niedziela, 11 września 2011

Refleksje przyszłościowe

Mam nadzieję, że teraz już nic mi nie stanie na przeszkodzie w pisaniu, bo prawdę mówiąc zbieram się do napisania tego posta już chyba z tydzień, ale jak dotąd z dość marnym efektem. Szkoda czasu na wymienianie owych przeszkód, w każdym razie bardzo liczę na to, że już się nie pojawią i będę mogła bywać tutaj dokładnie tyle czasu ile powinnam :) I z tej okazji dzisiaj będzie dużo czytania, więc nie pogniewam się, jak ktoś nie dotrwa do końca ;)

Tradycyjnie, wydarzenia w moim życiu galopują na oślep, zmieniają się z prędkością światła, niosą za sobą różne nastroje i emocje - raz jest wybitnie źle, raz bajkowo dobrze... Wolałabym, żeby zawsze było bajkowo dobrze, albo chociaż dobrze, bo takie gwałtowne skoki nastrojów związanych z różnymi sytuacjami są bardzo nieprzyjemne...

Ciągle brakuje nam pieniędzy na realizację swoich marzeń... Wczoraj moi dziadkowie opowiadali o weselu, na którym byli nasi sąsiedzi - możecie mi wierzyć, jak słyszę o takich rzeczach to krew się we mnie gotuje, bo gdybym to ja miała do dyspozycji taką kasę, to mało, że wyprawiłabym wesele, to jeszcze postawiła niemały dom i go wykończyła co do najdrobniejszego szczegółu... Podobno młoda para wyprawiła wesele na ponad 260 osób, dodatkowo wesele trwało 3 dni, jedzenia i picia było do oporu, każdy z gości miał zagwarantowane 3 noclegi w nie byle jakich hotelach, orkiestrę sprowadzili z drugiego końca Polski, bo taki mieli kaprys, i każdy z gości, nie para czy rodzina, ale każda pojedyncza osoba będąca na weselu, oczywiście pełnoletnia, dostawała ćwiartkę i paczkę z ciastem...
Płakać mi się chce, naprawdę... Niektórzy ludzie są tak obrzydliwie bogaci, żyją jak królowie a ja bym po prostu chciała założyć rodzinę, już nawet odpuściłam w czasie marzenia na moje własne M, w zupełności zadowolę się spółdzielczym mieszkaniem czynszowym... Po prostu chcę w końcu mieć męża, którego nie mam tylko dlatego, że nie mamy pieniędzy na wesele i utrzymanie się chociaż w przeciętnym standardzie (bo stać nas na mieszkanie, ale będziemy musieli liczyć pieniądze co do grosza, prosić rodzinę o pomoc finansową, a o dzieciach możemy zapomnieć, bo zanim byśmy się odbili finansowo, to dużo czasu minie...).

Nie wiem ile pracy mnie czeka w tym roku akademickim, ale bardzo liczę na to, że w miarę sprawnie sobie z tym wszystkim poradzę, żeby móc podjąć jakąś pracę w elastycznych godzinach. Wierzcie mi, że gdybym zarobiła chociaż 500 zł miesięcznie, to moglibyśmy zacząć myśleć o znalezieniu mieszkania, a za jakiś czas o ślubie...

Bardzo mi zależy na tym wszystkim, bo nasz związek cierpi przez to, że jesteśmy już ze sobą dosyć długo, a nawet nie mieszkamy razem. Tyle się rodzi niepotrzebnych bzdurnych sporów, które nie miałyby miejsca, gdybyśmy chociaż mieszkali ze sobą, a dają nam one mocno w kość, osłabiają nasze relacje, dają złudzenie, że nie jesteśmy ze sobą szczęśliwi. Obydwoje to widzimy i co do tego się zgadzamy, ale te konflikty rodzą się same i wszystko niszczą...
M. nawet do tego stopnia chciałby to wszystko urzeczywistnić (kocham Go jeszcze mocniej za to, jak mu cholernie zależy, żebyśmy w końcu mogli być razem :*), że uważa, że powinniśmy zaliczyć "wpadkę" (oczywiście planowaną, bo co do dzieci się zgadzamy i ich chcemy), bo wtedy cała rodzina się zepnie, żeby nas ochajtać i znaleźć nam mieszkanie, wszystko będzie w trybie ekspresowym, bez tego cudowania co teraz, że musimy o wszystkim myśleć sami, mimo że perspektywy mamy żadne. Poniekąd ma rację, ale ja jednak wolę, żeby wszystko było po kolei, najpierw ślub, potem dzieci. Chciałabym, żebyśmy się pobrali dlatego, że chcemy a nie dlatego że "musimy" (bo dla całego społeczeństwa właśnie tak to będzie wyglądało, że pobraliśmy się tylko dlatego, że dziecko w drodze... Nieważne, że my wiemy swoje, że celowo wpadliśmy, żeby być razem, ale otoczenie by nas truło).

