... a wyszło jak zwykle.
Praca dyplomowa obroniona, został już tylko licencjat. Po raz ostatni powinnam się zaprzeć i trochę jeszcze przysiąść do nauki, ale już mam tak dosyć, że nawet nie umiem tego wyrazić. Jestem zmęczona, wolałabym podjąć wysiłek fizyczny niż po raz kolejny wysilać umysł...
W poprzednim poście wspomniałam coś o nowych obowiązkach, więc mogę Wam teraz zdradzić o co chodzi. W końcu udało mi się zamieszkać z M. Żyjemy sobie tak już razem trzy tygodnie i ku zdziwieniu chyba wszystkich na tej planecie - prawie wcale się nie kłócimy. Oboje baliśmy się, że się pozabijamy pod jednym dachem (ci, którzy czytają mnie już ciut dłużej wiedzą, że do spokojnych i ugodowych ludzi ani mnie, ani M. zaliczyć nie można), ale na szczęście do tego nie doszło, a wręcz jest odwrotnie :) Niemniej, w najbliższym czasie i tak się ta sielanka skończy, bo jednak moja 'teściowa', ze względu na tragiczne warunki pracy za granicą, wraca do kraju, więc i ja wrócę tam, skąd przyszłam... I co za tym idzie, oboje zapewne powrócimy na linię frontu wojennego :(
Czemu wszystko, co fajne, tak szybko się kończy?!... Nam chyba nie jest pisane zacząć być razem tak na dobre... :((
Sama nie wiem co jest gorsze - czy brak perspektyw na życie, czy pojawiająca się i prawie od razu gasnąca nadzieja na jakieś miłe zmiany...
Przez to wszystko popadłam w taki przygnębiający nastrój i nie wiem, co z nim zrobić, żeby nastąpiła chociaż niewielka poprawa...
To ja zacznę od gratulacji z powodu obronienia pracy.Teraz na fali wspinania się na wyżyny naukowe licencjat zdasz z rozbiegu :)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę początków wspolnego mieszkania, bo sama pamietam jakie to wszystko było wtedy nowe i ekscytujące. Szkoda że powoli to się kończy, ale glowa do góry-"teściową" może niebawem znów gdzieś na dłużej wywieje:)
Dziękuję, oby było tak jak mówisz, bo chęci do nauki i przygotowania się do egzaminu mam coraz mniej...
UsuńPrawdę mówiąc, chyba nawet ona sama chciałaby, żeby ją gdzieś wywiało, do jakiejś normalnej pracy, bo tu w Polsce nie ma szans na jakąś dobrą pracę z dobrymi zarobkami. Ale co będzie - czas pokaże. Na razie wiemy tylko tyle, że wraca do kraju...
To może mieszkajcie we troje albo wynajmijcie sobie coś małego :) a jak się nie da, to jeszcze trochę cierpliwości...
OdpowiedzUsuńTej cierpliwości to się chyba jeszcze sporo przyda, bo póki co pracy jeszcze nie mam to o wynajmie czegokolwiek możemy zapomnieć, a mieszkanie we troje w mieszkaniu M. - nie niemożliwe, ale mało komfortowe... Chyba trzeba liczyć na to, że może jeszcze kiedyś los się do nas uśmiechnie :(
UsuńWiesz, może być tak, że już np. za miesiąc sytuacja się zmieni. A w ogóle ile masz lat? 24? Wnioskuję po 88 w adresie maila :)
UsuńTo już zdążyłam zauważyć, że nie raz wszystko się potrafi pozmieniać w ostatniej chwili. Mam taką nadzieję, że w niedługim czasie znów się wszystko pozytywnie ułoży.
