Wszystkie moje problemy i niejasności rozwiał sam M. To jest akurat do przewidzenia, że życie zawsze, ale to zawsze pisze swój własny scenariusz, często nie licząc się z tym, jakiego zakończenia byśmy oczekiwali. Chociaż w tym wszystkim jest jeden, zasadniczy plus - nareszcie wiem, na czym stoję, wiem, jak muszę dalej sobą kierować, wiem również, że na siłę nikt nikogo jeszcze chyba nie uszczęśliwił.
Ale od początku. Pewnie kilka z Was się zastanawiało jak żyję, a ja bezczelnie nic nie pisałam. Proszę o wyrozumiałość - czekałam. Czekałam, czy ja sama to jakoś rozwiążę, czy jednak sprawy same nabiorą właściwego kierunku, no i się doczekałam.
Wyjechaliśmy z M. do jego matki na zachód na Święta. Od samego początku coś było bardzo nie tak - ledwo zajechaliśmy, to zamiast powitania czekała na nas nieprzyjemna niespodzianka. Matka M. pijana. Nawet nie wiecie, jak mi strasznie było żal M., jechał tyle kilometrów, żeby po prawie pół roku zobaczyć się z matką i zastał taki widok. Był tak zły, że chciał wracać od razu jak to zobaczył, ale jednak ostatecznie zostaliśmy. To był początek końca.
Kilka dni później, matka M. wstała z jakimiś dziwnymi fochami, wyleciała na nas z pretensjami odkąd tylko wstaliśmy, że w dupie ma takie święta, to ostatnie święta spędzone razem, ma dość patrzenia na nasze "srające miny". M. wstał i wyszedł, ja dojadłam sałatkę wciąż słuchając tej wiązanki. Gotowało się we mnie, bo przecież to nie jest tylko nasza wina, że nasze humory były jakie były. W końcu wstałam i na kolejny zarzut, że mamy zjebane miny odpowiedziałam grzecznie matce M., że to nie jest tylko i wyłącznie nasza wina. A ta, wierzcie mi, chyba jakiejś histerii dostała, zaczęła się na mnie drzeć, że jestem głupią smarkulą, że to co ona tu robi i w jakim stanie się znajduje to tylko jej sprawa i że niby co tu zastaliśmy? Pamiętając ciągle ten przykry obrazek z momentu zjawienia się u matki M. i jego minę, żal i złość, odpowiedziałam wciąż grzecznie, że to co tu zastaliśmy to był obraz nędzy i rozpaczy. Usłyszałam kolejną wiązankę i to w tonacji takiej, że chyba cały dom słyszał. Poszłam, umyłam talerz, wróciłam, żeby go odłożyć na miejsce i ciąg dalszy wrzasków - żebym ja się lepiej nad sobą zastanowiła, bo jestem taka, sraka i owaka. Dajecie wiarę? Żeby mnie za nic tak zwyzywała? Ja mówię kulturalnie, nawet na sekundę głosu nie podniosłam, a w odwecie słyszę epitety wszelakie... Brakło mi na to słów, więc powiedziałam, że to jest śmieszne i wyszłam, a ona wyleciała za mną! Myślałam przez chwilę, że mnie uderzy w twarz i sama chyba leciała do mnie z tym zamiarem, ale w ostatniej chwili zmieniła "trajektorię lotu" i zaczęła się dobijać do drzwi pokoju mojego i M., drąc się przy tym jak nie wiem. Potem odeszła, a ja usłyszałam wiązankę jeszcze lepszą, niż wszystkie poprzednie: że jestem suką, szmatą, kurwą i jeszcze parę innych. Nie wiem czemu zaczęła się tak zachowywać, ale dla mnie jej zachowanie jest co najmniej anormalne. W żaden sposób jej nie obraziłam, w sposób kulturalny stwierdziłam fakt, który zaiste miał miejsce, więc o co chodzi?