Nie chciałabym, żebyście pisali, że powinnam wrzucić na luz, bo jestem młoda, mam jeszcze czas na rodzinę i tak dalej, bo ja dokładnie przeanalizowałam wszystkie za i przeciw, wiem, że ani teraz nam nie jest łatwo, ani łatwo nie będzie później, kiedy się pobierzemy, bo zamiast tych problemów pojawią się nowe, ale wiem jedno - im dłużej żyjemy osobno, tym gorzej na tym wychodzimy, a nie chciałabym, żebyśmy się kiedyś rozeszli właśnie przez jakąś pierdołę, która wynika z tego, że coraz krócej się widujemy, a każde z nas ma swoje życie... 4 lata bycia razem to sporo, czegoś się już od takiego związku wymaga, a my nie możemy wymagać mimo, że chcemy, bo nie ma pieniędzy na awans choćby w narzeczeństwo...

Rozpisałam się za wszystkie godziny mojej nieobecności ;) Ale musiałam wyrzucić z siebie wszystko, co mnie gryzie. Nie jest mi co prawda lepiej z tego powodu, bo sytuacja się w żaden sposób dzięki temu nie zmieniła, ale przynajmniej może chociaż część z Was zostawi jakieś mądre słowa :)

33 komentarze:

  1. Najbardziej smuci mnie to, że mimo strasznej chęci, miłości nie można wziąć ślubu i wyprawić wesela, bo brakuje pieniędzy. Ja akuratnie jestem za skromną uroczystością, a nie za weselem na 100 osób, bo tą kasę, którą wydam na wesele mogłabym mieć częściowo na mieszkanie, tudzież budowę domu. Po weselu zostanie mi tylko wspomnienie, a dom, czy mieszkanie jest inwestycją długoterminową. Sukni białej i mojego mężczyzny mi nikt nie zabierze, a goście, tak jak pisałaś, na przykład w przypadku tej bogatej pary to pewnie jakieś dalekie ciocie, wujkowie, których widzieli na oczy raz w życiu, jak to zwykle bywa. ;-)

    z całego serca życzę Ci, aby wasze plany szybko się spełniły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehhh Kochana skąd ja to znam... Tak bardzo pragniecie być razem, budzić się obok siebie każdego dnia a nie możecie... :( To strasznie przykre... i nie ja nie napisze, ze jesteś młoda i masz czas! ,bo doskonale Cię rozumiem... a może to racja z tą planową "wpadką" ? Wiesz nie radzę Ci tego robić, bo to Twoja decyzja ale może to jest myśl... skoro dzieci pragniecie a to Wam może pomóc być razem to czemu by nie teraz zrobić sobie małe Bobo :)

