czwartek, 2 czerwca 2011

:(

 3 czerwca byłoby nasze 3,5 roku...

Obserwując obrączkę na moim palcu, daną mi dawno temu jako dowód Twojej miłości, zastanawiam się dlaczego znów coś się sypie... Dlaczego byle powód kończy się megaawanturą... Dlaczego nie dane nam jest żyć w spokoju, ciesząc się swoją obecnością... Dlaczego moje szczęście znów rozsypuje się w proch... 

Wiem, że nie jestem idealna, bo żaden człowiek nie jest, ale czy z tego powodu nie zasługuję na to, żeby być kochaną? Dlaczego ktoś nie może mnie pokochać i zaakceptować taką, jaka jestem, razem ze wszystkimi moimi wadami? Dlaczego ktoś, za kogo skoczę w ogień, potrafi też skrzywdzić najbardziej ze wszystkich istniejących osób?...

Dlaczego ten, który mówi, że kocha, nie potrafi i nie chce walczyć o swoją miłość, tylko chowa głowę w piasek albo ucieka? Nie zrobisz dla mnie wszystkiego, bo nawet nie umiesz schować dumy do kieszeni i wyciągnąć ręki na zgodę, a nawet kiedy ja znów naiwnie wyciągam swoją rękę, to nie raczysz jej chwycić...

Życie nie jest i nie będzie bajką, ale czynisz je sobie jeszcze gorszym chcąc przez nie iść samemu...



Wiem co sobie myślicie, w kółko rozstania i powroty, do znudzenia... Nawet nie wiecie ile bym dała, żeby już raz na zawsze zniknęło to, co złe... Jestem już zmęczona tymi ciągłymi rozstaniami, ale nie umiem i nie chcę się z tego wyrwać...
Tak bardzo bym chciała, żebyśmy razem mieszkali, bo tak wielu kłótni udałoby się dzięki temu uniknąć, za długo jesteśmy razem, żeby wciąż ze sobą nie mieszkać i wierzcie mi, że to rodzi naprawdę nieokiełznaną ilość problemów... Chciałabym, żeby według prawa i przed Bogiem być Twoją żoną, bo wtedy byłbyś zmuszony stawić czoła tym wszystkim problemom, przed którymi ciągle uciekasz... Już by tak łatwo nie było trzasnąć drzwiami i wyjść, w końcu mój dom byłby też Twoim domem i musiałbyś do niego wrócić... Poza tym załatwianie takich spraw lepiej wychodzi przy spotkaniu w cztery oczy, a jak wyjdziesz i nie wrócisz, to z rozmowy sam na sam nici, a konflikty ciągną się niemiłosiernie, rujnując wszystko, co staramy się odbudować po poprzednich burzach... Coś trzeba z tym zrobić, bo zamiast się dotrzeć, zaczynamy się rujnować...

Ten związek stał się zbyt poważny, ze zbyt dużym stażem, by ciągle żyć osobno, więc są dwa wyjścia - zamieszkać razem, pobrać się - lub skończyć raz na zawsze...
Co wybierzesz?...

21 komentarzy:

  1. Myszka :* napisałaś, że gdybyście się pobrali to on byłby zmuszony stawić czoła wszystkim problemom, może i tak, ale ślub w takim wypadku to nie jest rozwiązanie. Przykro mi , że się rozstaliście ale wierzę, że będziecie jeszcze razem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewelinko... wiesz, że zawsze trzymam kciuki za Twoje szczęście. Wiem, jak Ci zależy na tym związku, ale nie mam pojęcia, co myśleć.
    Te ciągłe kłótnie nie wróżą niczego dobrego. Chciałabym, żeby Wam się w końcu ułożyło. Teraz 90% działania należy do niego. Czy podoła...?
    Ściskam mocno :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację - z jednej strony jest łatwiej będąc małżeństwem, bo trzeba wrócić do domu i spojrzeć sobie w oczy, a z drugiej strony ludzie często przyzwyczajają się do takiego stanu, bo "jest i będzie zawsze". Ja z moim mężem jesteśmy razem 6 lat (tym razem - łącznie ponad 8), znamy się od 9 roku życia. I co ? Nadal się kłócimy. To jest normalne, nie ma ludzi idealnych, musicie się sprzeczać i docierać. Tylko wyciągajcie z tego wnioski, bo jeśli cały czas chodzi o jedno i to samo to może rzeczywiście czas podjąć ważną decyzję...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli macie takie problemy, non stop, to małżeństwo nie jest teraz zbyt dobrym pomysłem. Wspólnie mieszkanie może coś by tu pomogło. Bylibyście dla siebie. I przede wszystkim mielibyście większe możliwości do stawiania czoła Waszym problemom. A tak jak napisałaś, wyjść i trzasnąć drzwiami jest bardzo łatwo. Gorzej wrócić i na spokojnie wszystko sobie wyjaśnić.
    Tak jak ktoś wyżej napisał... Wszystko zależy teraz od Niego. Jeżeli się nie otrząśnie, to ten związek nie ma sensu. Nieważne z jakim stażem, nie można się męczyć na własne życzenie.
    Jesteś jeszcze młoda, całe życie przed Tobą! Nie niszcz tego życia przez takie sytuacje...
    :**

