Wpis jest długi, ale chciałam przekazać wszystko tak jak jest, więc jeśli ktoś nie ma czasu lub nie chce mu się tego przeczytać dokładnie i ze zrozumieniem, to złota rada - odpuśćcie sobie od razu, bo nie po to starałam się napisać wszystko co mi zalega na sercu, żeby ktoś napisał pod spodem coś głupiego lub coś wskazującego na to, że nie przeczytał tego posta w całości... Takie komentowanie jest bez sensu, a ja zrozumiem, że nie każdy się odezwie.
Prawdę mówiąc, ostatnimi czasy nie pojawia się na moim blogu kontynuacja żadnych bolących i problematycznych wątków mojego życia. One cały czas istnieją, towarzyszą mi każdego dnia i bardzo często przychodzi mi się z nimi mierzyć, ale zdecydowałam, że nie pozwolę im zdominować wszystkiego. Jeśli jednak nic się nie zmieni, przyjdzie czas, że wszystko z siebie wyrzucę. Ale jeszcze nie teraz. Ostatnio doszedł do nich nowy wątek - choć nie jest być może na 100% pewny i być może nie warto martwić się na zapas, to ja już taka jestem, że jeśli pojawia się jakiś problem, a ja nie mam na niego rozwiązania, to będę go przeżywać.
Ale od początku. W marcu mojej teściowej kończy się kontrakt. Kolejnego na pewno nie będzie, a przynajmniej nie w marcu - taka polityka zakładu pracy. Kolejny może być dopiero około czerwca. Po dokonaniu pewnych nieskomplikowanych obliczeń, wychodzi nam pi razy drzwi 3 miesiące przerwy między kontraktami. I to jest właśnie problematyczna kwestia. Co zrobi teściowa przez te 3 miesiące?
Wyjścia są dwa, ale wyboru między jednym wyjściem a drugim może nie być. Pierwsze wyjście - zostać i pracować 3 miesiące bez kontraktu. Z jednej strony dobre rozwiązanie, bo jest się cały czas na miejscu, ma się podgląd na to, co dzieje się w pracy, jak rysuje się sytuacja z dalszą pracą i co najważniejsze - jest źródło jakichś pieniędzy. Z drugiej zaś strony, jest to swego rodzaju ryzyko dla zakładu, bo jak ich ktoś przyszpili, że ludzie pracują bez umów, to będą mieli masę problemów i nieprzyjemności. Więc mogą kazać odgórnie zjechać do Polski.
I drugie wyjście - zjechać do Polski. I to jest problem dla mnie, dla nas? Moja teściowa jest dosyć specyficzną osobą i generalnie mam powody przypuszczać, że ma mnie i M. za dwójkę bałaganiarzy. Fakt, pedantyczni to my nie jesteśmy zdecydowanie, ale też bez przesady, że u nas w mieszkaniu to tylko syf, kiła wędrowniczka (choć oczami mojej teściowej pewnie tak właśnie wyobraża sobie co my tu w domu mamy). Oboje pracujemy, często mamy jeszcze coś dodatkowego po godzinach, a do tego szkoła w weekend i po prostu brakuje nam albo czasu albo siły na utrzymanie nienagannego porządku. Nie wiem czy udało mi się zaznaczyć tą różnicę postrzegania porządku przez nas i przez moją teściową - dla nas "roboczy bałagan" to jeszcze nie bałagan, dla niej - syf totalny.
I powiedzcie mi teraz, jak trójka ludzi o tak sprzecznych poglądach na podstawowe zasady życiowe ma w zgodzie przeżyć pod jednym dachem 3 miesiące? Ja zdecydowanie nie zamierzam poświęcać więcej czasu na sprzątanie, bo lada moment muszę zacząć na dobre pisać pracę magisterską, a w marcu i kolejnych miesiącach stadium pisania powinno być już wielce zaawansowane. M. też ma sporo obowiązków plus dosyć stresującą pracę, więc sprzątanie po 10 godzinach nerwówki to ostatnia rzecz, na którą ma ochotę.
Można pomyśleć, że teściowa zajmie się ładem w domu, bo przecież tutaj pracy raczej w tak krótkim czasie i na tak krótko nie znajdzie, ale musiałabym nie znać nas i jej, żeby wierzyć w to, że nie zostaniemy z M. zjebani (przepraszam za przekleństwa, ale wydaje mi się, że to akurat najtrafniejsze określenie) za bałaganiarstwo, niesprzątanie po sobie i ogólnie niechlujny tryb życia.
