Nie bijcie, trochę ten blogowy świat zaniedbałam :)
Inna rzecz, że od czasu ostatniego wpisu po prostu wszechpotężne burze z piorunami z hukiem przetaczały się przez moje życie, rozwalając co popadnie i chyba ani nie dałabym rady, ani nie chciałam tego spisywać :) Wchodzić tutaj za bardzo też mi było nie po drodze, i macie prawo się na mnie za to obrazić, ale spadło na mnie tak dużo, że miałam naprawdę sporo do ogarnięcia we własnym życiu, dlatego nie byłam w stanie nawet sprawdzać co u Was. Nie żebym nie była ciekawa, ale po prostu skupiłam się chwilowo na sobie, żeby uporządkować bałagan wokół siebie. Nawet pewnie nic mądrego bym nie była w stanie Wam napisać... Nie obiecuję, że od teraz będę tu bywać regularnie i na bieżąco sprawdzać co u Was, bo mimo naprawdę ogromnej sympatii do każdej z Was i jednak ciekawości (bo spodziewam się, ze i u Was mogło się sporo pozmieniać przez tyle czasu ;)), po prostu muszę złapać oddech po tym wszystkim - obiecać za to mogę, że przynajmniej się postaram nie znikać znów bez słowa :)
Niemniej efekty tych burzliwych zmian są dosłownie jak powietrze po burzy, w końcu mogę odetchnąć pełną piersią i wykrzyczeć wszystkim, że jestem szczęśliwa :) jeszcze nie wszystko jest tak jak chciałabym, żeby było, ale cieszę się z tego, co jest :) tym razem mówię poważnie, naprawdę się cieszę z tego co mam :D
To jest prawda, że pozytywne myślenie przyciąga pozytywne zdarzenia :) I choć łatwo nie było dobrnąć do tego stanu, to na pewno było warto. Pod wieloma względami. Nie tylko zmieniłam swoje podejście do życia, i jest mi z tym naprawdę fajnie, ale też wiele innych rzeczy 'się uporządkowało' :) Jak tak człowiek wpada w rutynę, żyjąc z dnia na dzień, to nawet nie zauważa, że coś zaczyna być nie tak... Dopiero bardzo zimny prysznic, drastyczne zmiany lub inny punkt zwrotny otwierają oczy i dają człowiekowi szansę na wyrwanie się i zmiany. Łatwo nie było, ale skoro pojawia się szansa, to czemu by nie spróbować? U mnie mimo właściwie już psychicznego dna (sama się sobie dziwię z perspektywy czasu, ile jeden nieduży człowiek może udźwignąć na raz, upaść pod tym ciężarem, a potem jednak wstać i iść dalej), wszystko suma summarum wyszło na dobre :)
Znów jestem sobą, a może nawet jeszcze lepszą wersją samej siebie :)

Nie zdazylam Cię dobrze poznac i na jakis czas zniknelas....widocznie tego potrzebowalas, ale moze tym razem bedziesz bywac tu czesciej :) ja na pewno zagladac bede :)
OdpowiedzUsuńzakochana-kobietka.blog.onet.pl
Obyś teraz bywała częściej :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że teraz będzie u Ciebie już tylko dobrze! :D
Kochana,
OdpowiedzUsuńPamiętam Cię :) a Ty pamiętasz nas? :D
Dobrze wiedzieć, żeś szczęśliwa :)
OdpowiedzUsuń