Za chwilę wpada M. do pokoju, pyta się mnie co ja jej powiedziałam, ale że upłakana siedziałam po pas, to mu nie byłam w stanie odpowiedzieć. Poszedł do pokoju swojej matki, wrócił po jakimś czasie i pyta się mnie "Czy nie uważam, że jego matkę wypadałoby przeprosić?" - że co?! Za co?! Że ona mnie zwymyślała, obraziła, okazała totalny brak szacunku do drugiego człowieka? Nikt, nikt mnie nie będzie obrażać. To, że jestem młodsza, to nie znaczy, że nie należy mi się dokładnie tyle samo szacunku co jej.
Kolejne wydarzenia potoczyły się tak, że M. mimo, że wie, jak zwyzywała mnie jego matka, jakie wyzwiska rzucała pod moim adresem, jak mnie potraktowała Bóg jeden wie dlaczego, to wyobraźcie sobie... jest na mnie obrażony. Tak, trzyma stronę swojej matki. Mojej wersji wydarzeń nawet nie raczył poznać, mamusia powiedziała, a M. ślepo wierzy, traktując mnie jak... no właśnie, jak?
Kolejny dzień siedzę sama w pokoju i czekam, aż wrócimy do Polski. M. nawet spał u matki w pokoju jednoosobowym, bo ja jestem taka zła, że nie zhańbił się spędzeniem nocy w jednym pomieszczeniu ze mną. Obrażony na mnie śmiertelnie. Ale przez to właśnie zmądrzałam... I przekonałam się jaką mam wspaniałą rodzinę, która od razu mnie wsparła.
Wiecie jak ja się teraz czuję? Upokorzona i znieważona przez kogoś, kogo kochałam całą sobą. Okazało się, że mimo, że jesteśmy razem 6 lat, ja nic dla niego nie znaczę. Mamusia tupnęła, a M. poleciał za nią. To tak bardzo boli, że okazałam się dla niego tak mało ważna. Zawiodłam się, tak ogromnie, że nie umiem tego nawet opisać. I naprawdę mam gdzieś jej zachowanie, zabolało mnie to, jak zachował się M.
Podjęłam decyzję - po powrocie do Polski pakuję się i się od niego wyprowadzam. Nie będę ani sekundy dłużej mieszkać w mieszkaniu jego matki i u boku kogoś, kto mnie tak potraktował. A skoro tak bardzo jest za swoją mamusią, że ślepo wierzy jej we wszystko, a mnie poniewiera jak śmiecia, to pewnie nie byłby to jedyny raz, kiedy tak się zachowa. A ja będąc z kimś muszę wiedzieć, że mam wsparcie w swoim mężczyźnie choćby skały srały, a nie że mnie kopnie boleśnie kiedy tylko mamunia tupnie.
Tym oto niezbyt przyjemnym sposobem rozwiązała się również reszta moich problemów - nie chcę wychodzić za mąż za kogoś, dla kogo jestem niczym. Chcę być z kimś, kto uszanuje mnie taką jaka jestem, będzie mnie właśnie taką kochał, zawsze stanie po mojej stronie choćbym nawet nie miała racji - ale budować z kimś przyszłość to być za sobą choćby nie wiem co się działo - tak mi ktoś ostatnio mądrze powiedział. Można potem, na osobności powiedzieć, że się mylę albo ze robię nie tak, ale na pewno nie życzę sobie takiego zachowania, jak powyżej.
Uświadomiłam sobie również, że M. wcale ślubu nie chciał. Pasowało mu tak, jak było - wolny związek, który można w razie byle kaprysu zakończyć, zero zobowiązań, a ja dla niego tylko byłam, dom mu ogarnęłam (choć M. i tak twierdzi, że nic nie robiłam, mimo, że sam palcem w domu nie kiwnął), gacie uprałam, kasa była fajna z mojej nowej pracy (chociaż nie, jak powiedziałam, że nie będę mu sponsorować co wieczór piwa, to już byłam niegodziwa, a przez jego piwa i hektolitry paliwa lane do samochodu nie starczało nam pieniędzy do końca miesiąca) i było dobrze.