    Pozdrawiam i życzę z całego serduszka spełnienia jak najszybciej tych marzeń!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana. Jeszcze kilka lat temu mogłabym się pod tą notką podpisać rękami i nogami a nawet rzęsami. Przeszłam wszystko to co o czym piszesz i czułam dokładnie tak samo. Wiem jak jest Wam ciężko bardziej niż się Tobie wydaje.
    U nas decyzja po 4 latach była dość drastyczna, mój Ł. wyjechał do większego miasta (ja jeszcze wtedy studiowałam) w poszukiwaniu dla nas przyszłości, 2 lata żyliśmy na odległość i to były najgorsze chwile w naszym życiu, ale później ściągnął mnie tutaj i też nie było łatwo, bo gnieździliśmy się razem na jednym pokoiku i nie mogliśmy tak do końca nacieszyć się swoją obecnością dzieląc mieszkanie z innymi, ale to rozwiązało wiele naszych niesnasek. Na początku zarabialiśmy najniższe krajowe, z czasem zaczęliśmy odbijać się od dna. Zresztą to naprawdę długa historia, ale chcę Ci przez to przekazać, że byliśmy w takiej samej sytuacji jak Wy i ja nie wierzyłam, że cokolwiek może się zmienić. Dlatego dziś tak strasznie to wszystko doceniam, bo wiem ile na to pracowaliśmy i ile nas to wszystko kosztowało. Dlatego czasem nie dowierzam w tą ciąże, w tą cudowną istotkę, która żyje we mnie, bo kiedyś myślałam,że nigdy nie dojdę do takiego etapu mojego życia.
    Nie napiszę Tobie gotowej recepty na to wszystko, ale wiedz, że byłam w takiej samej sytuacji więc wierzę, że Wam w końcu też się uda. Wiem jak wiele daje zamieszkanie razem, jak rozwiązuje wiele niepotrzebnych, drobnych problemów, które z czasem urastają do rangi olbrzymich i naprawdę z całego serca Ciebie rozumiem.
    Ale trzymam kciuki i wierzę, że Wam też się uda znaleźć swój sposób na życie.

    Free Spirit

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzadko tu ostatnio komentuję, bo i co mogłabym napisać? Ja Cię rozumiem, ale gdy miałam faceta, stać nas było na zamieszkanie razem. Gdy miałam faceta, stać by nas było na zrobienie wesela. Jedna całkowicie rozumiem wszystkich, którzy mają problemy finansowe. Sama - i moja rodzina - wiele razy je mieliśmy.
    Ja zwyczajnie w świecie nie znoszę czasami polskiego prawa, polskich zarobków, polskich realiów, które hamują szczęście młodych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie denerwują, irytują te bogacze, choć wiem, że takie ich przeznaczenie i każdy ma to, na co ponoć zasłużył, ale do cholery czy ja wymagam dużo? Nie chcę milionów, nie chce willi z basenem, chciałabym tylko mieć normalne mieszkanie, ciepło i trochę więcej grosza na jedzenie... beznadzieja strasznie bez tych pieniędzy :( Jest co raz gorzej.
    Z tym dzieckiem to w sumie nie głupi pomysł, że jeśli masz przez to źle się czuć i robić coś wbrew sobie, waszym planom, to lepiej odpuścić. Szczebel po szczeblu i za jakiś czas i tak osiągniecie sukces. Pomyśl o tym w ten sposób, że wszystko dzieje że ku czemuś, a to jest sprawdzian dla Was. I jestem zdania tego, że to teraz powinno Wam się lepiej układać, a nie że jak dopiero zamieszkacie ze sobą. Bo to dopiero jak człowiek ze sobą zamieszka, widzi dokładnie wady i zalety drugiego człowieka i otwierają się "nowe drzwi" - życie w małżeństwie. Więc zadbaj o to, by teraz było Wam dobrze, bez sprzeczek, a zobaczysz, że będziesz szybciej mieszkać z Nim, niż myślisz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja za miesiąc będę właśnie na takim ,,bogatym" weselu. 300 gości, dużo wódki, jedzenia itp. itd. Nie mam ochoty iść, ale zobaczymy jak to będzie.
    Mam nadzieję, że jakoś rozwiążesz tą całą sytuacje. Nie potrafię Ci doradzić. Ja wiem tylko, że nie chciałabym w tym wieku wychodzić za mąż. Ale każdy ma swoje przekonania
    Magda-aivio

    OdpowiedzUsuń
  7. Różne emocje - to tak jak u mnie, ze skrajności w skrajność. Mam nadzieję, że będziesz miała siłę na regularne pisanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie będę pocieszać, mówić, że będzie dobrze (chociaż wiem, że będzie;D), najważniejsze w tym momencie jest to, żebyście zarabiali. Od razu będzie Wam lżej na duszy i w sercu, bo z każdą złotówką będziecie bliżej spełnienia Waszych marzeń:)
    Ja jestem z Panem D. ponad 4 i pol roku... na razie też nie ma szans nawet na narzeczeństwo. Pan D. studiuje, w tym roku broni pracy inżynierskiej, więc do zarabiania jeszcze trochę czasu.
    Trzymam za Was kciuki!:):*

