, dzieci... Zadaję sobie jedno pytanie - dlaczego i ja tak nie mogę - i pozostaje ono bez odpowiedzi...
Usuń