Teraz w grudniu mieliśmy 6 rocznicę, miałam nadzieję, że da wyraz tego, że myśli o mnie poważnie, i co? Nic. Może na Święta? Nie, nic, jedyne, co się stało, to pokazał jaki jest i jak bardzo nie mogę na niego liczyć. Chociaż w zasadzie to jest coś - oszczędził mi kolejne lata życia w złudnej nadziei, że jestem dla niego kimś ważnym i że coś z tego związku będzie.
Ten związek powoli tracił wszelkie podstawy bycia i tym razem to już było za wiele.
Niech mi ktoś powie jak zrobić, żeby ten zawód na najbliższej osobie jaki mnie spotkał tak strasznie nie bolał, żeby zniknął ten ból spowodowany takim ogromnym rozczarowaniem...
Przyszła do mnie jego mamusia i wierzcie mi, próbowała mi wmówić, że nie mam prawa jej wytykać co robi :D ja pierdziele, a M. dalej stoi za nią...
Powiedziała mi niby że miał do niej pretensje, że mnie tak zezwała, ale oczekiwała, że ja ją pierwsza przeproszę. Przeprosiłam, bo już mam tego towarzystwa dosyć, więc mi wszystko jedno. To, co najważniejsze już i tak się dowiedziałam - na wsparcie M. nie mam co liczyć. I niby miał do niej pretensje, a i tak z nią siedzi 24/7, niby mnie bronił, a przed chwilą mi napisał że matka dla niego zawsze będzie najważniejsza - wszystko w temacie. Nic tu po mnie... Mam dosyć związku w którym na pierwszym planie jest matka M. Tylko że M. tego chyba nie rozumie.
O matko co za babsztyl! Ale postawy M. nie rozumiem. Okej - matka jest najważniejsza a kiedyś trzeba przeciąć pępowinę. Rozumiem - ma jakieś problemy ale powinien też posłuchać Twojej wersji wydarzeń...Brak słów po prostu... Trzymaj się dzielnie :* Pamiętaj, aby zrobić coś dla siebie, już za długo męczyłaś się w tym związku :*
OdpowiedzUsuńPowiem jedno - jesteś mądrą kobietą. Dobrze, że zmądrzałaś. Na Ciebie czeka gdzieś jakiś super facet. Zasługujesz na kogoś lepszego.
OdpowiedzUsuńSzkoda 6lat ale lepiej ze teraz to sie stało niz gdybyście byli małżeństwem. Brawo silna kobieto!
OdpowiedzUsuńMoja siostra nie ma łatwej teściowej, mieszkają na jednym piętrze, a ona czasami grzebie siostrze po półkach i wtrąca się w wychowanie mojej siostrzenicy. Co na to szwagier? Potrafi z góry na dół opieprzyć własną matkę, postawić ją do pionu i zawsze, zawsze, całe życie, od 16 lat stoi murem za siostrą i córką. Ewelina, nie gódź się na takie życie, facet, który myśli poważnie o dziewczynie powinien zawsze ją bronić i wspierać. Ja doskonale pamiętam, jak wiele razy pisałaś, że M. staje po stronie matki, wiec to nie pierwszy raz. A skoro ważniejsza, najważniejsza, jest dla niego kobieta, która wita dziecko pijana, to sorry... niech tworzy z nią rodzinę. Nie wiem, czy się rozstaniecie, czy nie. Ja bym go zostawiła, niech tapla się w sosie z matką. Jesteś młoda, masz pracę, nie warto tracić życia na człowieka, który ani myśli o ślubie.
