Po powrocie znad morza odwiedziliśmy z M. moją babcię. Babcia weszła na temat wspólnego życia młodych ludzi - że nie ma łatwo, bo ani pracy dobrej nie ma, ani pieniędzy, to też przed młodymi żadne perspektywy nie stoją, a już szczególnie przede mną i przed M. Ja nie pracuję, bo studia mi to uniemożliwiają, M. pracuje, ale mimo pełnego etatu zarabia grosze, nie jest powiedziane, że po skończeniu studiów znajdę pracę, bo w moim mieście ciężko z takimi sprawami...
Można zatem wynieść wnioski, że przyszłość przed nami maluje się nie za ciekawie. Tym bardziej, że chciałabym zrobić zaocznie studia magisterskie (to kosztuje), M. chciałby iść na studia w przyszłym roku (zaocznie, bo pracuje, a to też kosztuje), więc o pieniądzach możemy słuchać tylko z opowiadań osób zamożnych.
I wracając do babci - babcia zaczęła szukać możliwości, sposobów i okazji, żeby ubarwić nieco tę czarną wizję NASZEJ przyszłości. Poruszyła ten temat na poważnie, M. się w rozmowę zaangażował, co mnie bardzo zaskoczyło, bo unika takich tematów jak ognia, i jakoś to wszystko poszło do przodu. Sam zaczął temat rozwijać, postanowił...
...porozmawiać o tym z moimi dziadkami i rodzicami!
Sama się sobie dziwię, bo jestem straszna płaczka, jeśli chodzi o przeżywanie silnych emocji, ale udało mi się nie zacząć ryczeć, kiedy usłyszałam słowa wstępu do rozmowy, wychodzące z ust M.: "Jest taka sprawa, że ja i Ewelina myślimy powoli o ślubie i zamieszkaniu razem...". Ale za to teraz jak sobie to przypomnę, to mam łzy w oczach :))
Takie słowa od swojego Ukochanego Mężczyzny, którego krew zalewa, jak ktoś wspomni o ślubie czy mieszkaniu, który unika tematu jak ognia... Chyba nie dziwne, że skoro sam z siebie takie oświadczenie wygłosił, to ja jestem cała w skowronkach i ze łzami szczęścia w oczach? :)
Tak więc wszystko zaczęło się toczyć błyskawicznie - dziadkowie i babcia zaproponowali pomoc finansową na miarę swoich możliwości, moi rodzice, a głównie mama (?) zaproponowali założenie przeze mnie i przez M. książeczek mieszkaniowych i odkładać co miesiąc jakąś kwotę na nasze mieszkanie. Oznajmiła też, że będzie na moją książeczkę płacić co miesiąc, dopóki nie zdecydujemy się na zakup mieszkania oraz że połowę kosztów naszego wesela pokryje, na drugą połowę musi zbierać M. :) Mama M. zaproponowała, żebyśmy kupili jednopokojowe mieszkanie, a ona zamieni się z nami - będzie mieszkać sama więc jeden pokój jej wystarczy, a my możemy mieszkać tam, gdzie teraz mieszka M. - 2 pokoje.
Boże, myślałam, że nigdy nie otworzą mi się te drzwi, za którymi kryje się to marzenie, i nagle wszystko powoli staje się w zasięgu ręki... Nie wiedziałam, że spotkamy się z taką życzliwością otoczenia, choć tak naprawdę nikt nie ma pieniędzy, każdy żyje od wypłaty do wypłaty, a jednak zadeklarowali swoją pomoc...
Chciałabym zacząć pracę w jakiejś szkole języków obcych, mam nadzieję, że mój plan zajęć mi to w tym roku umożliwi - wtedy będę w stanie odkładać więcej pieniędzy :) Albo chociaż żeby znaleźć ze 3 osoby, które co tydzień będą się zgłaszać na korepetycje - kokosów nie będzie, ale zawsze będzie z czego te kilka groszy odłożyć - jak się nie ma nic, to każdy grosz się liczy.
Fakt jest faktem, jesteśmy obydwoje w czarnej dupie póki co, musimy zaczynać budować wszystkie nasze plany i marzenia od zera, ale z pomocą zaoferowaną przez nasze rodziny na pewno nam się uda :)))
I jak tu nie tańczyć z radości? :))
Ewelinko...
