czwartek, 9 lutego 2012

Trochę narzekania

Tak więc znaczna część pracy dyplomowej oddana, teraz tylko czekać na komentarz pani promotor po feriach ;) Po cichu liczę, że jednak okaże się, że praca jest ciut lepsza niż mi się wydaje, bo prawdę mówiąc sama sobie oceniłabym ją dosyć nisko... Napisałam 12 stron w 2 dni, więc jakość może być nieco niska, ale już sama nie wiem... Chociaż z drugiej strony, przecież wszystko co znajduje się w tej pracy to parafrazy tekstów ludzi "mądrzejszych", to jakiś sens powinien jednak być w tych siedemnastu stronach... Zobaczymy. Może jestem zbyt krytyczna wobec siebie. W każdym razie wszystko będzie wiadome pod koniec lutego :)

Postanowiłam odezwać się jeszcze przed przeprowadzką do M., bo zasadniczo ciągle nie wiem na czym stoję. Miałam się przeprowadzić kiedy jego rodzicielka wyjedzie do pracy za granicę, co miało nastąpić na początku lutego, ale chwilowo są pewne przesunięcia czasowe ze względu na wprowadzanie jakichś innowacji i nowych maszyn w owej zagranicznej firmie (podobno to norma za granicą), dlatego praca w zakładzie została wstrzymana. Nikogo ten fakt nie cieszy, szczególnie mojej teściowej, bo pieniędzy nie ma i zarobić przez to opóźnienie nie może, ale cóż zrobić... Pozostaje tylko czekać na znak zza granicy, że zakład wznawia pracę, co mam nadzieję niebawem nastąpi...

Praca, pieniądze, praca, pieniądze... Szlag mnie już trafia. Z wiadomego powodu należy się cieszyć, że jakaś praca jest, ale przecież ludzka tolerancja ma pewne granice. M. wrócił do pracy "na stare śmieci". Z jednej strony dobrze, bo w nowej pracy wisiało nad nim widmo ciągłych wyjazdów do różnych miast w Polsce, a z drugiej strony... Ta "stara" praca była niejednokrotnie powodem naszych kłótni i przykro mi to mówić, ale już w drugim tygodniu powrotu do poprzedniej roboty sytuacja zaczyna się powtarzać. Już nawet nie chce mi się narzekać na wszystko, co mi w tej pracy przeszkadza, bo sporo tego, w każdym razie wniosek jest jeden i niezaprzeczalny - taka sytuacja źle wpływa i na mnie, i na M. i co za tym idzie, na nasze relacje. Wiedziałam, że tak będzie. Jestem realistką, więc nawet się nie łudziłam, że będzie lepiej, nawet mimo tego, że firma próbowała odzyskać pracowników, którzy stamtąd uciekli przy pierwszej okazji, proponując nowe i niby lepsze warunki. Jasne... Znów wrócą do nas te same problemy, chyba że jakimś cudem pojawi się jakaś nowa propozycja pracy dla M. Bardzo bym tego chciała, bo teraz to jest cyrk i kpina, niemniej i tak się cieszę, że jakaś praca w ogóle jest, bo gdyby jej nie było, to z pewnością byłoby jeszcze gorzej...

Czasami się zastanawiam, czy to już taka nasza polska natura, żeby wiecznie narzekać i nie dostrzegać dobrych stron życia, czy po prostu znów mnie wszystko zaczyna przytłaczać, że przestaję się cieszyć z drobnych rzeczy, a zauważam jedynie same problemy... Czy może faktycznie te wszystkie negatywy zaczynają się mnożyć, wypierając tym samym te dobre iskierki... Co nie zaistnieje jakiś promyczek radości i szans zmian na lepsze, to za chwilę gaśnie, a w jego miejscu pojawia się jakiś problem blokujący realizację tego marzenia.
Ja naprawdę nie lubię narzekać, zdecydowanie wolę się dzielić radościami niż problemami i nerwami! Tylko niech w końcu coś, cokolwiek, zacznie się układać bez tworzenia tysiąca innych, nowych problemów...!