Co więcej, jesteśmy, a głównie ja jestem, na straconej pozycji, bo mieszkamy w jej mieszkaniu... A ta kwestia jednak stawia zdanie mojej teściowej ponad nami... Ogólnie rzecz biorąc jest to temat na odrębny post i prawdopodobnie rozmyślając głębiej nad tym wszystkim skuszę się na napisanie co mi tutaj na sercu leży.
A pomijając całkowicie kwestie porządku w domu, mam jeszcze jedno duże zastrzeżenie do tego wszystkiego. Intymność w związku. Niby rzecz oczywista, że jak dwoje ludzi się kocha, to okazują to sobie (mniej lub bardziej, ale zawsze jakoś), a od czasu do czasu chcieliby zostać sami i być tylko dla siebie - chyba wiecie co mam na myśli :) No i obecność mojej teściowej tutaj to ogromna przeszkoda, nie tylko do chwil we dwoje, ale też do zwykłego okazywania sobie uczuć. Podczas ostatniej wizyty u niej na Zachodzie zostaliśmy z M. poinformowani, że bardzo ją denerwuje jak ktoś się "migdali" i najlepiej żebyśmy się do siebie nie kleili, nie przytulali, nie misiowali, tygryskowali, kochaniowali i co tylko jeszcze można podciągnąć pod "migdalenie się". Rozumiem, że jak się patrzy na dwoje ludzi wymieniających się śliną aż po migdałki, to rzeczywiście nic przyjemnego, nie wspominając już o mistrzach migdalenia się na poziomie hard w miejscach publicznych, ale pomijając to - W T F ?! Żeby nie móc się przytulić, złapać za rękę, czy obejrzeć TV wieczorem leżąc w objęciach Ukochanego i to niby w domu? Tydzień niemigdalenia się podczas wizyty na Zachodzie dało się wytrzymać, zaległości nadrabialiśmy wieczorem w pokoju :))) ale tutaj mamy pokoje bezpośrednio przechodzące do siebie, dzielą je tylko drzwi, a przed nami wizja życia w ten sposób przez 3 miesiące. Praktycznie cały czas na cenzurze... To mnie naprawdę przeraża! Tak naprawdę nie będzie okazji, żebyśmy pobyli sami czy choćby porozmawiali sobie bez udziału osób trzecich... Załamuje mnie to...
Cały czas jeszcze liczę na to, że może uda się to rozegrać w ten sposób, żeby teściowa nie zjeżdżała na tak długo, ale ostatnio przedstawiła M. pomysł założenia haka w samochodzie, bo jak będzie zjeżdżać, to chce wszystko zabrać a przez 1,5 roku sporo się tego nazbierało i do samochodu się nie zmieści - niechaj będzie więc hak i przyczepka. Zabrzmiało jak dla mnie dosyć złowrogo. Nie jestem pewna czy M. w ogóle zdaje sobie sprawę z tego co się będzie działo, jak jego mama wróci. On pewnie na razie bardziej się cieszy z tego, że przestanie ich dzielić 1000km. Nie dziwię się, pewnie też bym się cieszyła, gdyby moi rodzice mieli wracać z tak daleka po tak długim czasie... Ale to już taki etap w życiu, że z rodzicami najlepiej żyje się na odległość - choćby niewielką, ale już nie pod jednym dachem. Układamy sobie swoje własne życie, a tu nagle wizja, że zagości w nim osoba trzecia, która poukłada nas sobie tak jak jej się podoba.
Mieszkania na ten czas nam się w ogóle nie opłaca szukać, bo fundusze na to nie pozwolą, poza tym - jak już szukać mieszkania, to na dłużej. Ale to też bez sensu, bo po co ma to mieszkanie stać potem puste, jak teściowa znów pojedzie na Zachód... Choć nie powiem, coraz częściej rozmyślam nad tym, żeby poszukać mieszkania, żebyśmy to my tam byli jedynymi gospodarzami, a nie żyli u kogoś, tak jak teraz... To był dobry wstęp w samodzielne mieszkanie, ale niebawem trzeba będzie zrobić krok do przodu - ale o tym w innym poście, bo to wciąż ten sam wątek, który ucięłam parę linijek wcześniej ;) Do tego dojdzie też kwestia telewizora, ale o tym też innym razem.
Z jednej strony lepiej byłoby o tym jeszcze teraz nie myśleć, jeszcze niby sporo czasu zostało do marca, ale też nie chcę się potem ocknąć, że będzie problem na tydzień przed przyjazdem teściowej... Ehh... Nie mam pomysłu na tą sytuację.