    OdpowiedzUsuń
  5. ja tez uwazam, ze slub w tym przypadku nie rozwiazuje sprawy. Teraz kolej na jego ruch. Kołysanka ma racje - bez wzgledu na staz, czasami po prostu nie warto na wlasne zyczenie meczyc sie i pchac w zwiazek z nieciekawa przyszloscia

    OdpowiedzUsuń
  6. ale mimo wszystko trzymam kciuki, bo wiem, ze bardzo chcesz, zeby Wam sie ulozylo

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki i życzę szczęścia...

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć!

    Życzę Ci aby Ci się wszystko ułożyło a jeśli będzie inaczej to głowa do góry i pamiętaj, że świat się nie kończy na jednym mężczyźnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. ja chyba bym nie wchodziła w malzenstwo majac takie problemy,bo wcale nie jest latwiej uwierz mi...
    tak samo mozna trzasnac drzwiami,tak samo odwrocic sie plecami do osoby ktora sie kocha...najlepiej zamieszkac razem,zobaczyc czy problemow sie mnozy,jak to jest rozwiazywac je razem,bez udzialu osob trzecich....
    w malzenstwie jest nie latwo odejsc,a w narzeczenstwie owszem...bo jak juz na swiat przyjda dzieci to niestety jest ciezko...

    ja tez trzymam kciuki,ale pamietaj twoje szczescie jest najwazniejsze,nie rob nic na sile,aby ciagle uszczesliwiac jego,a kto uszczesliwia ciebie?

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem otwarcie - nie trzymam kciuków za Was. Wybacz mi. Ale według mnie to nie ma żadnego sensu. Trzymam kciuki za Twoje szczęście. Żebyś się w końcu wyzwoliła i zaczęła żyć normalnie. Bez strachu że wielmożny Pan się znowu o coś obrazi. Żebyś przestała bać się bycia singlem. To nic złego i nic strasznego. Mogłabys spotkać kogoś naprawdę wyjątkowego. Nie liczyłabym że M. się zmieni. Czy po zamieszkaniu czy po ślubie. Według mnie on też się boi samotności tak jak Ty. I tylko dlatego cały czas wracacie do siebie. Błędne koło :/

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Strasznie mi przykro... Widzę, jak bardzo to przeżywasz, jak jest Ci ciężko... :( Może daj mu teraz pole do popisuj, może niech teraz on wykaże się, czy tak naprawdę zależy mu na Tobie i na tym związku... Cóż, czasem sama miłość niestety nie wystarczy... Czasem człowiek gdzieś po drodze gubi się... ale mam nadzieję, ze wszystko powróci na ten właściwy tor... Trzymam kciuki i życzę powodzenia! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Może napisz nam o co dokładnie się kłócicie? Może damy radę pomóc i określimy, w czym tkwi problem, czy w Nim, czy w Tobie, czy w Was razem:P A patrząc z perspektywy trzeciej osoby łatwiej jest ocenić sytuację. Poza tym... skoro napisałaś na blogu, że jest źle, to zaraz będzie dobrze;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ewka napisała święte słowa. Zacznij myśleć tylko o swoim szczęściu, nawet jeśli bez niego:*