39 komentarzy:

  1. Skąd ja znam coś takiego... Ehhh chory kraj masz racje . Trzymaj się i nie poddawaj! Obie musimy się trzymać no ni'e ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No musimy, musimy, bo co mamy za wybór? :) Może kiedyś w końcu coś zacznie iść z górki... ;)

      Usuń
  2. Czasem tak jest, ze wciąż pod górę, mimo, że nie stroma,to zasapać się można.
    W końcu musi być lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taką właśnie mam nadzieję, że pewnego pięknego dnia wszystko zacznie iść z górki :)

      Usuń
  3. Przy takim spiętrzeniu problemów każdy ma prawo narzekać, a blog to odpowiednie miejsce, żeby się wygadać.
    Trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby odpowiednie, ale mnie samej, nie mówiąc już o Was, czytelnikach, już się to narzekanie nudzi... Tylko nie bardzo wiem z czego mogłabym się cieszyć na tyle, żeby moja radość nie straciła na sile dopóki nie skończę pisać posta :P

      Usuń
    2. Ale ja Cię naprawdę rozumiem... być może dlatego, że też mocno przeżywam problemy.

      Usuń
    3. Taki już chyba kobiecy urok... Ileż bym dała, żeby choć raz mieć coś w nosie bez późniejszych wyrzutów sumienia, że to coś olałam... ;) Bo olewać niektóre sprawy mi się zdarza, ale potem bardzo mnie sumienie gryzie... A chciałabym być na niektóre sprawy po prostu nieczuła, skoro nic nie mogę na nie poradzić.

      Usuń
    4. Jakbym czytała o sobie :D

      Usuń
  4. Takie to życie i czym człowiek starszy, tym więcej widzi i dochodzi do różnych wniosków. I ja bywam od czasu do czasu rozczarowana. Ale trzeba też koniecznie szukać czegoś wesołego, fajnego w życiu, bo zawsze mogłoby być gorzej ;) Pozdrowienia od kotów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że gorzej może być zawsze! Tylko dlaczego, dla odmiany, nie może być też czasem troszkę lepiej? :)
      Również kociska pozdrawiam :))

      Usuń
    2. Obok wiosny nawołuję same dobre rzeczy, a co :))

      Usuń
    3. To trzymam kciuki, żeby skutecznie i do wołania się oczywiście do was dołączam :)

      Usuń
    4. I chyba sie opłacało nawoływać, bo u mnie dziś niby ostatni dzień z temp. ujemna za dnia, przynajmniej do czwartku. Niby ma być ok. 5 -6 stopni, to czekam hihihihihihihihi Podeślę Ci pogodę, niestety nie wiem, czy dojdzie jeszcze dzisiaj :)))))

      Usuń
    5. No o te kilka stopni się wskaźnik temperatury podniósł u mnie, czyli część przesyłki doszła, ale do wiosny jeszcze ciągle daleko, bo dla odmiany spadło trochę śniegu, a słońce zniknęło...

      Usuń
  5. Jestes zmeczona pisaniem pracy i dlatego widzisz wszystko w czarnych barwach. A co do M. mysle, ze powinnas z nim szczerze porozmawiac - o tym co czujesz i czego sie boisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie powinnam, tylko jak on wraca taki znerwicowany z pracy to raczej nie najlepszy moment na rozmowę, a druga sprawa, że co taka rozmowa da - musi wykonywać takie obowiązki i nic się z tym nie zrobi. Jestem pewna, że gdy dostanie skądś inną propozycję pracy, to chętnie z niej skorzysta, a na razie chyba pozostaje tylko zacisnąć zęby i się nie dać...

      Usuń
  6. Nie wiem dokładnie o co chodzi z tą pracą, ale może powinnaś się zastanowić czy nie odpuścić i po prostu pracę M i Wasze życie odstawić na dwie różne pułki? Zastanów się czy wolałabyś, żeby wyjeżdżał w tej nowej pracy czy wolisz go mieć przy sobie i jakoś to wytrzymać? Pomyśl co by było jakby całkiem nie miał pracy, to dopiero by się zaczęły problemy...Niestety w takim kraju żyjemy, że trzeba cieszyć się z tego co jest i próbować widzieć w tym dobre strony, chociażby takie, że jest za co żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak by było najłatwiej - rozdzielić pracę od życia, ale jak mi facet znika w pracy na cały dzień, to w zasadzie powinnam go wykluczyć z życia, a chyba nie o to chodzi. Prawdę mówiąc my nawet nie mamy ze sobą kontaktu kiedy pracuje, a że w kółko pracuje, to ja niedługo zapomnę jak wygląda mój Mężczyzna...
      Staram się cieszyć z tego, że w gruncie rzeczy praca jest - jest jaka jest, ale JEST. Tylko że momentami idzie się załamać, kiedy się okazuje, że jest okropna...

