Witajcie, mam na imię Ewelina... Chyba tak właśnie powinnam zacząć notkę, bo nie było mnie tu tyle czasu, że pewnie o mnie większość zapomniała i przedstawienie się byłoby bardzo na miejscu :)
Postanowiłam zacząć swoją przygodę z blogiem... Tak powinnam chyba pisać dalej, gdyż po takim czasie z trudem przyjdzie mi sklecenie kilku sensownych zdań, więc moje wypociny zdecydowanie nie będą podchodzić pod arcydzieło literackie. ;)
A tak bardziej poważnie, to niestety nie jestem w stanie nawet streścić co się ze mną działo od ostatniego sensownego wpisu, bo działo się naprawdę sporo, czasami nie były to zdarzenia przyjemne i najlepiej to po prostu puścić w niepamięć. Problemy od zawsze były, są i prawdopodobnie będą, raz większe, raz mniejsze i chyba zamiast narzekać trzeba się z nimi pogodzić, i tyle. Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Tak też bywa...
Oczywiście bywały również miłe akcenty, ale o nich też nie będę pisać, gdyż nie jestem pewna, czy przez ten długi czas mojej nieobecności nie powrócił tutaj ten złośliwy chochlik, który sprawiał, że wszystko dobre zaczynało się psuć, więc może bezpieczniej będzie nic tu nie wspominać, ani niczym się nie chwalić :) Pozostańmy zatem przy tym, że przyjemne i miłe rzeczy od czasu do czasu wprawiają mnie w stan szczęśliwości, a nad szczegółami się nie rozdrabniajmy ;)
Podsumowując jednym zdaniem cały ten czas od ostatniego posta mogę stwierdzić tyle, że nic w moim życiu nie uległo zmianie: faceta kocham nadal tego samego i On kocha mnie ;*, nadal męczę się na tej samej, chorej uczelni, nadal nie zmieniłam ani miejsca zamieszkania, ani nazwiska i nie zanosi się na to w najbliższej przyszłości - no po prostu wszystko po staremu, tyle tylko, że nieustannie umyka mi czas do końca roku akademickiego, przybliżając nieubłaganie terminy egzaminów i ukończenia szkoły.
Mam nadzieję, że następny wpis nie pojawi się w tak dużym odstępie czasowym jak to miało miejsce w tym przypadku, chociaż zatraciłam chyba umiejętność wyrażania siebie w słowach, więc pisanie nie będzie mi przychodziło tak łatwo jak kiedyś... Co więcej, naprawdę od dawien dawna nie pisałam po Polsku i obce stały mi się wyszukane wyrażenia mojego ojczystego języka, który przecież jest taki piękny i kwiecisty, dlatego tym bardziej będzie mi ciężko tutaj powrócić. Ale może tym razem się uda! :)
Jeśli u kogoś, kto posiada bloga na Onecie nie ma żadnych komentarzy ode mnie, to nie jest to wina tego, że nie komentuję, tylko Onetu, że owych komentarzy nie raczy zamieścić... Jedynie nie komentuję u tych z Was, którzy wymagają logowania do komentowania - nie mam konta i mieć nie zamierzam, za bardzo mi ten portal nerwy psuje...
Onet z opóźnieniem, ale w końcu jednak komentarze umieszcza. No i ja mam taka nadzieję, że będzie Ciebie tu więcej :)
OdpowiedzUsuńPisz częściej, bo pusto bez Ciebie !
OdpowiedzUsuńU mnie też bez zmian .... na wschodzie bez zmian ;o))
OdpowiedzUsuńa ja pamiętam i zaglądam i ciągle liczę na to, że jednak będzie Cie tu znów więcej:)
OdpowiedzUsuńI ja mam nadzieję, że będdziemy Cię tu "widywać" częściej. Choć wiem, jak takie studia potrafią pochłaniać... Tylko, ze ja je naprawdę lubiłam ;)
OdpowiedzUsuńno w koncu... bo juz mialam wysylac ekipe poszukiwawcza :)
OdpowiedzUsuńWitam Ewelino :) , bo chyba tak powinnam a tak na serio miło, że wróciłaś :)) ;* Wracaj CZĘŚCIEJ!
OdpowiedzUsuńMyślę, że jednak nie musisz się przedstawiać, bo wszyscy dobrze Cię pamiętamy. Witaj z powrotem! :)
OdpowiedzUsuńTo miło, że po takim czasie jeszcze mnie co niektórzy pamiętają :) Kochana, zamknęłaś bloga, więc jeśli chcesz bym Cię dalej czytała, to poproszę zaproszenie :)
UsuńMy byśmy Cię zapomnieli? Fajny dowcip :D
OdpowiedzUsuńTak na serio: cieszę się, że dałaś znak życia, bo narastał we mnie niepokój.
Ściskam mocno :***
wazne ze wrocilas :*
OdpowiedzUsuńWitaj znów :-) ja na szczęście nie zapomniałam Twojego imienia więc nie jest tak źle :-)
OdpowiedzUsuńEwelina co ciągle znika...witaj i pozdrawiam cieplutko...
OdpowiedzUsuńNo tak, to jest ten minus chyba, że im więcej czasu mija, im dłużej się zwleka tym bardziej traci się zdolność do wyrażania siebie w słowach pisanych. Mam zdecydowanie tak samo. Mimo wszystko wierzę, że to tylko kwestia czasu. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńOj tak, onet nerwy psuje, a Ty pisz po polsku z małej literki ;)), bo to przymiotnik. Przypomina mi się taka śmieszna sytuacja z moim małżonem, który też częściej pisze po angielsku i też "po Polsku" lub dni tygodnia pisze z wielkiej. A potem go poprawiam dla jego dobra ;)) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNajlepiej zamknąć za sobą to co było i... zacząć nowy etap i pisać dalej :) Buziaczki.
OdpowiedzUsuń