OdpowiedzUsuńPodziwiam Cię i uważam, że podejmujesz właściwą decyzję. Skoro teraz musisz znosić takie traktowanie, to co będzie później? Ciesze się, że nie jesteś zaślepiona i potrafisz myśleć racjonalnie. Życzę Ci wszystkiego najlepszego! :)
OdpowiedzUsuńMagda-aivio
W ogóle Go nie rozumiem... Życzę Ci szczęścia i wszystkiego, co najlepsze! Brawa za to, że twardo stąpasz po ziemi i wiesz czego chcesz od życia! :)
OdpowiedzUsuńBoli i boleć będzie, to z całą pewnością! Tylko ten ból z czasem minie, zobaczysz. Trzymaj się cieplutko. Nowy Rok przed Tobą i jestem przekonana, że to będzie Twój rok. :*
OdpowiedzUsuńSzczerze przyznam, że od czerwca czułam, że tak to się skończy, że kiedyś zdobędziesz się na odwagę i stwierdzisz, że zmarnowałaś wystarczająco dużo czasu, żeby więcej na niego nie czekać.
OdpowiedzUsuńI słusznie robisz. Z kimś, kto tak nie zwraca uwagi na Ciebie i Twoje pragnienia, a co więcej ktoś w jego życiu zawsze będzie ważniejszy nie da się zbudować dobrego związku. Dobrze, że teraz to wszystko wyszło.
Będzie dobrze, kiedyś spotkasz kogoś, kto na Ciebie zasługuje i kto będzie Cię szanował ;)!
A nie będzie tak, że jutro Ci przejdzie i dalej z nim będziesz?
OdpowiedzUsuńdobrze, że nie doszło do żadnych ślubów itp.
OdpowiedzUsuńChoć to pewnie dla Ciebie trudne myślę, że ja na Twoim miejscu też bym odeszła, bo nie ma sensu marnować siebie z kimś kto tak robi.
3maj się i wierzę, że Nowy rok będzie lepszy! ciskam
jakbyś mnie kiedyś szukała to teraz jestem tutaj http://polifonia-m.blogspot.com/
UsuńTrzymaj się i bądź silna w swoim postanowieniu to będzie dobrze. Jesteś mądra i silna więc dasz radę!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
http://na-poddaszu-u-carmen.blogspot.com/
Od facetów, którzy mówią, że matka jest dla nich najważniejsza podobno trzeba trzymać się z daleka. To nie byłoby małżeństwo Twoje i M. Byłaby w nim jeszcze ta trzecia osoba, tzw. trójkąt. Moim zdaniem bardzo dobrze zrobiłaś. M. ma jeszcze szansę dokonać wyboru, ważne, że Ty już wiesz czego chcesz. Szkoda tylko tych sześciu lat, ale co przez nie przeżyłaś to już tylko Twoje.
OdpowiedzUsuńJak uśmierzyć ból? Kochana, jak tylko znajdziesz sposób, daj znać.
Obyś była już od tej pory konsekwentna i nie wracała do tego bagna. Jak to zrobisz, ja już do Ciebie tu nie wrócę. Nie chcę czytać, jak pozwalasz się nie szanować. Nasłuchałam się trochę takich historii w życiu od innych i dałam sobie spokój z takimi ludźmi. Sorki, ja juz dawno czułam, że to nie jest dobry chłopak dla Ciebie, a ślub raczej mu nie leżał. Jestem za to zszokowana postawą jego matki! Żeby tak do Ciebie mówić? Aż żal, że takie buraki są za granicą i robią nam obciach, Sorki znowu szczerość do bólu. Poza tym jesli facet nie staje w obronie swojej dziewczyny/narzeczonej/żony, kiedy teściowa ją wyzywa, to uciekać najdalej, gdzie się da. Niepotrzebnie nawet ją przeprosilas, bo nie było za co. Szczęście w nieszczęściu, że stało się to teraz, zanim byś ewentualnie wyszła za M za mąż. Nie ma tego złego, na pewno spotkasz tego właściwego mężczyznę. Czeka Cię może teraz trudniejszy czas, ale bądź silna i nie daj się.
OdpowiedzUsuńwiesz bardzo ci współczuje , choć to złe słowo,,, żal tych 6 lat spedzonych z takim facetem....