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja uważam za totalną bzdurę wesela na 3 dni z noclegami dla gości itd. Sorry memory, ja miałam ślub dla 30 osób, wesele w domu, sukienkę skromną (może nie wyglądowo, ale cenowo), jedzenie przygotowywaliśmy sami, goście pojechali do domu nad ranem i było cudnie. Skromnie, ale cudnie. o nie liczy się ani pompa, ani goście tylko to, że jesteście razem i dla was ma to być najpiękniejszy dzień w życiu. A to nie wiąże się z dużymi kosztami.
    Trzymam mocno kciuki żeby wa się udało wszystko zrealizować tak jak sobie wymarzyliście. Bo to rzeczywiście musi być bardzo frustrujące...

    OdpowiedzUsuń
  10. Rękami, nogami, oczami, rzęsami, wszystkim co możliwe, podpisuję się pod tym, co napisałaś!
    Mam identyczną sytuację! Z tą różnicą, że my jesteśmy już półtora roku Narzeczeństwem i to się zaczyna robić już nieprzyjemne.. Każdy nas ponagla, pyta, kiedy w końcu się na coś zdecydujemy. My moglibyśmy zostać Małżeństwem jeszcze dzisiaj, ale nie mamy warunków. Pochodzimy z niezamożnych rodzin, rodzice nie mogą nam pomóc, bo nie mają z czego odłożyć. Na wszystko musimy zarobić sami.
    Mnie wesele aż tak nie nagli, bardziej chciałabym w końcu zamieszkać z K., bo to oddzielne mieszkanie (co prawda, co noc śpimy razem, ale raz u mnie, raz u Niego..) jest bardzo uciążliwe i przez to mamy mnóstwo konfliktów, problemów.. Wiem, ba! praktycznie jestem pewna, tak jak Ty, że wspólne zamieszkanie wyeliminowałoby większość problemów.
    Nie mogę strawić ludzi, którzy wyrzucają pieniądze w błoto, tak jak przytoczeni przez Ciebie ludzie. Tyle, że to są ich pieniądze i skoro je mają, to niech robią z nimi co chcą.
    Chodzi głównie o to, że świat jest niesprawiedliwy. Jedni mają wszystko, drudzy mają mniej. Jeden może zrobić wszystko, bo go stać, drugi nie może zrobić nic, bo nie ma na to pieniędzy...
    Jeszcze żeby to były jakieś głupie kaprysy.. A tu człowiek nie ma pieniędzy nawet na to, żeby razem zamieszkać i stworzyć DOM...
    doskonale wiem co czujesz, bo mam taką samą sytuację i tak samo mnie to przygnębia, jak Ciebie... ;(
    Tulę mocno i łączę się z Tobą... :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Radzić Ci ? Co to to nie !! Zycie samo ułoży scenariusz, nie wierzę w żadne planowania i.t.p.. Żonę swą poznałem 7 miesięcy przed ślubem i było to jak trafienie piorunem. Dziecko (nieplanowane) pojawiło się dokładnie 9 miesięcy po ślubie. Drugie (7 lat później) też nie było planowane. Jeżeli cokolwiek planuję, to wiem ze nie wyjdzie. Przyjmuję od losu wszystko jak leci. Tak ma być i już.

    OdpowiedzUsuń
  12. wszystko się ułoży, zobaczysz. I nie ma co planować, bo jak to mówią "Czlowiek planuje, Pan Bog krzyzuje" Baedzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana podpisuje się pod tym co napisałaś ! można zalinkować ?

