Udało się! Styczeń styczniem, wciąż go nie lubię, ale przynajmniej teraz przez chwilę nie będę narzekać :-) Szkoda, że tylko przez chwilę, ale od czegoś się zaczyna, prawda? ;)
Korzystając dzisiaj z naprawdę ładnej pogody udało mi się mojego Mężczyznę wyciągnąć na spacer z naszymi czworonożnymi, kudłatymi przyjaciółmi :-) Jakie te zwierzaki są pocieszne, jak tak sobie latają po zaśnieżonym polu :)) Niestety nie mam żadnych zdjęć, gdyż miałam przy sobie tylko telefon, a że nie daje on sobie rady ze zdjęciami pod słońce (pod tym względem niestety mieliśmy słońce prosto w oczy, a w drugą stronę było nieciekawe tło, a to w końcu tylko telefon ;)) to sobie darowałam pstrykanie zdjęć :)
W każdym razie nawet ta chwila na świeżym powietrzu i obecność już dawno zapomnianego przeze mnie słoneczka wprawiła mnie w świetny nastrój :-) Wątpię, że to wystarczy, aby dotrwać do ferii, więc niebawem znów zacznę marudzić :P
Wspomnę tylko o jednym z kilku powodów mojego przyszłego narzekania, a mianowicie o sławetnym najgorszym dniu w roku. Może już niektórym z Was wiadomo, że czwartek w tym semestrze nie cieszy się moją szczególną sympatią, gdyż zmuszona jestem przebywać na uczelni od rana do godziny 18:00. Z okazji, że dnia 6.01 czwartek przepada, bo Święto Trzech Króli od tego roku jest dniem wolnym, to moja uczelnia postanowiła uraczyć studentów, zwłaszcza moją grupę, zmianą planu: co następuje - w trzeci poniedziałek stycznia obowiązuje plan z czwartku... A od czwartku wypadającego w czwartek zaczyna się sesja... Chyba skonam z przeciążenia wiedzą w krótkim czasie i polowych warunkach :P
No ale na ten temat jeszcze sobie pomarudzę później ;) Teraz delektuję się moim świeżo wskrzeszonym dobrym humorem :)
Dziękuję Wam za miłe słowa pod poprzednią notką :-)
I na koniec coś na rozśmieszenie - nie trzeba rozumieć wszystkiego,żeby się pośmiać :P mnie to rozbawiło, choć mimo studiowania Inglisza, mam poważny problem ze zrozumieniem Brytyjczyków :D
Nie zrozumiałam wprawdzie wszystkiego, tym bardziej, że zamiast Inglisza studiuję Dojcza, ale i tak się nieźle uśmiałam (;
OdpowiedzUsuńJak się cieszę, że tak pozytywnie ((: Oj tak, taki spacerek i słońce pozwalają naładować akumulatory. Oby starczyło tej energii na jak najdłużej! ((:
No nareszcie jakiś uśmiech ;)
OdpowiedzUsuńFajne są takie pozytywne dni, co?
Niech tych dni będzie u Ciebie jak najwięcej, całe mnóstwo! ;))
:*
Aż bije optymizmem ;) Nareszcie!
OdpowiedzUsuńMagda-aivio
Za każdym razem kiedy czytam o sesji to jak Kocisko kocham mam dreszcze i cieszę się niezmiernie, że to już a mną... :DDD Postaraj się myśleć pozytywnie bejb, dasz radę - jak nie Ty to kto?! :D Głowa do góry - sesja i zaraz będzie po sesji, ja zawsze się tak pocieszałam i działało. ;D
OdpowiedzUsuńI więcej optymizmu poproszę :)) !
OdpowiedzUsuńA oto email mój : natalaa6625@buziaczek.pl
Odezwij się, a podam hasełko :)
Pozdrawiam : **
Niech więc to pozytywne nastawienie zadomowi się w sercu Twoim...Adampoeta...