OdpowiedzUsuńMimo że bywało bardzo różnie, a nastroje w Twoim życiu zmieniały się szaleńczo - cały czas wierzyłam, że będziesz szczęśliwa. A wiesz dlaczego? Tak uparcie dążyłaś do spełnienia marzeń, że nie mogło Ci się nie udać :D
Cieszę się razem z Tobą :))
Najważniejsze jest to, że M. w końcu dorósł do tych decyzji, tematów i rozmów, przestał się bać, zaczął myśleć jak dorosły, odpowiedzialny facet. Wział sprawy w swoje ręce. Pewnie, że będzie ciężko, ale nie ma nic za darmo :) Powoli, małymi kroczkami osiągniecie każdy cel, ślub, wesele, mieszkanie, pracę. Głowa do góry i nie traćcie wiary w to wszystko :)
OdpowiedzUsuńNie dziwię się, że jesteś taka zadowolona, szczęśliwa, bardzo długo na to czekałaś :) Chociaż pewnie jeszcze na coś czekasz :D Tak jak ja :)
Najważniejsze, że znów się uśmiechasz :) Cieszy mnie to ! ;** oby tak dalej ! ;))
OdpowiedzUsuńSą takie dni kiedy nie widać kompletnie światełka w tunelu, że wydaje się, że nic zmienić się nie może aż przychodzi taki jeden i dodaje skrzydeł.
OdpowiedzUsuńRozumiem Twoją euforię i szczęście doskonale, bo czasem wystarczy taki zapalnik by uwierzyć w lepsze jutro i aż lepiej się oddycha.
Free Spirit
Gratulacje:)
OdpowiedzUsuńCieszę się razem z Tobą :)
Bardzo fajnie, że tak się układa, ale możecie też zawsze wziąć ślub bez drogiego wesela, np. w postaci małego przyjęcia i kasę przeznaczyć właśnie na mieszkanie ;) A i ponoć w Kaliszu była trąba powietrzna??? To jakaś podejrzana sprawa;))
OdpowiedzUsuńTo już teraz wiem co się kryje za tą radością :) Cieszę się razem z Tobą i trzymam kciuki, żeby plany i marzenia powolutku stawały się rzeczywistością :)
OdpowiedzUsuńNajważniejsze by pomału budować wasze szczęście. Powodzenia :*
OdpowiedzUsuńO kurcze! Ale fajnie! Wcale się nie dziwie, że tak się cieszysz. M. zaczął otwarcie rozmawiać, rodzina chce pomóc. Wspaniale :)
OdpowiedzUsuńMagda-aivio
Czarną dupą bym tego nie nazwała..
OdpowiedzUsuńPomoc rodziny, to już bardzo dużo. Jesteście na bardzo dobrej drodze, oby tylko tego nie zepsuć!
Cudnie jak można liczyć na pomoc rodziny. Na pewno uda Wam się zrealizować Wasze plany, w końcu nie jesteście z nimi sami! Cieszę się twoim szczęściem :))))i życzę powodzenia :)
OdpowiedzUsuńOjej to świetne wiadomości!:) Bardzo się cieszę:):*
OdpowiedzUsuńZ pomocą innych na pewno Wam się uda i choć trochę będzie Wam lżej:)
Ja niestety nie mam co liczyć na pomoc rodziców a nawet ja muszę im pomagać finansowo:/ ehh.
Wiesz co Ewelino, każdy, no prawie każdy z nas tak zaczynał!
OdpowiedzUsuńI powiem Ci, że kiedy już są plany, to pieniądze jakoś zawsze się na to znajdują. Mówię Ci to z mojego ponadczterdziestoletniego doświadczenia!
I rodzice i dziadkowie są Wam życzliwi i chcą pomóc, wspomóc. I to jest najważniejsze.
Trzymam kciuki, żeby to wszystko dobrze Wam poszło!
Bardzo miło mi było przeczytać u Ciebie coś tak optymistycznego!
Gratulacje Moja Ewelajno!!!!!... To dobry początek. Razem dojdziecie do tego czego pragniecie:))))
OdpowiedzUsuńBuziaki!!!
