wtorek, 23 lutego 2016

Cześć, pamiętasz mnie? :)

Nie bijcie, trochę ten blogowy świat zaniedbałam :)

Inna rzecz, że od czasu ostatniego wpisu po prostu wszechpotężne burze z piorunami z hukiem przetaczały się przez moje życie, rozwalając co popadnie i chyba ani nie dałabym rady, ani nie chciałam tego spisywać :) Wchodzić tutaj za bardzo też mi było nie po drodze, i macie prawo się na mnie za to obrazić, ale spadło na mnie tak dużo, że miałam naprawdę sporo do ogarnięcia we własnym życiu, dlatego nie byłam w stanie nawet sprawdzać co u Was. Nie żebym nie była ciekawa, ale po prostu skupiłam się chwilowo na sobie, żeby uporządkować bałagan wokół siebie. Nawet pewnie nic mądrego bym nie była w stanie Wam napisać... Nie obiecuję, że od teraz będę tu bywać regularnie i na bieżąco sprawdzać co u Was, bo mimo naprawdę ogromnej sympatii do każdej z Was i jednak ciekawości (bo spodziewam się, ze i u Was mogło się sporo pozmieniać przez tyle czasu ;)), po prostu muszę złapać oddech po tym wszystkim - obiecać za to mogę, że przynajmniej się postaram nie znikać znów bez słowa :)

Niemniej efekty tych burzliwych zmian są dosłownie jak powietrze po burzy, w końcu mogę odetchnąć pełną piersią i wykrzyczeć wszystkim, że jestem szczęśliwa :) jeszcze nie wszystko jest tak jak chciałabym, żeby było, ale cieszę się z tego, co jest :) tym razem mówię poważnie, naprawdę się cieszę z tego co mam :D

To jest prawda, że pozytywne myślenie przyciąga pozytywne zdarzenia :) I choć łatwo nie było dobrnąć do tego stanu, to na pewno było warto. Pod wieloma względami. Nie tylko zmieniłam swoje podejście do życia, i jest mi z tym naprawdę fajnie, ale też wiele innych rzeczy 'się uporządkowało' :) Jak tak człowiek wpada w rutynę, żyjąc z dnia na dzień, to nawet nie zauważa, że coś zaczyna być nie tak... Dopiero bardzo zimny prysznic, drastyczne zmiany lub inny punkt zwrotny otwierają oczy i dają człowiekowi szansę na wyrwanie się i zmiany. Łatwo nie było, ale skoro pojawia się szansa, to czemu by nie spróbować? U mnie mimo właściwie już psychicznego dna (sama się sobie dziwię z perspektywy czasu, ile jeden nieduży człowiek może udźwignąć na raz, upaść pod tym ciężarem, a potem jednak wstać i iść dalej), wszystko suma summarum wyszło na dobre :)

Znów jestem sobą, a może nawet jeszcze lepszą wersją samej siebie :)


4 komentarze:

  1. Nie zdazylam Cię dobrze poznac i na jakis czas zniknelas....widocznie tego potrzebowalas, ale moze tym razem bedziesz bywac tu czesciej :) ja na pewno zagladac bede :)
    zakochana-kobietka.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Obyś teraz bywała częściej :)
    Mam nadzieję, że teraz będzie u Ciebie już tylko dobrze! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana,
    Pamiętam Cię :) a Ty pamiętasz nas? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze wiedzieć, żeś szczęśliwa :)

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Zostaw adres swojego bloga jeśli go posiadasz, bo chętnie wpadnę z rewizytą :)

Pamiętaj jednak, że jest to mój kawałek sieci, zatem uprasza się osoby komentujące o zachowanie kultury!!!!!