Przepraszam na samym wstępie za tą ciszę. Mogę Wam przysiąc, że bywam u każdego i czytam Wasze wpisy od deski do deski, tylko nie potrafię z siebie wydusić słowa. Ani u Was, ani u siebie. Naprawdę dopada mnie jakieś jesienne przygnębienie i mobilizowanie się do chodzenia do szkoły oraz do praktyk, które nieuchronnie nadciągają, wysysa ze mnie resztki sił do życia. Dodatkowo, w związku z uczęszczaniem na III rok studiów, mam do ogarnięcia sporo nowych spraw, w tym pracę dyplomową, zatem muszę uważnie gospodarować energią życiową, której mi ledwo co starcza. Zaglądam tu w wolnej chwili, aby odsapnąć od biegu codziennego życia oraz oderwać się od tego co mnie otacza, ale nie starcza mi inwencji twórczej na odzywanie się.
Wstyd, wstyd, wstyd! Ale obiecuję w weekend zdać relację z pierwszego tygodnia szkoły i zalążka praktyk, a póki co dalej będę bywać tu i u Was po cichutku :) Szybkiego nadejścia weekendu Wam życzę :))
Każdy ma czasem etap takiego milczka:)więc spokojnie :))))
OdpowiedzUsuńWażne, że jednak dałaś znak życia! :*
OdpowiedzUsuńNajważniejszy jest znak życia:)
OdpowiedzUsuńDoskonale rozumiem =*
OdpowiedzUsuńPs. Malutkimi krokami zmieniam swoje miejsce, nie mam jednak Twojego maila (a tutaj nie chcę) aby podać nowe dane. U mnie znajdziesz maila do mnie więc proszę o kontakt. Buziaki.
Tak niestety jest, że studia pochłaniają większość wolnego czasu.
OdpowiedzUsuńPanienka A [pamietnik-panienki-a.blog.onet.pl]
Nie daj się smutkom! Ogarniesz codzienność, tylko musisz się przestawić :) Ściskam mocno:)
OdpowiedzUsuńOj, buziaczki Ewelinko :*
OdpowiedzUsuńW takim razie czekam na relacje z niecierpliwościa. A można wiedziec co studiujesz ?
OdpowiedzUsuń