Cudownie! Oby szczęście trwało jak najdłużej! :))
OdpowiedzUsuńE noooo.... Świetnie! Powolutku, powolutku, a spełnicie swoje marzenia :) Najważniejsze, że jest ktoś, to chętnie Wam pomoże i że są już jakieś małe plany ;] Powodzenia :*
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak bardzo mnie to cieszy. Wszystko tak fajnie zaczyna się układać. Dobrze że masz takie wspaniałe osoby obok siebie. No i te słowa z ust M. Szczęściara z ciebie :)
OdpowiedzUsuńSUPER że zaproponowali pomoc, u mnie jest dokłądnie tak samo, tyle że raczej nikt nie pomoże... Zawsze to dla was krok do fajnej przyszłości, duży krok :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam:)
Oj skakałabym z radości, chyba przez cały dzień i noc i dzień i noc. Z doświadczenia wiem, że mieszkanie dla ludzi młodych to podstawa, wiem jak nam było i w sumie nadal jest ciężko, bo mimo, że mieszkamy teraz z tatą to i tak nie jest kolorowo. Także gratuluję takiej postawy w rodzinie, taka pomoc jest na miarę złota! Niestety młodzi ludzie mają przechlapane jeśli chodzi o dobry start... na wszystko potrzeba tyle kasy, której niestety ale brakuje każdemu z nas :(
OdpowiedzUsuńno to faktycznie masz powody do szczęścia :)
OdpowiedzUsuńSuper. Oby wspólne zamieszkanie zmyło wszystkie Wasze dotychczasowe problemy. Niechaj wkońcu będzie sielankowo :D
No i widzisz. Ludzie, rzadko bo rzadko, ale w pewnych sprawach potrafią się mobilizować, nawet gdy za bardzo nie ma z czego (środków).
OdpowiedzUsuńDobrze, że Wasi bliscy do tego dojrzeli - jakie by z nimi Wasze relacje nie były. Dobrze, że M. zdobył się na taką deklarację - bo to najpiękniejszy dowód, że dla Ciebie jest gotów przeskoczyć i zapomnieć o tym, co dla niego trudne.
No to się cieszymy :)
Super :))) No to prawie zgadłam :) Myślałam, że chodzi o wspólne zameiszkanie :) A więc dobrze myślałam, tle ze moze nie juz, ale za to za chwilę :)
OdpowiedzUsuńEvi gratuluję :-)
OdpowiedzUsuńTeraz małymi kroczkami do przodu, macie pomoc to ważne i cenne.
pozdrawiam
aisza
Jesteście młodzi i pełni Nadziei,więc życie przed Wami i wszelkie możliwości...pomoc Rodziny jest ukojeniem w sercu...będzie dobrze...i płyń w fali radości poprzez to życie...Pozdrawiam cieplutko...Adam...
OdpowiedzUsuńJak to przyjemnie poczytać dobre wiadomości. Moje gratulacje!!! Czasami pomocna dłoń pojawia się z najmniej oczekiwanej strony ;-)
OdpowiedzUsuńAleż Ci zazdroszczę tego całego zycia przed Tobą. Oby było usłane rózami, a jeżeli to nie bedzie możliwe, to chociaż niech bedzie "bez kantów".
OdpowiedzUsuńWĘDROWCA TO CZAS...
OdpowiedzUsuńRusza Wędrowiec przed siebie
W podróż chce zabrać i Ciebie
Chce Ci pokazać piękny Kraj
Więc chociaż myślami obok Wędrowca stań.
Uniesie Wędrowiec swe serce
Uniesie myśli swoje ciepłe
Ruszy uśmiechnięty i szczęśliwy
By czas młodosci wrócił miły.
Ruszy tam gdzie się urodził
Gdzie życie sobie powoli płodził
Jedzie do miejsc Jemu bliskich
Więc prosi,by z Nim Twoje myśli były.
Tak jak w wierszu...Ruszam w najdłuższą podróż...by spełnić swoje marzenia.
Proszę więc o wsparcie,a nawet modlitwę,bym czuł i Twoja obecność...
Wrócę za dni kilka...Chcę przeżyć wiele przygód...Pozdrawiam cieplutko...
Jak facet tak poważnie myśli o ślubie to musisz być dla niego tą jedyną na 100% :) gratuluję :)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za powodzenie... :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
www.eremi.blog.onet.pl