UsuńMam 22 lata; te ósemki są w adresie maila celowo, bo też są zakręcone jak ja :D
Eee, to jeszcze tyle przed Tobą, nie ma co się tak denerwować, bo jeszcze czas, a tymczasem Hiszpania prowadzi i prognozy Mufaski nie zgadzają się :)
UsuńFajnie, że chociaż na chwilę mogliście razem zamieszkać, doceń to ;) No i nie wiesz, co przyniesie przyszłość. "Teściowa" być może znowu wyjedzie za jakiś czas, a wtedy wrócicie do wspólnych śniadań ;)
OdpowiedzUsuńDoceniam, doceniam, ale wiesz jak to jest, jak dostaniesz od losu coś miłego, a potem nici z tego wychodzą?
Usuńa moze jeszcze wszystko jakos sie ulozy... nigdy nie mow nigdy ;)
OdpowiedzUsuńNie mówię :) chciałabym, żeby się ułożyło, no ale nie ode mnie to zależy i moje chcenie tu niewiele pomoże...
UsuńJestem pewna, że dasz radę, musisz w to wierzyć :)
OdpowiedzUsuńJest jedno wyjście. Musisz znaleźć pracę. Odkąd mam własne pieniądze, mam lepszy humor:) Przyszłość już nie jawi się tak szaro, widzę jakąś nadzieję, bo wiem, że potrafię na siebie zarobić, że jestem wytrwała a co najważniejsze, chcę się stąd wydostać. I tak samo będzie z Tobą, kiedy tylko zobaczysz światełko w tunelu, a niewątpliwie jest nią praca i pieniądze z nią związane.
OdpowiedzUsuńZ całego serca gratuluję obrony dyplomu!:):*
Dziękuję :)
UsuńOd następnego tygodnia, jak już będę po egzaminie licencjackim, rozpoczynam poszukiwania pracy, ale szczerze mówiąc, nie liczę na cud, bo żeby wystartować w życiu potrzebowałabym normalnej pensji, a chyba nie mam co na to liczyć przy takim rynku pracy. Wiem, że własne pieniądze poprawiają nasz punkt widzenia, ale jestem świadoma ile kasy jest potrzebne do samodzielnego życia (a dodajmy może jeszcze jakieś plany typu ślub czy mieszkanie) to płakać mi się chce. Młodzi ludzie w tym kraju nie mają na to szans...
Masz rację. Teraz przeszłam na cały etat, ale nie mam pojęcia za ile lat zarobię na to, żeby móc się wyprowadzić i godnie żyć. A co dopiero mówić o ślubie... Na razie staram się pomóc mamie w spłacaniu długów. Ehh
UsuńNo w moim przypadku jest dosyć podobnie, zero perspektyw, zero kasy, gdzieś tam się piętrzą jakieś długi... Niby mnie to bezpośrednio nie dotyczy, ale odbija się to na mnie i na M. Zazdroszczę całego etatu, ja jako nauczyciel mogę liczyć co najwyżej na umowę zlecenie, umowa o pracę to marzenie ściętej głowy...
UsuńOjejku przykro to czytać :(
OdpowiedzUsuńAle ja mam nadzieje, że mimo to jednak zaświeci dla Was słoneczko i będziecie w końcu mogli być "tylko" dla siebie na dobre! :)
Kiedyś może się uda...
UsuńA pamiętasz jak Tobie pisałam, że u nas tak wiele zmieniło się po zamieszkaniu razem (?) I pisałam, że może u Was też tak będzie (?) Szkoda tylko, że teraz musicie zrobić krok wstecz =(
OdpowiedzUsuńPamiętam, pamiętam :) I niesamowicie się cieszę, że u nas też tak się stało, znaczy, że jeszcze jest dla nas nadzieja :) Tylko teraz ten krok wstecz może być dla nas jeszcze bardziej dotkliwy po tym, jak już zasmakowaliśmy życia we dwoje...
UsuńTo się nazywa chichot losu. Wiem coś o draniu, choć w innych kontekstach. Może byłoby inaczej, gdybyś sama znalazła pracę? Uważam, że to mogłoby być sensowne wyjście.
OdpowiedzUsuńTrzymam za Was kciuki!
Tak by było moja droga najsensowniej. Problem w tym, że, choć od przyszłego tygodnia zaczynam poszukiwania, to rynek pracy jest jaki jest, więc obawiam się, że nawet jak praca się znajdzie, to za takie pieniądze, że śmiech na sali...