      Usuń
  7. A może w tych polskich realiach naprawdę coraz trudniej się z czegoś cieszyć (?) Czasem mam wrażenie, że to egzystencja tylko a nie życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej się tego wszystkiego ująć nie dało. Trafiłaś w sedno.

      Usuń
  8. Na pracach dyplomowych się nie znam, więc po prostu trzymam kciuki, by wszystko było po Twojej myśli.

    Z pracą faktycznie ciężko. Mojemu akurat się dobrze trafiło, za to ja tak samo przeważnie źle trafiałam. Ciągła męczarnia, tyranie i nerwy, za parę groszy... Może niech Twój M. na razie tam pracuje, a w między czasie poszuka czegoś innego? A nuż... znajdzie coś ciekawszego :)

    Jak zaakceptujesz to co jest według Ciebie problemem i nie będziesz wiecznie się tym zamartwiać i narzekać, problemów będzie co raz mniej... Wiem, że to nie jest łatwe, sama z tym walczę, ale wszystko się dzieje po coś i wszystko jest z woli Boga, a nam jest dane "przyjąć to na klatę", że tak to ujmę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja właśnie też nie bardzo się jeszcze znam na tych pracach dyplomowych :D Ale oby jakoś poszło...

      Co do pracy, to taka właśnie jest póki co taktyka. Ale niestety, ciężko mi pogodzić się z tym, że swojego faceta nie widuję już praktycznie wcale... Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że to się kiedyś zmieni...

      Akceptowanie problemów w moim przypadku to już naprawdę najgorsza ostateczność... Zawsze staram się zrobić wszystko co tylko mogę, żeby jakoś się problemu pozbyć, rozwiązać go, czy cokolwiek, żeby problem zniknął. I w takich przypadkach właśnie porażki bolą najbardziej, że człowiek się stara, a nic mu z tego nie wychodzi... Wiem, że wszystko ma jakiś cel i nie dzieje się bez powodu, ale kto powiedział, że po przyjęciu tego "na klatę" nie można nic z tym zrobić, tylko nieść to tak długo dopóki się ma siły?

      Usuń
    2. Ale są problemy na ktróe nie mamy większego wpływu. Coś się nie układamy, a my się wściekamy i próbujemy to zmienić...choć bez większych rezultatów. Wtedy to znaczy, że tak musi być, że jest nam widocznie to potrzebne. Przykład - ktoś ukradł nam torebkę. Możesz próbować ją odnaleźć... ale nikt nie powiedział, że ją znajdziesz... Wyjście? Trudno, stało się. Szkoda, ale to była tylko torebka...

      W ogólnie to wszystko ma głęboko ukryty sens, ale o tym już rozpisywać się nie będę :) Po prostu jeżeli spotyka nas coś dobrego, krzyczy "dzięki Bogu" :) Ale pamiętajmy, że te przykrości które nas spotykają, to również dzięki Bogu :) Nie należy w tych momentach się od niego odwracać i pytać "dlaczego Ty mi to robisz", tylko z pokorą podziękować i żyć dalej. :*

      Usuń
    3. No fakt, zdarzają się sytuacje, gdzie człowiek nic nie może zrobić, ale praca akurat nie jest czymś takim, bo zamiast siedzieć i się zamartwiać, można codziennie przeglądać nowe oferty, może znajdzie się coś lepszego :)

      Usuń
  9. Taka prawda, pieniądze są w życiu potrzebne, sama się o tym przekonałam i ciągle przekonuję. Nie ma żadnego startu w życiu bez tej kasy:/
    A to, że widzisz same problemy, to normalne, mam tak samo:( Także musimy się wspierać:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Storczyku, cienko w tym kraju z jakimkolwiek startem, nawet byle jakim...
      Pewnie że będziemy się wspierać :* Poniekąd od tego tu jesteśmy :)

      Usuń
  10. Ostatnio mówili w wiadomościach, że bezrobocie znowu się zwiększyło :| Ja nawet nie zakładam, że kiedyś będzie w tym kraju lepiej. Sama obawiam się o to, czy W. znajdzie pracę w zawodzie.