    OdpowiedzUsuń
  14. Ślub na pewno nie byłby dobrym rozwiązaniem, na pewno nie załatwiłby Waszych problemów wręcz mógłby wszystko pogorszyć. Natomiast jeśli chodzi o wspólne zamieszkanie to u mnie to wiele zmieniło. Ogólnie nasz związek był zawsze burzliwy i dużo się kłóciliśmy. Jak zamieszkaliśmy razem wszystko się zmieniło. Połowa problemów po prostu zniknęła i dziś jak o tym wszystkim pomyślę to żałuję, że się kłóciliśmy tak często i tyle czasu straciliśmy.

    Wiem co czujesz, ciężko jest zakończyć tak długoletni związek, zwłaszcza jeśli się kogoś kocha, ale jeśli czegoś nie zmienicie to wykończycie się nawzajem i zniszczycie to uczucie.

    Trzymaj się dzielnie Kochana =*
    Free Spirit

    OdpowiedzUsuń
  15. To Twoje życie, ale ja bym zakończył ten związek i zapomniał nie łudząc się i nie czekając na jeszcze gorsze chwile. Czy zapomnisz kiedykolwiek ten ból ?

    OdpowiedzUsuń
  16. Małżeństwo, to żadne wyjście z sytuacji. Może być jeszcze gorzej. Ale zamieszkanie razem może by pomogło, ale musicie oboje tego chcieć! :* Życzę aby, wszystko się rozwiązało. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ślub nie naprawi relacji między Wami. Sami musicie to zrobić. Jednak najpierw sama musisz poczuć się szczęśliwa. Odkryć to czego naprawdę pragniesz. Bycie z kimś u boku, pod jednym dachem to nie wszystko. To żadna gwarancja na udane życie. I pamiętaj, że nie wystarczy by tylko jedna strona chciała...Nie ma nic bardziej niebezpiecznego jak zasugerować się przyzwyczajeniem, że ten ktoś jest już przy boku długi czas...pomylić to z prawdziwym uczuciem. Strach przed rozstaniem, przed bycie samą zniekształca rzeczywistość. Być może dobrze wiesz co czujesz, ale czy jesteś pewna, ze wiesz co czuje On? Jedno jest pewne, że obojgu nie jest Wam dobrze w tym związku..a naprawianie tego ślubem to zły pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie wiem czy wspólne mieszkanie i ślub załatwił by wszystkie problemy. Może tylko chwilowo?

    Magda-aivio

    OdpowiedzUsuń
  19. Kochana ;*
    Doskonale to rozumiem, bo nie ma nic gorszego jak ciągłe rozstania i powroty... ale ja wierzę, że WAM się MUSI udać, bo długo już jesteście razem a takie związki nie rozpadają się z dnia na dzień.

    Tulę ;**

    OdpowiedzUsuń
  20. No cóż przytulam Cię mała :* Wszystko się ułoży... zobaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Miłość to trudne uczucie ale piękne i trzeba naprawdę kochać,by razem być...


    ZAPROSZENIE.

    10 Czerwca 2007 roku
    Przyszedł na Świat ''Poeta''
    Zaczął pisać wiersze na blogu
    I Świat wirtualny ''opętał''

    Kolejna rocznica już jest
    Pragnie więc ''Poeta''
    Zaprosić na imprezkę Cię
    By razem być wśród tego święta.

    Przeto uprzejmie proszę o przybycie
    Na przeżywanie tej radości
    Pragnę Ciebie przecież widzieć
    Pragnę dalej pisać w śmiałości.

    Impreza będzie bezalkoholowa
    Tort natomiast będzie i słodycze
    Róża też będzie biała...wiekowa
    Proszę wiec przyjdź...na Ciebie liczę.

    Czas trwania imprezy,to kilka dni
    By przyjść mogli Wszyscy
    Uracz mnie przybyciem swym
    Niech moje serce radość Twoją widzi.

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się ze mną swoją opinią. Zostaw adres swojego bloga jeśli go posiadasz, bo chętnie wpadnę z rewizytą :)

Pamiętaj jednak, że jest to mój kawałek sieci, zatem uprasza się osoby komentujące o zachowanie kultury!!!!!