Ale dziś nie o tym chciałam.
Jeszcze całkiem niedawno zdawało mi się, że jestem dorosła. Według polskiego prawa owszem, osiemnaście lat stuknęło mi już dosyć dawno temu, ale teraz widzę, że jest różnica między poczuciem dorosłości a byciem dorosłym. Chciałam wszystko na już, myślałam, że świat się zawali, jeśli czegoś nie będę miała akurat wtedy, kiedy uważałam, że powinnam to mieć. Albo inni mieli, a ja nie. Nie raz miałam pretensje do losu i ludzi, że rzeczy, których najbardziej chciałam były najbardziej nieosiągalne. Bo ja tak bardzo chciałam, a wszystko tak bardzo się komplikowało niezależnie ode mnie... I nie dane mi było mieć tego, czego tak bardzo chciałam. Trochę to rozumiem, ciężko być mądrym, kiedy świat jest głupi :)
Nie minęło dużo czasu, a punkt postrzegania wszystkiego zmienił mi się diametralnie. Pewnie nie minął nawet rok... Ale bagaż doświadczeń, jaki dostałam od życia w tym czasie sprawił, że zatrzymałam się na chwilę w tym głupim pędzie życia i zastanowiłam się nad wieloma rzeczami. Wszystko swoim tempem leci dalej, ja też fizycznie muszę za tym nadążać (takie tam minusy bycia dorosłym :)), ale psychicznie zaczęłam zwalniać. Dotarło do mnie, że gonienie za rzeczami, które być może nie są mi pisane i zaprzątanie sobie głowy wszystkimi przeszkodami, które napotykam w drodze do wymarzonego celu, prawdopodobnie nie ma sensu. Skoro do tej pory niewiele się dzieje, mimo, że robiłam wszystko, co było w mojej mocy, to być może tak właśnie ma być. I nikt inny na tym nie cierpi, tylko ja. Bo przez narastające frustracje przestaje być prawdziwą sobą, Zrzędliwa, ciągle niezadowolona, warcząca, bez uśmiechu, zazdrosna o powodzenie innych, zgorzkniała - przecież to nie jestem ja! A może właśnie fakt, że nie mam tego, co chciałabym mieć, to ręka Pana Boga, która mnie chroni, bo osiągnięcie tego mogłoby nie być dla mnie dobre?
Dlatego właśnie doszłam do wniosku, że w ten sposób, choćbym pewnie gwiazdkę z nieba dostała, to nie będę szczęśliwa, bo zawsze będę miała przed sobą jakiś mało realny cel i wszystkie przeszkody, jakie będę napotykać, będą mi zabierały całą radość z życia, a owej gwiazdki mogę wcale nie zauważyć. Dotarło do mnie, że stałam się tak zaślepiona dążeniem do rzeczy, które są poza moim zasięgiem, że niszczy mnie to wewnętrznie.
Nadchodzi zatem czas zmian. Nie wszystkie da się wprowadzić od ręki, bo przestawienie swojego własnego sposobu myślenia zajmuje najwięcej czasu i jest najtrudniejsze, ale przynajmniej jest realne i wiem, że wtedy właśnie będę mogła w końcu być sobą. Przestaje dla mnie liczyć się 'mieć', a zaczynam się skupiać na 'być'. Również będzie trzeba usunąć wszystko, co ciągnie mnie w dół i przytłacza, bo czasem mimo, że nam samym już zaczyna się układać, to są czynniki, które nie pozwolą nam się wzbić tak wysoko, jak byśmy chcieli.Pierwszy krok już za mną - odkryłam, że znowu lubię siebie i jest mi samej ze sobą dobrze. Może zmiana z pozoru niewielka, ale wierzcie mi, że osiąganie równowagi wewnętrznej i nabywanie zdrowego egoizmu naprawdę pomaga w wielu sprawach :)

Zmiany na lepsze, zawsze są dobre... Trzymam kciuki oby wszystko poszło w kierunku, który sobie obierzesz :)
OdpowiedzUsuńDorośli są beznadziejni w kwestii bycia szczęśliwym. Powinniśmy się uczyć od dzieci, trzeba zachować tą radość z byle czego, cieszyć się z małych rzeczy. Tylko jak to zachować w tym owczym pędzie codzienności?
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że teraz będzie u Ciebie już tylko lepiej :))
OdpowiedzUsuńOby już było tylko lepiej :)
OdpowiedzUsuńTrochę bardziej dorosła poczułam się półtora roku temu kończąc studia. Teraz pracując poziom mojej dorosłość wzrósł, a co za tym idzie .... chyba coraz rzadziej się uśmiecham
OdpowiedzUsuńMagda-aivio
Nie było Cię dłużej, niż długo, a teraz też od września.
OdpowiedzUsuńMelduję się zatem z mojego bloga migawkowego, który poświęcam teraz zdrowym przepisom.
A na co dzień publikuję nadal na:
http://iw-od-nowa.blogspot.com/
Pozdrowienia :)
A teraz odnośnie tekstu.
OdpowiedzUsuńCzasami dorośleje się przez całe życie. Innym życia nie wystarcza. Dla mnie bycie dorosłym to poczucie, że ma się swoje życie we własnych rękach. Wpływ na prawie wszystko, co się w naszym życiu dzieje. Umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach, samodzielność finansowa i emocjonalna, nawet jeśli jest się w różnych związkach z bliskimi ludźmi (partnerem, rodzicami, dziećmi, przyjaciółmi itd.).
pozdrowienia