Kolejny problem, a ja siedzę i się śmieję.
No nie mam już na to siły. Ten rok jest dla mnie wyjątkowo pechowy. Wiem, że to na pewno nie koniec przykrych niespodzianek. Ale gdybym zaczęła się tym znów przejmować, to musiałabym zacząć już szukać solidnej liny i uczyć się robić dobry węzeł. Być może rozwścieczę los swoim obecnym zachowaniem - on mi rzuca kolejne kłody pod nogi, a ja mu odpowiadam uśmiechem, ale co tam. Łez już chyba nie mam, zaryzykuję więc zmarszczki od uśmiechu i zaczynam mieć wyjebane (sorry za przekleństwa, ale chwilowo nie dbam o słownictwo.).Pójdę sobie zatem do apteki, znów pozbędę się kupy kasy, żeby jako tako zadbać o zdrowie, które też zaczyna mi się psuć, a potem umyję okna i zacznę pisać essay.
I w dupie mam wszystko.
Carpe diem.
Cóż, chyba nic innego ci nie pozostało..
OdpowiedzUsuńWierzę mocno, że w końcu zła passa się skończy 1
W gruncie rzeczy powiedzenie: "miej wyje*ane a będzie ci dane" wcale nie jest takie bezpodstawne ;) Dobrze, że się śmiejesz z problemów a nie płaczesz z ich powodu. Płacz nic nie da, a śmiech chociaż przedłuża życie :P Zobaczysz, wszystko się ułoży. Co do zdrowia - przeziębienie, czy coś gorszego?
OdpowiedzUsuńJak trzeba to napisz książkę. Jak szaleć to szaleć :)
OdpowiedzUsuńI tak trzynaj! ;*
OdpowiedzUsuńChyba wszystkie Eweliny tak mają, sama czasami nie mogę wytrzymać ze swoim zachowaniem. ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę żeby wszystko jak najszybciej się poukładało, trzymam kciuki.
Uśmiech naprawdę pomaga w życiu :-)
OdpowiedzUsuń