czwartek, 19 maja 2016

Urodzinowe refleksje :)

Nie bywam tu zbyt często. Bywam za to cały czas w swoim życiu na całego :) tego mi przez kilka ostatnich lat brakowało najbardziej - życie się toczyło, czas uciekał, tylko mnie w moim własnym życiu nie było. Nie miałam czasu, żeby żyć, egzystowałam w jakimś zawieszeniu. Miałam czas tylko na swoje obowiązki, a nie na życie. Teraz mam czas :) i korzystam ile wlezie :)

Naszły mnie refleksje życiowe, jak to co roku w maju. Urodziny - to taki swego rodzaju punkt kontrolny, gdzie zawsze się zatrzymuję i zastanawiam się, co mi się udało przez ostatni rok, co nie, upływa kolejny rok i co w tym czasie zrobiłam ze sobą, ze swoim życiem, czy wykorzystałam te 365 dni?

W tym roku, chyba pierwszy raz kiedykolwiek, mój bilans jest całkowicie dodatni. Udało mi się osiągnąć to, czego chciałam najbardziej - zmienić swoje nastawienie do siebie samej i do wszystkiego innego. Nic nie przyszło łatwo, właściwie z tych 365 dni, tylko ostatnie miesiące mogę zaliczyć do najbardziej udanych, bo przez resztę czasu stoczyłam wiele walk. Dużo się zmieniało, mocno się zmieniało, wiele rzeczy nie raz i nie dwa mnie zabolało chyba do granic moich możliwości, wiele razy musiałam podnosić się po kolejnych upadkach, ani przez chwilę nie było łatwo. Ale im bardziej obrywałam, tym bardziej kształtowało się we mnie poczucie własnej wartości, docierało do mnie, że w moim życiu najważniejsza jestem ja i dopiero wtedy wszystko inne będzie na właściwym miejscu. Poukładałam wszystkie kawałki, w jakich znalazło się moje życie od nowa w nową całość i dzięki temu właśnie teraz stoję tu gdzie chciałam stać. Jest mi dobrze z samą sobą, lubię siebie, wiem ile jestem warta i wiem, że jeśli ktoś chce być w moim życiu, też to musi wiedzieć i to szanować.

Teraz, dzisiaj, jestem z siebie dumna. Choć nie osiągnęłam wszystkiego, co chciałam osiągnąć na tym etapie mojego życia, to jestem dumna. Bo wszystko, co osiągnęłam, to jest moja zasługa. Sama na to zapracowałam. Nie mam na myśli tylko rzeczy materialnych, ale też moje osiągnięcia i zmiany wewnętrzne. Czuję się spełniona, ale nie chcę się zatrzymywać. Wymagać więcej mogę wyłącznie od siebie - i zamierzam, ale nie będę stawiać przed sobą nierealnych celów, tak jak było do niedawna. Poprzeczka wysoko, ale wciąż w moim zasięgu :)

Oprócz tego wszystkiego, udało mi się również zmobilizować do aktywności fizycznej. Zawsze chciałam być fit, ale nigdy nie wierzyłam w to, że kiedykolwiek tak będzie, bo znałam swoje lenistwo, słomiany zapał i miłość do czekolady, co jak powszechnie wiadomo, skutkuje grubą dupą. Do grubasa co prawda i tak było mi daleko, ale dojrzałam wewnętrznie do tego, że czas o siebie zadbać, lepiej jeść, poruszać się trochę. Martwił mnie tylko mój słomiany zapał - tydzień zdrowego stylu życia i na tym koniec, tyle mi się udało do tej pory wytrwać. Tym razem się zawzięłam, że nie odpuszczę. Kupiłam Sukces Chodakowskiej, wyrzuciłam zupki z papierka i inne świństwa, przestałam kupować czekoladę, bo choć nadal ją kocham i nie umiem się jej oprzeć, to jednak łatwiej stawiać opór czekoladzie w markecie na zakupach, niż w szafce w domu :) sama nie wiem, czy efekty tych moich zmagań w ogóle są widocznie fizycznie, ale na pewno są widoczne w moim sposobie bycia :) i co najważniejsze, trwam w tym nadal już 3 miesiące, choć czasem nawalam, kiedy M, wraca do domu z pizzą :))

Dużo w tym wszystkim właśnie pomogła mi wyżej wspomniana Chodakowska - niby nic, ale jednak gdzieś w głowie zostawały mi jej słowa typu "dostaniesz dokładnie tyle, na ile sobie zapracujesz", "wszystkich nie zadowolisz, to ty masz być zadowolona", "pamiętaj, cokolwiek robisz, robisz to dla siebie", aż w końcu sama zaczęłam tak myśleć. Na dodatek, Chodakowska odwiedzi moje miasto w ten weekend, co właściwie nakłada się z moimi urodzinami, dlatego w pewnej części zawdzięczając jej swoje zmiany, wybieram się na urodzinowy trening z samą Ewką we własnej osobie :D

6 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego i spełnienia marzeń! :)

    Do mnie niestety nie przemawia Chodakowska ani żadna inna Lewandowska. Mam po prostu alergię na taki mentorski ton. Obecnie mam już drugi miesiąc biegowego lenia.... straszne to jest, bo byłam blisko 10 km! :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Spełnienia marzeń i oby kolejny rok był znów dla Ciebie na plusie
    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie czytać takie wpisy!!!
    Wszystkiego najlepszego :) I wytrwałości we wszystkich postanowieniach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To bardzo piękne co piszesz :) O sobie, o szczęściu. O siebie zawsze warto walczyć, dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo wazne jest to w zyciu kazdego z nas aby byc dumnym z siebie, a jesli juz rzeczywiscie tak jest to mozna Ci tylko pozazdrościć i podziwiac Cię za wtrwałosc :)
    zycze Ci bys w dalszym ciągu była dumna z siebie i wytrwała w swoich postanowieniach
    zakochana-kobietka.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Spóźnione, ale wszystkiego naj:*
    Co do Ewki, mam nadzieję, że przeżyłaś. Ona potrafi dać popalić, szczególnie jak na Ciebie patrzy i się drze "jeszcze! jeszcze! końcówka!:)

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Zostaw adres swojego bloga jeśli go posiadasz, bo chętnie wpadnę z rewizytą :)

Pamiętaj jednak, że jest to mój kawałek sieci, zatem uprasza się osoby komentujące o zachowanie kultury!!!!!