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozumiem Cię doskonale... Jestem pewna, że wspólne mieszkanie na pewno zmniejszyłoby ilość Waszych problemów... Przykre jest to, że niestety tak bardzo trzeba walczyć o to, by zrealizować te plany. Może poprosicie rodzinę o pomoc, zdaje mi się, że parę postów wcześniej pisałaś, że są gotowi, by ofiarować Wam tą pomoc... :) Jeśli taka ciężka jest u Was sytuacja, może wyjazd do większego miasta, znalezienie lepszej pracy i wspólne zamieszkanie pozwoliłoby odbić się Wam od dna?
    W każdym razie bardzo mocno trzymam kciuki i mam nadzieję, że oboje doczekacie się "tej chwili"...
    Pozdrawiam i mocno przytulam! :*

    OdpowiedzUsuń
  15. witam i pozdrawiam serdecznie ja mam blog na interii i na blogspocie jestem codziennie:))

    wszystko ułoży się trzy mam kciuki za wszystko

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana, powiem Ci, że to jest straszne, jak człowiek musi walczyć o swój byt, a marzenia odstawić na bok, choć są tak bliskie spełnienia... Wspólne mieszkanie zakończyłoby konflikty, wiem doskonale jak było ze mną i W., ale gdyby nie poddasze w moim domu, to byśmy nadal krążyli między sobą... Męczyło to strasznie... Planów wiele, a we wszystkim chodzi o te cholerne pieniądze. Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Cześć!
    Cóż można powiedzieć, chyba jedynie to, że jak człowiek nie jest bogaty to ma pod górkę ze wszystkim!
    A tak poza tym to my już się znamy Ewelino!
    Wróciłam do blogowego świata, ponieważ bez bloga było mi co najmniej dziwnie!
    Weszłam na Twój stary adres i trafiłam tutaj.
    To ja A!
    Tyle, że teraz tworzę pod pseudonimem Panienka A!
    Tak się zastanawiałam czy do Ciebie napisać, ponieważ nie wiem, czy starą A pamiętasz bo kilka lat minęło!
    W każdym bądź razie pozdrawiam!
    [pamietnik-panienki-a.blog.onet.pl]

    OdpowiedzUsuń
  18. Pamiętaj o jednym,że kiedy będzie trzeba odchodzić to ciężko będzie temu bogaczowi to uczynić,przecież będzie musiał zostawić tyle bogactwa...Ja wierzę,że pokonacie wszystkie trudy i ,że się Wam ułoży...Znajdziesz pracę i Twój chłopak również będzie pracował,a reszta pójdzie gładko...trzeba wierzyć...a i czasami marzyć...bo marzenia się spełniają...pozdrawiam cieplutko...

    OdpowiedzUsuń
  19. Ewelinko...
    Ja radzić nie będę, bo o tych sprawach jeszcze nie myślę. Pozostanę za to przy mocnym trzymaniu kciuków za Twoje szczęście :))

    OdpowiedzUsuń
  20. Piszesz, że jesteście razem 4 lata, my pobraliśmy sie po 9 latach! Po drodze były przeszkody finanasowe i takie, że mój M był poza Polską cały rok. Także znam też te uczucie tęsknoty. Wesela nie zrobiliśmy specjalnie, bo żal kasy i ogólnie nie lubimy wesel;), tylko przyjęcie, ale z każdym rokiem poprawiało się i choć łatwo nigdy nie jest i wiem już, że nie wszystko poszło tak, jak się chciało czy planowało, to nie trać nadziei. Powoli i w Twoim życiu pójdzie do przodu, może teraz tak sobie myślisz, ale będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  21. Trzeba się wyflaczyć. To pomaga ulżyć choć na duszy. Moja córa uczy się zaocznie i pracuje na stacji benzynowej. Luksusów nie ma, ale te 1000 zł na pewno się dostanie. Na stacjach często szukają pracowników, bo z takimi marnymi wypłatami to ludzie szybko od nich uciekają, gdy znajda coś lepszego. Albo w sieci Aldi. Stale szukają kasjerek. Na 3/4 etatu płacą 1100 zł. Godziny pracy do uzgodnienia. Koleżanka pracuje tylko na popołudnia, gdy mąż wraca z pracy i zajmuje się dziećmi.
    Miło, że mnie odwiedziłaś. Jeśli pozwolisz dodam twój link do grona moich znajomych.

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam nadzieję, że szybko znajdziesz rozwiązanie swoich problemów.
    Zapewne teraz jesteś zajęta. Nie przeszkadzam?