OdpowiedzUsuńdaj sobie z nim spokój , wiem że to boli i bedzie cię bolało jeszcze ale szczęście że nie masz slubu, pewnie byłby jeszcze gorszy...
masz swój honor i NIKT nie ma prawa cie obrażać.....
przecierpisz swoje ale znajdziesz pewnie osobe która cie pokocha i zaakceptuje cie taka jaką jestes.....
przytulam mocno bo tylko to moge zrobic ale trzymam kciuki abys staneła na nogi i znalazła swoje szczęście
leptir
Wcale ci się nie dziwię, że nie masz ochoty wychodzić za niego za mąż...
OdpowiedzUsuńW głowie mi się nie mieści jak mógł się tak zachować.
Ale z drugiej strony - może ona mu coś nagadała wtedy jak ty płakałaś i nie miałaś mu jak powiedzieć co się stało ? I on zna tylko jedną stronę medalu ?
Nie chcę go bronić, ale może rzeczywiście co w tym jest ?
Nie wiem czy jego matka pije... Ale jak powitała Was pijana to może jest uzależniona, a jak jest uzależniona to on może być współuzależniony... Jest takim DDA (to tylko moja dedukcja bo nie czytałam wszystkiego... ) I wtedy on będzie na każde zawołanie mamusi, zawsze. On nawet nie będzie widział problemu w niej.
OdpowiedzUsuńTeż jestem DDA i najchętniej przywaliłabym swojemu ojcu w twarz, za każdym razem, jak widzę go nawet po paru piwach. M. powinien być silny, w końcu to facet, który miał być ojcem rodziny. Więc nawet rypane DDA go nie usprawiedliwia - a kiedyś zostawiłby swoje dzieci, bo jego matka miałaby taką zachciankę? Jako przyszła głowa rodziny musi mieć swój rozum - jeśli go nie ma, po prostu jest niedojrzały i słaby psychicznie, a chyba Ewelina nie takiego partnera szuka - dziecka do przewijania i karmienia butelką? :P
UsuńTrzymaj się, mała:*
OdpowiedzUsuńDawno mnie tu nie było, a teraz nie wiem co powiedzieć... Przytulam :*
OdpowiedzUsuńŁo matko... masakra jakaś. Ale powiem Ci tak, dobrze, że do tego doszło teraz, a nie po ślubie, jak mielibyście dzieci i musiałyby na to wszystko patrzeć. A syneczek mamusi niech z nią zostanie i od niej na piwko ciągnie, skoro taki lojalny wobec niej jest. A ona, no cóż... prędzej, czy później spadnie na dno z takim charakterem - myślę, że wtedy M. się ocknie i zorientuje się, kogo stracił tak naprawdę, ale wtedy musisz być dzielna i po prostu pokazać mu "drzwi ewakuacyjne". Trzymaj się Kochana! :*
OdpowiedzUsuńCo za burak...!!!!!!! a niech idzie do mamusi.. zasługujesz na lepsze traktowanie... wspolczuje ja bym chyba zabrała sie i wyszła , szkoda życia dla takiego maminsynka.. porażka... tule :*
OdpowiedzUsuńWiesz, tu nie chodzi o to "matka jest najważniejsza" - coś mi mówi (po tym jednym wpisie), że M. też potrafi nieźle zwymyślać. A przy okazji: jak ktoś z mordą zaczyna, nie ma co wchodzić w dyskusje, bo to tylko podjudza. Szkoda, że daleko od domu (na obczyźnie, ale w innym mieście niż dom byłoby podobnie), bo patrzysz, że nie tupbiesz nogą, w tył zwrot i do domu. Pół roku M. mamy nie widział, to i stanął po jej stronie. Ja jestem za tym, by swego wspierać (mój facet, to przy ludziach za nim murem), a w domu (jak sami czy u mnie czy u niego czy po drodze) reprymendę dostanie. Uważaj na M. po prostu.
OdpowiedzUsuńOjej, dopiero dojrzałam, że "reklama porządana" :))
UsuńZapraszam: http://www.photoblog.pl/jomika