UsuńZdaję sobie sprawę z polskich realiów i mogę tylko ciężko westchnąć. Niemniej jednak sądzę, że mimo wszystko lepiej działać niż tkwić w impasie. Powodzenia :)
UsuńPewnie, że lepiej działać, dlatego nie zamierzam siedzieć i płakać, tylko szukać pracy i płakać ;)
UsuńJak Cię znam, tylko mówisz o płaczu, a tak naprawdę załatwisz sprawę z uśmiechem na ustach :D
UsuńA może jednak nie będzie tak źle? Może "teściowa" zmieniła swój stosunek do Ciebie? kto to wie :)
OdpowiedzUsuń"Teściowa" ma akurat całkiem pozytywny stosunek do mnie. Tyle tylko, że mieszkanie we trójkę może być dla wszystkich mało komfortowe, bo mieszkanie M. nie jest duże. Poza tym - synowa i teściowa w jednym domu - mimo, że się lubią, to raczej nie jest to perfekcyjny układ :)
UsuńAaa takie coś :) pewnie się boisz, że zacznie się Wam do wszystkiego wtrącać? :)
UsuńZupełnie co innego mnie martwi - każda z nas ma inny porządek życia, inaczej była wszystkiego uczona, inaczej wykonuje różne rzeczy, i w tym cały problem, że obie musiałybyśmy się do siebie dopasowywać. Mogłyby z tego wyniknąć jakieś nikomu niepotrzebne spięcia i psuć relacje między całą naszą trójką, bo przecież ciężko byłoby M. pozostać obojętnym jak jego kobieta z jego matką się zetnie...
UsuńRozumiem :) Na początku będzie trudno - nie ma co się oszukiwać ale może w końcu znajdziecie razem złoty środek :)
UsuńGdybym mogła wybierać, to wolałabym mieszkać tylko z M. :) Mam dobre relacje z "teściową" i nie chciałabym, żeby coś się popsuło ;) Choćbyśmy się nie wiem jak lubiły, to synowa z teściową nie powinna mieszkać i tyle :)))
Usuńojoj... :/
OdpowiedzUsuńale nie ma co się załamywać. W końcu zamieszkacie razem, taki stan nie będzie trwał przecież przez wieczność
Zazdroszczę Ci tego optymizmu ;) W końcu pewnie tak, byle, żeby się nie okazało, że np. dopiero za kilka lat...
UsuńWitaj Ewelino,
OdpowiedzUsuńA może jednak teściowa postanowi tam zostać dłużej.
Wiesz, prawdziwa samodzielność to własne mieszkanie, a nie takie, z którego chwilowo ktoś wyjechał.
To, że tak harmonijnie sobie żyliście przez ostatni czas, wskazuje na to, że to może jest na Was metoda - zamieszkajcie razem! Ja wiem, że nauka, że trudno o pracę, ale może jest jakiś sposób.
Życzę Ci powodzenia, walcz o siebie!
pozdrowienia!
iw
Witaj Iw,
UsuńNiestety, to już jest pewne, że "teściowa" w najbliższym czasie stamtąd wróci, nie ma się co łudzić.
Zgadzam się z Tobą, że prawdziwa samodzielność to własne mieszkanie, ale powoli zaczynam sobie odpuszczać takie niepoprawne marzenia, bo mnie na mieszkanie jeszcze długie lata nie będzie stać i albo się będę gnieździć z kimś pod jednym dachem, albo mogę co jedynie użytkować czyjeś mieszkanie pod jego nieobecność. Takie nasze polskie realia...
Powodzenie się przyda i do tego jeszcze ze trzy tony szczęścia, żeby się udało los wykołować i wyjść na swoje... Nie dziękuję!
Pozdrawiam!
MOże jeszcze nie będzie tak źle za granica pracy i tak więcej jak u nas, może jeszcze los się odmieni. Nankurunaisa ;-)
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle to dzień dobry sobotnim porankiem ;-)