    Zobaczysz, nadejdzie dzień kiedy ułoży się jedna rzecz, a potem kolejne ;) Przecież nie może być ciągle pod górkę, bez jaj ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że jakąś znajdzie, ale czy w zawodzie i czy dobrze płatną - to już może być ciężko.
      A nie zdziw się, czasami pod tą górkę to się idzie i idzie... w nieskończoność ;)

      Usuń
  11. Skąd ja to znam... ;-((( Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nic nie poradzimy, że z pracą jest tak ciężko. Niektórym to już nawet wyjazdy, kokosów nie przynoszą. Miejmy nadzieje, że będzie lepiej.
    Magda-aivio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kokosów może i nie przynoszą, ale przynajmniej jakieś normalne pieniądze, bo polskie wypłaty są niepoważne i śmieszne...

      Usuń
  13. Narzekanie to jednak chyba polska cecha. Nie rozpamiętywać bez końca porażek, skupić się na celu, a przeszkody traktować jak wyzwanie a nie przeciwności losu. I uśmiechać się zawsze i wszędzie i do wszystkich, nawet wrogów. To pomaga.

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj Ewelino, to miło, że do mnie zajrzałaś i zostawiłaś adres bloga, bo nie mam jeszcze dostępu do swojego komputera z zakładkami i nie wszędzie mogę trafić.
    Przeczytałam więc hurtem twoje ostatnie teksty.
    Jasne, że praca licencjacka wymaga włożenia w nią pracy, wcale nie dziwi, że cię to tak pochłaniało.
    Jak widać, z M wiąże was coś poważniejszego, skoro mimo burzowych dni w waszym związku udało wam się przetrwać razem. Na pewno testem będzie to mieszkanie razem. Na co dzień wychodzi nawet nie tyle prawdziwy charakter, co prawdziwe upodobania, a te często powodują konflikty, a niekiedy i prowadzą do rozstania. Mam nadzieję, że w waszym przypadku będzie następowało ucieranie się i coraz lepsze relacje.
    Brak specjalnych zdolności kulinarnych można łatwo nadrobić, jeżeli lubi się podziałać w kuchni. Można kupić mnóstwo książek, a i tanich broszurek z przepisami i poeksperymentować. Raz się uda gorzej, raz lepiej, aż dojdzie się do wprawy i będzie się zachwycać innych swoimi specjalnościami kulinarnymi.
    Największy problem może być z pracą M, jeżeli ona rzeczywiście jest źródłem konfliktu między wami. Ale może teraz, jak zamieszkacie razem ułoży się to inaczej.
    A dziadkowie, cóż, może trzeba dziadkom prawić komplementy, że przecież świetnie wyglądają i na pewno są młodzi duchem i rozumieją, że świat się zmienił od czasu, gdy oni byli młodzi. I dziś mieszkanie razem bez ślubu jest normą, dzięki czemu małżeństwo jest potem bardziej zgodne i udane bądź ludzie się rozstają, co pozwala uniknąć zbędnych komplikacji i stresów przy rozwodzie.
    Niemniej każde rozstanie jest rozstaniem i zarazem rozczarowaniem, straty emocjonalne na pewno są, tak więc życzę ci powodzenia i żeby wszystko udało ci się jak najlepiej.

    Maria Dora

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj!
    Praca na pewno będzie dobra, trzymam za to mocno kciuki. :)
    serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Trzeba wierzyć,ze się polepszy i jak najmniej narzekać,bo przecież mogło by być gorzej...pozdrawiam cieplutko...

    OdpowiedzUsuń
  17. Bo te problemy są po prostu głupie. Jak już muszą być to mogłyby być po kolei a nie wszystkie na raz. W ogóle mogłoby ich nie być :) W każdym razie życzę rozwiązania wszystkich problemów :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A narzekaj ile wlezie - trzeba sobie ulżyć coby się nie udusić. :))) buziaki

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Zostaw adres swojego bloga jeśli go posiadasz, bo chętnie wpadnę z rewizytą :)

Pamiętaj jednak, że jest to mój kawałek sieci, zatem uprasza się osoby komentujące o zachowanie kultury!!!!!