Nie dziwię się tego, że obawiasz się mieszkania z teściową. Ja, mimo, że jestem sama, to też nie chciałabym mieszkać z teściami, zwłaszcza na tak małej powierzchni jaką jest mieszkanie w bloku, bo dom, np. z dwoma osobnymi piętrami, jak jest u mnie w domu, to też inna kwestia. Nie próbuję nawet pisać, że może nie będzie aż tak źle, że się na pewno dogadacie, bo z wpisu wygląda, że prędzej czy później pojawią się większe, mniejsze zgrzyty i wymiany zdań. Obie dobrze wiemy, że najlepszym wyjściem byłoby znalezienie jakiejś kawalerki, ale nie wiem, czy ludzie wynajmują mieszkania na 3 miesiące, nie znam się na tym.
OdpowiedzUsuńPrzegadaj temat z M. (chyba, że już to zrobiliście ;)). Jak dla mnie, intymność w związku ponad wszystko, a szkoda żeby pojawiły się waśnie między Wami :)
Nie mam teściowej, ale wiem o czym mówisz w skali mikro. Wizyty mamy w Polsce wyglądają podobnie. Niemal wszystko trzeba pod nie dostroić, a życie w domu ulega całkowitej reorganizacji. Zaprowadza swoje porządki ze wszech miar: od spraw kuchennych do zwyczajów u nas panujących. Zawsze przyjeżdża na około dwa tygodnie, więc przede wszystkim cieszymy się sobą, ale mimo wszystko mamy trochę mętliku w głowie, a zgrzyty się zdarzają.
OdpowiedzUsuńNie rzucam więc frazesami. Dobrze, że myślisz o tym już teraz, bo cokolwiek by się nie stało, na pewno lepiej ogarniesz sytuację.
Jednym słowem beznadziejna sytuacja... tak źle i tak niedobrze... Najlepiej by było jakby teściowa wcale nie wracała, problem bylby z głowy :)Wcale sie nie dziwię Tobie, że Cie to męczy bo ja również nie lubie takich niejasnych sytuacji... i dopóki czegoś nie zalatwie, coś sie nie wyjasni, to tak sie mecze i zadreczam :(
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, że u Was szybko coś da sie wymyślić i wszystko wyjdzie tak, żeby każdemu było dobrze :*
Oczywiście cały post przeczytałam i powiem Ci, współczuję.. Nie wiem co ja bym zrobiła na Twoim miejscu ;/ Z tym bałaganem no to jeszcze ok, da się jakoś pogadać, może teściowa zrozumie, że zajęty, zestresowany człowiek tak już ma i tyle, albo jakoś iść na kompromis ale z tą ,,intymnością" oj...Oczywiste, że obecność trzeciej osoby za ścianą jest dziwna, nawet jeśli chodzi o zwykłe ,,poleżeć sobie i porozmyślać" a co dopiero cokolwiek więcej.. Hmm, pozostaje Wam chyba tylko wierzyć, że teściowa jednak zostanie tam gdzie jest, albo, że przyjedzie, ale nie aż na 3 miesiące, bo inaczej to będziecie musieli jakoś przetrzymać te trudne 3 miesiące :P
OdpowiedzUsuńNa szczęście istnieje możliwość, że teściowa jednak nie przyjedzie. A jeśli jednak to zrobi myślę, że uda się Wam przetrwać. Praca i pisanie magisterki będzie Ci zabierało sporo czasu, więc na pewno będzie on szybciej płynął. Teściowa z pewnością będzie chciała odwiedzić jakichś znajomych rodzinę i może wtedy znajdziecie chwilę tylko dla siebie.
OdpowiedzUsuńMagda, aivio
Trudna sytuacja, najwyżej przetrzymasz z nią te 3 miesiące albo wrócisz do siebie na chwilę. Praca mgr zajmie Ci sporo czasu i uwagi, to czas zleci. Dziwną pracę ma teściowa, skoro przez 3 miesiące nie ma umowy.
OdpowiedzUsuńP.S. A cóż to za dziwne słowa używasz: zjechać i ten Zachód, jakby Polska była ma końcu świata bleeee ;)
Czytając przypomniała mi się sytuacja u nas... "Ja Wam tutaj w kuchni bardziej funkcjonalnie poukładałam - tak bedzie lepiej" - ciekawe dla kogo skoro z nami nie mieszka.
OdpowiedzUsuńZ bałaganem u nas jest to samo, najbardziej mnie wkurzyło jak kiedyś przyjechała T. z Małża siostrą i zagoniła ją do sprzątania (!) nie to, że tlyko do umycia podłogi bo si ubrudziła, jeszcze okna myła a i na tym nie było końca. Szczęście mamy już swoje mieszkanie i nic nikomu do tego co jak i gdzie.
Tobie życzę wiele cierpliwości i znalezienia dobrego rozwiązania sprawy !