OdpowiedzUsuńTy też inglisz studiujesz? :)
OdpowiedzUsuńIle bym dała za taki spacer. Tylko ani psa nie mam, ani chłopa przysobie. Może sama pójdę?
Nie stresuj się za wsześnie sesją, to nic nie da :)
Smurfetkaa, mam nadzieję, że mi tej energii wystarczy na jak najdłużej, choć sądząc po tym, co mnie już od poniedziałku czeka, to prędko się mój dobry nastrój wyczerpie...
OdpowiedzUsuńZła Kołysanka, bardzo fajne, bardzo :-) Szkoda tylko, że dobry nastrój tak szybko się ulatnia ;)
Magda, doczekałaś się ;)
Lady, nie tyle sesja mnie przeraża, co te 2,5 tygodnia przed nią ;) Mam tylko dwa egzaminy, za to kolokwiów od cholery :(
Pani N., chciałabym, żeby go było więcej, ale szkoła skutecznie redukuje jego ilość do minimum ;)
Adamie, póki co, to tylko przelotny gość...
Zakochana Damo, staram się studiować, bo co mi się nie zachce, to szkoła mój entuzjazm ostudza ;) Sesją się nie przejmuje, tylko tym, co ją poprzedzi... Spacer w samotności też może być przyjemny, a już na pewno sprzyja wyciszeniu się i przemyśleniom :)
;-))) To chyba taki typowy humor angielski, ale można rzeczywiście się pośmiać...A u mnie 6 stycznia dzień nieświąteczny, nie wiedziałam, że w Polsce to wolny dzień, serio..To fajnie.
OdpowiedzUsuńPowodzenia na sesji.
O tak! Słońce może zdziałać cuda, a ja tego cuda wręcz pragnę! Ile bym dała za te promienie... Eh!
OdpowiedzUsuńJa nawet o sesji nie myślę, będzie straszna :P
Pozdrawiam! :*
Też bym chciała mieć w sobie tyle energii i pozytywnego stosunku do wszystkiego.Zazdroszczę :P Podzielisz się ze mną? :)
OdpowiedzUsuńBella, też myślałam, że będzie fajnie skoro dzień wolny, ale mój entuzjazm osłabł, kiedy nam oznajmiono, że i tak go musimy odrobić :(
OdpowiedzUsuńNabi, jak już mówiłam, nie sesji się najbardziej boję, a końca stycznia, gdzie jedno kolokwium goni drugie...
Alicja, pisząc tą notkę miałam na celu się z Wami podzielić, więc bierz ile się da :-)
Dasz radę oby tylko jak najwięcej z tego dobrego humoru zachowało się na dłużej :)
OdpowiedzUsuńOoo dziękówka ;P jeszcze trochę słoneczka mi wyślij i już bateria nie będzie taka pusta ;]
OdpowiedzUsuńJa mam teraz chrapkę na filologię hiszpańską, skutki odlądania telenowel :)
OdpowiedzUsuńTeraz bardzo potrzebuję wyciszenia i chyba go sobie zafunduję.
Roksanna, to jest właśnie rzecz najtrudniejsza - utrzymać ten dobry humor...
OdpowiedzUsuńAlicja, ciężko będzie, ale wypatruj, może przesyłka dojdzie :))
Niepoprawna, dziękuję za adres ;) jednak komentować nie mogę, gdyż nie posiadam już konta na Onecie...
Zakochana Damo, mnie się już studiów odechciewa ;) i moich własnych i wszystkich innych ;)
Może ten spacer sobie odłóż na jakąś ładniejszą pogodę? ;)
Tylko, że u mnie własnie dziś świeci słońce :)
OdpowiedzUsuńJa jeszcze mam chęci na naukę. Zależy jednak jak będzie z pieniędzmi.
Napiszę kartkę "Tylko optymistyczne wiadomości" i powieszę ją na drzwiach, żeby listonosz żadnej bomby mi nie przyniósł :)
OdpowiedzUsuń