    OdpowiedzUsuń
  23. Wiesz Ewelino,
    Początki każdego normalnego małżeństwa to brak pieniędzy, łapanie każdej możliwej fuchy, żeby zarobić chociaż parę groszy i pomoc rodziny.
    Życzę, żeby Wam się udało, skoro piszesz, że głównie rozłąka miesza Wam szyki.
    Ale wiesz, jak tak do końca nie wierzę w to, że ludzie są szczęśliwsi w związku tylko dzięki poprawie warunków, w których mieszkają.
    Miałam tego przykłady we własnym życiu i niestety nawet zamieszkanie w dużym domu zamiast małego ciasnego mieszkanka nie pomogło nam w związku. Szczęście ponoć można znaleźć i w małej klitce, ale rzeczywiście osobne życie przynosi więcej problemów i akurat ja wiem sporo na ten temat. Nie doradzam i nie wymądrzam się więcej, bo jesteśmy w zupełnie innej sytuacji.
    Ja byłam w Twojej dwadzieścia lat temu i jakoś wszystko poszło, a "wpadka" okazała się najwspanialszym darem losu :). I naprawdę nic mnie nie obchodziło, kto co o tym sądzi!
    Powodzenia zatem!

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja teraz mam chwilkę spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ach tezż tak mam chciałabym już rodinę , życ na swoim, mieć dzieci a ciągle ta kasa i kasa.. czemu jedni mają wszystko a drugiemu ciągle wiatr w oczy... .. życzę Ci aby wkońcu poszło wam do przodu... :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Traktowanie dziecka jako czegoś, co Wam pomoże osiągnąć inne cele jest troche nie na miejscu :/ Rozumiem, że Twój bardzo chce już mieć Cię na wyłączność, ale dobrze że chociaż Ty masz trochę zdrowego rozsądku.
    Wszystko się ułoży, nic na siłę ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Przede wszystkim to nie powinno Cię obchodzić co ludzie powiedzą, nawet jeśli o rodzina. Jesteście ze sobą 4 lata i chcecie być i to powinno być oczywiste, a jeśli dla kogoś nie jest to jego problem. No nie jest łatwo, gdy nie ma się środków by rodzinę utrzymać.O weselu nie wspomnę, choć wcale nie trzeba od razu wyprawiać, wystarczy ślub i ewentualnie małe przyjęcie. Na początek może podjęcie próby wspólnego zamieszkania, choćby tylko na pokoju? Na pewno łatwiej będzie jak skończysz studia, więc trzeba ciut poczekać. Szczęście i miłość, szacunek nie potrzebują luksusów i o tym trzeba pamiętać. Potrzebny jest czas by rozwiązał pewne kwestie, realia w naszym kraju są takie a nie inne i trzeba się umieć do nich dostosować.Powodzenia! Praca w końcu się znajdzie!

    OdpowiedzUsuń
  28. Ewa jest chora i ma 10 lat...szczegóły u mnie na blogu,
    ale mam prośbę do Ciebie...taka maleńką prośbę.
    Ewa bardzo lubi dostawać listy i pocztówki.
    Spraw Jej radość i wyślij Jej list lub pocztówkę.

    Dąbrowska Ewa
    05-200 Wołomin
    ul. Kościelna 41 m 3

    Ten adres jest na blogu Jej Siostry i mam pozwolenie
    na jego podawanie osobom,które znam,a Ciebie znam...
    Proszę napisz cokolwiek...adres bloga jest u mnie
    na blogu z wierszami...

    OdpowiedzUsuń
  29. I właśnie dlatego że ja chciałam być z moim mężnym wtedy nie mężnym, a on ze mną, a mieszkaliśmy w innych miastach, dzieli nas na dodatek 9 lat różnicy zdecydowaliśmy, że decydujemy się na dziecko a reszta się ułoży :) Ja wesela nie chciałam, robiliśmy tylko przyjęcie dla rodziny i najbliższych przyjaciół i wcale nie żałuję :) Ważne, że się kochamy i jesteśmy ciągle razem, mamy dwoje dzieci i jest okej :))

    OdpowiedzUsuń
  30. Kalina zrobiła zupełnie tak samo jak ja...:)

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Zostaw adres swojego bloga jeśli go posiadasz, bo chętnie wpadnę z rewizytą :)

Pamiętaj jednak, że jest to mój kawałek sieci, zatem uprasza się osoby komentujące o zachowanie kultury!!!!!