Jakoś trzeba to przetrwać.
Ciężka sytuacja, ale powiem Ci szczerze, że ja chyba bym wyluzowała, bo sama wiem po sobie, że rozmyślanie i nakręcanie się wróży po prostu klęskę odnośnie własnego zachowania... Mam to za sobą i wiem, jak to wyglądało :) I wcale nie było tak źle jak się wydawało, choć na prawdę pozycja Twojej i mojej Teściowej była identyczna :) Teraz kiedy jesteśmy osobno jest wspaniale, sytuacja zmieniła się diametralnie! Ale trzeba było przeżyć swoje żeby było tak jak chcemy :) Pozdrawiam! (przepraszam za chaos w wypowiedzi!)
OdpowiedzUsuńDobry obrazek :D Dobrze, że ja mam luźną mamę ;)
OdpowiedzUsuńAle co do Twojej sytuacji, kochana, nie masz innego wyjścia jak zaakceptować fakt, że póki co mieszkasz w jej domu, więc nie możesz jej ani wyrzucić, a dla świętego spokoju najlepiej trzymać się też jej zasad. Nie chcesz chyba, by zaczęła namawiać Twojego chłopaka, żeby sobie znalazł inną, lepszą bo ta jej się nie podoba ;)
Na pewno nie podoba Ci się perspektywa sprzątania i przypochlebiania się teściowej, ale też nie o to mi chodzi. Wiem, że masz mało czasu. Ale jak powiesz, po przyjeździe teściowej: "Miło, że pani wróciła, pomoże nam pani troszeczkę, bo uczymy się dopiero wszystko w życiu ogarniać" - ładniej to napewno ubierzesz w słowa :P Kobieta moim zdaniem, powinna się poczuć potrzebna (a mamusie właśnie to uwielbiają), zamknąć buzię i pomóc. Jeśli przyznacie się do błędu to może i ona nie będzie tak krzyczeć? :P
ja np jak wrzeszczę na brata że ma syf w pokoju, to najbardziej mnie wkurza to, że nie widzi jak mu mrówki wynoszą okruszki z podłogi xD
Powiem tak.... mieszkam z Tesciami ponad rok. Moja Teściowa przyłapała Nas (wiadomo na czym) raz drugi i od tamtej pory puka do nas do pokoju. Nosz kurcze jestesmy malzenstwem a nawet jak nie bylismy logicze ze jestesmy razem i okazywanie sobie uczuc czy seks to cos normalnego.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i wytrwalosci.
nie fajnie, moze jednak nie wroci na tak długo... powinna sie jakos dostoowac wiem ze jej mieszkanie ale skoro mieszkacie w nim razem to tez powinna troche odpuscic, napewno swoich nawyków nie zmieni ale chociaz moze troche wrzuci na luz.. oby.. 3 miesiace szybko zleci...
OdpowiedzUsuńCiężko, mam znajomych, którzy maja taką sytuację, tylko to JEGO tesciowa. W kazdym razie oboje stoją za sobą murem i chyba to pozwala im wytrzymać. Z jednej strony mama wraca do swojego mieszkania, z drugiej Wy już trochę przez zasiedzenie traktujecie je jak swoje własne. Umiejętność dogadania się i ułożenia w tej sytuacji wymaga cierpliwości i zrozumienia obu stron. Trzymam za Was kciuki, bo równocześnie znam wielopokoleniowe rodziny pod jednym dachem. Nie pozabijali się i żyją :) Może jednak będzie do wytrzymania? :)
OdpowiedzUsuńSpokojnie, do marca jeszcze daleko. I jak dobrze rozumie, to jeszcze nie jest pewne, że teściowa wróci do Polski na te 3 miesiące. Fakt - trochę przesada z tym porządkiem i okazywaniem sobie czułości ale chyba nie będzie spała z Wami w jednym łóżku?
OdpowiedzUsuńCiężki orzech do zgryzienia, rzeczywiście...
OdpowiedzUsuńNie zazdroszczę i mam nadzieję, że wszystko rozwiąże się po waszej myśli.
A jeśli by rzeczywiście z wami zamieszkała to sądzę, że o ile w kwestii porządku może i ma coś do powiedzenia (tylko dlatego, że to jej mieszkanie) to w kwestii "migdalenia" się już nie.
Jednak wiem jak to jest kiedy się ma "specyficzną" teściową i każde, nawet delikatne zwrócenie uwagi jest źle odbierane i od razu stwarza kolejne problemy...
Trzymaj się !
Powiem Ci, że myślałam nad tym Twoim postem i tą całą sprawą. I niestety nie ogarniam tego tak jak Ty.
OdpowiedzUsuń